Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Natasza zbudziła się z ogromnym kacem. Jak zwykle po przepiciu spała zaledwie kilka godzin. Spod półprzymkniętych powiek spojrzała na zegarek - była 7:56. Trzy godziny snu. Zdecydowanie za mało. Ale bywało już gorzej - czasami nie spała wcale. Marzyła o tym, by jeszcze zasnąć, jednak powoli dochodziło do niej, że boli ją głowa i że ma ciężkie powieki. Ogromne pragnienie. Ciężkość. Głowa.
- Boże – westchnęła. Obróciła się na brzuch i uniosła głowę - kilka głębokich wdechów. Wcale nie zrobiło się jej lepiej. Zamknęła oczy i poczuła w okolicy serca lęk. Jeszcze nie myślała - tylko czuła podświadomie. Zaczęły napływać wspomnienia. Całkiem nie po kolei. Całkiem dziwaczne. Zupełnie niemożliwe. Coś się w nocy wydarzyło – coś niepokojącego, co nie powinno nigdy się wydarzyć. Pamiętała, że przyszła do niej pani Karolina. Przeszły na ty. Karolina była u niej wczoraj. Zjadły kolację, wypiły wino...za dużo wina. Przed oczami stanął jej jeden jedyny obraz – boleśnie wyraźny. Nie wiedziała, jak to się mogło stać, ani co to w ogóle było? Natasza nie rozumiała nic z minionej nocy. Kac moralny - oh, jak okropnie się czuła. Po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, co myśleć. Poczucie wstydu przytłoczyło ją. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz się tak czuła. Dziesięć lat temu? Dwadzieścia? Tak, pewnie jakoś na studiach. Obróciła się na plecy, znów zamknęła oczy i położyła rękę na czole. Piątek - cholerna uroczystość. Cholerna fundacja. Po co, do diabła, dała się tam wciągnąć? Przecież chciała świętego spokoju. O 15-ej musi być w centrum. W myślach przeklęła dzień, w którym usłyszała propozycję członkostwa w fundacji. Doprawdy, fundacja nie była jej do niczego potrzebna. Teraz chciała tylko cofnąć czas. O dziesięć godzin, o osiem... Nie wiedziała, jak się zachować. Ona, czterdziestoletnia kobieta.
Jaki ten człowiek głupi” - westchnęła w duchu.
Pamiętała dłonie - drobne, gładkie, mniejsze od jej dłoni. Nie mogła o tym myśleć. Nie chciała. Po co się znów upiła? Przecież było oczywiste, że dziś jest to wręczanie nagród. Nie zapomniała o nim. Alkohol. Dobrze się czuła pijąc. Nocne rozmowy. Do trzeciej rano. Do czwartej. Butelka wina. Dwie. Teraz już nie tak często, jak kiedyś. Ale okazja do wypicia lampki była zawsze. A jeśli jej nie było – to co z tego? Była wolna, robiła, co chciała. Nikt jej nie liczył drinków, butelek...Tak, sama ustalała sobie standardy. Od zawsze. Znajomi z kraju i z zagranicy. Towarzystwo do kieliszka. Nie była jedyna. Wielu tak funkcjonowało. Błędne koło. Koszmar, do którego chciała wracać wieczorami i od którego chciała uciec rano. Ale jak to się stało, że ona – Natasza – położyła jej dłoń na piersi? Wsunęła pod stanik. Jak to się stało, że ją całowała? Wino z ust do ust... Przecież jej podobają się mężczyźni. Zawsze tak było. Nigdy o żadnej kobiecie nie myślała w sposób seksualny.
Wczoraj też nie myślała. Zrobiła to.
Zawibrował telefon. SMS. Od niej. Mocniej zabiło jej serce – bała się odczytać. Bała się, że będą to wyrzuty. Albo – co gorsza – wyznanie miłosne. Odetchnęła z ulgą. Tylko zapytanie o samopoczucie i informacja, że Karolina musi jeździć autem, a jeszcze nie doszła do siebie. Miły w wymowie. Przyjazny. Odpisała w tym samym tonie. Przyszła odpowiedź – równie miła. Mój boże – Karolina mogłaby być jej córką. Nie mogła o tym myśleć. Chciała wstać – prysznic, sok. Już od dawna nie czuła się tak źle.
Natasza stanęła przed lustrem. Bała się spojrzeć – ostatnio coraz częściej. Już kilka lat temu przekroczyła czterdziestkę. Wciąż była atrakcyjna. Dojrzała. Niewiele zmarszczek. Powieki, tak było już widać. Skóra nie była już tak jędrna, jak kiedyś. Ona nie była już tak szczupła – skąd ten brzuch? Zęby – białe, równe, idealne. Piękne. Piersi – wciąż jeszcze krągłe. Boże! Jak bolała ją głowa! Jak bardzo chciała nigdzie nie iść. Cóż mogła wymyślić? Nic - to byli jej znajomi. A z Dominikiem przecież niegdyś sypiała. Wzięła na siebie tę rolę, to i zagra. Strugi wody zmywały z niej alkohol. Umyć się, wysuszyć ubrać, umalować, wyjść z domu, wsiąść do auta, jechać tam, siedzieć, powiedzieć coś na forum publicznym, zabawiać gości - koszmar. Chciała dziś końca świata. Wyszła spod prysznica. Poczuła, że godzina biegu po parku dobrze by jej zrobiła. Może przynajmniej alkoholu się pozbędzie. Szybko wciągnęła dres.
