Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Czas mijał. W kącie sali Esmeralda z Amandą zaczęły odstawiać erotyczną szopkę, imitując na stole gorącą miłość lesbijską. Klęczały, niby na jakimś ołtarzu, splecione w namiętnym uścisku. Były dużo bliżej celu, niż ona, lecz patrząc na gęby i ubrania zachwyconych pokazem „ziutków”, nie była w stanie odczuwać zazdrości. Całą trójką, w milczeniu, przyglądali się scenie na stole. Nagle Kuba zwrócił ku niej wzrok i powiedział:
- Jest sprawa...
Uśmiechnęła się z ulgą. A jednak!
- Jest delikatna sprawa do omówienia.
- Taak - zrobiła wielkie oczy - Zamieniam się w słuch.
- Bo ja bym chciał, żebyśmy wszyscy razem...
Od początku zakładała taką możliwość, a mimo to, poczuła się zaskoczona, nawet lekko rozczarowana. Podwójny wysiłek, podwójne ryzyko..., podwójny zarobek. Rzadko przystawała na taki układ. To zależało głównie od tego, kto wchodził w grę.
- A kolegę pytałeś?
- Po co? On wie, że ja bym chciał.
Krystian skinął głową.
Chrząknęła, maskując wahanie. Kuba był uprzejmy i nawet przystojny, lecz pijani faceci nie należeli do jej ulubionych klientów. Bywało, że nie mieli czym zacząć lub nie mogli skończyć. Pewnej nocy jeden z nich zasnął na niej, sprawiając, że omal się nie udusiła. Krystian trzymał się lepiej. Trochę ją kręcił. Lubiła mężczyzn po przejściach, takich, co znają życie, czegoś mogą nauczyć, coś pokazać. W końcu skinęła głową.
- Tylko z kulturą - zastrzegła - Żadnych odchyłów.
- Jesteśmy przerażająco normalni - skwitował Kuba.
- Nie ma ludzi normalnych - odparła i poszła po klucz do pokoju.
Otworzyła im drzwi i przepuściła przodem.
Ciepłe barwy, ciepłe światła i tyle chłodu - pomyślała, zerkając na swoje odbicie w jednym z kilkunastu luster, które Sławek kazał za montować na ścianach i suficie.
Pokazała swoim gościom łazienkę. Rozebrała się do bielizny i ułożyła na poduszkach. Lubiła się w tych lustrach. Mogła bez końca patrzeć na tę wyuzdaną kobietę, jaką już niebawem miała przestać być.
Krystian poszedł pod prysznic, a Kuba przysiadł na rogu łóżka. Był stremowany, może nawet przerażony. Zawsze zastanawiała się, co takich młodych facetów ciągnie do burdelu - potrzeba, żądza, ciekawość? - nigdy jednak nie ośmieliła się zapytać. Teraz, kiedy po raz ostatni korzystała z tego pokoju, poczuła, że nie jest w stanie się powstrzymać.
- Pierwszy raz?
- No. Tutaj tak.
Nie pasował do tego miejsca. Może za sprawą miękkiego spojrzenia, rysów twarzy, sposobu bycia. Nie wiedziała.
- Po co? Nie masz kobiety?
Milczał. Powieka lewego oka drżała mu nieznacznie. To był jedyny objaw zdenerwowania, jaki zdołała uchwycić.
- Odeszła?
- Nie warto o tym mówić.
- Jak chcesz.
Znów banał. Tyle czasu korciło ją, by zaryzykować, a słodka obietnica gorących wyznań okazała się serią krótkich mruknięć.
Zmienili się w łazience. Nagi Krystian nie wyglądał apetycznie. Miał ogromne brzuszysko i okropnie chude nogi, które, wie wiedzieć czemu, utrzymywały resztę ciała w pionie. Pochwycił jej spojrzenie i... tak, zawstydził się.
- W młodości trochę boksowałem - usiadł obok niej i zapalił papierosa. Palił dwa razy więcej, niż jej dziadek, zanim pewnego dnia dosłownie nie wypluł zrakowaciałych płuc - Trener mówił, że mam talent, ale nigdy nie będę mistrzem.
