Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

TANGA JEDEN KROK



W butonierce krwawa róża -
boję sie jej kolców nagich.
Niech napięcie się wydłuża,
niechaj pąsowieją wargi.

Stukot szpilek na parkiecie -
To idę w strachu do ciebie.
Znane każdej to kobiecie:
woli w piekle być niż w niebie.

Mówisz mi - więc tango?
Skąd mam wiedzieć, płocha?
Wiem, że róża w butonierce
i że zaraz cię pokocham,
jeszcze tylko jeden krok!
Jeszcze tanga jeden krok.

W butonierce krwawa róża
rani moje piersi nagie.
Kiedy tulisz mnie, gdy skruszasz
słodko pąsowieją wargi.

Stukot szpilek na parkiecie -
więc tańczymy, jednak tango!
Znane każdej to kobiecie:
woli płonąć niż drżeć w wianku.

Mówisz mi - to tango!
A ja wzdycham, płocha.
Wiem, że róża w moim sercu
i że zaraz cię pokocham,
jeszcze tylko jeden krok!
Jeszcze tanga jeden krok.

  • Odpowiedzi 307
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

*** (CICHUTKO)



Cichutko kochanie, cichutko
Cichutko rozejdziemy się bez żalu
Ty będziesz wolny
Ja będę smutna
Ale to nic, to nic

Malutko kochanie, malutko
Malutko szczęścia dano nam, nic prawie
Teraz ty wolny
Ja teraz smutna
Ale to nic, to nic

Tak wiele kochanie, tak wiele
Tak wiele mamy od siebie, aż wszystko!
Chociaz ty wolny
Ja trochę smutna
Przecież to nic, to nic

Opublikowano

Córka wiosny (konkursowy)


Wiem, lubisz mi się chować
(jakie dziwne słowo: kochać...)
Znam też inne dziwne słowa
- gwiazdy, galaktyki, mleczna droga

Usta masz zwilżone tym mlekiem.
Galaktyk cienie na twe powieki
A czym są gwiazdy?
Phi! Któż tego nie wie...
...lecz nie ma ciebie dzisiaj na niebie

Jesteś nad rzeką - w gałązkach wierzbowych
Słyszałem szelest, widziałem ten promyk
Twoich włosów zielonych: chwyciłem ich kosmyk
A ty ze śmiechem pobiegłaś do mamy
- wiosny

Opublikowano

Evviva l'arte!

Ty jesteś ten śmiech niepoprawny,
którym się śmieję do świata,
a który do łez mnie rozbawia
bo chciałem być taki poważny.

Ty jesteś wina kroplą
żadnej innej niepodobną,
kroplą mocną, kroplą słodką.
(słowa język wnet mi plączą)

Ty jesteś poezją życia, beztroską, ulotną,
szczęścia krótką chwilą i każdą nową zwrotką.
Dlatego głośno będę krzyczał, ilekroć zapragnę:
Evviva l’arte, dziewczyno! Evviva l’arte!

Opublikowano

pean do Anioła na ziemi

Miłości nie oddaje się jak promyk słońca na przechowanie,
nie gnie się jej jak papier w zdenerwowaniu i niezgodzie.
Miłości się nie odmawia poprzez niechybne się poddanie,
nie zostawia się jej w nastrojowej niepogodzie.
Miłości złączonej wieńcem wieczności i zaufania się nie rozrywa,
nie przekreśla mozliwości oceanistycznych w uścisku.
Miłości, gdy mówi dialogiem dwóch ciał, się nie przerywa,
w tańcu jak w szybkości nieznanego ślepego pocisku.

Miłości, tej najpiekniejszej należą się hołdy i piękne słowa,
wszelkie hymny, dogodne aksamity i muśliny koronkowe.
Miłości, tej najcudowniejszej należy się jak połowie połowa,
wszelkie urośnięte do pewności słowa w płomieniu płowe.
Miłości, tej wzajemnej należą się podarunki od nieba,
wszelkie postacie najdzikszych kwiatów i zapewnienia.
Miłości, tej wiecznej i bezgranicznej należy się potrzeba
uścisku do granic możliwości i zakorzenienia.

Miłości, która jest uczuciem ponad boską chwałę,
nie znajdzie nikt prócz nas i naszych serc złączonych.
Miłości, w tej właśnie kojącej cierpiętnic serca chwale
nie ukradnie nam z serc rosnących w dumę nikt.
Miłości, takiej jaką tworzymy my, zaznanej i obnażonej
nie podważy nigdy nic i nikt.

