Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na bramce stoję, w tym klubie marzeń,
Stałych bywalców dobrze znam.
Pamiętam, smukłe wyblakłe twarze,
Uśmiech na ustach - miły mam.

Podają bilet, a ja przedzieram,
Suną na salę, schodząc w dół.
Tam wielka łąka dziś się otwiera
Pachnących kwiatów oraz ziół.

Zajmują miejsca w bajecznym koszu,
Na łuku tęczy wzniosą się.
Barw i zapachów zliczyć nie sposób.
Czy jakiś czar? Czy jakiś sen?

Zaczęty spektakl. Odwrotu nie ma.
Zamknięte okna oraz drzwi.
W oczach niepokój błędne spojrzenia,
Nie trzeba marzyć ani śnić.

W olbrzymiej trawie kosz lekko płynie,
Rozchodzą się olbrzymie źdźbła.
Gama zapachów dusi w gęstwinie,
Kwiaty, owady wokół nas.

Słychać ich mowę swary i kłótnie.
Panuje tu straszliwy gwar.
Gesty radosne i gesty smutne
Wyraża piękny ruchu czar.

Właśnie mijamy stokrotek chmary,
Trzmiela powabem pragną zwieść.
Rumianek zawsze w uczuciach stały,
Do swojej pszczoły mizdrzy się.

Mlecze żółcienią zalały zieleń,
Tkwi w samotności sobie skrzyp.
Mak swą czerwienią głośno się śmieje,
Do biedronki, a ona - śpi.

Złowrogie perzu strzelają liście,
Wśród różowych koniczyny kul.
On rządzić łąką chce oczywiście.
Naiwnych roślin mnóstwo tu.

Pragnie okazać wszystkim swą pomoc,
Spulchniając chętnie glebę w mig.
Kłącza zaciska - jak nie wiadomo,
Więdną rośliny - żal ich mi.

A perz na łące szybko się pleni
Podstępem niszcząc roślin stan.
Każdy, kto pragnie coś tutaj zmienić
Rasista - głośno wrzeszczą nań.

Znika gdzieś łąka. Spektakl się kończy.
Przesłanie w głowie stale jest:
Pomocna ręka, z którą się złączysz
Kłopotów może przynieść fest.

Ciemność wypełnia powoli salę,
Zabiera płaszcz ostatni widz.
Zamykam wejście na wielki zamek.
Jest zagrożenie - czy mi się śni?

Opublikowano

Na bramce stoję, w tym klubie marzeń,---10
Bywalców stałych dobrze znam.-----9
Pamiętam, smukłe wyblakłe twarze,-----10
Uśmiech na ustach – miły mam.----9---rytm?

Podają bilet, a ja przedzieram,------10
Suną na salę, schodząc w dół.------8 lub---Su-ną -na -sa-lę scho-da-mi -w dół-----9
Tam wielka łąka dziś się otwiera
Z zapachem kwiatów oraz ziół.---7 Wszy-stkich -za -pa chów- kwia- tów- i - ziół ----9

Zajmują miejsca w bajecznym koszu,----10
Na łuku tęczy uniosą się.---9---a nie lepiej "unoszą się"?, wiązanie z liczbą pierwszego wersu
Barw i zapachów wymienić nie sposób.---11 --rytm?
Czy jakiś czar? Czy jakiś sen?----8--- Czy jakieś czary? Czy jakiś sen?---9

Zaczęty spektakl. Odwrotu nie ma.---10
Zamknięte okna oraz drzwi.------8
W oczach niepokój błędne spojrzenia,---10
Nie trzeba marzyć ani śnić.---8

W olbrzymiej trawie kosz lekko płynie,-----10
Rozchodzą się olbrzymie źdźbła.----8
Gama zapachów dusi w gęstwinie,-----10
Kwiaty, owady są wokół nas.-----9

Słychać ich mowę swary i kłótnie.----10
Panuje tu straszliwy gwar.----8
Gesty radosne i gesty smutne----10
Wyraża piękny ruchu czar.----8

Właśnie mijamy stokrotek chmary,----1o
Trzmiela powabem pragną zwieść.----8
Rumianek zawsze w uczuciach stały,----10
Do swojej pszczoły mizdrzy się.-----8

Mlecze żółcienią zalały zieleń,----10
Tkwi w samotności sobie skrzyp.----8
Mak swą czerwienią głośno się śmieje,----10
Do biedronki, a ona śpi.----8

Złowrogie perzu strzelają liście,-----10
Wśród różowych kończyny kul.---8
On rządzić łąką chce oczywiście.----10
Mnóstwo naiwnych roślin tu.----8----rytm?

Pragnie okazać wszystkim swą pomoc,----10
Spulchniając chętnie glebę w mig.---8----rytm?
Kłącza zaciska – jak nie wiadomo,----10
Więdną rośliny - żal ich mi.----8---rytm?

A perz na łące szybko się pleni----10
Podstępem niszcząc roślin stan.----8
Każdy, kto pragnie coś tu zmienić----9
Rasista – głośno wrzeszczą nań.---8

Znika gdzieś łąka. Spektakl się kończy. ----10
Jednak przesłanie w głowie jest:---8--rytm!---może lepiej: Przesłanie w głowie nadal jest
Pomocna ręka, z którą się złączysz---10
Kłopotów może dać Ci fest. ---8 rytm! --- moze: Kłopoty niesie jeden gest

Ciemność zakrywa powoli salę, ----10
Zabiera płaszcz ostatni widz.----8---A widzów zagarnia płaszczy tren---wtedy-- 9
Zamykam wejście na wielki zamek.----10
Jest zagrożenie – czy się śni?---8----rytm? melodia???--a może: To zagrożenie - czy tylko sen---- wtedy 9

Panie JAcku, na razie tyle, moze wpadne potem, a może Pan resztę policzy i wyprostuje. Ma być 10-9-10-9 czy 10-8-10-8 czy i tak i tak???? Pozdrawiam.

