Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*
Spotkanie na Szczycie.


Nowy Świat. Ulica bogatych dziwek w sztucznych futrach i wyżelowanych frajerów w drogich garniturach. Wygórowane ceny, świecidełka, luksusowe knajpy.
Szukałem tego zasranego kasyna i nikt nie chciał mi pomóc. Oto cała Warszawa: Studenci, turyści, żule, stare baby i dojezdni. Nikt, nic, kurwa nie wie. Podszedłem do faceta ubranego na czarno.
- Przepraszam, gdzie tu jest Royal? – zapytałem z amerykańskim akcentem, wyraźnie oddzielając Ro- od - yal
- Przykro mi ale nie mam zielonego pojęcia. – odpowiedział mężczyzna.
- Pan Gembacz?
- Tak to ja. – odpowiedział facet. Uśmiechnął się, stanął przy krawężniku i zaczął wypatrywać wolnej taksówki.
- Widziałem wszystkie pana filmy.
- Przepraszam bardzo, ale śpieszę się.
- Ale ja pana uwielbiam, kurwa. Za ten egzystencjalizm. Pan czuje dramat, naprawdę. Uważam, że krytycy niesłusznie zjechali pana, za Zostawić Grażynę. To był taka sentymentalna rozprawa z romantyzmem, zakpił pan z Wajdy, z Polskiej szkoły filmowej. Mam wrażenie, że pańska wrażliwość odzwierciedla się w pana twórczości. Porusza się pan w dramacie egzystencjalnym jak ryba w wodzie.
- Naprawdę pan tak uważa?
- Dla mnie jest pan geniuszem, innowatorem, świetnie pan adaptuje literaturę i przekłada ją na dzisiejszy obraz świata. Pana język jest twórczy i oryginalny. Kocham pana twórczość.
- Dzięki.
- Da się pan zaprosić na szkocką?

Weszliśmy do pubu i usiedliśmy przy barze. Barmanka przyjęła zamówienie. Gembacz był trochę spięty, ponieważ czuł na sobie wzrok tych wszystkich ludzi. Za plecami słyszał ich szepty i pomrukiwania : To on, to jest on. To ten słynny reżyser.
- Tak się cieszę, że zechciał pan ze mną porozmawiać.
- Daniel. – podał mi rękę.
- Piotr – odpowiedziałem i uścisnąłem jego dłoń. –Wie pan... wiesz, w dzisiejszych czasach, to rzadkość spotkać na ulicy kogoś sławnego z pierwszych stron gazet, kogoś kto ma tyle do powiedzenia.
- Nie będziemy chyba rozmawiać o moich filmach.
- Pewnie, że nie. Nie bój, nie jestem pismakiem. Właściwie , jak już tu jesteśmy, to chciałem cię zapytać o zdanie. Wiesz Daniel, piszę scenariusze. Mam ciekawy pomysł na film, i chciałem się poradzić, chcę się dowiedzieć co o tym myślisz?
- Dzisiaj co trzeci człowiek pisze scenariusze. Wiesz ile ja tego gówna czytam codziennie? Wszyscy przysyłają mi scenariusze. Agenci, wydawnictwa, scenarzyści. Nawet gdybym chciał, nie przeczytałbym wszystkiego.
- Mój film jest o wolności. To historia pewnej młodej dziewczyny.
- Co ona robi?
- Śpiewa, zajebiście śpiewa, ale nie może się wybić. Pracuje, jako kelnerka, ma swój zespół i chce coś osiągnąć. Nic jej się w życiu nie udaje. Ciągle marzy i śpiewa.
- No to masz postać a gdzie ta historia?
- Jeszcze dokładnie nie wiem. Najpierw jej codzienność: Bar, mieszkanie. Ona ciągle się spóźnia, to taka dziewczyna co zawsze się spóźnia, nigdy nie może wyrobić się na autobus. Mam taką scenę otwarcia ...
- Ale gdzie jest jej cel? Co ona chce osiągnąć?
- ...No chce być sławna ale nie za wszelką cenę. Nie dla niej splendor, paparazzi. Ona ma w sobie talent, i chce być piosenkarką, ale nie za wszelką cenę.
- Słabe to jest. Musisz nadać jej nadrzędny cel, motywacja jest najważniejsza. Bohater musi działać, coś musi robić.
- No mówię przecież. Mam taką scenę otwarcia. Dziewczyna śpi naga na łóżku...
- Na początku filmu chcesz ją już rozebrać? Szybki jesteś.
- ...no bo jest atrakcyjna, od razu walę z grubej rury. No więc śpi, budzi ją dzwonek do drzwi. Właściciel mieszkania przychodzi po pieniądze. Ona go nie wpuszcza pod pretekstem swojej nagości. Rozmawiają przez zamknięte drzwi. I facet stawia jej ultimatum. Ma dwa tygodnie na zapłacenie wynajmu inaczej wyjazd z mieszkania. Rozumiesz? I to ją zmusza do działania. Laska potrzebuje kasy , i idzie do Idola. Konflikt wewnętrzny , pierwszy punkt zwrotny początek drugiego aktu. No i tam spotyka kolesia, piosenkarza i zakochują się w sobie ale potem on ja zdradza z blondynką i to drugi zwrotny będzie. Rozpędziłem się chyba?
- To jest kiepskie
- Wiem , czuję, że mówię chaotycznie. Postaram się jaśniej.
- Nie w tym tkwi problem. Pomysł jest słaby, choć z tym programem, to mogło by chwycić, ale czemu spłaszczasz tę historię do minimum?
- Jak to spłaszczam?
- No ta historia jest prosta. Nie wiem , może siła tego pomysłu tkwi w jego prostocie właśnie.

Zadzwoniła jego komórka. Opróżniłem szklankę i poprosiłem o następną kolejkę dla mnie i dla słynnego reżysera.

- Co?... – zdziwił się reżyser – ...Jak to odwołane, nie rozumiem?... Jaki ważny wyjazd?... Nie możemy sobie pozwolić na przerwanie zdjęć. Jutro znów ma padać śnieg. Kiedy ja nakręcę tą scenę?... Zadzwoń do niego i powiedz , że jak jutro nie będzie go na planie to mu nogi z dupy powyrywam Skontaktuj się z jego agentem i załatw to. Powiedz, że zerwiemy kontrakt. Postaw ich pod murem bo inaczej będą z nami grać w ten sposób... No dobra, ale co dalej? – wyłączył telefon.
- Z czym? – spytałem wyrwany z zamyślenia o dupie Maryni a właściwie o tej dupci za barem. Kręciła tak słodko tyłeczkiem, że najchętniej wskoczyłbym za bar, zabrał na zaplecze i dymał przez resztę wieczoru.
- Z twoim filmem?
- A na czym skończyłem?
- Prawdę mówiąc jeszcze nie zacząłeś.