Minęła dziewiąta. Gosposia już kilka minut temu weszła do domu. Natasza wiedziała, że gdy wróci z parku ślady poprzedniej nocy będą już przez Katarzynę uprzątnięte. Miała wrażenie, że tę noc ma wypisaną na twarzy. I nie chodziło o alkohol, czy niewyspanie - chodziło o TO. Pocałunek. Pocałunki. Z kobietą. Nie mogła przestać o tym myśleć. Biegła aż do utraty tchu. Biegła tak, by skupić się tylko na oddechu, na rytmie. Do domu wróciła szybkim marszem. Prawie bolały ją płuca. Znów wzięła prysznic. Umyła głowę. Nadal źle się czuła. A będzie musiała wznieść toast. Szampanem. Nie mogła sobie tego nawet wyobrazić bez uczucia mdłości. Powinna coś zjeść. Znów poczuła skurcz w przełyku. Czas – czas zabierze ze sobą kaca. Wysuszyła włosy i w szlafroku weszła do kuchni. Telefon znów zawibrował. Znów zabiło jej serce. Uśmiechnęła się na myśl, że to zapewne Karolina. Tak, SMS był od niej: „Mam nadzieję, że już Ci lepiej. Ja wciąż w trasie. Już trzeźwiejsza, ajajaj...co za dzień. Całuski posyłam, Maleńka!” Przynajmniej Karolina nie ma do niej żalu. Natasza nadal jednak czuła się nieswojo – i to coraz bardziej. Nie potrafiła dokładnie określić rodzaju uczuć – trochę czuła się winna, trochę było jej wstyd za siebie. I głupio. Nie chciała tego. Nie chciała, by ten wieczór skończył się na pieszczotach. Nawet do głowy jej to nie przyszło. Z drugiej strony cieszyła ją nowa znajomość. Jeszcze zanim zaprosiła Karolinę do siebie do domu, cieszył ją każdy SMS od niej. Był inny niż wszystkie, które otrzymywała do tej pory – od znajomych, przyjaciół, kochanków. Uśmiechała się już na dźwięk przychodzącej wiadomości. A gdy widziała na wyświetlaczu napis „Karolina” – odsłaniała zęby. Nie miała pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Wkrótce będzie musiała się z nią spotkać. Obawiała się, że nie będzie mogła spojrzeć jej w oczy. Czy Karolina była lesbijką? Raczej nie. Boże – ależ źle się czuła!
Natasza wykonała kilka telefonów. Umówiła się na przyszły tydzień z księgową. Zamówiła bilety na majowy turniej tenisa w Hamburgu. Minęło południe. Tak, powinna chyba przez chwilę popracować. W sumie nie miała nic pilnego – pieniądze pomnażały się same. Nie zarządzała ludźmi. Nie zarządzała zapasami magazynowymi. Gromadziła dobra. Inwestowała swoje pieniądze w grunty, budynki, akcje. Tak – nie musiała robić nic. Nawet nie chciała.
Zaparzyła sobie kawę i wykonała kilka bezsensownych czynności. Cztery razy wchodziła do garderoby. Wybrała czarną sukienkę. W zasadzie, wybrała ją już dwa dni temu. Buty. Torebka. I jeszcze perfumy. Zdecydowała się na Kenzo. Teraz tylko makijaż. Absolutnie się nie spieszyła. Marzyła już o powrocie do domu. O łóżku. O śnie. Byle wytrwać tam do 19-tej. Dłużej nie musi. Doszła do wniosku, że nie jest w stanie prowadzić auta – od dawna nie pozwalała sobie na jazdę po wypiciu alkoholu. Zamówiła taksówkę. Nadal miała kaca. Wiedziała, że przejdzie jej dopiero wieczorem. Dobrze znała swój organizm. Myślami wróciła do czasów, gdy była w reprezentacji narodowej, gdy stawała na słupku – najszybszy start w kraju. Kochała trening. Wysiłek fizyczny. Zmęczenie. Walkę i - wygraną.
Była typem zdobywcy i zawsze osiągała to, co sobie założyła, nie poddawała się. Wyznaczała cel i konsekwentnie do niego dążyła. Była wytrwała i uparta. Zdyscyplinowana. Inaczej nie osiągnęłaby niczego. Jeśli celem była wygrana w zawodach – trenowała, trenowała i trenowała. Lubiła trening, gdyż przybliżał ją do wygranej. Gdy celem był zdany egzamin – uczyła się po nocach anatomii. Była na tyle rozsądna, by wyznaczać sobie cele ambitne, lecz nie przerastające jej możliwości. Dlatego szła od szczytu do szczytu. Chciała mieć męża – wybrany nie mógł się jej oprzeć. Wszystko osiągała sama. Nie potrzebowała nikogo. Czuła, że jest najlepsza. Była szczęśliwa, gdy „dawała radę”. Tak, wiedziała, że ona potrafi. Musiała być niezależna, wolna. I była. Sama zapracowała na swoje szczęście. Dzieci – sama je urodziła. Przez dziewięć miesięcy nosiła pod sercem każde z nich. Krzyczała z bólu w szpitalu. Tak, była matką własnego szczęścia. Gdy czegoś pragnęła, po prostu wyciągała rękę i zrywała jak jabłko. Gdy nie mogła dosięgnąć – podskakiwała. Gdy było i tak za wysoko – wspinała się po drabinie. Gdy to nie przynosiło skutku – cierpliwie czekała, aż spadnie jej w dłonie, bo wiedziała, że spaść musi. Wszystko, co ma, co osiągnęła, zawdzięczała sobie. Była debeściakiem. Była debeściakiem, bo znała swoją wartość i swoje predyspozycje. Swoje miejsce w życiu. Była realistką. Jej analityczny umysł świetnie oceniał szanse i zagrożenia każdego przedsięwzięcia. Szybko podejmowała decyzje. Zdarzały się jej wpadki, ale nigdy nie popełniała tego samego błędu. Szybko się uczyła. Wiedziała, że życie jest jej życiem i chciała je przeżyć po swojemu. Wiedziała, że nikt nie może narzucać jej swojej woli – a do tego trzeba być silnym i mieć mocną pozycję. Trzeba być zwycięzca.
Zaczęła przegrywać z czasem. Zbliżały się jej urodziny. Czterdzieste czwarte. Jeszcze kilkadziesiąt dni i znów się postarzeje. Nie, teraz starzała się każdego dnia, każdej sekundy.
Sypię się” - pomyślała.
Chciała weselszych myśli, ale tego dnia przychodził jej do głowy wyłącznie temat kaca, minionej nocy i upływającego czasu. Nawet na koniach nie potrafiła się skupić. Miała swoją klacz – Scarlett. Sześciolatkę. Kochała konie. Jeździła każdej wolnej chwili. O koniach wiedziała niemal wszystko.
Wsiadła do auta i zamknęła oczy. Lubiła prowadzić, ale i lubiła być wożoną. Miała nadzieję, że taksówkarz nie będzie zbyt rozmowny. Najmniejszy wysiłek intelektualny był dla niej katorgą. Popędzała minuty.
Taksówka dojechała na miejsce. Natasza zapłaciła z uśmiechem, bo lubiła się uśmiechać. Wiedziała, że z uśmiechem jej do twarzy. Może uśmiech to więcej zmarszczek, ale gdy ona się uśmiechała – wszyscy patrzyli na jej usta. Wiedziała o tym. Usta miała idealne – nie za wąskie, nie za szerokie. Niezbyt wydatne. Stworzone do całowania. Na ustach zawsze miała szminkę lub błyszczyk – nigdy bezbarwny. Jej usta miały charakter. Natasza zawsze dbała o urodę. O wygląd. Bezsprzecznie stanowiła ona część jej kapitału. Pięknym kobietom łatwiej w życiu. A Natasza potrafiła być olśniewająca.
