Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Cztery szare ściany,
o nazwie „białe”
Trochę kurzu z tlenem...
Żarówka mnie oświetli;
moje myśli
moje słowa...
dziwne że i tak,
dla Ciebie jestem ćmą...

Zatrzepoczę skrzydłami,
może mnie zauważysz ,
choćby przypadkowo.
rzucając ochłapy nadziei
grzecznościowym uśmiechem.
Nie ważne-
jak zwykle uwierzę

[sub]Tekst był edytowany przez Luthien_Alcarin dnia 09-07-2004 22:16.[/sub]

Opublikowano

"naiwność", "rzucając ochłapy nadziei", "nieważne - jak zwykle uwierzę" - tutaj naiwność jednocześnie niesie dosyć szlachetną prostotę, ale i - jak mi się wydaje - jakąś nagość duszy.

Zdumiewające dla mnie zawsze, kiedy kobieta pokazuje swoją naiwność, nieporadność, czasami - prawie żebracze wyczekiwanie... Dziwne, bo długo się uczyłem, że kobieta ma mnóstwo masek i mówi o sobie kokieteryjnymi hieroglifami. I że, jak mi kiedyś powiedziała pewna wtedy-prawie-że-królewna: "Królewny... nigdy nie powinny się przyznawać... że są głodne".
[sub]Tekst był edytowany przez Witold Marek dnia 09-07-2004 11:53.[/sub]

Opublikowano

Szkoda, że najwymowniejsze i najbardziej poruszające uczucia -wynikają z braku. Natomiast - przesyt - to jedynie mdłości..ot, niesprawiedliwie tak..
Co do wiersza Agato ,ten dotkliwy motyw braku osładza tu jednak Pani talent.Mam tylko nadzieję że dopomogła tu twórcza wyobraznia , bo autopsja byłaby zbyt bolesna.Jestem głęboko poruszona zbadaniem dna takiego odczucia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To prawda. I piękną. W długiej białej szacie , złote włosy , w ręku Berło Wszechrzeczy. Obok Jej Wielkość Miłość i Dostojna Wiara. "A my ciągle jacyś tacy.."i te dzwoneczki wszędzie powiesimy. :)

Ja za to kocham Naiwność /zbiezność nazwisk przypadkowa /. Rozczula mnie jak jest trochę większa od dziecka i nie z głupoty ani masochizmu . Czysta jej forma mogłaby być dla mnie zamysłem wszechświata /gdyby mogła być i gdyby się udało/. Niestety tu już nie tylko dzwoneczki zawieszamy, tu już kopiemy do bólu.. Na zasadzie : kto następny?? No ale tak się jakoś rozgadałam.. nikt mnie nie zatrzymał ..:)
[sub]Tekst był edytowany przez Małgorzata Nasierowska dnia 10-07-2004 02:00.[/sub]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...