Przechyliłem całą szklankę na rozluźnienie. Zapaliłem papierosa.
– Musisz nad tym popracować. – powiedział reżyser -Więcej przeszkód w drugim akcie. Konflikty i przeszkody. Na razie to jest zwykły zarys.
- Wiem. Pracuję nad tym.
- No i ona musi się zmienić.
- Ale właśnie to dziewczyna, która nigdy się nie zmienia. Zawsze jest sobą, nie ulega presji, podąża wytyczonymi szlakami.
- To musi coś zrozumieć, wynieść z tej historii jakąś naukę. Póki co nie widzę w tym tematu na film.
Zamówiłem kolejną kolejkę ponieważ pan reżyser też opróżnił już swoją
szklankę. Barmanka uwinęła się błyskawicznie. Zorientowałem się, że nie mam już więcej pieniędzy. Zastanawiałem się nad tym co powiedział i wydarzyła się rzecz niesłychana – przycisnęło mnie sranie. Kurwa dlaczego właśnie teraz? Nie mogę wstać i wyjść do kibla, bo mi ucieknie. Chyba się zorientował, bo moja twarz przybrała dziwnego wyrazu. Pojawił się na niej taki grymas bólu i bezsilności. Cholera no. Czemu właśnie teraz.? Byłem przekonany , że jak tylko wejdę do kibla, gość zniknie i z mojego pomysłu nic nie będzie.
- Zbladłeś coś. – stwierdził czujnie.
- Nie, nie. Chwilowe załamanie. Myślę, nad tym co powiedziałeś.
- Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał. Jest w tym jakiś potencjał, ale w tej postaci całość nie trzyma się kupy.
Kupy? Kurwa, czemu on to powiedział? Na samo słowo kupa, dostałem takiego ścisku jelit, że aż głowa boli. . Poczułem ukłucie w odbycie. Tak mocno jakby ktoś dźgnął mnie tam wielką szpilą. Wyprostowałem się natychmiast i zacisnąłem zęby. Zastanawiałem się przez chwilę, czy nie popuścić. Druga taka szansa, może się nie powtórzyć – beznadziejny pomysł. Już widzę ich twarze: co tak śmierdzi? co tak śmierdzi? ALE DLACZEGO WŁAŚNIE TERAZ? Widać gówno rządzi się własnymi prawami.
Wstałem i wybiegłem do kibla. Wpadłem tam jak tornado, zamknąłem za sobą drzwi od kabiny na zasuwkę, podniosłem klapę od kibla, usiadłem na sedesie rozległ się potężny huk, i gówno wypełzło z mojej dupy. Potem jeszcze puściłem kilka dosadnych bąków i poczułem ulgę niesamowitą. Ktoś śmiał się wniebogłosy a ja miałem to gdzieś.. Najważniejsze, że już było po wszystkim. Podtarłem się i wróciłem na salę.
Spierdolił mi kutas jebany, ale to było do przewidzenia.Rzuciłem wzrokiem po sali z nadzieją, że może gdzieś się biedaczysko zawieruszyło.
- Tutaj tutaj! – krzyknął do mnie. Siedział w loży z dwiema panienkami.
Panienki były z górnej półki. Twarz jednej z nich widziałem kiedyś na okładce CKM’u. Podszedłem i usiadłem obok tej właśnie. Na samą myśl, że siedzę obok bogini, w moich gaciach zrobiło się mokro. Przez moment, przyszła mi do głowy myśl, by wrócić do kibla i zgwałcić się, ale zdrowy rozsądek przypomniał mi cel mojego pobytu w tej knajpie.
- Daniel, to jakie masz sugestie? Co proponujesz?
- Z czym?
- Z moim pomysłem
- Nie teraz człowieku. Baw się, relaksuj. Rozmawiaj z paniami.

Bogini położyła rękę na moim kolanie. I szepnęła mi do ucha:
- To wy się znacie?
- Jak to rozmawiaj z paniami? Kurwa! Pytam się co mam zmienić, żeby było dobrze – zapytałem reżysera.
- Piotr. Twój pomysł jest do dupy. Odłóż go na jakiś czas, prześpij się z nim. Jak już pozbierasz wszystko, napisz treatment i wyślij mi na mejla. – Odpowiedział reżyser i zatopił się w pocałunku z piękną panią, która siedziała obok niego. Wkurwił mnie. Zapraszam go do baru, stawiam wódkę, a ten chuj mówi mi, że jestem do niczego i zamiast udzielić mi jakiś konstruktywnych uwag, zabawia się z jakąś lalą. Podniósł mi ciśnienie straszliwie. Bogini rozochociła się i przesunęła swoją rękę z mojego kolana na fiuta.
- Jesteś reżyserem? – spytała mnie czule.
Chwyciłem kufel od piwa i całą zawartość wylałem mu na ryj. Publiczność zamarła. Reżyser podniósł się z kanapy. Poczęstowałem go prawym sierpowym a, że trenuję na co dzień boks z pewnością poczuł moją wkurwioną ambicję. Upadł na ziemię. Podniosłem go za szmaty i przyparłem do ściany. Widziałem łzy w jego oczach i strach.
- Przeczytasz? – zapytałem
- Przeczytam. – odparł. Trafiłem go tym razem prawym prostym, łamiąc mu nos. Zaczął krwawić i rozbeczał się jak dzieciak. Krew zalewała jego twarz. Ból musiał rozpierdalać mu czaszkę od wewnątrz. Kilka razy złamali mi nos. Wiem jak to boli.
- Nie kłam!
- Przeczytam, obiecuję. Przeczytam na pewno – wciąż kłamał i ryczał, ale postanowiłem dać mu szansę i uwierzyłem na słowo.

Nazajutrz wszystkie brukowce pokazywały mnie na pierwszych stronach. Zajechałem na Pragę. Wysiadłem z tramwaju. Jakieś gluty zaczepiły mnie w drodze do domu.
- To byłeś ty? Chłopaku, jesteś naszym guru.
Wróciłem do domu i zacząłem pisać treatment. Tak się zdobywa popularność.

