Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*


Miłość jest , albo jej nie ma. Jeśli kochasz to znaczy , że żyjesz. W przeciwnym razie umierasz. Człowiek bez miłości jest jak kwiat bez wody. Niby masz kogoś, ale wciąż jesteś zupełnie sam i za wszelką cenę pragniesz kochać, jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Tylko to może dać ci szczęście i tylko w ten sposób możesz uciec od śmierci. Najmocniej kocha się właśnie wtedy - w szponach samotności.


--------------------------------------------------------------------------------------------


NADIA


Może to dziwne ale pamiętam tylko swoją drugą miłość. W zasadzie pamiętam wszystkie, ale te pozostałe muszę sobie przypominać.. Na imię miała Nadia i miała takie rude włosy. Właściwie to miała kasztanowe. Krótko potem dowiedziałem się, że są rude. Mężczyźni powinni wiedzieć o co mi chodzi. Pamiętam ją dokładnie chociaż w momencie gdy ją poznałem wcale jej nie pamiętałem a przecież powinienem pamiętać. Co to za facet, który nie pamięta dziewczyny poznanej przed chwilą. Przecież powinien pamiętać ją wcześniej skoro istniała taka możliwość . Nie mogę sobie tego wybaczyć do dziś i może dlatego wciąż ją pamiętam z powodu tego, że wcześniej jej nie zapamiętałem. Zjawiła się w moim życiu w bardzo nie odpowiednim momencie. W chwili, gdy najmniej tego oczekiwałem. Leczyłem się z nieszczęśliwie nieodwzajemnionej miłości i nie miałem najmniejszej ochoty by znów się w kimś zakochiwać a już na pewno nie w rudej dziewczynie , która na początku znajomości zarzuciła mi, że nie pamiętam jej skoro powinienem, choć nie musiałem, bo wtedy nie byliśmy jeszcze razem i nie wiedziałem, że ona to właśnie ona. Zapytała mnie wtenczas dlaczego jestem taki smutny? Nikt, nigdy nie zapytał mnie o mój stan emocjonalny. Nikt nie zadał sobie trudu by zagłębić się w mój codzienny nastrój, a ona zrobiła to tak czule, z takim błyskiem w oczach i z nadzieją na to, że w końcu ją zapamiętam i pamiętać będę już przez cały czas. Prawie jej się udało.
Nie mogę jej wyrzucić z pamięci ale na szczęście przestałem ją czuć. Nie ma jej w moich zmysłach, nie kojarzę jej między zapachami. Dziewczyna nie pachnie i nie śmierdzi już. Siedzi tylko głęboko w moim mózgu i za nic w świecie nie chce stamtąd wyjść. Cała. Powinienem coś z tym zrobić bo popadnę w paranoję. Ludzie mówią że, to takie proste - zapomnieć. Mówią, że jeśli człowiek chce , to zapomni. Ja bardzo chcę, tak bardzo chcę o niej zapomnieć, że chyba bardziej się nie da, ale nie potrafię. Budzę się rano, sikam, potem idę do kuchni zrobić kawę. Ona siedzi przy stole, poprawia kartkówki i pije kawę. Nie pytam jej dlaczego nie zaparzyła mi kawy, bo wiem, że jej tam nie ma. Jestem o tym przekonany. Mógłbym ją o to zapytać. żeby się upewnić ale jak już wcześniej wspomniałem; nie chcę zwariować. Potem wracam z kawą do pokoju, kładę się na kanapie i czytam książkę. Ona siedzi na fotelu. Patrzy na mnie i mruży oczy. Pamiętam ten wzrok doskonale, i to, jak mówiła mi , że strasznie podnieca ją widok, gdy coś czytam. Takie prozaiczne, malutkie zboczenie. Najchętniej rzuciłbym się teraz na nią. Wbiłbym swoje zęby w jej smukłą, łabędzią szyję, pieściłbym jej kark, gryzłbym jej ucho ale na szczęście przestałem ją czuć. Powiedzcie mi, że nie jestem obłąkany. Mam wrażenie, że Nadia jest cały czas ze mną, że nie odeszła. Mieszkamy nadal razem. Jest wypełnieniem luki pomiędzy mną a ścianą frontową, pomiędzy moim umysłem a balkonem. Jest tutaj ze mną. Już jej nie czuję, nie wącham, nie liżę, ale widzę i pamiętam. Nie jestem chory. Jestem samotny.
Wpadłem ostatnio na genialny ( z mojego punktu widzenia) pomysł, żeby się upewnić, co do mojej normalności tzn, psychicznej odwagi bycia zdrowym. Postanowiłem do niej zadzwonić. Dwa lata temu wyrzuciłem jej numer telefonu, żeby mnie nie kusiło do niej zadzwonić przypadkiem.. Miałem takie momenty, jak ten teraz, że stawałem przed telefonem i układałem sobie w głowie wszystko co powinienem jej powiedzieć. Teraz to zupełnie co innego. Nie uzna mnie za wariata. Teraz mam konkretny powód. Upewnię się, że jej ze mną nie ma. Numer pamiętam, bo choć wyrzuciłem go dwa lata temu, jak wszystko co wiązało się z Nadią, numer zapamiętałem. Siedem dwa, cztery pięć sześć albo jakoś tak. Odebrała. Zapytałem, czy to ona? Odpowiedziała, że chyba tak. No to zapytałem czy jest, czy oddycha, czy miewa się dobrze, i czy przypadkiem nie jest teraz ze mną? Odpowiedziała, że to pomyłka. Kamień spadł mi z serca. Nie jestem wariatem. Mogę zacząć wszystko od początku.