Przyjechała w samą porę. Nie była zadowolona ze swojego wyglądu. Nie była zadowolona ze swojego samopoczucia. Uśmiechała się promiennie do wszystkich. Wiedziała, że nikt niczego nie zauważy. Była świetną aktorką. Kobieta musi umieć się maskować. Płynęła przez salę. Pocałunki w dłoń. W policzki. Uściski. Wszystko to obok niej. Słowa powitania same wychodziły z jej ust – jakby bez udziału myśli. Była jak automat. Jeszcze kwadrans i będzie musiała wyjść na scenę. Dwie minuty na scenie i usiądzie, i będzie udawać, że wszystko to ją bardzo interesuje. Będzie udawać, że słucha. Że nie ma kaca. Chciała pojechać do domu.
Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Oświetlenie, kamery, szampan, owoce, wina, soki. Goście - znała sporą część. Wciąż ktoś ją zagadywał. Cieszyła się, bo przynajmniej czas płynął szybciej. Uroczystość rozpoczęła się punktualnie. Jej przemówienie trwało dokładnie minutę i pięćdziesiąt sekund. Odetchnęła z ulgą. Już prawie po wszystkim. Teraz zostało jej tylko siedzieć i czekać. Potem pokręcić się po sali. Zamienić kilka słów z kilkoma osobami. Minuty wlokły się niemiłosiernie. Starała się dyskretnie zerkać na zegarek. Cała oficjalna część była potwornie nudna. Nie dało rady tego słuchać. Bynajmniej ona nie potrafiła. Zaczęła planować weekend. Tak, jutro na pewno pojeździ konno. W niedzielę też. Będzie leniuchować. W sobotę po południu spotka się z przyjaciółką. Czy powie jej o tym, co się wydarzyło? Nie, chyba nie potrafi. Jak niby ma o tym powiedzieć? Sama dobrze nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Przecież to do niczego nie pasuje. Jak to się zaczęło? Miała luki w pamięci. Za dużo wina. Chyba połowy rzeczy nie pamiętała. Tak, Karolina dzwoniła po taksówkę. Jedna musiała czekać zbyt długo i odjechała. W sumie Natasza poszła spać koło piątej. Co się działo przez te wszystkie godziny? Dużo rozmawiały. Ale o czym? Trochę o sprawach zawodowych. Tak czy siak, z powodu jej spraw zawodowych będą musiały się spotkać. Nie żeby Natasza unikała spotkania. Lubiła Karolinę. Ale to, co się stało - przecież wcale nie zna tej dziewczyny - rozmawiała z nią kilka razy. Ze dwa razy spotkały się przelotnie. Nie, nikomu o tym nie powie. Na pewno nie teraz. Tragedia...I tak daleko do końca części oficjalnej. Natasza czuła, że kac powolutku mija. Za wolno. I ten okropny smak w ustach. Gdyby chociaż nie paliła wtedy papierosów. Tak, obie przesadziły z ich ilością.
Jaki ten człowiek głupi” – pomyślała po raz setny tego dnia.
Wszyscy zaczęli wstawać z miejsc. Natasza rozejrzała się po sali – tak, koniec części oficjalnej. Teraz tylko coś wypije i chwilkę porozmawia. Modliła się, by nikt jej nie zatrzymywał. Wytrzymała tak długo, wytrzymałaby jeszcze i raz tyle – wciąż grając zadowoloną i radosną. Wiedziała, że dałaby radę. Wiedziała, że zrobi wszystko, by jak najszybciej wrócić do domu. Jeszcze jeden kieliszek szampana. Było jej lepiej. Powoli przesuwała się w stronę wyjścia. Zrobiła swoje. Nie zaniedbała nikogo ważnego. Jeszcze góra kwadrans i będzie wolna. Zadzwoniła po siostrę. Na Alicję zawsze mogła liczyć. Siostra odwiezie ją do domu. Za kwadrans będzie czekać. Jak to dobrze. Jak to dobrze, że to już.
Natasza zatrzasnęła drzwiczki samochodu. Odchyliła głowę na oparcie i zamknęła oczy.
- Wieź mnie do domu. Umieram – wyjęczała wsiadając do auta.
- Aż tak nudno było? – spytała Alicja.
- Też. Mam potwornego kaca i nic a nic się nie wyspałam. Horror. Czuję się fatalnie. Okropnie. Marzę o prysznicu i o łóżku. Nawet nie chce mi się gadać - Natasza machnęła ręką.
Dojechały w milczeniu do domu.
- Wejdziesz? - zapytała Natasza - Jeszcze nie pójdę spać. Katarzyna na pewno coś dobrego ugotowała. Już mogę jeść i nawet jestem trochę głodna. Nie ma to jak dom. - Zakończyła z wyraźną ulgą. Siostry weszły do domu. Rzeczywiście, kolacja była gotowa, a Katarzyna czekała na Nataszę w kuchni.
- Dobrze, że jesteście, bo akurat kolacja gotowa i ciepła. - Uśmiechnęła się zamykając zmywarkę - A skoro już jesteście, to ja pójdę do siebie. Wszystko na jutro gotowe, prasowanie zrobione, zmywarka wypakowana.
- Dziękuję ci bardzo, Kasiu. Poczekaj, dam ci pieniądze na poniedziałek - Natasza sięgnęła do torebki i wyciągnęła banknot - Wystarczy? Nie wiem, czego tam potrzeba - rozejrzała się po kuchni.
- Tak, lodówka jest prawie pełna. Kupię tylko świeże owoce. I może jakieś drobiazgi. W zasadzie niczego w domu nie brakuje - Katarzyna schowała pieniądze do kieszeni. - To ja już pójdę. Do jutra.
- Do jutra - odpowiedziały siostry.
Alicja nie zabawiła długo u Nataszy. Zjadły w pośpiechu i w zasadzie w milczeniu. Natasza streściła tylko przebieg uroczystości, po raz trzeci podziękowała Alicji, że ją odebrała i tym samym niemal wybawiła, poczym stwierdziła, że dziś nie nadaje się już do niczego.
– Pierdolę, idę pod prysznic i do łóżka, a ty rób, co chcesz. – rzuciła rozkładając po swojemu ręce.
Alicja roześmiała się i powiedziała, że dziękuje za gościnę i wraca niniejszym do męża i dziecka. Pocałowały się w policzki na pożegnanie i Alicja pojechała do domu.