--------------------------------------------------------------------

HOTELOWY

Postawiłem wszystko na jedną kartę.
Odebrałem z urzędu ostatni zasiłek i włożyłem pieniądze do koperty. Przez pół roku uzbierało się już okrągłe dwa tysiące. Dorzuciłem jeszcze wypłatę za wrzesień i postanowiłem odmienić swoje życie. Spakowałem klika niezbędnych rzeczy i wyjechałem do Warszawy.
Poszedłem do kina. Stwierdziłem, że najpierw obejrzę dobry film, potem pojadę do akademika, na pewno będą wolne pokoje, prześpię się, jutro kupię gazetę i będę szukał czegoś do wynajęcia. W Atlantic kupiłem wejściówkę na Wiernego Ogrodnika i wyszedłem na zewnątrz zapalić. Stała przy plakatach i rozmawiała przez telefon. Była śliczna. Wysoka, szczupła, miała długie nogi, dobrze skrojoną garsonkę, czarne pończochy, jasne , krótkie spięte włosy i okulary, które dodawały jej uroku. Zastanawiałem się jak wygląda nago i jaka jest w łóżku. Dawno nie miałem kobiety i dlatego za każdym razem, gdy widzę taką atrakcyjną sukę dostaję seksualnego zawrotu głowy. Swoją drogą to mógł by być niezły początek nowego życia.
Podrywanie kobiet miałem we krwi. Dwa lata harówy na budowach ukształtowały moją sylwetkę. Brzydki nie jestem no i w głowie coś tam siedzi. Zauważyła mnie.
- Co taka piękna kobieta robi sama o tej porze? –spytałem
- Szuka.
Uznałem to za dobry moment do ataku w sam środek. Niczym nie ryzykowałem. Mogłem co najwyżej oberwać w twarz.
- Patrzę i myślę sobie , że niezła z ciebie cipa. Może masz ochotę na...

Nie uderzyła mnie.

Potem wszystko wydarzyło się błyskawicznie. Siedzieliśmy już w taksówce. Dowiedziałem się, że jest w delegacji i zatrzymała się na weekend w Sobieskim. Nie mogłem się już doczekać. Mój fiut też.
Wysiedliśmy z taksówki i wbiegliśmy do hotelu trzymając się za ręce. Rozmawiała chwilę z recepcjonistką i po chwili wylądowaliśmy w pokoju. Nie wiem jak to się zaczęło ponieważ nie potrafiłem już racjonalnie myśleć.

Czekałem na jej ruch.
Najpierw wiła się jak kotka, pożerając mnie swym wzrokiem. Stałem przy krawędzi łóżka i umierałem z podniecenia. Uśmiechnęła się. Zbliżyła się do mnie. Językiem pieściła moje wewnętrzne udo tuż pod. Myślałem, że ją zatłukę, zarżnę na śmierć. Widok jej wypiętej pupy , białych koronkowych bokserek wrzynających się w mokrą szparkę i fakt, że nie widziałem jej twarzy dodatkowo potęgował moje erotyczne doznania.
Gryzła mnie przez materiał bokserek a ja mierzwiłem jej jasne włosy. Bawiłem się nimi jak zabawką. Wyciągnęła do góry dłoń. Zacząłem ssać jej palec. Ruszała tyłkiem i mruczała, ja już odjeżdżałem. Dopadła mojego lewego sutka i zaczęła gryźć sprawiając mi przyjemny ból. Jej lewa dłoń wciąż zabawiała się z moim fiutem. Umierałem z rozkoszy.
Tamtej nocy zrobiliśmy to na krześle. Usiadła na mnie i rozpoczęła swój spazmatyczny taniec. Patrzyłem prosto w jej płomienne oczy. Czasem zamykała je, innym razem przygryzała wargę, jeszcze innym obejmowała moją twarz, i przyciskała do piersi. Unosiłem się z krzesła i na przemian raz pionowym a raz okrężnym ruchem doprowadzałem ją do obłędu.
Potem znów i znów. Nie dała mi zasnąć. Należała do mnie. Spełniała każde moje erotyczne zachcianki a potem ja robiłem wszystko na co tylko miała ochotę. Była moją suką a ja byłem jej niewolnikiem.
Kilka godzin później otworzyłem oczy ,zobaczyłem hotelowe ściany i początkowo czułem się zagubiony. Po chwili przypomniałem sobie wszystko ze szczegółami. Mój fiut podniósł się ochoczo. Nie było jej w łóżku, nie było jej nigdzie. Wstałem z łóżka wziąłem prysznic i ulżyłem sobie.
Oto moje nowe życie: Hotel, dziki, ostry seks z nieznajomą kobietą. To najważniejsze. Nabrałem w końcu pewności siebie. Wróci, to wyrucham ją jeszcze raz. Wezmę od niej numer telefonu i będziemy się spotykać. To nic, że nie jest z Warszawy. Ja też nie jestem, nie byłem. Czułem się jak nowonarodzony.
Wyszedłem z łazienki, jej jeszcze nie było. Wyjąłem z torby świeże, czyste ubranie. Wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa. Byłem naprawdę szczęśliwy. Patrzyłem na te wieżowce, na Pałac Kultury, tramwaje, autobusy, taksówki, ludzi w ruchu. To się nazywa życie!
Zrobiło się chłodno więc wróciłem do pokoju. Jej jeszcze nie było. Dziwne. Rozejrzałem się i zauważyłem , że nie ma jej rzeczy. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? Zajrzałem do torby i zatkało mnie. Nie ma kurwa! Nie ma koperty. Odwróciłem torbę do góry dnem. Wyleciało z niej wszystko oprócz pieniędzy. Jebana dziwka. Suka pierdolona. Okradła mnie. Ubrałem się, i zbiegłem na dół. Szukałem jej wszędzie. W holu, w restauracji ,na parkingu. Nic. Postanowiłem zapytać w recepcji.
- Słucham pana. W czym mogę panu pomóc? – zapytała recepcjonistka.
- Szukam kobiety. Blondynki, wysoka taka, ładna...
- ...obawiam się, że to nie wystarczy. Może gdyby pan podał jej nazwisko...
- Nie wiem. Nie wiem jak się nazywa. Wczoraj z panią rozmawiała jak przyszliśmy do hotelu.
- Proszę pana , ja nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich osób z którymi rozmawiam. Przykro mi.
-Pokój trzysta dwanascie. Spaliśmy w ...
- A no tak. Pani Bagińska wymeldowała się dwie godziny temu. Zostawiła pana dowód i powiedziała, że pan ureguluje rachunek za pokój. Będzie pan potrzebował fakturę?

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

kawał dobrej roboty. pierwsze może ciut lepsze od drugiego, ale wykonanie jest naprawdę dobre. żywy dilog. na "mowie" rozklada się wielu, nie tylko na tym forum. nawet ksiazki uznanych pisarzy, reklamowane w mediach, czasami zaskakuja mnie drewnianymi dialogami, ktore nawet w przyblizeniu nie imitują rozmow wziętych z życia. ktos ostatnio polecil mi J.Carola, wiec kupiłem Białe jablka i sie zalamalem czytajac te wypocine9nie wiem, moze kupilem najgorsza jego ksiazke). jak dla mnie ludzie w tej ksiazce rozmawiaja jakby przylecieli z księżyca. bohaterowie twoich opowiastek pod tym względem mocno stąpają po ziemi. żyją.