--------------------------------------------------------------------------------------------


FACET Z TELEWIZJI


Po tamtym telefonie czułem się jak nowonarodzony.
Pewnego słonecznego popołudnia(to mój drugi genialny pomysł z punktu widzenia samego siebie) obudziłem się wcześnie , wysikałem się, poszedłem do kuchni zaparzyć kawę i nie było jej tam więc uradowany w pośpiechu wrzuciłem kilka rzeczy do torby, zakręciłem wodę, gaz, zamknąłem mieszkanie i wyjechałem w góry zakomunikować wierzchołkom, świerkom, skałkom, rwącym potokom, że to już, że z pełną premedytacją mogę nazywać się samotnym mężczyzną, i jestem z tego niezwykle dumny. Udało mi się zapomnieć i nie jestem wariatem. Zapytała mnie wtedy: - Ja ciebie znam. Ty z telewizji jesteś chyba. –
To nie była ona. To znaczy była ona , bo poznałem ją dzień wcześniej i w przeciwieństwie do historii z Nadią, zapamiętałem tę dziewczynę w momencie pierwszego wzrokowego kontaktu czyli wtedy kiedy powinienem. Zapamiętałem ją we właściwym momencie. Gdy patrzyłem na nią teraz, wiedziałem, że to ona i byłem niezwykle szczęśliwy, że ją zapamiętałem. Poznałem to zbyt duże i zbyt optymistyczne określenie tego co wydarzyło się dzień wcześniej zanim to powiedziała. Zobaczyłem ją i usłyszałem. A teraz, gdy zadaje mi to pytanie jestem przekonany, że to ta dziewczyna z wczoraj i nikt już mi nie zarzuci, ze z moją pamięcią jest coś nie tak. To była ona. Właśnie tylko dlaczego ona pyta mnie o takie rzeczy, i dlaczego ja przywiązuje wagę do ciekawych i interesujących pytań zadanych mi przez interesujące poniekąd kobiety? A może ona naprawdę pomyliła mnie z kimś? Może to kolejny znak, że jestem obłąkany? Może źle interpretuję fakty? Sądzę, że był to oczywisty flirt ze strony tej cudownej kobiety, początek nawiązania rozmowy, lub co najmniej chęć nawiązania takowej. A jeśli ona zwyczajnie mnie z kimś pomyliła? Wzięła mnie za pajaca ze szklanego ekranu, który mógłby jej w jakiś sposób uprzyjemnić górski pobyt? Nie powiem jej przecież, że zwariowałem na jej punkcie już kilka godzin temu, gdy ją zauważyłem i usłyszałem po raz pierwszy a ona mnie nie. Nie powiem jej na początku naszego kontaktu werbalnego, że zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia bo nie będzie chciała ze mną rozmawiać w ogóle a ja nie jestem przecież wariatem i nie mogę popsuć tego co właśnie się zaczyna. Potem starałem się być w miejscach, w których ona bywała i nie było to wcale takie trudne choć zbytnie narzucanie się mogło również wytrącić ją z równowagi. Kilka tygodni potem przenieśliśmy się na północ. Zamieniliśmy góry na morze. Zadzwoniła do mnie i zapytała co u mnie, czy jestem, czy oddycham, i czy będę mógł, czy będę w stanie, a ja zgodziłem się. Znów zakręciłem kurki, zamknąłem samotny dom i uciekłem na chwilę. Dodała jeszcze prośbę, która brzmiała jak ostrzeżenie : „tylko nie wyobrażaj sobie zbyt wiele”. Należę do ludzi, którym dwa razy tłumaczyć nie trzeba i wydawało mi się, że prawidłowo zinterpretowałem jej słowa. Jadąc do niej wciąż utrwalałem sobie w głowie: „Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, nie wyobrażaj sobie zbyt wiele” Moja wyobraźnia zaczęła funkcjonować zgodnie z jej oczekiwaniami do momentu gdy w motelowym pokoju zaczęła podskakiwać na tapczanie w rytm seksualnych uniesień, jak galopująca zebra po pustynnych stepach na oślep powodując dziki zgrzyt nie naoliwionych od dawna sprężyn. Nie przerywając galopowania stwierdziła, że będziemy dziś wieczorem strasznie hałasować czym, jak nie trudno się domyśleć, spowodowała swoistą burzę myślową w moim mózgu. Nie dałem się sprowokować. A może zrobiłem z siebie idiotę? Kobiety powinny wiedzieć o co mi chodzi. Jedno jest pewne. Nie wiedziałem co robić i od tamtej pory znów zacząłem palić.
Już się nie widujemy. Spotkaliśmy się jeszcze raz , ale w bardziej dramatycznych okolicznościach. Przemierzyłem pół Polski , żeby zapytać ją o zdrowie , bo wydawało mi się, że co jak co, ale z jej zdrowiem było wtedy coś nie tak. Leżała przyczepiona do kroplówek i nie czuła się najlepiej. Opowiadałem jej różne historie, trzymałem za rękę i byłem przy niej kiedy spała. Niestety był tam też pewien pan, który w międzyczasie smarował jej plecy olejkiem a przepiękny bukiet kwiatów, który przyniósł ze sobą wprawił w zachwyt wszystkich chorych na oddziale stając się jednocześnie powodem westchnień najwrażliwszych, kobiecych serc. Najchętniej urwałbym temu panu głowę. Zdecydowałem jednak, że moje miejsce jest gdzie indziej i pora się wycofać. Tak też zrobiłem.

Wróciłem do domu i znów postanowiłem o wszystkim zapomnieć.

Stęskniłem się za Beckettem. Rozłożyłem się wygodnie na kanapie i usnąłem z książką w ręce. Obudził mnie sygnał telewizyjnych wiadomości. Zdziwiłem się ponieważ od dawna nie oglądam telewizji i nie przypominam sobie , żebym przed zaśnięciem uruchomił odbiornik.
Moje zdziwienie sięgnęło zenitu gdy w telewizorze zobaczyłem samego siebie.