Natasza została sama. Zamknęła drzwi, nalała sobie soku i poszła do sypialni. Wzięła prysznic, przebrała się w dres, położyła na łóżku i wyciągnęła telefon. "Przepraszam, że się nie odzywałam, ale miałam ciężki i pracowity dzień. Dopiero wróciłam do domu i leżę w łóżku. Życzę dobrej nocy". Wzięła głęboki oddech i wcisnęła "wyślij".
Pisała do Karoliny.
Piątek dobiegł dla niej końca. Wyłączyła telefon.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • jakoś tak bez celu i sensu nijak się uwznioślić wszystko wydaje się błache wobec trudnej codzienności program drugi szuka nut cisza w wielkiej symfonii
    • Z pamiętnika bezdomnego             Posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny, niepełnosprawny - niesłyszący, jednak: myślący, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: główna przyczyna Jego dramatycznego losu leży w chorym systemie państwowym - Archiwum Akt Nowych (różne grupy wpływu - towarzystwa wzajemnej adoracji), wcześniej: jako legalny pracownik Zakładu Pracy Chronionej - funkcjonował On normalnie, potem: przez głęboko zakonspirowanego tchórza z jakże rudą brodą (teraz - białą) - stracił On kolegów, znajomych i przyjaciół, wtedy zorganizował sobie intelektualne życie w domowym zaciszu - zrównoważone, stabilne i opanowane, rozwijał osobiste zainteresowania - poezję, filozofię, aforyzmy, krytykę i recenzje, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: pokonał On państwo, została wtedy uruchomiona intryga - szyta grubymi nićmi przez miasto stołeczne Warszawę, ona: prezydentka - była pracownica angielskiego banku - użyła swoich wpływów w Ministerstwie Finansów, Związku Banków Polskich i Ministerstwie Sprawiedliwości - narzędziem była administracja spółdzielcza, opieka społeczna i służby specjalne, miał On być pożyczkowym słupem - zlikwidowanym, adwokatka na Centralnej dostała polecenie z góry: Jego dokumenty należy wrzucić do niszczarki, a Jego samego należy wyrzucić na Dworzec Centralny - dożywotne odszkodowanie za utratę słuchu należy przelać na tajne konto Alior Banku (posiadam formalne dowody), była to próba ukradzenia Jego tożsamości z PESEL-em, niestety: On zawsze uprzedza fakty, które dopiero mają nastąpić, jest On zapobiegliwy - przewidujący, przekorny i przenikliwy, nadal żyje, posiwiał (36 lat) - napisał już testament, On doskonale wie, że nie wygra z nimi: walczy na miarę swoich możliwości, On nie odczuwa jakiegokolwiek strachu - gardzi nimi, On nigdy w życiu nie pęknie - posiada rogatą duszę, tak więc: związek przyczynowo-skutkowy wygląda w sposób następujący, jakby inaczej: kościół, rodzina, archiwum, samorząd, komornik, policja, opieka, skarbówka i lichwa - bankierzy, posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny...           Co mam jeszcze zrobić? Pracować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wziąć ślub kościelny? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznać bezprawny wyrok sądu najwyższego? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wszystkich naokoło słuchać i przepraszać i szanować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Codziennie kupować kobietom kwiaty? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Udawać osobę słyszącą? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznawać wszystkim rację? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Kochać wielkie pieniądze? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Mam zrobić prawo jazdy? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Zrezygnować z własnych poglądów życiowych - doświadczenia? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Milczeć? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznawać wyższość głupoty nad mądrością? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem cwanym złodziejem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem osobą karaną? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem lekomanem i alkoholikiem i narkomanem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że mam długi finansowe? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem chory psychicznie? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem ojcem nieznanego mi dziecka? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem odpowiedzialny za tą Kurwę - Polskę!!!? Potem: chodzić wesoły i zadowolony i miły!!!? Jak najbardziej porządku - zgoda, pamiętajcie: robiąc coś wbrew własnej woli - jestem wtedy smutny i zrezygnowany i obojętny, moje ciało i umysł i dusza odrzuci tzw: narodową integrację społeczną, tak po prostu reaguje mój organizm - instynkt, więc: zgoda!!!?           Oto ten to: wielki Szymon Maler lub Miler, to tak zwany: opiekun, wychowawca i taki jaki - ważniak, a jego zewnętrzny wygląd: głowa - paskudnie podgolony mop, ciemne okulary - kokaina niszczy wzrok, kuleje - strzykawki, zęby - żółtawe i broda - żydowski krasnal, psikutas na krótkiej smyczy psów i jak mówi, to: wydziela gówno i pluje śliną - miałem odruchy wymiotowania, matkojebca - lubi poniżać takich jak ja, śmieć - jego ciuchy służą mu za maskę ochronną, ukrywa podziurawione ciało od narkotyzowania własnego życia, teraz: z bagna awansował i wszyscy muszą słuchać jego bełkotliwego wycia - obrzydliwej gęby.           Wczoraj padał obfity deszcz, podwórko schroniska zostało zalane do głębokości kostki stopowej, a za bramą kompletne bagno, on do mnie wrzaskiem:   - Śmiecie z kuchni do śmietnika lub natychmiastowa wyprowadzka!             Wybrałem to drugie, nie będzie moralny śmieć łamał mi moralnego kręgosłupa - gnoił i poniżał i gnębił i jeszcze ty, panie Sławku, kucharczyku - z takimi wielkimi oczami jak zboczeniec: lubisz temu śmieciowi obciągać, przecież: już dwa razy mnie bezpodstawnie zakapowałeś, a za pana Romana siedziałeś cicho na tchórzliwej dupie, bo on był po mojej stronie? I co mi zrobicie, obywatele trzeciego świata, złożycie pozew do najwyższego sądu rzeczypospolitej o obrazę godności osobistej? Najpierw: czy w ogóle ją macie - wartość i godność i wolność? Wy!?           