  • 9 miesięcy temu...
Opublikowano

Całość rzeczywiście świetna!!!!
Tylko rozmowa z recepcjonistką jest już jakby mniej naturalna.
Poza tym, wydaje mi się, że rano powinna być w recepcji już inna osoba. proszę mi wybaczyć te śmiałe sugestie.

Pozdrawiam i dziękuję.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • jakoś tak bez celu i sensu nijak się uwznioślić wszystko wydaje się błache wobec trudnej codzienności program drugi szuka nut cisza w wielkiej symfonii
    • Z pamiętnika bezdomnego             Posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny, niepełnosprawny - niesłyszący, jednak: myślący, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: główna przyczyna Jego dramatycznego losu leży w chorym systemie państwowym - Archiwum Akt Nowych (różne grupy wpływu - towarzystwa wzajemnej adoracji), wcześniej: jako legalny pracownik Zakładu Pracy Chronionej - funkcjonował On normalnie, potem: przez głęboko zakonspirowanego tchórza z jakże rudą brodą (teraz - białą) - stracił On kolegów, znajomych i przyjaciół, wtedy zorganizował sobie intelektualne życie w domowym zaciszu - zrównoważone, stabilne i opanowane, rozwijał osobiste zainteresowania - poezję, filozofię, aforyzmy, krytykę i recenzje, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: pokonał On państwo, została wtedy uruchomiona intryga - szyta grubymi nićmi przez miasto stołeczne Warszawę, ona: prezydentka - była pracownica angielskiego banku - użyła swoich wpływów w Ministerstwie Finansów, Związku Banków Polskich i Ministerstwie Sprawiedliwości - narzędziem była administracja spółdzielcza, opieka społeczna i służby specjalne, miał On być pożyczkowym słupem - zlikwidowanym, adwokatka na Centralnej dostała polecenie z góry: Jego dokumenty należy wrzucić do niszczarki, a Jego samego należy wyrzucić na Dworzec Centralny - dożywotne odszkodowanie za utratę słuchu należy przelać na tajne konto Alior Banku (posiadam formalne dowody), była to próba ukradzenia Jego tożsamości z PESEL-em, niestety: On zawsze uprzedza fakty, które dopiero mają nastąpić, jest On zapobiegliwy - przewidujący, przekorny i przenikliwy, nadal żyje, posiwiał (36 lat) - napisał już testament, On doskonale wie, że nie wygra z nimi: walczy na miarę swoich możliwości, On nie odczuwa jakiegokolwiek strachu - gardzi nimi, On nigdy w życiu nie pęknie - posiada rogatą duszę, tak więc: związek przyczynowo-skutkowy wygląda w sposób następujący, jakby inaczej: kościół, rodzina, archiwum, samorząd, komornik, policja, opieka, skarbówka i lichwa - bankierzy, posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny...           Co mam jeszcze zrobić? Pracować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wziąć ślub kościelny? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznać bezprawny wyrok sądu najwyższego? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wszystkich naokoło słuchać i przepraszać i szanować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Codziennie kupować kobietom kwiaty? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Udawać osobę słyszącą? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznawać wszystkim rację? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Kochać wielkie pieniądze? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Mam zrobić prawo jazdy? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Zrezygnować z własnych poglądów życiowych - doświadczenia? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Milczeć? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznawać wyższość głupoty nad mądrością? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem cwanym złodziejem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem osobą karaną? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem lekomanem i alkoholikiem i narkomanem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że mam długi finansowe? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem chory psychicznie? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem ojcem nieznanego mi dziecka? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem odpowiedzialny za tą Kurwę - Polskę!!!? Potem: chodzić wesoły i zadowolony i miły!!!? Jak najbardziej porządku - zgoda, pamiętajcie: robiąc coś wbrew własnej woli - jestem wtedy smutny i zrezygnowany i obojętny, moje ciało i umysł i dusza odrzuci tzw: narodową integrację społeczną, tak po prostu reaguje mój organizm - instynkt, więc: zgoda!!!?           Oto ten to: wielki Szymon Maler lub Miler, to tak zwany: opiekun, wychowawca i taki jaki - ważniak, a jego zewnętrzny wygląd: głowa - paskudnie podgolony mop, ciemne okulary - kokaina niszczy wzrok, kuleje - strzykawki, zęby - żółtawe i broda - żydowski krasnal, psikutas na krótkiej smyczy psów i jak mówi, to: wydziela gówno i pluje śliną - miałem odruchy wymiotowania, matkojebca - lubi poniżać takich jak ja, śmieć - jego ciuchy służą mu za maskę ochronną, ukrywa podziurawione ciało od narkotyzowania własnego życia, teraz: z bagna awansował i wszyscy muszą słuchać jego bełkotliwego wycia - obrzydliwej gęby.           Wczoraj padał obfity deszcz, podwórko schroniska zostało zalane do głębokości kostki stopowej, a za bramą kompletne bagno, on do mnie wrzaskiem:   - Śmiecie z kuchni do śmietnika lub natychmiastowa wyprowadzka!             Wybrałem to drugie, nie będzie moralny śmieć łamał mi moralnego kręgosłupa - gnoił i poniżał i gnębił i jeszcze ty, panie Sławku, kucharczyku - z takimi wielkimi oczami jak zboczeniec: lubisz temu śmieciowi obciągać, przecież: już dwa razy mnie bezpodstawnie zakapowałeś, a za pana Romana siedziałeś cicho na tchórzliwej dupie, bo on był po mojej stronie? I co mi zrobicie, obywatele trzeciego świata, złożycie pozew do najwyższego sądu rzeczypospolitej o obrazę godności osobistej? Najpierw: czy w ogóle ją macie - wartość i godność i wolność? Wy!?           