Tak tym dwóm ciałom dopomóż Bóg.

Opublikowano

spacer wśród jabłoni i traw

Panie Mój, czy już przestał padać deszcz?
Przecież Pani wie, że kapie przez ten parasol też.
Panie Mój, czy przespacerujemy się wśród jabłoni?
Odprowadzę Panią do tej trawistej łąki toni.
Ach, nie dziękuję, sama sobie poradzę Panie Mój.
Kocham Panią odprowadzać i zawsze będę Twój.
Będzie mnie Pan trzymał za dłoń?
Także całować w skroń.
A czy godna jestem tegoż szacunku, Mój Panie?
Ach, pytanie, pytanie...
Pan poprowadzi?
Jeśli łaska, zaprowadzę Panią do tej jabłkowej kadzi.
Chyba się zgodzę, Pan taki miły.
Te krople deszczu romantyzm do Pani umiliły.
Tak, ten czas tak biegnie... jakby do Pana!
Pani odważna - tak z rana? Czyżby wyspana?
A skąd Pan wiedział? Rumieńce zdradziły?
Zdecydowanie Pani owocne gesty mnie uwodziły.
Czy się udało Panie Kochany.. ?
Dowiemy się, tylko spacer wykonamy.
Pan czaruje tak wspaniale. Lepsza rozrywka niż bale.
Ten u Sosnowieckiej był piękny. Widziałem Panią. Piękna suknia.
Była butelkowa, zaiście cudna...
Tańczyła Pani jak baletnica zwiewnie, delikatnie.
Ach bo zaraz na trawę upadnę!
Co się Pani stało? Słabo? Złe mam przeczucie...
Nie to tylko wzruszenia uczucie.
Pani proszę się oprzeć na mej dłoni.
Chciałabym z Panem dojść do tej jabłoni.
Pani pozwoli, ja Panią podniosę.
Ależ Panie Mój! To nie wypada! Zwierzęta krzykiem wypłoszę.
To po cichu usiądziemy w połowie drogi.
A nie pobrudzę sobie Panie nogi?
Ależ oczywiście, Pani Moja. Pocałunek i będę Pani.
Czy to zaproszenie?
Raczej życzenie.
Wobec tego zgadzam się namiętnie. Niech tak będzie.
O popatrz Pani moja, już nie pada.
Kocham Pana.

Opublikowano

miłości kwiaty chłonne

miłość potrzebuje nas a my potrzebujemy miłości.
budujmy mury wierności, czyny lojalności.
słowa dla wsparcia, więzy nie do zdarcia.
dłonie zawsze pewnym fundamentem
są połączone miłości pięknem.
nic z zewnątrz nas nigdy nie rodzieli.
nikt nigdy tej radości nie powieli.
co jest w nas tylko nas się tyczy
i świat tej miłości nie potrafi zliczyć.
siła dotyku przezwycieża trud i łzy
siłą miłości jesteśmy na zawsze my.

Opublikowano

SEN


To taki dziwny sen...
i miłość dziwnie dana
natchniona i tęskniąca
dotykiem dłoni tkana
w sercu rylcem wyryta
radosna i gorąca
barwą ust malowana
cicha drżąca i skryta
czasami zapłakana...

Dniami tak nieodległa
dumna ciepła uległa
chce nam zmysły podrażnić
każe śnić wyobraźni
i niemo wołać w ciszy...
aby jawą czy śnieniem
modlitwą czy milczeniem
jakże dziwnie nam daną
mnożyć miłość kochaną.

Ale kto ją usłyszy
w takim to dziwnym śnie...?

Opublikowano

wpatrując się

wpatruję się w Ciebie, jak w gwiazdy na niebie.
dziś gwiazdy świecą wyraziście, choć jest mgliście.
choć noc nieposkromiona je wygasa, ich życie to trasa
co nie kończy się chwilą. one jak Ty nigdy nie przeminą.

wpatruję się w Twoje oczy, głębią słów wzrok się toczy.
zachwycam się barwą, blaskiem, wtapiam się w tą łaskę.
choć jest ona mrugnięciami przerywana, to ta emisja znana
nie kończy się gwałtownie. nadal cała w Tobie tonę.

wpatruję się w Twe usta, pełne szczęściotwórstwa.
czuję ich zapach pełen słodyczy, uciszającej świat goryczy
choć zaciśnięte czasem zanikają, dla mnie nadal trwają
niezakończone. zaznane w miłości łagodnym tonie.

wpatruję się w Twoje serce, które dajesz mi w podzięce.
czuję się wyróżniona, spośród ludzi, że to Ty mnie budzisz.
choć otrząsam się ze złego snu, wiem że Ty zawsze będziesz tu
nieoddalony. przy mnie równie szczęśliwy i obudzony.