Kim tak naprawdę jestem - ja? Byłym pracownikiem Archiwum Akt Nowych - miałem tutaj kontakt z Krzysztofem Naimskim, a w tym czasie jego ojciec był członkiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Lechu Kaczyńskim, mogłem powyższą znajomość wykorzystać w osobistych celach życiowych, jednak: nie zrobiłem tego - nie akceptuję rodzinnego nepotyzmu na każdym szczeblu władzy państwowej, samorządowej i kościelnej, ukończyłem również kurs archiwalno-kancelaryjny pierwszego stopnia z dobrą oceną, więc: posiadam upoważnienie do wglądu niejawnych dokumentów państwowych, samorządowych i kościelnych - duplikat, oryginał został mi ukradziony, tak: obowiązuje mnie do końca życia tajemnica służbowa nawet jako osobę prywatną, dalej: każdy zainteresowany może sprawdzić dostępny życiorys Piotra Naimskiego, jasne: mam zamiar wysłać podanie o pracę finansową do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego po otrzymaniu należnego lokalu, teraz już wiecie, jestem mocno odporny na każdą intrygę miłosną, werbunkową i hakową. Kim tak naprawdę jestem - ja? Osobą aktualnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą...           Prowokatorzy polityczni posiadają parasol - ochronny, ludziom myślącym wmawiają - paranoję, tak: nie przyjmują merytorycznych argumentów, jęczą: tobie nic nie można powiedzieć, przeciwnie, powiedzieć - można, jednak: wpłynąć na mnie - nie można, inaczej: przejąć nade mną kontrolę w celu kształtowania mi osobistego życia, dalej: wmawiać mi różne pierdoły - nie można, ostrzeżenie: pierwsze poczucie winy i psychologia wstydu i drugie poczucie winy - jest charakterystyczne dla każdej monoteistycznej sekty: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu - nie można mnie zwerbować, ogłupić i nawrócić.           A oto ofiara terroru politycznego - cielesnego i umysłowego i duchowego - niewiarygodnie wtórnych analfabetów: biurokratów, a tak poważnie - oni: cały czas stosują wobec mnie przemoc psychiczną (nękanie, plotkowanie, znęcanie, wyśmiewanie i okłamywanie, także: ciągłe odwlekanie mojej sprawy - odkładanie formalnych dokumentów na archiwalną półkę urzędniczą, również: robienie nieprzyjemnych złośliwości), więc: co ma robić w tej sytuacji zdrowy, silny i mądry człowiek? Po prostu nic - zaczyna pić, a oni: patrzcie, oto to ten pijak... Tak, ostatnio jestem pijakiem, a jakie ma wyjście motyl wśród stada much, które lecą do każdego gówna?           I dostałem niezły spadek: moja ukochana babcia w testamencie przekazała mi ponad milion polskich złotych, potem: zrobiłem dobry interes - kupiłem cztery mieszkania w największym mieście polskim, płacę comiesięczny czynsz: pięćset polskich złotych za sześćdziesiąt metrów kwadratowych, moja mamusia jest komornikiem, mój tatuś jest radcą, mój wujek jest policjantem i dodam jeszcze dziadka - jest on sędzią, ładnie poprosiłem ukochaną rodzinę o dobrowolną pomoc wolnorynkową - mieszkaniową, kochani: potrzebuję dziesięciu ludzi bezdomnych, aby wynajmować im moje drogie lokale - czterdzieści metrów kwadratowych za tysiąc polskich złotych, pięćdziesiąt metrów kwadratowych za tysiąc pięćset polskich złotych i sześćdziesiąt metrów kwadratowych za dwa tysiące polskich złotych, więc: pomożecie? Tak, synku, pomożemy - powyrzucamy niewinnych obywateli: nieźle będziesz zarabiał...           W dzisiejszych czasach człowiek jest bezwzględnie wykorzystywany jako zniewolony przedmiot gospodarczy: jego ciało służy firmom ubraniowym i kosmetycznym i tatuażowym, jego umysł służy firmom reklamowym i propagandowym i muzycznym, jego dusza służy firmom sekciarskim i dogmatycznym i religijnym i to wszystko jest jego - tak mu wmawiają: to twój wybór, więc: chowajcie zarobione pieniądze do bardzo głębokiej kieszeni, a najlepiej nie pracujcie na ich konto, tak: aktualnie jestem bez złamanego grosza, niestety: póki nie otrzymam lokalu - fundamentu i dachu i bezpieczeństwa - nie będę pracował: prędzej wybiorę śmierć, inaczej: duma czy głód - prawda czy fałsz?           A jak mi zawieszą dożywotnie odszkodowanie za utratę zdrowego słuchu, to: powinni mieć pełną świadomość - decyzja będzie nieodwracalna, inaczej: nie będę już chciał tych pieniędzy razem z należnym lokalem socjalnym - piętnaście metrów kwadratowych za dwieście złotych miesięcznie, a jeszcze tym bardziej - nie będę pracował, dalej: jeśli ktokolwiek będzie sobie wypłacał moje dożywotnie odszkodowanie, także: głodową łaskę podatników - będzie doskonale wiedział, że jest najgorszego miotu skurwysynem - złodziejem, słowem: okradł osobę niesłyszącą i bezdomną i osamotnioną, tak: mentalnie jest po prostu głęboko zakonspirowanym tchórzem - ludziom bogatym włazi w niemiłosiernie brudną dupę, natomiast - biednych: okrada, jasne - ja: będę miał czyste sumienie jak święta łza duszy, oczywiście: ich będzie gryzło i śmierdziało i gniło - po pewnym czasie będą wyjątkowo mocno agresywni - na siłę będą szukać winnego: ofiary - mnie, niestety: będzie - za późno, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać tysiąc trzysta złotych na utrzymanie osoby bezdomnej - silnej i zdrowej i mądrej, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać pięćset złotych na wynajęcie jakiegoś pokoju na wolnym rynku mieszkaniowym, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać na opłaty cudzego gospodarstwa - gaz i wodę i prąd, wiem: nie będę pracował jako osoba bezdomna - całkowicie bezprawnie wyrzucona, zapewniam: mogą mi odebrać powyżej wymienione pieniądze bez żadnej podstawy prawnej - będą używać argumentu: pan nigdzie nie mieszka, moich: merytorycznych dowodów opartych na formalnych dokumentach urzędowych - nie będą przyjmować i najprawdopodobniej taki będzie rozwój mojej życiowej sytuacji - same fakty mówią za siebie, świadczą - na całkowitą moją korzyść i po tym co przeżyję - naprawdę będę chciał powrotu do poprzedniego stylu życia - bytu?           