- Czego się tak gapisz? – spytałem siebie z ekranu. - Nie poznajesz siebie co? Musisz się obudzić człowieku. Jak długo będziesz robił z siebie cierpiętnika? Kim ty kurwa jesteś? Romantycznym kochankiem? Werterem,? To nie te czasy. Stary, co to za miłość, jak nie możesz jej mieć, i nigdy z nią nie będziesz, bo ona nigdy cię nie pokocha?
- Nie wiem czy to miłość, nie wiem, wiem jedno, ja….mam prawo do swoich uczuć, bez względu na okoliczności, i nikt mi tego prawa nie odbierze. Nie mogę przestać o niej myśleć. Brakuje mi jej obecności, takiej zwyczajnej. Jak z nią nie rozmawiam nie mogę pisać, nie mogę myśleć, chodzę rozkojarzony, wściekam się. Nie ma jej w moim życiu fizycznie ale ona ułatwia mi życie. Rozumiesz? Zmieniła mnie. Przez moment byłem w jej świecie, trafiłem tam przez przypadek, i zmieniłem się w środku. Tak jakby ktoś mnie obudził ze snu. Nigdy jej nie pocałowałem, nie dotknąłem i nie przespałem się z nią, ale mimo wszystko brakuje mi jej. Chciałbym czasem zjeść z nią kolację , popatrzeć jej w oczy, powiedzieć, że ma ładną fryzurę, zabrać ją do kina, śmiać się do łez. Człowieku! Wiesz jakie ona ma poczucie humoru?
- Nie, z tobą jest gorzej niż myślałem. Patrz!

No i pokazał mi w telewizorku kilka zdjęć. Mniej lub bardziej pornograficznych. Tak podobno wygląda miłość, ale ja nie chciałem na nie patrzeć i nie patrzyłem.
Przyśniła mi się wtedy. Leżałem w szpitalu, podłączony do kroplówek, a ona stała z boku. Nic nie robiła, uśmiechała się tylko do mnie. Po prostu była. Potem śniła mi się codzienność i ona. Nieobecna, na drugim planie ale była. Przyjąłem to jako dobry znak..
Ty chyba z telewizji jesteś.

Opublikowano

początek mnie wkurzył, ale dalej... fajnie
podoba mi się Twoje pisanie, mimo że tekst pojawił się w dziwnej chwili, albo to ja (pojawiłam się)
w bardzo nie odpowiednim momencie - chyba razem
i kilku przcienków brakuje
pozdrawiam ambiwalentnie

Opublikowano

Mi (wiem, wiem tak się nie mówi;) w tym wstępie podobało się tylko jedno zdanie:
"Jeśli kochasz, to znaczy, że żyjesz"
No i może to z najmocniejszym kochaniem w samotności, ale juz jej szpony są dość kiczowate. A reszta wstępu to wyświechtane zwroty i porównania.

Dalej czyta się dobrze, masz lekkie pióro - to się czuje. Jednak tym razem nie porwało mnie jakoś wybitnie. Po prostu zwyczajnie wciągnęło i miło się czytało :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Dziś nawet wynotowałem sobie błędy (!), ale z pierwszej części tylko i te najwieksze tylko (piszę tak żeby móc się bronić, gdybym czegoś nie zauważył):
1. nie odpowiednim (to już ktoś zauważył) pisze się razem
2. zdanie "Leczyłem..." jest za długie i niejasne
3. zwrot "zagłębić się w codzienny nastrój" jest chyba błędem jakimś a jesli nie jest, to po prostu mnie nie pasuje
4. "(...)że, to" - przecinek przed "że" (interpunkcja kuleje w kilku momentach; czasem jakiś średnik by się przydał?)
5. 3 razy słowo "kawa" się powatarza
6. "(...)widok, gdy coś czytałem" - widok zbyt mocno kojarzy się (mnie przynajmniej) z czymś ważnym, podniosłym, a tu widokiem jest facet z książką na tapczanie
7. apostrofy do czytelnika strasznie mnie denerwowały!!!!!! wybijają z rytmu kompletnie

Poza powyższm tekst bardzo mnie się podobał
ciekawy sposób ujęcia rzeczy; momentami porywa
w drugiej części te głębokie analizy już mnie zmęczyły
decorum zostało tu naruszone myślę i gdyby nie to byłbym zachwycony