- Czemu?
- Bo mam zbyt drobne ręce i za chude nogi.
- Są ok.
- Nie są. Chciałbym mieć lepsze, ale życie to nie koncert życzeń, tylko randka w ciemno.
Wolała, żeby się nie tłumaczył. Nie przepadała za marudami i mazgajami. Przychodziło ich tu zbyt wielu, by starczyło jej cierpliwości. Krystian jednak stanął na wysokości zadania - zamiast ciągnąć swój smętny wywód, zaczął masować jej stopy. Wyciągnęła się na łóżku i z rozkoszą przyjęła tę nieoczekiwaną pieszczotę.
- Ja mam za małe piersi i żyję - powiedziała.
- Są ok.
Wybuchli śmiechem. Kuba wyszedł z łazienki, zasłaniając ubraniem podbrzusze.
- Widzę, że już jest wesoło...
Edyta uniosła lekko głowę.
- Co tam ukrywasz?
- Eee, hydraulika mi zaskoczyła.
- No, ja myślę. Obraziłabym się, gdyby było inaczej.
Cisnął ciuchy na podłogę. Miał ładne, choć nieco za chude ciało. Pokazała mu palcem, żeby podszedł. Rozerwała opakowanie prezerwatywy i sprawnie założyła gdzie trzeba. Krystian przez cały czas pieścił ją tak umiejętnie, że nie potrafiła utrzymać zawodowego dystansu. Raz się żyje - pomyślała.



*


Z grubego komina sączyły się kłęby szarego dymu, tworząc sztuczną chmurę na przejrzystym niebie. Szum pojazdów dobiegający z pobliskiej drogi wdzierał się do pokoju przez uchylone okno. Zabłąkana mucha, bzycząc, raz po raz uderzała o szybę. Krystian czuł się trochę, jak ona. Widział świat, jakiego pożądał, lecz nie potrafił się do niego przedostać.
Leżeli we trójkę na niezbyt szerokim łóżku w jego kawalerce. Nikt nie spał, ale też nie kwapił się do wstawania. Kiedy Krystian sięgnął po papierosy, Edyta zamruczała:
- Oj, nie pal w łóżku.
Spojrzał na nią zdziwiony, jednak zanim zdążył zareagować, szybko dodała:
- Przepraszam. Myślałam, że jesteśmy u mnie.
- Do mnie było bliżej - uśmiechnął się i wyszedł do łazienki.
Deska klozetowa zazgrzytała niegrzecznie, gdy na niej usiadł. Na koszu z bielizną leżał stos nie przeczytanych gazet. Od paru lat miał czas na czytanie tylko w kiblu, choć ostatnio nawet tam nie umiał się skupić. Nadal nie wiedział co robić. Przychodziła mu do głowy ta sama, natrętna, zbyt ogólnikowa myśl: wyjechać i zapomnieć.
Bezmyślnie wertował kartki kolorowych magazynów, próbując znaleźć coś, co mogłoby go zainteresować. Niczego takiego nie znalazł. Natknął się za to na kolorową reklamę jakiegoś biura podróży. Dalekie kraje, luksusowe hotele, ciepłe morza, piaszczyste plaże, wszechobecna nagość. Najlepszy sposób na terapię - przemknęło mu przez myśl.
Zapalił następnego papierosa. Odkąd został biznesmenem, był kilkanaście razy na Słowacji, raz w Czechach i w Niemczech, ale służbowo. Polskę za to zjeździł wzdłuż i wszerz, zbierając reklamy od Ełku po Jarosław, od Białegostoku po Zieloną Górę. Mógłby na palcach wymienić regiony kraju, w których jeszcze nie był. Był turystycznym patriotą w myśl zasady - cudze chwalicie, swojego nie znacie. Od paru dobrych lat cała Europa, ba, cały świat stał otworem, a on uparcie penetrował rodzime zakamarki. Czas to zmienić - pomyślał i wybiegł z łazienki.
