Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czasami powinno być coś na kształt wyjaśnienia, coś, z czego można wnioskować, jakiś wzór. Ja zacznę prosto, wiedziałem po prostu że tam jest. Garść monet w kieszeniach niepokojąco drażniła. Tylko ten jeden raz. Jest piękna i wyzywająca. Gilotyna.
Czasem kładli coś na torach, siadali na skarpie i czekali. Niejeden raz to coś ruszało się i zsuwało z torów, musieli to układać ponownie, te żałosne i przed czasem konwulsyjne ruchy, drgające nerwy, w sumie już niepotrzebnie, bo po co ? Tutaj natomiast jest Olimp, a tam w dole majaczy się już ciemne i pędzące po szynach przeznaczenie. Ono.
Gdy pies przybrał postać człowieka, nastawiłem się dosyć sceptycznie. Na ogół nie wierzę w takie rzeczy, szczególnie dzisiaj, a jeszcze pada za oknami, a ja osobiście dość lubię Staffa, żeby to docenić. A on wyglądał dość przyjemnie, nawet pasował do tej chwili.
- pomożesz mi zostać tutaj – powiedział. On.
W zasadzie akcja powinna mieć jakiś ciąg, coś, za co można złapać, by iść tym śladem, niczym Tezeusz, tyle, że raczej chodzi o literaturę. Załóżmy, że twoja matka robi takie rzeczy po obiedzie, to coś z życia, a ono przynajmniej w tej chwili jest dość ważne, chociaż kto tak naprawdę to może wiedzieć ? Wtedy on krzyczał, a ktoś szeptał na ucho:
- on krzyczy.
Ja mu na to, że to taka forma wypowiedzi, dość głośna zresztą, ale słyszalna. On mi na to:
- a czy słyszałeś żeby magik krzyczał ? Ktoś krzyczał, szepcze do niej, że ktoś krzyczy. Ale kto, tak ona się mnie pyta, ja jej na to, że ktoś, ale nie interesuj się tym teraz. Bo wiesz, to był krzyk tuż pod naszymi oknami. Idzie się do nas parkiem, potem przechodzi przez ulicę, potem taką ścieżynką obok rzeczki, tuż obok wiaduktu. Podobno są tam diabły, które chwytają człowieka, wsadzają w worek i kładą na szynach.
- e, to raczej niemożliwe – przekonuję go, ale tylko dla jego dobra, bo osobiście znam diabła i mam pewność, że do worka jeszcze nikogo nie wsadził.
- ale ona się bała, a strach dekoncentruje, w to już mi chyba uwierzysz. ale że to już się nie powtórzyło wmówiłem w nią sen, a sen to podróż w tak głęboko, w stronę jaźni...
- tego w to nie mieszaj – musiałem mu przerwać – a magów pogrzebali na księżycu, widziałem jak ładowali czarne worki do rakiety i mieli łopaty.
Ona.
Upadłem na kolana i czekałem, ona to jedyna zbawicielka, szybka i nieuchronna. Gdzie biegniesz, pozbierać nuty z podłogi ? Przeklęta kokaina. to przez nią przebiegasz park, ulicę, wbiegasz na ścieżynkę koło rzeczki, obok wiaduktu i już cię nie ma. Otwieram drzwi. zimne powietrze nie zachęca do wyjścia dalej, zresztą boję się zbiegów okoliczności. Jak ona mogła zaistnieć w tekście ? Przecież była daleko. Na świecie nie ma Demonów i od tego powinienem zacząć. To, że stał przede mną z tym wypisanym „nie” na twarzy, zupełnie nic nie znaczy. Te parę tysięcy lat wstecz. Przecież mogłem ją kupić, w tej zaczarowanej porze, ale to książę odnalazł tą jedyną. Telefon dzwonił i dzwonił, a ja zapisywałem jakieś brednie, ale musiałem coś czuć. Nie zasiewa się ziaren na cmentarzu. To wtedy mógł wbiec ten pies, prosto z czeluści ziemi, z Tartaru. Ja byłem w tym jedynym miejscu istnienia, zresztą mogłabyś pomóc tu zostać, żebym uwierzył, dał się jakoś przekonać, bo nigdy nie wierzyłem ani w ciebie, ani w diabły, a to co on wtedy mówił o krzyku, to jakaś patologia, pewnie nie chciało mu się ściągać skórzanej obroży z szyi, ale to ciągle przypomina tego psa, coś w tym musi być, on coś wtedy wyczuł. Ale został tam dalej, pewnie jest tam do teraz, chociaż może zdążył już zmienić skórę. On.
W gruncie rzeczy nic nie zostało postawione jasno. Ambitni ubodzy duszą ze szczytów zeszli na ziemię, a ja zostałem wpisany w trójkąt: on, on i ona, i ta ona zapewne stanowi jakieś centrum. Musiałem mu wtedy pomóc, gdy ładował jej ciało do worka, ale już nieruchome, akurat padał deszcz, było zimno i późna noc, mnie majaczyła się w dali gilotyna, a może to była szubienica, stały pod nią jakieś cienie i kiwały się dość monotonnie: przód – tył, przód – tył. To był ciężki wieczór, cięższy niż inne. To był ósmy dzień wolności.