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuje baronowi, że poświecił temu tekstowi tyle czasu.
1) oczywiscie, ze pisze się razem, to tylko taka moja drobna nierozwaga.
2) zdanie leczyłem...przeczytałem jeszcze raz i naprawdę wydaje mi się ze jest jasne czytelne i odpowiedniej dlugosci z mojego punktu widzenia jako autora i go nie zmienię.
3) Zagłębić się...ma baron absolutną racyję...mi tez to nie pasuje...ale do dzis nie potrafie znalezc sformułowania , ktore jasniej oddalo by sens tego co chcialem powiedziec. Jak znajde to poprawie.
4) interpunkcja to moja pieta....
5) kawa sie powtarza trzykrotnie owszem, i tak ma byc...prostota tego napoju, ma az dzwięczyć w uszach jak halas lyzeczki uderzajacej o scianki filizanki przy mieszaniu
6) baronie drogi...wiekszosc ludzi jest wzrokowcami, i taką była kobieta o ktorej pisze i podniecał ją widok, gdy on lezal na kanapie....widok ją podniecił. Nie rozumiem zastrzeżeń barona. Błacha to podnieta, faceta leżącego na tapczanie, owszem, ale błacha jest także natura owej kobiety o ktorej piszę stąd ten widok mężczyzny lezacego na kanapie, prozaicznie podniecający...
7) baronie drogi! Przeczytalem jeszcze raz swoj tekst i uwazam, ze apostrofy do czytelnika są nietrafione i faktycznie ...jeste pod wrażeniem bystrego oka baronie....

Jakze niezmiernie sie raduje, ze mimo bledow wszelakich jakie baron sie dopatrzyl, ocenia baron pzytywnie to co smialem tu zaprezentowac....i pozwole sobie zauwazyc, ze lubuje sie baron w literaturze antycznej i sredniowiecznej, gdzie obowiazywala twarda zasada decorum, bo z teo co pamietam drogi baronie...Szekspir w Makbecie zerwal z decorum ... ale co mi z tego, cóż Szekspir jest dla nas przykladem, skoro Bukowski twierdzi, ze on pisac nie umiał...

Wielkie dzieki...chetnie przeczytam cos barona, bo przyznam ze nie mialem okazji. prosze o wybaczenie . P.R
Opublikowano

wszystkie moje komentarze są jak najbardziej subiektywne - jeśli Tobie pasuje i tak miało być - to jest najważniejsze.
wiem prawie nic o literaturze antycznej i średniowiecznej, decorum to miał być skrót myślowy, bo nie wiedziałem (i nie miałem czsu dużej myśleć) jak wyrazić swą wątpliwość; dalej nie wiem, ale jak się dowiem i nie zapomnę to napiszę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dobro

       