Kim tak naprawdę jestem - ja? Byłym pracownikiem Archiwum Akt Nowych - miałem tutaj kontakt z Krzysztofem Naimskim, a w tym czasie jego ojciec był członkiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Lechu Kaczyńskim, mogłem powyższą znajomość wykorzystać w osobistych celach życiowych, jednak: nie zrobiłem tego - nie akceptuję rodzinnego nepotyzmu na każdym szczeblu władzy państwowej, samorządowej i kościelnej, ukończyłem również kurs archiwalno-kancelaryjny pierwszego stopnia z dobrą oceną, więc: posiadam upoważnienie do wglądu niejawnych dokumentów państwowych, samorządowych i kościelnych - duplikat, oryginał został mi ukradziony, tak: obowiązuje mnie do końca życia tajemnica służbowa nawet jako osobę prywatną, dalej: każdy zainteresowany może sprawdzić dostępny życiorys Piotra Naimskiego, jasne: mam zamiar wysłać podanie o pracę finansową do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego po otrzymaniu należnego lokalu, teraz już wiecie, jestem mocno odporny na każdą intrygę miłosną, werbunkową i hakową. Kim tak naprawdę jestem - ja? Osobą aktualnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą...           Prowokatorzy polityczni posiadają parasol - ochronny, ludziom myślącym wmawiają - paranoję, tak: nie przyjmują merytorycznych argumentów, jęczą: tobie nic nie można powiedzieć, przeciwnie, powiedzieć - można, jednak: wpłynąć na mnie - nie można, inaczej: przejąć nade mną kontrolę w celu kształtowania mi osobistego życia, dalej: wmawiać mi różne pierdoły - nie można, ostrzeżenie: pierwsze poczucie winy i psychologia wstydu i drugie poczucie winy - jest charakterystyczne dla każdej monoteistycznej sekty: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu - nie można mnie zwerbować, ogłupić i nawrócić.           A oto ofiara terroru politycznego - cielesnego i umysłowego i duchowego - niewiarygodnie wtórnych analfabetów: biurokratów, a tak poważnie - oni: cały czas stosują wobec mnie przemoc psychiczną (nękanie, plotkowanie, znęcanie, wyśmiewanie i okłamywanie, także: ciągłe odwlekanie mojej sprawy - odkładanie formalnych dokumentów na archiwalną półkę urzędniczą, również: robienie nieprzyjemnych złośliwości), więc: co ma robić w tej sytuacji zdrowy, silny i mądry człowiek? Po prostu nic - zaczyna pić, a oni: patrzcie, oto to ten pijak... Tak, ostatnio jestem pijakiem, a jakie ma wyjście motyl wśród stada much, które lecą do każdego gówna?           I dostałem niezły spadek: moja ukochana babcia w testamencie przekazała mi ponad milion polskich złotych, potem: zrobiłem dobry interes - kupiłem cztery mieszkania w największym mieście polskim, płacę comiesięczny czynsz: pięćset polskich złotych za sześćdziesiąt metrów kwadratowych, moja mamusia jest komornikiem, mój tatuś jest radcą, mój wujek jest policjantem i dodam jeszcze dziadka - jest on sędzią, ładnie poprosiłem ukochaną rodzinę o dobrowolną pomoc wolnorynkową - mieszkaniową, kochani: potrzebuję dziesięciu ludzi bezdomnych, aby wynajmować im moje drogie lokale - czterdzieści metrów kwadratowych za tysiąc polskich złotych, pięćdziesiąt metrów kwadratowych za tysiąc pięćset polskich złotych i sześćdziesiąt metrów kwadratowych za dwa tysiące polskich złotych, więc: pomożecie? Tak, synku, pomożemy - powyrzucamy niewinnych obywateli: nieźle będziesz zarabiał...           W dzisiejszych czasach człowiek jest bezwzględnie wykorzystywany jako zniewolony przedmiot gospodarczy: jego ciało służy firmom ubraniowym i kosmetycznym i tatuażowym, jego umysł służy firmom reklamowym i propagandowym i muzycznym, jego dusza służy firmom sekciarskim i dogmatycznym i religijnym i to wszystko jest jego - tak mu wmawiają: to twój wybór, więc: chowajcie zarobione pieniądze do bardzo głębokiej kieszeni, a najlepiej nie pracujcie na ich konto, tak: aktualnie jestem bez złamanego grosza, niestety: póki nie otrzymam lokalu - fundamentu i dachu i bezpieczeństwa - nie będę pracował: prędzej wybiorę śmierć, inaczej: duma czy głód - prawda czy fałsz?           A jak mi zawieszą dożywotnie odszkodowanie za utratę zdrowego słuchu, to: powinni mieć pełną świadomość - decyzja będzie nieodwracalna, inaczej: nie będę już chciał tych pieniędzy razem z należnym lokalem socjalnym - piętnaście metrów kwadratowych za dwieście złotych miesięcznie, a jeszcze tym bardziej - nie będę pracował, dalej: jeśli ktokolwiek będzie sobie wypłacał moje dożywotnie odszkodowanie, także: głodową łaskę podatników - będzie doskonale wiedział, że jest najgorszego miotu skurwysynem - złodziejem, słowem: okradł osobę niesłyszącą i bezdomną i osamotnioną, tak: mentalnie jest po prostu głęboko zakonspirowanym tchórzem - ludziom bogatym włazi w niemiłosiernie brudną dupę, natomiast - biednych: okrada, jasne - ja: będę miał czyste sumienie jak święta łza duszy, oczywiście: ich będzie gryzło i śmierdziało i gniło - po pewnym czasie będą wyjątkowo mocno agresywni - na siłę będą szukać winnego: ofiary - mnie, niestety: będzie - za późno, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać tysiąc trzysta złotych na utrzymanie osoby bezdomnej - silnej i zdrowej i mądrej, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać pięćset złotych na wynajęcie jakiegoś pokoju na wolnym rynku mieszkaniowym, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać na opłaty cudzego gospodarstwa - gaz i wodę i prąd, wiem: nie będę pracował jako osoba bezdomna - całkowicie bezprawnie wyrzucona, zapewniam: mogą mi odebrać powyżej wymienione pieniądze bez żadnej podstawy prawnej - będą używać argumentu: pan nigdzie nie mieszka, moich: merytorycznych dowodów opartych na formalnych dokumentach urzędowych - nie będą przyjmować i najprawdopodobniej taki będzie rozwój mojej życiowej sytuacji - same fakty mówią za siebie, świadczą - na całkowitą moją korzyść i po tym co przeżyję - naprawdę będę chciał powrotu do poprzedniego stylu życia - bytu?           Proszę pamiętać, że istnieje instytucja obrony koniecznej: artykuł prawny zezwalający obywatelom używać samoobrony fizycznej i werbalnej i psychicznej w celu ratowania osobistego życia, więc: mam święte prawo odpierać ataki, jeden: używając argumentów logicznych i dwa: używając argumentów filozoficznych i trzy: używając argumentów poetyckich i cztery: używając argumentów merytorycznych i pięć: używając argumentów prawnych i sześć: używając argumentów konstytucyjnych i siedem: używając argumentów psychicznych i osiem: używając argumentów duchowych i dziewięć: używając argumentów werbalnych i dziesięć: używając argumentów erotycznych, dalej: na samym końcu - fizycznych, włącznie: pozbawiając agresora życia, pytanie: czy nieczuły psychopata i żywy trup i niedojrzały emocjonalnie dwunożny ssak agresywny jest ze swojej natury człowiekiem?           