Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Akt1 scena 1

Mieszczuch podjeżdża pod dom Sołtysa czarnym BMW,
wychodzi i spotyka na swojej drodzę Wieśnioka.

Wieśniok

hej,tam panie,co się gopisz?!
hopsasanie?do Maryny mi się kwopisz?
cóż na wiochę cię sprowadza?
może ktoś ci tu zawadza?
może jakeś masz problemy?
mów mi chybko,się dowiemy,
się dowiemy co sprowadza,
oj że,aj że ać zawadzasz.

Mieszczuch

w czym przeszkadzam,głupi wsioku?
mówisz do mnie jak w amoku,
komu miałbym tutaj szkodzić?
niby zacnej twej Marynie,
coto z nieurody słynie?
co od kostek po kolana
blizny ma i rozebrana,
od remizy po remizy
lata,tańczy,ja się brzydzę.

Wieśniok

dość już tego cny mieszczuchu,
ty,co drapiesz się po brzuchu,
nic nie robiąc całe dnie,
do łobrazy mi sie rwiesz?
nich no schwycę siekrę jaką,
to nauczkę sprawię taka,
że gdy spotkasz mnie ponownie,
spadną zbrązowiałe spodnie!
ty,obrażać śmiesz Marynę?
cud nad cudy z wioch dziewczynę?
raz jeden do trzech policzą,
wynoś się bo siekrę schwycę!

Mieszczuch

ha!do trzech byś umiał zliczyć?
najpierw musialbyś poćwiczyć.
to ty poćwicz sobię trochę,
a ja zwiedzę piękną wiochę.

Wieśniok

ech,plugawcze korpulętny,
zły demonie,męt nad męty,
szatan wrogi zysłał ciebie,
nie postawisz nogi w chlewie!
nogi,co to chodnik znała,
potem pracy się nie zlała!
ino by deptała,
ino by skakała.
dośćżeś dziewkę naobrażał
byś swój nos w nieswoje wsadzał!
czcha i won!wynocha!
moja jeno moja wiocha!

Sołtys

co to?wsiony jedny z drugiem?
znowusz poszło coś z tym pługiem?
gdym łusłyszeł kłotni głosy,
żem opuścił własne kłosy,
i łubrawszy filcy-buty,
szedł i szedł i szedł,doputy
żem ni znolozł wos wieśnioki.
o cóz hałas ten głęboki?

Mieszczuch

witam pana,mój prezesie,
ja nie wieśniok,to już wiecie
tu przybyłem w wiejskie progi,
tu pognałem młode nogi,
by dowiedzieć się od pana,
czy ta ziemia juz sprzedana.
kidy tutaj przyjechałem
i prezesa wyglądałem,
ten tu burak mnie zaczepił,
oczy we mnie dzikie wlepił,
groził śmiercią i siekiera,
bawił wypowiedzią szczera,
coś tam miałkał o marynie,
cud nad cudy z wioch dziewczynie?

Sołtys

wybacz drogi,wiejskie krzyki,
takie u nos som nowyki,
że gdy z miasta ktoś przybędzie,
słychać burdy tu i wszędzie,
gdzie się wieska kraśna niesie,
nawet w starej kniei,lesie.

Wieśniok

ach,przepraszam mosć Sołtysa,
żem swój jęzor rozkołysał,
juch mnie ni mo,juch odchodzę,
głowa moja juch w pożodze,
takem tu się denerwował,
lepij bym w chałupie schował
moję głowę rozbolałą,
tak czerwoną i nabrzmiałą!

Mieszczuch

od myślenia?
chyba nie(hahaha)

Sołtys

kto go wie!(hehehe)

Wieśniok

z tobo jeszcze so pogadam,
wierz lub nie wierz,siła władam!

Miszczuch

No Sołtysie,więc jak sprawa?
ziemi sprzedarz nie zabawa.

Sołtys

idziem chyżo do chałupy.
co ty będzim stać jak słupy.

  • 9 miesięcy temu...
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...