Opublikowano

Trudny tekst, moze bardziej pasuje słowo "Ciężki". ALe z tego co widzialam troszke wczesniej, Pan Michal lubi wlansie takie teksty... i to sobie ceni:)
Moj profesor powiedzial kiedys, Nie sztuka jest napisac ksiazke, ktora samemu sie rozumie. Sztuka jest napisac cos, co zromieja inni. Czy tak wlasnie to podobnie brzmialo. Wiec mysli choc ciezkie, powiny byc precyzyjne i zrozumiale... Co nie znaczy ze proste i lekkie... Ciezkosc... nie musi byc prosta/nieskomplikowana... :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Michale, sprawdź proszę termin przydatności do spożycia kawy, którą się raczysz ;)
Pomimo tego, że mierniki hermetyczności zaczęły wariować, coś zaczynałem rozumieć. Powróce tu jeszcze. Czytanie tego tekstu uznam jednak za katorgę :) Ciężkie wizualnie relacje z sejmu.
... może gdybym zapalił kadzidełko ;)
Pozdrawiam. JaM

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • ______________________________________________________     Puszko! Zbawczynio moja! Ty byłaś i będziesz Zawsze patronem Pio w bogactwie, jak w biedzie Wspominać mi. Zapachem już ulotnych z pomum Adami, by! Wykrzyknąć brokat liter w centrum.   Świętej straży, co dziecku chciała Częstochowa Historią na gałęzi sekrety odchować Przeznaczeniem poznania sahary przez Ojca Po upadku z trzech metrów przy straganach akcją.   Był dotyk papieskiego przepisu w jego chleb Lepiejem pierogów z gwiazd, by powstały z gleby Czas miał na poskładanie po wyparowaniu Element układanki skryty w wykładaniu.   Dzisiaj świadomy w pełni wiedzy od Zbawczyni, Każdą cześć luksu czerpie, co sybilant głębin, Łącząc dzień i noc wyrwą po efekcie chinki, Spojrzał ponownie w życie dzięki polom innym.   Bilokacją z wielu miejsc, mając wpływ na zator, Lekiem żywicy drzewa chciałby zwrócić kolor. W żyły każdym gałęziom oszukanym przez los, Niechciane bóle zniszczy fałsz oddychający las. Zanim spłowieje ziemia, jeszcze ślepym powie: To dopiero początek — więzi w melaninie!   _____________________________________________________   Spis treści: ***Organiczny intranet ***Gdy młodziwo staje się siarką do draski atawizmu ***Kiedy dyada wraca na swoje miejsce ***Gniazdo ***Z cieśniny ***Jest ich więcej ***Jak cię piszą — nie myśl, że tak samo widzą po dziewięciu godzinach lucydności ***Praktyczny oniryzm — metonimia ***W najprostszy sposób wytłumaczę ***Nad morzem w Rockanje ***Z wyjścia na wejście ***Komplet uświęcony środkami — dzięki wiedzy MTJ ***Wasz tajny współpracownik wciąż działa w ukryciu ***Korektą rzeczywistości ***Jest twoja moczarka kanadyjska ***Z rejonów ***Złączcie kolory jednym oddechem i tą samą krwią
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Pięknie i trafne słowa. Dziękuję za komentarz,  Pozdrawiam.
    • @viola arvensis To wiersz bardzo wyciszony, niemal medytacyjny. Porządkuje świat od środka. Najmocniej wybrzmiewa tu motyw granicy, ale nie jako muru wobec ludzi, raczej jako wewnętrznego azylu, miejsca, gdzie można: oswajać potwory, wygaszać burze, odkładać winę, podlewać nadzieję łzami. Bardzo kobiece samoukojenie :)
    • @Gosława to też danse macabre. Pozdrawiam!
    • Światło wbijało setki igieł w źrenice   Miłości świadkiem nie chcę być nigdy  Bo miłość sama się pcha na szafot Tuląc do siebie znamiona krzywdy  Da swe kończyny ucinać katom    Wtedy słońce wydało się bielsze   Gdy zwiędną pąki motylich skrzydeł  Co trwają może oddechów trzy I strzeli para z dusznych kadzideł  Ujrzysz jak nić przeznaczenia drży    Kropla potu na skroni była gęsta jak lawa   Krzyczymy ku niebu ściskając nadzieję  Że chmury będą nam pośredniczyć  Bo między nami wicher wciąż wieje Co nasze uszy przyszedł pożyczyć    Popękana ziemia wrzeszczy z pragnienia   Zwisając z płotu przebici w pół  Lgniemy do siebie nie wiedząc nic I czując w uszach płonący ból  W splecionych dłoniach będziemy żyć    Spadła kropla niebiańskiej krwi
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...