Opublikowano

morze i mewy

przepłynęłam morza słów
dźwięki najbystrzejszych mew
oddalając się od wysp realizmu
chciałam stopić się w Twojej skórze
oddana tylko Tobie
poświęcona wodą czystą
chciałam być tą mewą bystrą
poświęcona tylko Tobie
w zdrowiu i w chorobie
w czynie i w spojrzeniu
moc miłości w uścisku dłoni
w jednym krzyku koloryt toni
Twą żoną w blasku księżyca
i za dnia Twojego życia.
Kocham, nigdy nie przestanę
wierzę, niech dobro się stanie
połączy nas w jedno
bo w naszej miłości kwitnie sedno
tych samych głodnych spojrzeń
tych samych słów pożądliwych
mórz słodkich jak cukier
mew białych jak suknia moja
niczego więcej nie pragnę
dopóki jestem z krwi i kości żywa
a duchem przyciąga mnie Twoja osoba
- każdego dnia kocham Cię właśnie tak:
od nowa.

Opublikowano

prezent

dziś daję Ci różę swojego serca
piękną w czerwieni Twoich ust.
dziś, tylko dziś oddaję serce
przymierzam nowe słowa dla Ciebie.
pakuję się w papier luksusowy
by nie szczędzić Ci radości.
skraplam się zapachem swoich snów
abyś mógł poczuć, że jestem z Tobą tu.
oddaję Ci się w bieli i czerni
nieskazitelnie idealna z marzeń.
moja dłoń mieści się w Twojej dłoni
drobniejsza na tle Twojej opieki i siły.
dziś schowam się w ramionach Twych
i oczami spoglądam cicho z miłością.
jestem Twoim prezentem, oto jestem tu.
istnieję dla Ciebie, na miarę życzeń.
czy zechcesz odebrać mnie na poczcie?

Opublikowano

emblemat wspaniałości

wspaniałość z nieba jak promyk oświetla,
tą ziemię nagą od dotyku człowieka,
tą mokrą od łzy powiekę niemowlęcia,
tą anielską poświatę żebraka na ulicy.
wspaniałość jest we wszystkim.
tą wspaniałość trzeba tylko ujrzeć.

ja spoglądam na Ciebie,
spoglądam na Ciebie i widzę,
widzę wspaniałość dnia i nocy,
nocy kryształowej, dnia swobodnego,
swobody w delikatnej poświacie,
poświaty wspaniałej, rąbku tajemnicy,
tajemnicy odkorzenionej.
Ty, Ty jesteś wspaniałością.

emblemat ten pozostawiam w Twej dłoni,
jak niezapisaną kartkę papieru,
jak nożyce w wodzie jarzębinowej,
jak łodzie balansujące na krawędzi zachodu,
emblemat słońca ku rozkoszy wspaniałości.
Ty, Ty jesteś tą wspaniałością.

Opublikowano

pozwolę sobie zaprezentować dwa wiersze:



...(GDY ZAWIŚĆ ZAJĘCZY...)

gdy zawiść zajęczy krzykiem stłumionym
a smutek zapomni samotność
ja dalej będę Cię kochał...
gdy żal sciśnie gardło
a szczęście zapłacze
ja dalej będę Cię kochał...
gdy uczucie przeminie jak powiew wiatru
a rozpacz będzie ogrzewać
ja dalej będę Cię kochał...
gdy liście opadną i skończy się lato
a ziemię śnieg biały przykryje
ja dalej będę Cię kochał...
gdy wiosna nadejdzie i życie powróci
a drzewa wybuchną zielenią
ja dalej będę Cię kochał...
gdy myślę o Tobie i przestać nie mogę
a serce się z piersi wyrywa
czuję, że kocham Ciebie !!!



MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ

ni krztyny emocji
w tym suchym ciele
nie chciałem słuchać
straciłem tak wiele

skończyły się sielanki
utopijne wyobrażenia
żałuję za grzechy
to niczego nie zmienia

i cóż, że żal i smutek?
cóż, że przepraszam rzeknę?
nie wrócisz już do mnie
nawet gdy uklęknę

nawet gdy głowę ukorzę
lub padnę na podłogę
mgła rosą maluje policzek
mam już inną drogę

i mimo serca łkania
myśli skażonych i łez
nie ma już Ciebie
na czarno kwitnie bez

słońce ciemnością obleka
nie świeci lecz parzy
na respiratorze kreska
kto może, niech marzy

Opublikowano

Prawdziwa miłość
- rozwolnienie

Rży, wierzga, poematy klepie
przyjdź - powiada - miłości prawdziwa.
A jak się spotykamy w sklepie
to serce
jak
głaz

i nagle, trach
- cała we łzach

wątroba...
się u niego odzywa
ach,

ja nieszczęśliwa !

- że się nie podoba ?, to cóż
ja jestem od ogrodów i róż
kochanek podmiejskich latarni
a ty się mała lepiej ogarnij...

I weź tu z takim pogadaj
ślepe kiszki, uliczki, bzdety
jakieś fraszki, jakieś
kuplety

Ech, kultura, droga pani
to prawdziwą miłość
ma
za
nic

Opublikowano

Miłosny Narkoman

Daj mi choć kawałek siebie
może włos? Może naskórek?
Coś żebym mógł zaspokoić swój głód,
włożę Cię pod powiekę albo język
Nie, lepiej nabije Tobą lufkę albo wciągnę nosem

No, co nie patrz tak na mnie, wiem jestem chory
Wybacz, ale tylko na Twoim punkcie

Czy to moja wina, że mnie od siebie uzależniłaś?
Że czuje się gorzej jak ten ze stacji
bez swojej strzykawki
Nie zniosę już dłużej tego detoksu,
nie chce być czysty
Płyń w moich żyłach, proszę, nieprzerwanie
Działasz silniej niż zebrane razem używki świata
białe myszki, delirium tremens, są niczym
przy moich objawach, cierpieniu

Wytrzymam jeszcze parę chwil
ale wiem już nigdy się nie wyleczę
Narkoman zostaje nim na całe życie
Wystarczyło, że raz Cię spróbowałem

Opublikowano

CZYM JEST MIłOść (konkursowy)

Czym jest miłość?
Czy to puste słowo, którego naduzywamy?
Czy słowa "Kocham Cię" mają jakies znaczenie?
Ja wiem jedno znalazłem ich przeznaczenie
Dla mnie słowo miłość to znaczy, że się kochamy

Czym jest miłość?
Czy można powstrzymać takie uczucie?
Czy tak naprawdę wiemy kiedy mam z nim doczynienia?
Czasami się cierpi, ale to część naszego skorzenia
Jednak lubię kochać bo to cudowne czucie

Czym jest miłość?
Dla mnie to słowo oznacza oddanie
Bo Olu Cię kocham i tak już zostanie
I nic na przeszkodzie mi nigdy nie stanie
By przerwać tą miłość znaczy oddanie

Opublikowano

Przepraszam Kochanie
Szepnę Ci do uszka
Od dziś znów będę
Potulna i ciepła jak poduszka


Przepraszam Kochanie
Wiem, byłam zła
Ale nadal chcę
Przy Tobie trwać


Przepraszam Kochanie
Za humory i złość
Ja wiem, ze miałeś
Mnie już dość...


Przepraszam Kochanie
Naprawię wszystko
Tylko na zawsze bądź
Przy mnie blisko...

Opublikowano

Jesteś jak deszcz,
Co żywi ziemię.
Jak źródło życia,
Co do szczęścia
prowadzi.
Dotknij mego serca,
co za Tobą tęskni.
Rozpal ognia żar
by ogrzać moje myśli.

Otwórz mi brame
Do swego serca
i zostań mym światłem.
Jesteś.

Tęsknie za Twoim ciepłym słowem...

Opublikowano

Lustro, Przyjaciółko.
Niezwykłe odbicie
W szklanej strukturze.
Nie zmącone
Zazdrości syndromem,
Naturalnie-Ja.

O! Piękności..
Ukaż mi prawde.
Ukradkiem zerknę
Ci w oczy.

Bez grama fałszu.
Urocze..

Miłości, Lustro!
Królowo Narcyzmu.
W idealnym ciele
Siedem
Ostrych
Oczu.

Cudna Morderczyni.
Odpocznijmy...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...