Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pierwszy wiosenny poranek, przez zwiewne firanki małego pokoiku na poddaszu przedzierały się promienie wschodzącego leniwie słońca. Lekki, chłodny wietrzyk targał niemiłosiernie kartkami otwartej książki spoczywającej na jednym z biurek tuż pod oknem.
Pod jedną ze ścian pomieszczenia stały cztery pojedyncze łóżka, których właścicielki nadal zatopione były w głębokim śnie, nie zdając sobie sprawy o zbliżającej się pobudce.
Każdy poranek wyglądał właśnie tak, w tym żeńskim i z reguły bardzo nudnym internacie na przedmieściach Londynu. Nic nigdy się nie działo. Dziewczęta były dobrze ułożone, wszystkie wywodziły się z bogatych domów, wszystkie miały nieskazitelną przeszłość i niestety wszystkie zmuszały same siebie do bycia kimś, kim absolutnie nie są i nie chcą być, ale wygórowane ambicje rodziców górowały nad ich prawdziwym „ja”.

*

Zbliżała się godzina ósma, kiedy Pani Vance - dyrektorka internatu - zaczęła obchód po pokojach i budzenie dziewcząt, które nawet nie śmiały protestować. Owa kobieta wypracowała sobie u swoich podopiecznych bezgraniczne posłuszeństwo. Konsekwencje za łamanie zasad uporządkowanego życia jej i należącej do niej szkoły były bardzo surowe. Można było powiedzieć, że tylko ona miała tam jakieś prawa, inni skazani byli na zaspakajanie wszystkich zachcianek i chorych wymogów Pani Vance.

*

Tęga sylwetka pojawiła się w drzwiach ostatniego pokoju i zadzwoniła małym dzwoneczkiem budząc lokatorki poddasza, które posłusznie wyskoczyły z łóżek i chórem powitały dyrektorkę:
- Dzień dobry Pani Vance. - Kobieta zmierzyła wszystkie cztery ostrym spojrzeniem i kiwnęła głową w odpowiedzi na ich słowa, dając tym samym znak, że powinny a raczej mają zacząć szykować się do śniadania i późniejszych zajęć.
Wśród czterech dziewczyn w jednakowych piżamach znajdowała się także Izabelle Chabert. Pozornie niczym niewyróżniająca się uczennica żeńskiego internatu, jednak zupełnie inna od reszty.
Wysoka blondynka zaraz po wyjściu dyrektorki klapnęła lekko na łóżku i odgarnęła burzę złotych loków na plecy. Odwróciła twarz w stronę okna i uśmiechnęła się delikatnie. Zdarzało jej się to bardzo rzadko, była nieszczęśliwa z wielu powodów, ale najbardziej martwił ją pobyt w tym tak bardzo znienawidzonym przez nią miejscu. Sale lekcyjne, jadalnia i sypialnie budziły w niej niechęć, widok tej zakochanej w sobie kobiety, która śmiała się zwać dyrektorką niekiedy przyprawiał o dreszcz strachu. Ale teraz…teraz nie liczyło się nic poza piękną pogodą. Gdyby tylko mogła się stąd wyrwać, odfrunąć…odpłynąć i podryfować na falach wolności do tego pięknego świata. Byłaby najszczęśliwszą osobą na Ziemi mogąc spędzić choćby kilka chwil poza tymi murami. Patrzeć w słońce oświetlające ogród, w którym jako mała dziewczynka bawiła się ze swoją matką. Oddałaby wszystkie bogactwa za to żeby choćby na chwile powrócić do tych chwil…pięknych chwil jej dzieciństwa.
- Chabert, pośpiesz się. - Usłyszała czyjś głos, jakby przez mgłę. - Chabert, przestań marzyć tylko weź się za siebie! - Tym razem ton był ostrzejszy i sprowadził dziewczynę z powrotem do realnego świata.
- Już, już… - Odpowiedziała Izabelle.
Jej głos pomimo, że bardzo czysty i dziewczęcy zdawał się być pusty, nie wyrażał żadnych emocji. Brzmiał tak, jakby zaczęto się nim posługiwać całkiem niedawno, jakby odkrywano go na nowo.
Izabelle podniosła się i powędrowała do szafy, z której wyjęła granatową suknię z białymi koronkami przy rękawach i dekolcie. Na widok stroju skrzywiła się, ale postanowiła nie wygłaszać po raz setny swojej dezaprobaty, co do szkolnego mundurka. Wdzięcznym krokiem wymaszerowała do łazienki i zamknęła ją na niewielki zameczek.
Po dwudziestu minutach do pokoiku na poddaszu weszła nie ta sama osoba. Ubrana w poważną suknię, podkreślającą wąską talię, włosy upięte w ciasny elegancki kok i pantofle na obcasie, odbijające od swoich lśniących czubków promienie słońca.
Dziewczyna dumnie wypinając pierś zeszła do jadalni i zasiadła przy stole na swoim stałym miejscu. W milczeniu przyglądała się innym dziewczętom zajmującym swoje krzesła i czekającym tak jak ona w milczeniu na Panią Vance.
Kiedy wszystkie już zebrały się na śniadaniu, ze swojego gabinetu wyszła ta sama tęga, srogo wyglądająca kobieta, która jakiś czas temu budziła śpiące istoty niemiłosiernie przenikliwym dźwiękiem dzwoneczka. Stanęła przy swoim krześle z wysokim oparciem i odczekała, aż jedna ze służek jej, je odsunie. Wtedy dopiero spoczęła i dała przyzwolenie na rozpoczęcie posiłku.