Po pierwsze: jestem osobą samodzielną, po drugie: jestem osobą świadomą i po trzecie: moja bezdomność jest całkowicie nielegalna, której pod każdym względem nie akceptuję - zostałem bezprawnie wyrzucony: sąd rejonowy dla Warszawy Mokotowa (sędzia Agata Puż, ona: ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu - ledwo otrzymała trójkę) - wydał wyrok solidarnie i zastosował zbiorową odpowiedzialność karną, więc: nie uznaję bezprawnego wyroku, czekam tylko i wyłącznie na umowę o najem lokalu socjalnego, wtedy: formalnie przestanę być osobą bezdomną, również: znajdę pracę zarobkową na skromne pół etatu - legalnie, dalej: jak można osobę samodzielną i nielegalnie bezdomną pod pozorem propozycji udzielenia pomocy zmuszać do wzięcia udziału w tak zwanej resocjalizacji - pomagać jej wyjść z tak zwanej bezdomności i uczyć jej tak zwanej samodzielności, przecież: pod tą maską jest coś innego, dokładnie: kontrola - życia osobistego: intelektualnego i seksualnego i materialnego, oczywiście: otrzymane pismo biurokratyczne wylądowało w urzędowym koszu - moja czarna teczka nie będzie już zbierała jakichkolwiek śmieci.           Aktualnie panującą ustawa zasadnicza - Konstytucja: jak najbardziej jasno mówi w kilkudziesięciu artykułach prawnych, dokładnie: osobom niepełnosprawnym przysługuje lokum socjalne (piętnaście metrów kwadratowych) i zasiłek pielęgnacyjny (głodowa łaska podatników) i renta socjalna (dożywotnie odszkodowanie finansowe za utratę zdrowego słuchu z winy państwowego szpitala), dalej: uczciwie pracowałem zarobkowo w Zakładzie Pracy Chronionej i Archiwum Akt Nowych i Narodowym Klubie Libertyńskim, zapewniam: rzetelnie oddawałem podatki na utrzymanie biurokratów systemowych - płaciłem miesięczny czynsz i posiadałem miejską kartę komunikacyjną i robiłem miesięczne zakupy, słowem: byłem jak najbardziej samowystarczalny - posiadałem skromny byt życiowy, tak: posiadam niezłą emeryturę na stare lata, dekada mojej pracy: kolekcja niezłych książek i banknotów i monet, także: filmów, muszę jeszcze dodać - twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, niestety: wszystko zostało mi bezprawnie zniszczone - ukradzione, sam - zostałem bezczelnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową: całkowitą odpowiedzialność ponoszą za moje Osobiste Życie trzy instytucje - Rodzina i Administracja i Temida, oni - odmawiają mi jakiejkolwiek obowiązkowej pomocy, gorzej: kradną formalne dowody świadczące na moją czystą korzyść, oczywiście: jestem osobą bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie i jako ofiara powyższych instytucji - uczciwie pracowałem społecznie, wymieniam: Schronisko Betania i Towarzystwo Pomocy Świętego Brata Alberta i Otwarte Drzwi - Dom Rotacyjny i Stowarzyszenie Monar - Markot i Państwowa Noclegownia Skaryszewska - wyjątkowo piekielnie cierpiałem za obce mi winy i grzechy i błędy, zrozumcie: trzeba mi było pozwolić w styczniu tego roku wyjechać nad morze, potem: emigrować - mielibyście mnie już dawno z własnej: świętej i głupiej i pokornej - głowy, cóż: sami tego chcieliście - teraz będę ostrym kolcem w waszych zakłamanych sumieniach, zapamiętajcie: już nie ustąpię i nie będę pracował jako osoba bezdomna - wyrzucona całkowicie bezprawnie, a jeszcze tym bardziej - utrzymywał darmozjadów urzędowych i po raz kolejny zaczynał wszystko od samego początku i brał odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, bo: to wy, kurwa, to wy - zniszczyliście mi zrównoważone i opanowane i ustabilizowane Osobiste Życie, pewnie: Praktyka Błędnego Koła to wasz świat bytu - nudzący i śmiertelny i pusty, nie mój, dotarło!?           I nie uznaję bezprawnego wyroku sądu rejonowego dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, tak: wyrok został wydany solidarnie - zastosowano wobec mnie zbiorową odpowiedzialność karną, inaczej: uznając powyższy wyrok - musiałbym wziąć odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, jednocześnie: musiałbym uznać własną bezdomność, a tym samym: całkowicie świadomie zrezygnować z należnego lokalu socjalnego, słowem: temida złamała kilkanaście praw, artykułów i paragrafów, więc: to ona jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy - nie jestem wielbłądem, to znaczy: nie będę udowadniał własnej niewinności, dodam: aktualnie obowiązującą ustawa zasadnicza zezwala mi być oskarżycielem z całkowicie wolnej stopy, oczywiście: dowody złamania prawa cały czas posiadam w mokotowskim urzędzie miejskim - Wiktorska.           Przypominam: zostałem bezprawnie wyrzucony - zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, wyrok został wydany - solidarnie: sędzia Agata Puż i komornik Olga Rogalska-Karakula i protokolant Aleksandra Zawadzka - Sąd Rejonowy Dla Warszawy Mokotowa na wniosek administracji spółdzielczej "Pod Kopcem" - nie znajdą państwo nigdzie danych osobowych powyższych władz publicznych ze spółdzielni mieszkaniowej, tak: człowiek posiadający czyste sumienie - nie ukrywa własnej tożsamości, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłysząca, jednak: myślącą - samodzielnie, nie posiadam jakiegokolwiek stałego miejsca zamieszkania - meldunku, jutro idę spełnić obowiązek patriotyczny - oddać głos wyborczy, nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało, wiem: nikt nie ma prawa odbierać mi jakichkolwiek praw publicznych, legalna ustawa zasadnicza - konstytucja: każdy ma prawo do pełnej wolności słowa i rozpowszechniania zdobytych informacji, jasne: będę nagrywał skład komisji wyborczej.           