Veritas Marzycielka Opublikowano 16 Lutego 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 16 Lutego 2006 Była godzina czternasta dziewięć, a więc mój żołądek już od pięciu minut dopominał się „podładowania akumulatora”. Kotlet sojowy i dwie łyżki ziemniaków miały się stać dla mnie bezcennym paliwem dzięki, któremu mogłabym funkcjonować przez resztę dnia. Jednak nim kotlet znalazł się w zasięgu moich ust, musiałam czekać, aż nabierze złocistego koloru smażąc się na teflonowej patelni. Z nudów przyglądałam się solniczce i pieprzniczce stojącym na rogu stołu kuchennego .Lubiłam te dwa pojemniczki na przyprawy w kształcie małych kaczuszek. Dodawały mi one sił, gdy musiałam zmierzyć się z niechęcią do padliny, kiedy to mama podawała mi ją w pięknej oprawie jako niedzielny obiad. Ponadto na widok solniczki, której nadałam imię Kasia i pieprzniczki Zosi przypominał mi się fragment wiersza Agnieszki Osieckiej: „A ja jestem małą kaczuszką Której trzeba miłości i wsparcia No i czasem czegoś do żarcia” Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy. -Dzisiaj na obiad kaczka pieczona w sosie własnym. -Przecież miał być kotlet sojowy! Oburzyłam się. -Tak planowałam. Właściwie miałam go już na patelni, ale zaproponował, żebym zrobiła coś bardziej wykwintnego. Spojrzałam na radosne oczy mojej ulubionej pieprzniczki i solniczki. Zrobiło mi się okropnie smutno, gdyż uświadomiłam sobie jak ciężki los spotkała tą kaczkę, która stała się moim obiadem. Mama wyszła z domu zostawiając mnie sam na sam z „porcelanowymi” kaczuszkami i z kaczką leżącą bezwładnie na moim talerzu. Zaczęłam płakać. Łzy sączące się z moich oczu spływały wprost na obiad. Nagle kaczką zaczęła ruszać energicznie nagimi skrzydełkami. Podparła się nogą i usiadła na talerzu. -Co jest? Spytałam wzburzona. -Mówią na mnie Kacza Kicz. Jestem przedstawicielką drobiu w Polsce. -Czego ode mnie chcesz? -Przybywam, żeby cię prosić, abyś nie zmieniała się w tyrana-mięsożercę. Wtedy Kasia i Zosia zrzuciły porcelanowy pancerz przybierając postać kaczek „z krwi i kości”. Stanęły na chlebaku i skrzeczącymi głosami wygłosiły przemówienie. -My Katarzyna i Zofia apelujemy, abyś nie rozstawała się z „duchem wegetariańskim”. To dzięki tobie wiele z nas żyje do dziś. Dziękujemy za twój upór i ofiarę, prosząc jednocześnie o dalszą wytrwałość w budowaniu wegetariańskiego świata. Wstałam od stołu, odwróciłam się na pięcie i wyszłam z kuchni. Nie wierzyłam własnym oczom. Właściwie to do ostatniej chwili myślałam, ze zwariowałam. Byłam pewna, że moja wyobraźnia chce mi spłatać figla i podsunąć kolejny, zwariowany pomysł na opowiadanie. Dopiero kiedy wyszłam z kuchni uświadomiłam sobie, że to co widziałam to nie był sen. „Mój obiad ożył”. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Bałam się wrócić do kuchni. Jednak w końcu przełamałam strach. Kaczuszki stały jak dawniej w koszyku, a obiad poczciwie leżał na talerzu.
adam sangreal Opublikowano 16 Lutego 2006 Zgłoś Opublikowano 16 Lutego 2006 Technicznie nie jest tak źle. Jeśli treść miała rozśmieszyć, czy zaskoczyć, to mimika mojej twarzy nic takiego nie wykazała. Powiem brutalnie - ta rozmowa z kaczkami jest bezsensowna i kiczowata. Treściowo mi się nie podoba. Pozdrawiam :)
angelika podzorska Opublikowano 17 Lutego 2006 Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2006 Oryginalne, nie powiem:), ale bardziej chyba jako taki manifest, niż jako utwór prozatorski. Pozdr:)
rumianek Opublikowano 17 Lutego 2006 Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2006 Szukasz pomysłu na opowiadanie. Ale ten tekst momentami jest wyjątkowo naiwny. Kto wzrusza się losem kaczki do tego stopnia, że zaczyna płakać, a zwłaszcza w takiej sytuacji. Może Twoja bohaterka ma skłonność do depresji lub jest w dołku, ale to już tylko domysł czytelnika. Poza tym o ile początek jest ciekawy, to końcówki nie chce się już czytać. Cały ten "wegetariański manifest" nadawałby się lepiej do reklamy zdrowej żywności, natomiast jako opowiadanie nie robi na mnie wrażenia. Wyrzuciłabym wszystko od momentu kiedy bohaterka zaczyna płakać i pomyślała nad inną kontynuacją.
Veritas Marzycielka Opublikowano 18 Lutego 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2006 ehh szczerze to od tego momentu gdzie bohaterka placze też mi się coś ju.ż nie bardzo podoba, ale pisałam to tak na prędce.Właściwie to ehh jest moja praca domowa z polskiego. Następnym razem się bardziej postaram:)pozdro i powiem Wam że mnie np wzrusza los kaczki na talerzu:PP(2lata wege robi swoje)
rumianek Opublikowano 18 Lutego 2006 Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2006 tak, tylko pamiętaj, że czytają to głównie mięsożrcy, którzy nie płaczą na widok schabowego na talerzu ;)
Marcin Gałkowski Opublikowano 18 Lutego 2006 Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2006 technicznie się - za bardzo - nie przyczepię. treść ciekawa, ale jakoś mnie nie ruszyło mimo, że przerabiałem już kiedyś wegetarianizm (okrąglutki roczek). choć sam pomysł niezły. i jeszcze jedno: polityce w opkach mówimy stanowczo: nie!!! jak można lubić dwie kaczki? (mam oczywiście na myśli ową solniczkę i pieprzniczkę, proszę mnie nie brać za jakiś zdegenerowany element antyspołeczny, a fe=) pozdr
Jay Jay Kapuściński Opublikowano 24 Lutego 2006 Zgłoś Opublikowano 24 Lutego 2006 takie jakieś; ani mnie nie zachwyciło, ani specjalnie nie zgorszyło, średnie po prostu. czytało się w miarę dobrze, chociaż przemowa kaczek (miała wzruszać czy cieszyć?) trochę mnie podłamała;) pozdr.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się