      Pół żartem, a pół serio można powiedzieć, że prawdziwe Dobro to tylko Bóg i nikt poza Nim. Gdyby wgłębić się w to proste zdanie, to widać, że żartu w nim niewiele. Jeśli Miłość, Prawda i Piękno są dobrem, to dobro stanowi atrybut Boga, znany nam z Objawienia. Jeśli życie jest dobrem to stanowi ono atrybut Absolutu. Dobro jest przedmiotem nienawiści na tym świecie, a zarazem stanowi przedmiot pożądania. Ponieważ tego dobra jest na ziemi niewiele nieustannie toczą się o nie spory, kłótnie, walki i wojny. Doskonałość jest dobrem ale stanowi atrybut Absolutu. Doskonałe zło nie istnieje, podobnie jak doskonałe cokolwiek na tym świecie. Doskonałość rozumiana jako ideał. Dobrem jest harmonia różnych działań i funkcji wynikających z imperatywu formy człowieczej egzystencji. Wszelkie dysfunkcje, zakłócenia stanowią asumpt, bodziec do kaskady zła. Dobrem jest harmonia Łaski Bożej, zdrowego rozsądku, inteligencji, serca i duszy. Dobro tak rozumiane pomnaża dobro, sprawia, że na tym świecie i w tej cywilizacji zwiększa się rachunek dobra. Człowiek stresu, złej woli, człowiek chory sprawia, że pożądane dobro traci swoje atuty i zostaje zredukowane, zubożone. Staje się atrapą dobra, która nie przynosi prawdziwej radości, tylko nowe pożądania. W dzisiejszym świecie harmonia tak rozumiana jest dostępna tylko niewielu ludziom. Silne bodźce przymusu ekonomicznego czy fizycznego zmuszają wielu ludzi z pauperyzujących się, pauperyzowanych i spauperyzowanych grup społecznych do nieustannej pogoni za jakimkolwiek zyskiem. Niczym starożytni niewolnicy mogą powiedzieć, że dobro to brak jakichkolwiek uczuć i odczuć. Ich zamęczenie harówką nie ma nic wspólnego ze zdrowym zmęczeniem po całodziennym wysiłku, uczciwej pracy. Jak każdy ideał, ideał harmonii jest dobrem równie nieosiągalnym, jak inne na tym świecie. Niektórzy ludzie mówią, że Boga nie ma. Że ludzie modlą się do powietrza całymi godzinami… . A przecież i samo powietrze jest dobrem. Być dobrym dla wszystkich jak powietrze…? Każdy nim oddycha, wchłania chciwie niczym jakiś skarb. Gdy go gdzieś brakuje, opuszcza to miejsce i chciwie, łapczywie wtłacza w płuca tam gdzie ono jest, czując jak wraca mu życie, jasność umysłu. Gdy go zupełnie braknie człowiek umiera. Może modlitwa do tegoż powietrza to nie takie niemądre postępowanie, może wtedy zachodzi fluidyczny związek człowieka z odnowieniem, odświeżeniem się cząstek materii powietrza. Może powietrzu aby się odnowiło potrzeba tej minimalnej dawki bioprądów i fluidów, wydzielanych przez organizm ludzki…? Dobrze jest, kiedy ludzie nawzajem wybaczają sobie to, co uważają za złe, kiedy podają sobie ciepłe, serdeczne uściski dłoni. W naszych sercach budzi się jakaś radość z poczucia wspólnego dążenia ku jakiemuś Dobru, chociaż nie wypowiadamy jej głośno. Jest jakimś dobrem wspólne pomaganie sobie w kłopotach, w pokonywaniu jakiś przeszkód, w wypełnianiu obowiązków. Człowiek zatraca poczucie osamotnienia, wyobcowania we wrogim świecie, ma wrażenie, że ciało nie stanowi granicy jego jaźni i że żyje pomiędzy ciałami innych ludzi, że wypełnia się przestrzeń pomiędzy ludźmi jakąś