Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Małe m – 3, stara kanapa, jeszcze sprzed ślubu, ubrana w kraciasty koc, niebieska poświata telewizora emitującego kolejny odcinek serialu kryminalnego, dwie szklanki z niedopitą herbatą, dwie pary kapci i dwie gazety.

- Anetka dzwoniła. – Leżąc wygodnie pod kocem, powiedziała chyba bardziej do gazety niż do niego, poprawiając przy tym uparcie zwisającego papilota.
- Aha. – Mruknął nie podnosząc oczu znad wyników ostatnich rozgrywek.
- Rozsiadł się w tym fotelu i nic go nie obchodzi – Pomyślała. – Nie zapytasz co u niej? – Dodała z wyrzutem.
- Co u niej?
- Kupili nowy telewizor. A Mateuszek płacze w przedszkolu. – Odpowiedziała automatycznie. - Dzieci mu zabawki podbierają i dokuczają, wszystko przez te okulary, ja mówiłam, że on będzie w nich nieszczęśliwy, mówiłam. Biedne dziecko.
- A co on baba? Nie potrafi się obronić? – Przewrócił stronę.
- Anetka chce go przepisać gdzie indziej. Ale Janek oczywiście nie i nie, zresztą czego by się po nim spodziewać. – Spojrzała wymownie w sufit. - I tak im się dziecko nabawi jakichś kompleksów i nie wiadomo jeszcze czego. Boże Kochany, biedny Mateuszek. Ale Ciebie to oczywiście nie obchodzi.

Obojętnie czy by go obchodziło czy nie, ona i tak uznałaby że nie, więc szkoda głosu. Omiótł wzrokiem reklamę wiertarek na przedostatniej stronie i sięgnął po pilota.

- Wiadomo, zero zaangażowania w sprawy rodzinne. Zero.– Skwitowała. – Pff... całe życie z wariatami. – Rzuciła zaczepnie ni to w przestrzeń ni to do niego, poprawiając guzik znoszonego fartucha. – Że człowieka czasem tak zaślepi i popełni błąd na całe życie.

Z rozmachem odkryła koc, wzięła swoją szklankę i poszła dolać sobie herbaty. Wracając spojrzała jeszcze do lustra, jak zwykle bezcelowo. Odruchowo.

- Co tak skaczesz i skaczesz po tych kanałach jak nakręcony?

Nie reagował. Usiadła ciężko na tapczanie, poprawiła okulary i wróciła do plotek na dziewiętnastej.

- Idę spać, nic nie ma – Wycedził w końcu.
- Oczywiście idź, idź – Powiedziała ironicznie. – Tyle z ciebie pożytku. – Dodała w myślach nie podnosząc wzroku.

Po pięciu minutach leżał już w swoim łóżku. Ona też zgasiła telewizor i wyciągnęła swoją pościel ze schowka w kanapie.
Zasypiając, już nawet nie myśleli, że chcieli by inaczej.

Opublikowano

Z tą doskonałością, to bym się wstrzymał Basiu jednak troszeczkę mimo najszczerszej sympatii do autorki...

Rozbawił mnie początek, bo zabawiłaś się trochę w scenarzystkę. Napisałem kiedyś, że twoje pisanie jest typowo babskie, porównałem je chyba do seksu w wielkim mieście, i podtrzymuję to... teraz idziesz w strone literackich "telenowel" ...Dużo w tym życia codziennego, nie wnikam czy twojego czy nie, baaaardzo dużo ...scena babskich plotek, ...wiesz ostatnio usłyszałem, albo przeczytałem nie pamiętam...o takiej zasadzie. Jeśli piszesz o czymś banalnym, coś co było już milion razy, a przyznasz ze babskie plotki zna kazdy , należy ten banał przedstawić w jakiś ciekawy sposób a klasyczne m3 nie należy do najciekawszych miejsc.

No przykro mi, ale nie dotarło to do mnie w ogóle. Wiem. Nie musiało...

Opublikowano

BASIU:
No tak, smutne ale prawdziwe - samotność we dwoje to najgorszy rodzaj samotności. I oby od takiej jak najdalej.
A za pozytywną opinię dziękuję serdecznie i również posyłam wieczorowe pozdrowionka:)))

PIOTREK:
Kurcze no z reguły nie tłumaczę swoich utworów, ale tym razem mnie sprowokowałeś i się pokuszę;) Scena babskich plotek z brukowego ścierwa - o to właśnie mi chodziło. By ukazać ją taką jaka właśnie jest - rażąco standardową, przeciętną samą w sobie, typową.. tak samo klasyczne m3, kraciasty koc, papilot i fartuch, żona zołza i mąż, który na to leje. Ile jest takich "rodzin"? Mnóstwo. Nie chciałam tu pomysłu, chciałam czystego realizmu, to wszystko, a że nie dotarło - masz rację, nie wszystko musi. Pozdrawiam :)

PS. "Literackie telenowele"? Jak mam to rozumieć?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...