Opublikowano

Wieczorem na spokojnie poprawię. Dziękuję za gruntowną analizę i widzę, że ma Pan opanowane to czego ja się tu uczę pisząc te teksty a mianowicie czuwanie nad stylem całego tekstu. Ja powiem to czym pewno się tutaj wielu doskonałym "rymiarzom" narażę. Czytając niektóre ich utwory - nie dostrzegam żadnego piękna. Cóż że rym idealny , gra ilość sylab a całość wrzeszczy. Tego się bardzo u siebie obawiam bo jako nie zawsze to dostrzegam. Przecież cała finezja; to nie tylko dobranie słów, ale ich szyk.
Zatrzymuję formę 10-8 i do pracy - koryguję
Dziękuję i pozdrawiam Jacek

Opublikowano

Czyta się przyjemnie, ale czasami jakby gubił się rytm.
To kilka moich propozycji dla jego poprawy:

Wśród różowych kończyny kul.-------------->pośród różowych kończyny kul
Naiwnych roślin mnóstwo tu.----------------->naiwnych roślin jest mnóstwo tu
Więdną rośliny - żal ich mi.------------------>więdną rośliny - aż żal ich mi
Podstępem niszcząc roślin stan.------------->podstępem niszcząc roślinny stan
Każdy, kto pragnie coś tu zmienić------------>każdy, kto pragnie coś tutaj zmienić
Jest zagrożenie – czy się śni?------------------->jest zagrożenie - czy mi się śni?

Pomysł podoba mi się, tym bardziej, że podobny chodził mi po głowie. Może kiedyś ujrzy światło dzienne.
Pozdrawiam wiosennie poetyckiego botanika

Opublikowano

Chyba miał wynosić 10/8. Jak zauważył to Eugen De, nie zawsze się udało. Albo konsekwencja, albo dla zachowania rytmu małe odstępstwo. Lepiej brzmi, a nie każdy czytelnik siedzi i liczy sylaby.
Pozdrawiam raz jeszcze

Opublikowano

Jeszcze tylko dwie zmiany, by stało się zadość doskonałości budowy wiersza:

1. Na łuku tęczy wznoszą się ( czas teraźn. ciągły !, nie przyszły, bo "zajmują" - następstwo czasów!!!)
2. Kwiaty, owady wokół nas - - aby było 8 zgłosek

Ostatni wers może zostać - 9.

Ho, ho, ho coraz więcej rymowanek! Co się z wami dzieje, forumowicze, czyżbyście szukali nowych form wyrażania swoich myśli? A może rodzą się prawdziwi - krwiści poeci??????????????????????????????

Do Beenie - Nie każdy liczy sylaby, bo ich braku lub nadmiaru nie zauważy, ale są też tacy, którzy nie liczą, a dostrzegą przy czytaniu, że coś jest nie tak.

Z radością, aczkolwiek ostrożną jeszcze Pozdrawiam Piast

Opublikowano

"Do biedronki, a ona śpi."-tu jest transakcent, pomimo zatwierdzenia "konwencji" 10/8, wers ten jest najlepszym przykładem na to, że zamiar równych ilości sylab w określonych wersach nie gwarantuje rytmiki. Rytmiki nie da się uładzić. Utwór bardzo słaby pod względem akcentu logicznego. A to przez brak śreniówki. Tak to już jest, że gdy zależy nam choć trochę na treści, to trzeba się z nią (średniówką) uporać. Ogólny brak wzorca rytmicznego. W innym przypadku możnaby z niej zrezygnować, ale należałoby wydłużyć wersy, do conajmniej piętnastek. Dlatego czytając wiersz nie czuje się co jest ważne, a co mniej. Z drugiej strony sprawia to troche wrażenie łąkowego przekrzykiwania się ot np sal spektaklowych, ale cierpi na tym morał. Który niewiadomo skąd nagle wyskakuje. Jakiś taki niewyraźny, doczepiony. Nie wiem, nie wiem. "Kłopotów może przynieść fest"-inwersja, a znaczenie słowa "fest". Fonetyka jakaś taka surowa, bez polotu. Bez fantazji. Nie wiem, chyba mi się nie widzi. Pozdrawiam. Życzę udanego poprawiania.

Opublikowano

Piast!!
ad 2 - poprawiłem
ad 1 - odbyłem rozmowę z polonistą ze szkoły i oznamił, że obie formy mogą być (teraz zajmują miejsca a potem się wzniosą)
Dziękuję i pozdrawiam Jacek

Dariusz Sokołowski!
poruszyłeś dla mnie wiele ważnych problemów.
Jak się ma rytmika do ilości sylab?
Dopiero przed godziną przeczytałem co to jest średniówka ponoć stosujemy w wersach powyżej 8 sylab a jak stosować w tej formie 10/8?
Jeszcze nie doszedłem co to jest wzorzec rytmiczny?
Odnośnie wiersza- dla mnie w nim wszystko jednakowo jest ważne. Każdy przyjmie co zauważy ot np. powiasta agrarna (perz bezcenne zioło, jak można tak pisać), albo bajka o roślinach z jakimś tam morałem - do wyboru.
Rzeczywiście wiersz surowy w formie i wyjątkowo bez polotu.
W tym wierszu już nie mam pomysłu na jakiekolwiek poprawki i tak zostanie.
Biorę się za czytanie teorii
Dziękuję i pozdrawiam Jacek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...