Proszę pamiętać, że istnieje instytucja obrony koniecznej: artykuł prawny zezwalający obywatelom używać samoobrony fizycznej i werbalnej i psychicznej w celu ratowania osobistego życia, więc: mam święte prawo odpierać ataki, jeden: używając argumentów logicznych i dwa: używając argumentów filozoficznych i trzy: używając argumentów poetyckich i cztery: używając argumentów merytorycznych i pięć: używając argumentów prawnych i sześć: używając argumentów konstytucyjnych i siedem: używając argumentów psychicznych i osiem: używając argumentów duchowych i dziewięć: używając argumentów werbalnych i dziesięć: używając argumentów erotycznych, dalej: na samym końcu - fizycznych, włącznie: pozbawiając agresora życia, pytanie: czy nieczuły psychopata i żywy trup i niedojrzały emocjonalnie dwunożny ssak agresywny jest ze swojej natury człowiekiem?           Po pierwsze: jestem osobą samodzielną, po drugie: jestem osobą świadomą i po trzecie: moja bezdomność jest całkowicie nielegalna, której pod każdym względem nie akceptuję - zostałem bezprawnie wyrzucony: sąd rejonowy dla Warszawy Mokotowa (sędzia Agata Puż, ona: ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu - ledwo otrzymała trójkę) - wydał wyrok solidarnie i zastosował zbiorową odpowiedzialność karną, więc: nie uznaję bezprawnego wyroku, czekam tylko i wyłącznie na umowę o najem lokalu socjalnego, wtedy: formalnie przestanę być osobą bezdomną, również: znajdę pracę zarobkową na skromne pół etatu - legalnie, dalej: jak można osobę samodzielną i nielegalnie bezdomną pod pozorem propozycji udzielenia pomocy zmuszać do wzięcia udziału w tak zwanej resocjalizacji - pomagać jej wyjść z tak zwanej bezdomności i uczyć jej tak zwanej samodzielności, przecież: pod tą maską jest coś innego, dokładnie: kontrola - życia osobistego: intelektualnego i seksualnego i materialnego, oczywiście: otrzymane pismo biurokratyczne wylądowało w urzędowym koszu - moja czarna teczka nie będzie już zbierała jakichkolwiek śmieci.           Aktualnie panującą ustawa zasadnicza - Konstytucja: jak najbardziej jasno mówi w kilkudziesięciu artykułach prawnych, dokładnie: osobom niepełnosprawnym przysługuje lokum socjalne (piętnaście metrów kwadratowych) i zasiłek pielęgnacyjny (głodowa łaska podatników) i renta socjalna (dożywotnie odszkodowanie finansowe za utratę zdrowego słuchu z winy państwowego szpitala), dalej: uczciwie pracowałem zarobkowo w Zakładzie Pracy Chronionej i Archiwum Akt Nowych i Narodowym Klubie Libertyńskim, zapewniam: rzetelnie oddawałem podatki na utrzymanie biurokratów systemowych - płaciłem miesięczny czynsz i posiadałem miejską kartę komunikacyjną i robiłem miesięczne zakupy, słowem: byłem jak najbardziej samowystarczalny - posiadałem skromny byt życiowy, tak: posiadam niezłą emeryturę na stare lata, dekada mojej pracy: kolekcja niezłych książek i banknotów i monet, także: filmów, muszę jeszcze dodać - twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, niestety: wszystko zostało mi bezprawnie zniszczone - ukradzione, sam - zostałem bezczelnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową: całkowitą odpowiedzialność ponoszą za moje Osobiste Życie trzy instytucje - Rodzina i Administracja i Temida, oni - odmawiają mi jakiejkolwiek obowiązkowej pomocy, gorzej: kradną formalne dowody świadczące na moją czystą korzyść, oczywiście: jestem osobą bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie i jako ofiara powyższych instytucji - uczciwie pracowałem społecznie, wymieniam: Schronisko Betania i Towarzystwo Pomocy Świętego Brata Alberta i Otwarte Drzwi - Dom Rotacyjny i Stowarzyszenie Monar - Markot i Państwowa Noclegownia Skaryszewska - wyjątkowo piekielnie cierpiałem za obce mi winy i grzechy i błędy, zrozumcie: trzeba mi było pozwolić w styczniu tego roku wyjechać nad morze, potem: emigrować - mielibyście mnie już dawno z własnej: świętej i głupiej i pokornej - głowy, cóż: sami tego chcieliście - teraz będę ostrym kolcem w waszych zakłamanych sumieniach, zapamiętajcie: już nie ustąpię i nie będę pracował jako osoba bezdomna - wyrzucona całkowicie bezprawnie, a jeszcze tym bardziej - utrzymywał darmozjadów urzędowych i po raz kolejny zaczynał wszystko od samego początku i brał odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, bo: to wy, kurwa, to wy - zniszczyliście mi zrównoważone i opanowane i ustabilizowane Osobiste Życie, pewnie: Praktyka Błędnego Koła to wasz świat bytu - nudzący i śmiertelny i pusty, nie mój, dotarło!?           I nie uznaję bezprawnego wyroku sądu rejonowego dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, tak: wyrok został wydany solidarnie - zastosowano wobec mnie zbiorową odpowiedzialność karną, inaczej: uznając powyższy wyrok - musiałbym wziąć odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, jednocześnie: musiałbym uznać własną bezdomność, a tym samym: całkowicie świadomie zrezygnować z należnego lokalu socjalnego, słowem: temida złamała kilkanaście praw, artykułów i paragrafów, więc: to ona jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy - nie jestem wielbłądem, to znaczy: nie będę udowadniał własnej niewinności, dodam: aktualnie obowiązującą ustawa zasadnicza zezwala mi być oskarżycielem z całkowicie wolnej stopy, oczywiście: dowody złamania prawa cały czas posiadam w mokotowskim urzędzie miejskim - Wiktorska.           Przypominam: zostałem bezprawnie wyrzucony - zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, wyrok został wydany - solidarnie: sędzia Agata Puż i komornik Olga Rogalska-Karakula i protokolant Aleksandra Zawadzka - Sąd Rejonowy Dla Warszawy Mokotowa na wniosek administracji spółdzielczej "Pod Kopcem" - nie znajdą państwo nigdzie danych osobowych powyższych władz publicznych ze spółdzielni mieszkaniowej, tak: człowiek posiadający czyste sumienie - nie ukrywa własnej tożsamości, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłysząca, jednak: myślącą - samodzielnie, nie posiadam jakiegokolwiek stałego miejsca zamieszkania - meldunku, jutro idę spełnić obowiązek patriotyczny - oddać głos wyborczy, nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało, wiem: nikt nie ma prawa odbierać mi jakichkolwiek praw publicznych, legalna ustawa zasadnicza - konstytucja: każdy ma prawo do pełnej wolności słowa i rozpowszechniania zdobytych informacji, jasne: będę nagrywał skład komisji wyborczej.           