- W twojej lodówce wieje wiatr - stwierdziła kwaśno Edyta.
Zmarszczył brwi. Początkowo nie zrozumiał przenośni, choć mu się spodobała.
- Mówię, że zakupów dawno nie robiłeś.
- Mieszkam tu od paru dni. Nie zdążyłem.
- Miał wielki dom, a w nim wielką spiżarnię - wtrącił Młody z głębi kuchni.
- Smutne - rzekła zmieszana Edyta.
- Możemy zjeść na mieście - podjął Krystian.
- Nie. Już ja coś wymyślę - pokręciła głową i zaczęła przetrząsać kuchenne szafki.
Krystian zrobił krok do przodu, żeby widzieć ich oboje.
- Posłuchajcie. Z uwagi, na trudny czas, jaki mnie czeka, chciałbym was o coś prosić. Zostańcie ze mną tydzień lub dwa. Pozamykam pewne sprawy i gdzieś sobie razem pojedziemy. Co wy na to?
- Nie ma sprawy - odparł szybko Młody - Też potrzebuję odpoczynku.
Edyta pobladła lekko, potem lekko poczerwieniała. Usiadła na taborecie i przyjrzała im się z tym samym zabawnym błyskiem w oku, jakim kilkakrotnie poczęstowała go zeszłej nocy.
- Co wy kombinujecie? Przecież wcale się nie znamy.
- Wiesz o nas więcej, niż my o tobie. Jesteśmy chwilowo w dołku i potrzeba nam wypoczynku przed wspinaczką z powrotem. Kuba to wykształcony facet, ja trochę nadrabiam miną, nie ma powodów mówić, że coś ci z naszej strony grozi. Kto wie, może się zaprzyjaźnimy.
- A nie jest czasem tak, że potrzeba wam dobrego dymania?
- Mogę mówić tylko za siebie. Tak. Chodzi mi właśnie o to. Zapłacę ile zechcesz.
Bardzo chciał, żeby została, ale widząc jej wahanie, stopniowo przestawał w to wierzyć. Polubił ją, a nawet zaczął szanować. Z trudem wyobrażał sobie sytuację, że będzie musiał poszukać innej.
- Wiecie, co? Zjedzmy najpierw śniadanie - rzekła porozumiewawczo.
- Świetna myśl - dodał Młody.
W takim razie zostawiam was. Zróbcie mi tylko mocnej kawy. Młody, wiesz jaką lubię.
Wrócił do pokoju. Łóżko było już zaścielone, śmieci z grubsza sprzątnięte. Uśmiechnął się zadowolony. Włączył komputer i sprawdził stan konta w Internecie. Kwota wydała mu się zaskakująco wysoka. Zerknął na przychodzące przelewy. Jedna z firm, dla której nie zdążył wykonać usługi, przelała pieniądze na podstawie samej umowy, jeszcze przed otrzymaniem faktury.
- Dzięki piękne - mruknął z mściwą satysfakcją - Przyda się na drobne wydatki.
Zapomniał ich zawiadomić, że plajtuje. Przez chwilę kusiła go myśl, by odesłać pieniądze, ale zdusił ją w zarodku. Zastanawiał się tylko, czy trzymać pieniądze na koncie, czy napchać nimi skarpetę.
Młody postawił przed nim filiżankę pachnącej kawy i zasiadł z Edytą do naleśników z resztką dżemu i Nutelli.
Jedli w milczeniu. Edyta zjadła dwa naleśniki, Młody chyba z osiem.
- Gdzie ty to mieścisz? - zaśmiała się.
- Żołądek zajmuje większą cześć mojego ciała.
- Lepiej cię ubierać?
- Raczej tak.
Krystian obrócił się w fotelu. Przyglądał się z radością, jak oboje promienieją blaskiem młodości i drzemiącej w nich energii. Sam zaprzepaścił najlepsze lata na pijaństwo, włóczęgi i spacerowanie po celi. Z tego powodu nie chciał się starzeć. Ciągle wierzył, że ma na to czas i otaczał się młodzieżą, próbując czerpać z tych kontaktów siły witalne i ochotę do życia.