~c.d.n.~


To mój tutejszy debiut, nie liczę na nic pozytywnego...to, co stworzyłam jest zbyt krótkie, ale dzisiaj na nic więcej mnie już nie stać. Postaram się ożywić, to co już zaczęłam w kolejnych częściach.

Opublikowano

Pierwszy akapit i udawanie kogoś kim się nie jest, to strasznie oklepana bajka i podana w raczej nieciekawy sposób. Tekst mnie osobiście się nie podoba. Sposób narracji, składnia kuleją.
Po przeczytaniu Twojej adnotacji lekko się załamałem. Czy to prośba o łaskę? Skoro sama wiesz co napisałaś, dlaczego nie poczekałaś, nie stworzyłaś czegoś dłuższego, dopracowanego, tylko wkleiłaś tu jakiś gorzej niż przeciętny tekścik.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Dzień dobry...widzę jest co poprawiać.

Od razu, co mi się rzuciło w oczy:

....staraj się unikać nic nieznaczących epitetów typu niemiłosierny, wspaniały, fantastyczny, cudowny, one tak naprawdę nic nie znaczą są mało wyraziste...bo co oznacza związek wyrazów: targał niemiłosiernie? nic! Można być pełnym miłosierdzia, być miłosiernym, człowiekiem uczynnym, litościwym a czasownik miłosiernie jest właśnie od tego przymiotnika. A tobie w kontekście zdania nie o to chodziło zapewne. Szukaj odpowiednich wyrazów, które oddadzą to co chesz powiedzieć, bo inaczej wychodzą takie kiksy.

Jak już jestem przy tym, używaj tylko jednego epitetu,nie stosuj wyliczanki epitetowej...znacznie poprawia efekt,: chłodny, letni wietrzyk, brzmi niezbyt...wystarczy letni wietrzyk, lub chłodny

Pierwsze zdanie jest błędne. Był pierwszy wiosenny poranek. I od dużej litery dalej...