energią… . Ma poczucie wspólnego losu w czasie i przestrzeni w jakich przyszło mu egzystować. Dobrem jest poszukiwanie swego indywidualnego głosu, głosu często zatracanego w społeczności wielkich molochów miejskich, swego odczucia świata, swego spojrzenia na siebie i innych ludzi. Społeczność w swej masie zniewala każdego człowieka, przymusza do porzucenia indywidualnej percepcji, rozumienia rzeczy, narzuca to co się samo narzuca lub co niesie „bagno behawioralne”. Dobrze jest, kiedy ktoś kocha zwierzęta, we właściwy sposób, sposób który podpowiada sama natura i potrzeba. Zwierzęta ze swej natury nieufne i płochliwe, właściwie traktowane, oswajają się i tracą lęk, nawiązują więź z człowiekiem. Często dokonują przy człowieku rzeczy, których w naturze nigdy by nie uczyniły: łaszą się, skaczą z radości, beczą, szczekają, kiwają łbami i są posłuszne dźwiękom ludzkiego głosu, którego artykulacji nie rozumieją. Jest dobrem zwrócenie uwagi komuś, że źle czyni, wyjaśniając dlaczego uważa się, że to coś jest złe, a to co się proponuje jest dobre. Człowiek osamotniony może właściwie nie pojmować i łatwiej zarazić się dobrem, niż złem, może zatracić siebie w walce o przetrwanie. Można powiedzieć, że dobrem jest kolekcja dzieł sztuki, która swym oddziaływaniem przenika ludzki umysł, ubogaca jego wyobraźnię, wzrusza, bawi, uczy. Dzieło sztuki jest dobrem związanym z sensem doczesnej egzystencji, z poczuciem piękna. Piękna muzyka potrafi przenieść człowieka w pozór jakiegoś innego świata, potrafi wrócić mu siły, ukoić bolesne rany, rozładować zły nastrój, a nawet uratować od zbrodni. Mówią o tym niektóre filmy fabularne, oparte o autentyczne wydarzenia (np. „Fitzcarraldo” W. Herzoga, „Misja” R. Joffe), publikacje książkowe, etc. Kunsztownie wykonaną kolię czy naszyjnik z pereł lub diamentów można uznać za jakieś dobro, ale… czy przynosi to więcej dobra czy zła? Jak dobry jest wynalazek penicyliny, ilu ludziom uratował życie doczesne? Ilu ludzi leżało w gorączce bez żadnej nadziei na wyzdrowienie i umierało? A jak spowszedniał ten wynalazek, to dobro, że każdy traktuje je niczym gruszki na drzewie, które można zerwać i zjeść w razie potrzeby? Któż pamięta dziś nazwisko tego dobroczyńcy, który wynalazł penicylinę? Można powiedzieć, że dobrem powszechnym stają się wynalazki współczesnej mikroelektroniki, wykorzystywane do rozmaitych urządzeń, mających za zadanie ułatwienia w egzystencji każdego człowieka, takie aby maszyny mogły zastąpić wysiłek ludzki i dać więcej wolności od wysiłku, od pracy. Dobrem są z pewnością radioodbiorniki, odtwarzacze laserowe, komputery osobiste, internet, telewizja. Dobre wynalazki to takie jak wynalazek żarówki T. Edisona, mogą służyć ludziom, ubogacać ich, wzmacniać, pomagać zapełnić nadmiar wolnego czasu. Ale powszechnie wiadomo, że dobre wynalazki mogą być wykorzystywane w złym celu przez ludzi o złej woli, mogą służyć złu. Dobrze jest, można powiedzieć, kiedy ludzie nie wynoszą się ponad siebie, kiedy są skromni, znają swoje możliwości, otrzymane dary, talenty i nie udają słońca, że są tak dobrzy, jak słońce i świecą na firmamencie dla wszystkich. 