Młody nagle zniknął. Pewnie w kiblu - zaśmiał się w duchu Krystian.
- Fajny facet - stwierdziła Edyta - Jakie studia kończył?
- Wiesz, że nie wiem?! Polonistykę albo coś takiego.
- A ty?
Chrząknął zakłopotany. Lubił o sobie mówić, ale istniały sprawy, na których temat wolałby milczeć.
- Próbowałem kilku szkół, a przez rok nawet studiowałem prawo w Toruniu. Skończyłem jednak tylko zawodówkę górniczą.
- Zdałeś na prawo?!
- Niezupełnie. Przyjęto mnie bez egzaminu, tylko na podstawie dokonań w dziedzinie pojednania ofiar ze sprawcami przestępstw. To bodaj najtrudniejsze zagadnienie, z jakim spotyka się współczesne prawo. Z jednej strony skrucha, z drugiej wybaczenie. O skruchę sprawcy łatwo, o wybaczenie ofiary trzeba walczyć.
- Skąd się to u ciebie wzięło?
Krystian z trudem próbował zebrać myśli. Bezpośredniość Edyty w takim samym stopniu ujmowała go, co zwyczajnie krępowała. Znał tylko jedną kobietę, która to potrafiła. Dziś miała męża, dzieci i pracowała jako sędzia w rejonowym sądzie gospodarczym. Westchnął ciężko na myśl, że mu z nią nie wyszło.
- Nie zawsze byłem taki jak teraz. Za komuny za byle co trafiało się do więzienia. Dziś chuliganów czeka co najwyżej grzywna lub kurator. Lubię myśleć o sobie, jako o więźniu politycznym, ale w świetle prawa nie umiałbym tego udowodnić.
- Jesteś szczery - powiedziała tylko Edyta.
- Jestem - podjął - Lech Wałęsa wyciągnął mnie z tego bagna i sprawił, że na nowo uwierzyłem w siebie i świat, jako miejsce do życia. Przez kilka dobrych lat spłacałem społeczny dług, aż pewnego dnia ego popchnęło mnie do spróbowania swoich sił w szaleństwie biznesu. Dziś wiem, że nie powinienem mu na to pozwolić.
- I co dalej?
Pytanie zawisło w próżni. Krystian pokręcił głową i rozłożył ręce w geście bezradności. Ze zdziwieniem obserwował Edytę, która wstała i podeszła bliżej. Stanęła za nim, położyła mu ręce na ramionach i zaczęła masować mu kark.
- Zostaniesz z nami? - zapytał cicho.
- Chciałabym, ale już nie jestem dziwką. Skończyłam z tym.
- Jak mam to rozumieć?
- Jeśli będzie tak dobrze, jak wczoraj, możemy to robić przez dwa tygodnie lub dwa lata, ale jak powiem, że nie chcę, to nie i koniec. Nic na siłę.
- Nie ma sprawy.
- Skoro wszystko jasne, to idę do wanny. Kuba czeka z kąpielą.
Krystian poczuł igiełkę zazdrości i dumę. Młody się rozkręcał, a o to przecież chodziło.
Odwrócił się do komputera. Setka maili czekała na odpowiedź. Pobieżnie przejrzał kilkadziesiąt i hurtem wykasował. Pozostawił tylko te, które dotyczyły spraw prywatnych. Postanowił przeczytać je innym razem.
Zrobił sobie jeszcze jedną kawę. Z filiżanką w dłoni stanął przy oknie i obserwował jadące samochody. Mieszkanie w pobliżu głównej drogi wiązało się z pewnymi niedogodnościami, jak ciągły hałas czy poziom zanieczyszczeń, lecz miało jedną dobrą stronę - w ciągu kilku sekund można było znaleźć się na trasie do Bielska, Krakowa lub Katowic.
Usłyszał za sobą ciche kroki. Obejrzał się. Młody z mokrą czupryną, ale już ubrany, uśmiechał się zagadkowo.
- My z Edytą zajmiemy się biurem, ty pozamykaj konta i sprzedaj samochód. Kupimy potem jakiegoś rzęcha na moje nazwisko.
