Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak kilka dni neta nie miałam, to już mnie skręcało z ciekawości co słychać na portalu :). oczywiście, że na bieżąco śledzę poetyckie i nie tylko wydarzenia.
nie żałuję tego, że akurat to forum wybrałam, ponieważ poznałam dzięki niemu kilka interesujących osób, a poziom panujący na nim też jest przyzwoity.

Opublikowano

To forum ma swoje wielkie zalety. Stosunkowo mało na nim jest T.W.A., co ja nazywam "beszczelnym lizaniem się po ptaszkach"(zwykle "ptaszki zastępuje mniej cenzuralnym słowem). Nie ma avatarów, co pisze się na plus i jakiś konkursów popularności. Jest suche. Same słowa. Poza tym, tutaj rzeczywiście czasem można trafić kawałek dobrej poezji (mojej na przykład:)). Czy jestem uzależniony? Raczej nie. Robiłem juz sobie tygodniowe i wiecej przerwy bez większego wysiłku. Raz dlatego, przyszła jakaś fala nowego grafomaństwa (już wy wiecie o kim mowa) i nie mogłem się przyglądać jak agitują do swoje sekty niczego nie świadomych debiutantów. Kiedy indziej, bo wolałem nadrobic braki w poważnej lekturze i jescze raz, bo zupełnie nic nie potrafiłem samemu napisać:). Uzależnionych jednak w zupełności rozumiem. powiem wiecej: pochwalam:).

Opublikowano

no, w tym orgu coś jest (nazwa? :D) sto razy mnie stąd wywalali a zawsze wracałem :D w międzyczasie siedzialem na róznych innych (pewnie nawet lepszych ;) ) ale jakoś tylko tu mi się chce wracać
(inna rzecz, że jednak kiedyś było INACZEJ :( (już nawet oyey nie cieszy jak kiedyś :( )

Opublikowano

na szczęście to uzależnienie mija - jestem tego żywym (jeszcze - ale pewnie tylko do końca sesji żywym) przykładem :) Klaudiusz ma chyba rację, najprawdopodobniej ten "org" tak przyciąga (przynajmniej niektórych:))

pozdr. a

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...