Składając formalnoprawny wniosek o odwołanie zaocznego wyroku - musiałbym uznać bezprawny wyrok, a tym samym: wziąć pełną odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, przypominam: warszawski sąd rejonowy nie udowodnił mi jakiejkolwiek winy, tak: zastosował zasadę zbiorowej odpowiedzialności karnej wobec mojej skromnej osoby - wyrok wydał solidarnie, złamał: kilkanaście artykułów ustawy zasadniczej i kilkanaście paragrafów kodeksu prawa karnego i kilkanaście punktów własnego regulaminu - warszawskiego sądu rejonowego, zignorował rzymską filozofię prawa: nullum crimen sine lege, przyjął - katolicką filozofię prawa: vox populi, dalej: jestem po trzech legalnych pracach - posiadam niezłą emeryturę na odległe stare lata, także: dożywotnie odszkodowanie za utratę słuchu z winy państwowego szpitala w postaci renty socjalnej, przeszedłem trzy pozytywne weryfikacje ze strony następujących podmiotów systemowych: administracyjnej komisji mieszkaniowej i zakładu ubezpieczeń społecznych i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, natomiast: dwadzieścia pięć metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie, jasne: aktualnie panujący system bezkarnie odbiera mi konstytucyjne prawa obywatelskie, potem: świadomie blokuje mi drogę do obrony własnych praw - prowadzi grę na jedną stronę, tak po prostu działa ten system: towarzystwa wzajemnej adoracji - układy i znajomości i wpływy, niestety: wiosną wyjadę na bezpowrotną emigrację - sami tego chcecie, po pewnym czasie: żałujecie - jesteście kompletnie nienormalni: zadajecie ogromny ból niewinnemu człowiekowi, a za chwilę: płaczecie - tak ma wyglądać moje życie, które w rzeczywistości jest waszym życiem?           Najwyższe prawo zasadnicze - konstytucja: zabrania, aby osoby niepełnosprawne mieli na głowie problemy osób pełnosprawnych, jednocześnie: zabrania osobom pełnosprawnym wykorzystywanie osób niepełnosprawnych pod pozorem udzielenia pomocy, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie, zostałem bezprawnie wyrzucony przez brak jakiejkolwiek odpowiedzialności ze strony matki - Katarzyny Jasińskiej (alkoholizm) i ojca - Wiesława Jasińskiego (alkoholizm) i brata - Jakuba Jasińskiego (bezrobocie), tak: Rodzina i Administracja i Temida - oni są odpowiedzialni za mój życiowy los: oni - odebrali mi trzy podstawowe świętości: twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, oni - perfidnie ściągnęli mnie w bardzo głęboki dół, oni - jak najbardziej świadomie zrobili ze mnie systemowego niewolnika i oni - wykorzystują moją witalność cielesną i umysłową i duchową, a ja - jako niewinna ofiara nie mam jakiegokolwiek życia prywatnego i seksualnego i kulturalnego, cierpię - robię coś wbrew własnej wolnej woli, bo: nie mam żadnego wyboru - mam zamieszkać pod warszawskim mostem?           W lutym wyciągnęłam matkę z głębokiego dna bezdomności - teraz mieszka ona w katolickim schronisku wolskim: nie pije alkoholu - pracuje, natomiast: ojciec i brat - uciekli, tak: w tym chorym kraju złodzieje są ponad obowiązującym prawem, gorzej: prawo ich chroni, a ludzie uczciwi nie mają żadnych szans na jakiekolwiek godne życie... Teraz muszę czekać na pisemną informację telefoniczną (SMS) ze strony wydziału lokalowego - wewnętrzna rada urzędników ma podjąć formalną decyzję, które mieszkanie przyznać panu Łukaszowi Jasińskiemu, potem: zaproszenie i obserwacja i decyzja - akceptacja, dopiero: na samym końcu wchodzi ekipa remontowa, nie wiem jak długo będę czekał, wiem: po co mieszkanie osobie wykończonej - cieleśnie i umysłowo i duchowo? Wybieram - emigrację, jeśli nic z tego nie wyjdzie - bezdomność, tak: wolę - schronisko.           W dniu drugiego listopada o godzinie dwunastej dziesięć mój telefon komórkowy został zablokowany przez aktualnie panujący system - nielegalnie zatrudnionego hakera, cały ekran był czarny - robił jasne błyski, nie: nie był to wirus - jego łatwo usunąć, przypominam: taka sytuacja nie pierwszy raz zaistniała w moim osobistym życiu, jasne: ciągle mnie blokują, aby uniemożliwić mi jakąkolwiek walkę - cały czas używam merytorycznych argumentów opartych na formalnych dokumentach biurokratycznych, dalej: wyjątkowo ciężko pojąć ich rozumowanie współczesnego świata - logikę, dokładnie: oni dają tobie jakieś auto, pismo, religię i serial, potem: natychmiast ciebie blokują - całkowicie zabraniają ci zwracania uwagi, także: krytykowania decyzji systemowej władzy, inaczej: samodzielności, zauważ: zostały ci odebrane - formalnoprawne narzędzia samoobrony, ty: nie mając jak odrzucić, uniknąć i odepchnąć niechcianych produktów materialnych, dogmatycznych i komercyjnych - zostajesz workiem na emocjonalne, przeterminowane i ideologiczne śmiecie, twoje ciało, umysł i dusza, jakby inaczej: cud - zaczyna źle funkcjonować, czujesz wtedy obcy ciężar - niestrawny, zaczynasz nieświadomie chorować: atakuje ciebie cywilizacyjna agresja, frustracja i depresja, zrozum: odebrano ci możliwość - społecznej komunikacji obywatelskiej, jednak: posiadasz ogromne pragnienie życia - kupujesz nielegalną broń palną na czarnym rynku warszawskim, bo: tylko ona ci pozostała i tuż za chwilę: o godzinie dwunastej czterdzieści wyjąłem baterię i włożyłem ją - w to samo miejsce, a za pięć minut: mój telefon komórkowy wrócił do normalnego trybu działania.           Na dobry początek - Łukasz Jasiński, zacznijmy więc od bardzo głębokiego źródła przyczyny: w dwutysięcznym siedemnastym roku zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski, a jestem osobą niepełnosprawną o umiarkowanym stopniu - niesłyszącą (posiadam całkowity ubytek słuchu: miałem operację na nosie w dziecinnym wieku - około cztery lata, została źle użyta narkoza - znieczulenie), dalej: odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową ponoszą trzy publiczne instytucje o charakterze prawnym, wymieniam: Rodzina, Administracja i Temida, po raz kolejny przypominam - światu: zanim doszło do całkowicie bezprawnej eksmisji - próbowałem uprzedzić fakty: zgłosiłem sprawę mokotowskiej policji (Podchorążych i Maszewskiego), zgłosiłem sprawę mokotowskiej opiece społecznej (Iwicka i Sielecka) i zgłosiłem sprawę administracji spółdzielczej (Zwierzyniecka) - nikt nie udzielił mi jakiejkolwiek przysługującej pomocy: organy władzy publicznej postąpiły wbrew kulturze