      Dobrze jest żyć w kraju skromnych ludzi, pełnych rozsądnej pokory, szacunku dla dóbr rzeczywistych, dla wartościowych rzeczy, dla rzeczywistych dokonań, a nie iluzorycznych bufonad i fantastycznych wizji powszechnego dobrobytu. Można powiedzieć, że dobrze jest, gdy człowiek czuwa nad dobrem, nad tym aby posiadanego dobra nie utracić, a powiększyć jego zasoby. Można powiedzieć, że czuwanie nad dobrem jest podobne do czuwania nad własnym ogrodem. Dobrze jest pielęgnować roślinkę dobra, gdy nadciąga wicher podeprzeć listwą, usztywnić, gdy zbliża się powódź stosownie przekopać… . Dobrze byłoby pokusić się o dokonanie rozrachunku z samym sobą. Na czym to mogłoby polegać? Wystarczy obrać sobie z otoczenia dowolną rzecz, dowolny przedmiot i wyszukać w nim tylko i wyłącznie dobro, to co dobrego w nim widzę, a następnie wyszukać negatywy danej rzeczy. Później policzyć ile widziało się dobra, a ile zła… . Uczciwy rozrachunek może wiele powiedzieć o rachmistrzu. Ktoś wtedy powie: „widzę więcej zła w tym przedmiocie, niż dobra”. Czy to dobrze, czy źle?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...