Składając formalnoprawny wniosek o odwołanie zaocznego wyroku - musiałbym uznać bezprawny wyrok, a tym samym: wziąć pełną odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, przypominam: warszawski sąd rejonowy nie udowodnił mi jakiejkolwiek winy, tak: zastosował zasadę zbiorowej odpowiedzialności karnej wobec mojej skromnej osoby - wyrok wydał solidarnie, złamał: kilkanaście artykułów ustawy zasadniczej i kilkanaście paragrafów kodeksu prawa karnego i kilkanaście punktów własnego regulaminu - warszawskiego sądu rejonowego, zignorował rzymską filozofię prawa: nullum crimen sine lege, przyjął - katolicką filozofię prawa: vox populi, dalej: jestem po trzech legalnych pracach - posiadam niezłą emeryturę na odległe stare lata, także: dożywotnie odszkodowanie za utratę słuchu z winy państwowego szpitala w postaci renty socjalnej, przeszedłem trzy pozytywne weryfikacje ze strony następujących podmiotów systemowych: administracyjnej komisji mieszkaniowej i zakładu ubezpieczeń społecznych i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, natomiast: dwadzieścia pięć metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie, jasne: aktualnie panujący system bezkarnie odbiera mi konstytucyjne prawa obywatelskie, potem: świadomie blokuje mi drogę do obrony własnych praw - prowadzi grę na jedną stronę, tak po prostu działa ten system: towarzystwa wzajemnej adoracji - układy i znajomości i wpływy, niestety: wiosną wyjadę na bezpowrotną emigrację - sami tego chcecie, po pewnym czasie: żałujecie - jesteście kompletnie nienormalni: zadajecie ogromny ból niewinnemu człowiekowi, a za chwilę: płaczecie - tak ma wyglądać moje życie, które w rzeczywistości jest waszym życiem?           Najwyższe prawo zasadnicze - konstytucja: zabrania, aby osoby niepełnosprawne mieli na głowie problemy osób pełnosprawnych, jednocześnie: zabrania osobom pełnosprawnym wykorzystywanie osób niepełnosprawnych pod pozorem udzielenia pomocy, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie, zostałem bezprawnie wyrzucony przez brak jakiejkolwiek odpowiedzialności ze strony matki - Katarzyny Jasińskiej (alkoholizm) i ojca - Wiesława Jasińskiego (alkoholizm) i brata - Jakuba Jasińskiego (bezrobocie), tak: Rodzina i Administracja i Temida - oni są odpowiedzialni za mój życiowy los: oni - odebrali mi trzy podstawowe świętości: twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, oni - perfidnie ściągnęli mnie w bardzo głęboki dół, oni - jak najbardziej świadomie zrobili ze mnie systemowego niewolnika i oni - wykorzystują moją witalność cielesną i umysłową i duchową, a ja - jako niewinna ofiara nie mam jakiegokolwiek życia prywatnego i seksualnego i kulturalnego, cierpię - robię coś wbrew własnej wolnej woli, bo: nie mam żadnego wyboru - mam zamieszkać pod warszawskim mostem?           W lutym wyciągnęłam matkę z głębokiego dna bezdomności - teraz mieszka ona w katolickim schronisku wolskim: nie pije alkoholu - pracuje, natomiast: ojciec i brat - uciekli, tak: w tym chorym kraju złodzieje są ponad obowiązującym prawem, gorzej: prawo ich chroni, a ludzie uczciwi nie mają żadnych szans na jakiekolwiek godne życie... Teraz muszę czekać na pisemną informację telefoniczną (SMS) ze strony wydziału lokalowego - wewnętrzna rada urzędników ma podjąć formalną decyzję, które mieszkanie przyznać panu Łukaszowi Jasińskiemu, potem: zaproszenie i obserwacja i decyzja - akceptacja, dopiero: na samym końcu wchodzi ekipa remontowa, nie wiem jak długo będę czekał, wiem: po co mieszkanie osobie wykończonej - cieleśnie i umysłowo i duchowo? Wybieram - emigrację, jeśli nic z tego nie wyjdzie - bezdomność, tak: wolę - schronisko.           W dniu drugiego listopada o godzinie dwunastej dziesięć mój telefon komórkowy został zablokowany przez aktualnie panujący system - nielegalnie zatrudnionego hakera, cały ekran był czarny - robił jasne błyski, nie: nie był to wirus - jego łatwo usunąć, przypominam: taka sytuacja nie pierwszy raz zaistniała w moim osobistym życiu, jasne: ciągle mnie blokują, aby uniemożliwić mi jakąkolwiek walkę - cały czas używam merytorycznych argumentów opartych na formalnych dokumentach biurokratycznych, dalej: wyjątkowo ciężko pojąć ich rozumowanie współczesnego świata - logikę, dokładnie: oni dają tobie jakieś auto, pismo, religię i serial, potem: natychmiast ciebie blokują - całkowicie zabraniają ci zwracania uwagi, także: krytykowania decyzji systemowej władzy, inaczej: samodzielności, zauważ: zostały ci odebrane - formalnoprawne narzędzia samoobrony, ty: nie mając jak odrzucić, uniknąć i odepchnąć niechcianych produktów materialnych, dogmatycznych i komercyjnych - zostajesz workiem na emocjonalne, przeterminowane i ideologiczne śmiecie, twoje ciało, umysł i dusza, jakby inaczej: cud - zaczyna źle funkcjonować, czujesz wtedy obcy ciężar - niestrawny, zaczynasz nieświadomie chorować: atakuje ciebie cywilizacyjna agresja, frustracja i depresja, zrozum: odebrano ci możliwość - społecznej komunikacji obywatelskiej, jednak: posiadasz ogromne pragnienie życia - kupujesz nielegalną broń palną na czarnym rynku warszawskim, bo: tylko ona ci pozostała i tuż za chwilę: o godzinie dwunastej czterdzieści wyjąłem baterię i włożyłem ją - w to samo miejsce, a za pięć minut: mój telefon komórkowy wrócił do normalnego trybu działania.           Na dobry początek - Łukasz Jasiński, zacznijmy więc od bardzo głębokiego źródła przyczyny: w dwutysięcznym siedemnastym roku zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski, a jestem osobą niepełnosprawną o umiarkowanym stopniu - niesłyszącą (posiadam całkowity ubytek słuchu: miałem operację na nosie w dziecinnym wieku - około cztery lata, została źle użyta narkoza - znieczulenie), dalej: odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową ponoszą trzy publiczne instytucje o charakterze prawnym, wymieniam: Rodzina, Administracja i Temida, po raz kolejny przypominam - światu: zanim doszło do całkowicie bezprawnej eksmisji - próbowałem uprzedzić fakty: zgłosiłem sprawę mokotowskiej policji (Podchorążych i Maszewskiego), zgłosiłem sprawę mokotowskiej opiece społecznej (Iwicka i Sielecka) i zgłosiłem sprawę administracji spółdzielczej (Zwierzyniecka) - nikt nie udzielił mi jakiejkolwiek przysługującej pomocy: organy władzy publicznej