osobistej, prawu karnemu i ustawie zasadniczej - konstytucji (w urzędzie miejskim na Wiktorskiej znajdą państwo Moją Sprawę - Życie, dokładnie: Wydział Zasobów Lokalowych - nr: Sto), natomiast: wy, państwo, wy - jako system Opieki Pomocy Społecznej - świadomie, perfidnie i złośliwie utrudniacie mi normalne funkcjonowanie bytowe - życie (ukrywanie dokumentów, przerzucanie mojej sprawy z dzielnicy na dzielnicę i granie na czas - liczenie na przekroczenie ustalonej granicy dochodu w postaci tysiąc dwieście złotych miesięcznie, wtedy: nie otrzymam lokalu socjalnego), słowem: patrzycie na moją osobę jak na winną - odpowiedzialną za jakąś zbrodnię, każecie mi płacić trzysta złotych miesięcznie za górne łóżko w domu dla osób bezdomnych - schronisku, chociaż: dwadzieścia metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie! Kim wy jesteście, aby decydować o moim życiu!? Nie wiecie!? Powiem wam: jesteście najgorszym miotem biurokratów - prymitywnym, wrednym i upośledzonym - cieleśnie, intelektualnie i duchowo, zaprogramowanymi żywymi trupami - bez jakiegokolwiek serca, jesteście wtórnymi analfabetami - darmozjadami, pasożytami i krwiopijcami i niewolnikami chorego systemu! Mam już dość!!! Proszę więc przyjąć moja rezygnację z bezterminowego zasiłku pielęgnacyjnego w postaci: sto osiemdziesiąt cztery złotych miesięcznie - nie chcę już waszej głodowej łaski!           Przyczyna: zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski - jestem osobą nielegalnie bezdomną, dalej: piętnasty miesiąc czekam na należny lokal socjalny, sito systemu zabija mnie jako zdrowego człowieka - niedługo będę kaleką cielesną, umysłową i duchową z winy aktualnie panującego systemu, tak: takie doświadczenie nauczyło mnie tylko jednego - pogardy dla dwunożnych zwierząt agresywnych bez względu na ilość posiadanych kont bankowych, tymczasem: jako osoba niepełnosprawna o stopniu umiarkowanym - niesłysząca - nie mogę pracować na jakichkolwiek stanowiskach, które zagrażają mojemu bezpieczeństwu - życiu, niestety: moje prawne, merytoryczne i logiczne argumenty nie docierają do jakichkolwiek wtórnych analfabetów - betonu, właściwie: powinien używać siły fizycznej wobec intelektualnych padalców, nawet: zabijać - strzałem w potylicę, nomen omen: taka śmierć jest bezbolesna, szybka i humanitarna, przecież: tu chodzi o moje zagrożone życie, skutek jest jednocześnie diagnozą: "podejrzenie wyrośli chrzęstno-kostnej końca bliższego kości piszczelowej po stronie przyśrodkowej i skręcenie stawu kolanowego - lewego", inaczej: coś mi skacze w lewym kolanie przy szybkich ruchach - muszę nosić opaskę stabilizacyjną, także: nie mogę dźwigać, jasne: bezpośrednim sprawcą bólu na moim ciele jest kierownik schroniska, pośrednim: Rodzina, Administracja i Temida - system, który ponosi odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową, jednocześnie: pogarsza ją, więc: czego ten system ode mnie jeszcze oczekuje?           Wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, dzisiaj: skrzyżowanie alei Solidarności i ulicy Żelaznej - miejsce niewybaczalnej zbrodni: sklep, tak: w prostej linii sto metrów - sąd rejonowy dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej - Ogrodowa, dalej: szczegół po szczególe - fakt po fakcie: robię drobne zakupy, płacę kartą bankomatową i wychodzę... Nagle szybki błysk - czerwona lampka w lewym rozumie, inaczej: logicznej półkuli mózgowej, ona: nie oddała mi karty! Wracam i zwracam jej uwagę, ona: oddałam ją panu - pan ją schował! Pokazuję puste kieszenie - nie mam jej! O! Tu leży! Zapomniał pan - wrednym paluchem wskazuje! A ta druga: ma pan jakiś problem!? To wy, kurwa, macie wielki problem! Jesteście paskudnymi złodziejami! A najłatwiej jest okradać bezdomnych - nie wstyd wam!? Sklep posiada kamery - nagrywa wszystkich złodziei, wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, pamiętaj: sprzedawca posiada obowiązek oddać tobie kartę do twojej łaskawej dłoni, ona - tego nie zrobiła, najpierw: ukradła, potem: zaczęła mi wmawiać, że oddała mi ją - schowałem ją, a na samym końcu: to pan zapomniał! Jest to charakterystyczne dla wszelkiej maści złodziei, jednocześnie: zastosowała ona wobec mojej osoby psychomanipulację - próbowała na mnie wpłynąć, inaczej: zdyskredytować, wzbudzić poczucie winy i zasugerować chorobę psychiczną - pan ma problem! Tak, takie zachowanie jest jak najbardziej dla dwunożnych zwierząt agresywnych, których gryzie sumienie - szukają oni wtedy Boga, przepraszam: ofiary, również: współwinnego - ich winy, grzechu i błędu, tekst jest spójny logicznie: jest tutaj psychologia, teologia i socjologia - zachowanie stadne, religijna wiara i rola społeczna. Szalom, pardon: na wieki wieków święty - Amen!           Powtarzam: zostałem bezprawnie wyrzucony jako osoba niesłysząca o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności na miejski bruk warszawski przez spółdzielczą organizację prawników w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, dalej: wyrok został wydany solidarnie, zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, biegły nie zrobił wywiadu rodzinnego, odmówiono mi prawa do jakiejkolwiek obrony własnych racji i nie przysługuje mi żaden lokal socjalny, tymczasem: nie wolno wydawać wyroków solidarnie, stosować zasady zbiorowej odpowiedzialności karnej, biegły miał obowiązek zrobić wywiad rodzinny, przysługuje mi jako osobie niepełnosprawnej urzędowy adwokat, urzędowy tłumacz języka migowego i urzędowy biegły, przysługuje mi status oskarżyciela z całkowicie wolnej stopy, status świadka koronnego i status ofiary systemu - odszkodowanie i przysługuje mi normalny lokal socjalny - przydział, jasne: jako reprezentanci systemu chcieliście mi dać prawdziwą lekcję życia - bezkarnie, nielegalnie i bezczelnie zniszczyliście życie człowiekowi dojrzałemu: samodzielnemu, odpowiedzialnemu i świadomemu - to wy gotujecie mi niewiarygodne piekło, kończąc: ta wasza lekcja życia nauczyła mnie tylko jednego, dokładnie: POGARDY!   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2017-21)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...