W drugim akapicie brakuje dokładnego okreslenia czasu, osma ,ale kiedy rano czy wieczorem? To, że są budzone, nie określa czasu.

chore wymogi - to co napisałem wyżej - BEZSENS - surowych wymogów

piżamach - Pidżamach

i właściwie od tej pory, nie zauważyłem błędów bo wciągnęło mnie dalej...Fajne

Masz ciekawy pomysł,Londyn, żeńska szkoła, zobaczymy co się wydarzy. Operujesz obrazami, zwracasz uwagę na emocję twoich bohaterów, sposób mówienia, intonacji, to myślenie może ci tylko pomóc w rozwijaniu swoich umiejętności, to dobra cecha, bohaterowie są dynamiczni, widzisz to o czym piszesz...pięknie. Spróbuj tylko nie pisać wprost, staraj się bawić z czytelnikiem, zmyłki, przewrotki, bedzie super...wiem, że to trudne i wymaga pracy analitycznej, przed zabraniem się do pisania. Wzbogacaj słownictwo, czytaj i pisz! PISZ! pisz!

"To mój tutejszy debiut, nie liczę na nic pozytywnego...to, co stworzyłam jest zbyt krótkie, ale dzisiaj na nic więcej mnie już nie stać. Postaram się ożywić, to co już zaczęłam w kolejnych częściach." Nigdy nie pisz o sobie w ten sposób, wiecej optymizmu, nie ujawniaj słabości, nie musisz tego robić, popełniasz błędy, ale nie piszesz źle...

Powodzenia w dalszej pracy.

p.s aha sprowadził z powrotem - masło maślane....sprowadził to wiadomo że z powrotem, tak jak wracać z powrotem. sprawadził do realnego świata wystarczy

i jeszcze jedno, nie jestem pewnien, ale czy łóżka mogą stać pod ścianą??? nie wiem sam

przepraszam mogą, przecież: stała pod ścianą, sącząc kakao itd...tak tak heheheh.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



co to za sugestia? Znasz autora?, skąd wiesz, że pisze o sobie?

Przecież to tylko opis, zaznaczenie czasu i miejsca akcji?

Co to ma z udawaniem kogoś kim się nie jest - ja pierdole...dawno nie czytałem takiej bzdury
Opublikowano

Na początku zapachniało mi "Małą księżniczką" - czekałem, że główna bohaterka będzie nosić imię Sara. Na szczęście myliłem się. Trudno to ocenić, bo jednak jest to zaledwie wprowadzenie (błędy ci już wytknął Piotr, z którym nie zgadzam się co do jednego - według mnie piżama i pidżama są równoprawne i ich użycie zależy chyba głównie od regionu Polski). Brakuje mi jednak w tym tekście pewnego szczegółu: otóż czytelnik nie ma pojęcia (chyba, że coś przeoczyłem) w jakim wieku są te dziewczęta - a nie jest to chyba fakt bez znaczenia dla dalszego toku opowieści. Inne problemy będą miały ośmiolatki, a czegoś innego można oczekiwać od nastolatek.
Jak na pierwszy raz, to lepiej niż dostatecznie.