postąpiły wbrew kulturze osobistej, prawu karnemu i ustawie zasadniczej - konstytucji (w urzędzie miejskim na Wiktorskiej znajdą państwo Moją Sprawę - Życie, dokładnie: Wydział Zasobów Lokalowych - nr: Sto), natomiast: wy, państwo, wy - jako system Opieki Pomocy Społecznej - świadomie, perfidnie i złośliwie utrudniacie mi normalne funkcjonowanie bytowe - życie (ukrywanie dokumentów, przerzucanie mojej sprawy z dzielnicy na dzielnicę i granie na czas - liczenie na przekroczenie ustalonej granicy dochodu w postaci tysiąc dwieście złotych miesięcznie, wtedy: nie otrzymam lokalu socjalnego), słowem: patrzycie na moją osobę jak na winną - odpowiedzialną za jakąś zbrodnię, każecie mi płacić trzysta złotych miesięcznie za górne łóżko w domu dla osób bezdomnych - schronisku, chociaż: dwadzieścia metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie! Kim wy jesteście, aby decydować o moim życiu!? Nie wiecie!? Powiem wam: jesteście najgorszym miotem biurokratów - prymitywnym, wrednym i upośledzonym - cieleśnie, intelektualnie i duchowo, zaprogramowanymi żywymi trupami - bez jakiegokolwiek serca, jesteście wtórnymi analfabetami - darmozjadami, pasożytami i krwiopijcami i niewolnikami chorego systemu! Mam już dość!!! Proszę więc przyjąć moja rezygnację z bezterminowego zasiłku pielęgnacyjnego w postaci: sto osiemdziesiąt cztery złotych miesięcznie - nie chcę już waszej głodowej łaski!           Przyczyna: zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski - jestem osobą nielegalnie bezdomną, dalej: piętnasty miesiąc czekam na należny lokal socjalny, sito systemu zabija mnie jako zdrowego człowieka - niedługo będę kaleką cielesną, umysłową i duchową z winy aktualnie panującego systemu, tak: takie doświadczenie nauczyło mnie tylko jednego - pogardy dla dwunożnych zwierząt agresywnych bez względu na ilość posiadanych kont bankowych, tymczasem: jako osoba niepełnosprawna o stopniu umiarkowanym - niesłysząca - nie mogę pracować na jakichkolwiek stanowiskach, które zagrażają mojemu bezpieczeństwu - życiu, niestety: moje prawne, merytoryczne i logiczne argumenty nie docierają do jakichkolwiek wtórnych analfabetów - betonu, właściwie: powinien używać siły fizycznej wobec intelektualnych padalców, nawet: zabijać - strzałem w potylicę, nomen omen: taka śmierć jest bezbolesna, szybka i humanitarna, przecież: tu chodzi o moje zagrożone życie, skutek jest jednocześnie diagnozą: "podejrzenie wyrośli chrzęstno-kostnej końca bliższego kości piszczelowej po stronie przyśrodkowej i skręcenie stawu kolanowego - lewego", inaczej: coś mi skacze w lewym kolanie przy szybkich ruchach - muszę nosić opaskę stabilizacyjną, także: nie mogę dźwigać, jasne: bezpośrednim sprawcą bólu na moim ciele jest kierownik schroniska, pośrednim: Rodzina, Administracja i Temida - system, który ponosi odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową, jednocześnie: pogarsza ją, więc: czego ten system ode mnie jeszcze oczekuje?           Wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, dzisiaj: skrzyżowanie alei Solidarności i ulicy Żelaznej - miejsce niewybaczalnej zbrodni: sklep, tak: w prostej linii sto metrów - sąd rejonowy dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej - Ogrodowa, dalej: szczegół po szczególe - fakt po fakcie: robię drobne zakupy, płacę kartą bankomatową i wychodzę... Nagle szybki błysk - czerwona lampka w lewym rozumie, inaczej: logicznej półkuli mózgowej, ona: nie oddała mi karty! Wracam i zwracam jej uwagę, ona: oddałam ją panu - pan ją schował! Pokazuję puste kieszenie - nie mam jej! O! Tu leży! Zapomniał pan - wrednym paluchem wskazuje! A ta druga: ma pan jakiś problem!? To wy, kurwa, macie wielki problem! Jesteście paskudnymi złodziejami! A najłatwiej jest okradać bezdomnych - nie wstyd wam!? Sklep posiada kamery - nagrywa wszystkich złodziei, wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, pamiętaj: sprzedawca posiada obowiązek oddać tobie kartę do twojej łaskawej dłoni, ona - tego nie zrobiła, najpierw: ukradła, potem: zaczęła mi wmawiać, że oddała mi ją - schowałem ją, a na samym końcu: to pan zapomniał! Jest to charakterystyczne dla wszelkiej maści złodziei, jednocześnie: zastosowała ona wobec mojej osoby psychomanipulację - próbowała na mnie wpłynąć, inaczej: zdyskredytować, wzbudzić poczucie winy i zasugerować chorobę psychiczną - pan ma problem! Tak, takie zachowanie jest jak najbardziej dla dwunożnych zwierząt agresywnych, których gryzie sumienie - szukają oni wtedy Boga, przepraszam: ofiary, również: współwinnego - ich winy, grzechu i błędu, tekst jest spójny logicznie: jest tutaj psychologia, teologia i socjologia - zachowanie stadne, religijna wiara i rola społeczna. Szalom, pardon: na wieki wieków święty - Amen!           Powtarzam: zostałem bezprawnie wyrzucony jako osoba niesłysząca o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności na miejski bruk warszawski przez spółdzielczą organizację prawników w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, dalej: wyrok został wydany solidarnie, zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, biegły nie zrobił wywiadu rodzinnego, odmówiono mi prawa do jakiejkolwiek obrony własnych racji i nie przysługuje mi żaden lokal socjalny, tymczasem: nie wolno wydawać wyroków solidarnie, stosować zasady zbiorowej odpowiedzialności karnej, biegły miał obowiązek zrobić wywiad rodzinny, przysługuje mi jako osobie niepełnosprawnej urzędowy adwokat, urzędowy tłumacz języka migowego i urzędowy biegły, przysługuje mi status oskarżyciela z całkowicie wolnej stopy, status świadka koronnego i status ofiary systemu - odszkodowanie i przysługuje mi normalny lokal socjalny - przydział, jasne: jako reprezentanci systemu chcieliście mi dać prawdziwą lekcję życia - bezkarnie, nielegalnie i bezczelnie zniszczyliście życie człowiekowi dojrzałemu: samodzielnemu, odpowiedzialnemu i świadomemu - to wy gotujecie mi niewiarygodne piekło, kończąc: ta wasza lekcja życia nauczyła mnie tylko jednego, dokładnie: POGARDY!   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2017-21)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...