Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jesteś goła
- masz lśniąca skórę
na czarno-białym zdjęciu
pod rękę z cieniem
idziesz

do galerii

na napięte mięśnie
i kobiecej postawy
zdziwienie

patrzą

choć najbardziej perwersyjna jest podłoga
deska ociera się o stopy
surowością

są tacy którzy szukali
kobiety w sutkach
( uważaj to jedno z tych spojrzeń którym
można się udławić )

a takich kobiet nie pożera się wzrokiem
u nich podziwia się piętę
artystycznie wygiętą

Helenę

Opublikowano

bez nawiasu (!!) - taki jakiś inny, z "poza" tesktu...zburzył mi cały klimat :/
ale nie do konca, bo tekst i tak za dobry... :)
przyjemność czytania :) (ale z tym nawiasem muszę sobie jeszcze jakoś poradzić :) )
pozdr :)

Opublikowano

HEJ

Podoba się. O wiele lepiej niż poprzednio:D Widać uderzyłaś nawet w moją niewrażliwosc.
Mam swoją interpretacje... pewnie i tak o niej niedługo porozmawiamy:D I technicze i treściowo bardzo dobrze. Jak zwykle super koncept- nawet dla mojego subiektywizmu:D

Pozdrawiam AE

Opublikowano

Witold Marek:rozwadniać? hmmm... kobiety się nie da, sztuki też: wiec cóz zero zmian pod tym względem

Sanestis Hombre: danke schon:)

M. Krzywak: dzięki wielkie za to wyrośnięte trzcionkowo tak:)

Eugen De: fakt jest mroczniej ale w obrazach (które sa fenomenalne) , zdjecia są bardziej standardowe, choć fakt ze to nie one się kojarza najbardziej z Beksińskim)

Klaudiusz: bardzo się do owego nawiasu przywiazalam: nie można by go zostawić? Dzięki że wpadłes;)

Amras: rekompensata ostatniego braku wrażliwosci:>? typowy facet:p

Lady Supay : owo napięte az tak bardzo się gryzie? chciałąm oddac plastycznosć i siłe ciała kobiet, i wydawało mi się ze jest ok:)

Dziękuje wszystkim bardzo bardzo za odwiedziny i ciepłe słowa
Pozdrawiam ciepło
Agata

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...