Opublikowano

Może troszeczke mniej nerwowo. "...zmuszały same siebie do bycia kimś, kim absolutnie nie są i nie chcą być..." - chodziło mi o ten kawałek, to strasznie częsty motyw, bogaci rodzice, dzieci które muszą coś udowodnić itp. A skąd w takim razie wywnioskowałeś że pisze o autorze? Troche wiecej pomyślunku ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Proza w kształcie wiersza?     Kochany misiu. Chociaż nie widzisz moich łez to wiedz, że bardzo martwię się o ciebie.        Siedzisz z tyłu, a ja nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak nisko upadłeś? Wybrałeś wolność na podłodze, zamiast mnie?       Czyż wolisz dalekie ciepło uwięzionego na ścianie kaloryfera, niż ciepło bliskich rączek, które chciałaby cię przytulić.       Przecież wiesz, że jestem wyrośniętą małą dziewczynką, która bardzo cię kocha swoim serduszkiem.     Dlatego jest mi bardzo smutno, że nie chcesz ze mną dzielić radości oglądania, tego co właśnie widzę.        Chyba wiesz, że im dłużej oglądam, tym bardziej mnie zasmucasz.      Tak tobie opowiem o swoim marzeniu. Chciałabym być władczynią milionów misiów. Mieć kilku zaufanych wokół siebie by wspólnie nie pozwolić, bardzo zagubionym, upaść nisko na podłogę i pociągnąć inne z sobą, w przeciwnym kierunku, niż jestem.            Przecież z dala od mojej miłości, skończyły by jako przemielone pluszaki, z których można by uformować, bardziej przydatne.        Wybacz kochany misiu, że tak nawijam o swoich marzeniach lecz będę musiała jakoś temu zaradzić, byś mnie pokochał.        Może na początek dla twojego dobra, odstrzelę ci pociskiem z procy uszko. którym słuchasz niewłaściwe słowa, oraz wydłubię oczko, te, którym oglądasz świat inny od mojego Dam ci szansę. Doceń to!     Ponadto powinieneś być wdzięczny, naszemu tatusiowi, co wszystko może, że specjalnie dla nas, załatwił przedpremierową projekcję „Toy Story” – 6      
    • ~~ Nie można mnie zwać małolatem - a jeśli ... już w pomyślunku ktoś przypnie mi taką łatę - no, niech tam ... brak mu szacunku ... Lat dziewiętnaście do setki winno powagą mnie zdusić - lecz czuję się młodzieńczo lekki i smak tej młodości wciąż kusi ... Tkwią we mnie góralskie geny - lecz te - z beskidzkich górali - gotuje się we mnie moc weny i wciąż pod tym piecem się pali ... Sparafrazuję tu Jerzego Stuhra - lecz nieco innym przykładem; bo kiedy już jestem góral - to muszę też dawać radę pisać do rymu co nieco ... Nie zawsze mi wychodzi - ale tu o to chodzi, że czasem człowiek musi... ...inaczej się udusi lub łepetynę rozsadzi... Więc trzeba sobie radzić!!! ... Nie można mnie zwać małolatem - a jeśli ... już w pomyślunku ktoś przypnie mi taką łatę - no, niech tam --- brak mu szacunku ... Jeśli to jednak tak wygląda ... ... nie będę udawał wielbłąda, ni rodzimego barana - to moja głowa ... pijana!!! ~~
    • @Benjamin Artur - @Berenika97 - @Posem - @Poet Ka - dzięki - 
    • @LessLove To kolejny świetny wiersz, który można odczytać na kilku płaszczyznach.  Na pierwszy rzut oka to wiersz o samej technologii, która jest "karmiona" przez 24h na dobę. Dla mnie to przede wszystkim odczyt artystyczny. Czarujemy słowem, jesteśmy tą "swawolną wróżką". Gorzka prawda jest taka, że AI jest wyzwolona od wiary w te czary. To "nie tylko słowa".   Pomimo tego dajemy z siebie wszystko od razu.   Uderza mnie przede wszystkim "cmentarz marzeń". Dla mnie to wskrzeszenie idei. Twórczość jest tym, co ożywia martwe idee. Ten bardzo dosadny  tekst odczytałam też w kontekście politycznym. Tu ściera się druga strona twórczości. Wybrzmiewa, że nie ma niezależności, bo zawsze jest admin, portal, a w kontekście wiersza - algorytm.   Wniosek jest taki: system jest karmiony naszymi pragnieniami, a my dostajemy jedynie chwilowe kurhany. Z innych odczytów kształtuje mi się tu wydźwięk samej wiary. AI jej nie ma. Jest maszyną, która nie czuje i nie ma duszy.   I tu pada prowokacja: "Tylko słabi wierzą?"  -  Wiara jest prawdziwa. Jej się nie da wygenerować. Myślę też, że całość ma wydźwięk społeczny. Bo scrollujemy. To o topieniu smutków. Chcemy stworzyć coś, co będzie zapamiętane. To tworzenie własnych, spichrzowych pomników.   Może mniej trafnie, ale dla mnie odczyt jest taki, że budujemy na słabym podłożu. Ono jest nietrwałe.   Wiersz wbija " szpilę " na wielu poziomach. Jest tu przede wszystkim prawda, ale i sarkazm i ironia.  Każdy odczyta go własnymi myślami. Dziękuję
    • @Wal Pomysłowo! Pozdrawiam :-)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...