Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zwykłem w łóżku
obijać się z ochotą
nogę w nogę do góry
zagrywać- nie trafiać

zależeć
na chwilkę i dłuższe
nieśpieszne w profile a ja

misia bym chciała
misiać za uszkiem aż zamruczy

kanalia
nie nalega

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Teraz dostrzegłem dwuznaczność ;] Nie chciałem, aby dwugłos był nazbyt dosłowny.
Cóż, chyba jednak zmienię delikatnie ;) (choć perspektywa perwersyjnej niejednoznaczności kusi ;) hmmm…

Pozdrawiam

Fei


_____________________________

PS. Po zmianie widzę, że wyszło jeszcze lepiej (czyt. perwersyjnie)- nie wiadomo ile jest podmiotów- jeden, czy dwa ;)
Opublikowano
Olesiu

nie wątpię ;)


Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Każdy swego misia ma! ;]
Co do lenia, wiersz powstał po nieprzespanej nocy, a to chyba wiele tłumaczy ;)
nieprzespanej przez studia, oczywiście :P

Pozdrawiam

Fei
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



;)
Co do bezokoliczników, nie dało się ich uniknąć po pierwszej strofie, której wolalbym nie zmieniać (chciałem podkreślić zwyklenie w łóżku ) . Poza tym zależało mi na zmianie czasu między pierwszą a drugą częścią, oraz przekazaniu odrobinkę innego klimatu, na co, jak mniemam właśnie bezokoliczniki mają wpływ.

PS. co do olaboga! ;) to zależy jakiego misia Ty masz na miśli ;]

Serdecznie

Fei
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



jak już pisałem Stefanowi, zagrywki nietrafione, bo jeden miś chce, a drugi nie ;) Bardzo dobrze, że na wesoło, bo właśnie tak miało być ;)

Serdeczności

Fei
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



jak już pisałem Stefanowi, zagrywki nietrafione, bo jeden miś chce, a drugi nie ;) Bardzo dobrze, że na wesoło, bo właśnie tak miało być ;)

Serdeczności

Fei
zmienić misia, albo misie "zmusić" niech zechce, kurde życie takie krótkie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...