Krystianowi łzy stanęły w oczach. Przyjaciel musiał myśleć za niego i szło mu całkiem nieźle.
- Albo nie. Pojedziemy jutro razem na giełdę do Gliwic. W twoim stanie możesz puścić brykę za pół darmo.
- Młody..., dzięki, że jesteś.
- Ja też dziękuję Bogu, że jestem. Wbrew pozorom, parę razy mogło mnie nie być. Bierz dupę w troki. Nasza pani zaraz będzie gotowa.
Krystian przygarnął kościstą postać Młodego z ścisnął z całej siły. Nic nie zatrzeszczało, nic nie pękło. Był kruchy, ale nie słaby.
- Czyś ty z gołą babą w wannie odprawę robił??? - zapytał przyjaciela.
- Coś w tym rodzaju.
Weszła Edyta. Była kompletnie ubrana, na twarzy miała lekki makijaż. Roześmiała się głośno.
- Chętnie popatrzę jak to robicie, ale później. Mamy robotę.
Młody oderwał się od niego jak poparzony.
- Nie podobam ci się? - rzekł Krystian zalotnie.
- A fuj. Zgiń maro paskudna.
Ze śmiechem ruszyli do drzwi.

  • 2 tygodnie później...
  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

życie to nie koncert życzeń, tylko randka w ciemno. - to sobie wkleję do katalogu "złotych myśli"
- W twojej lodówce wieje wiatr - j.w.
Tutaj naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Jestem zdania, że twoje dzieło dojrzało do tego, by zbłądzic pod strzechy. Niestety, powiem ci szczerze, że tytuł jest do dupy. Nie wiem, jak zakończy się twoja historia, więc trudno coś podsunąc, ale na podstawie dotychczasowych wydarzeń mógłby to być : Upadek Tymona, Wahadło, Spirala, Huśtawka, a ostatecznie Beer story.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dobro

       

      Pół żartem, a pół serio można powiedzieć, że prawdziwe Dobro to tylko Bóg i nikt poza Nim. Gdyby wgłębić się w to proste zdanie, to widać, że żartu w nim niewiele. Jeśli Miłość, Prawda i Piękno są dobrem, to dobro stanowi atrybut Boga, znany nam z Objawienia. Jeśli życie jest dobrem to stanowi ono atrybut Absolutu. Dobro jest przedmiotem nienawiści na tym świecie, a zarazem stanowi przedmiot pożądania. Ponieważ tego dobra jest na ziemi niewiele nieustannie toczą się o nie spory, kłótnie, walki i wojny. Doskonałość jest dobrem ale stanowi atrybut Absolutu. Doskonałe zło nie istnieje, podobnie jak doskonałe cokolwiek na tym świecie. Doskonałość rozumiana jako ideał. Dobrem jest harmonia różnych działań i funkcji wynikających z imperatywu formy człowieczej egzystencji. Wszelkie dysfunkcje, zakłócenia stanowią asumpt, bodziec do kaskady zła. Dobrem jest harmonia Łaski Bożej, zdrowego rozsądku, inteligencji, serca i duszy. Dobro tak rozumiane pomnaża dobro, sprawia, że na tym świecie i w tej cywilizacji zwiększa się rachunek dobra. Człowiek stresu, złej woli, człowiek chory sprawia, że pożądane dobro traci swoje atuty i zostaje zredukowane, zubożone. Staje się atrapą dobra, która nie przynosi prawdziwej radości, tylko nowe pożądania. W dzisiejszym świecie harmonia tak rozumiana jest dostępna tylko niewielu ludziom. Silne bodźce przymusu ekonomicznego czy fizycznego zmuszają wielu ludzi z pauperyzujących się, pauperyzowanych i spauperyzowanych grup społecznych do nieustannej pogoni za jakimkolwiek zyskiem. Niczym starożytni niewolnicy mogą powiedzieć, że dobro to brak jakichkolwiek uczuć i odczuć. Ich zamęczenie harówką nie ma nic wspólnego ze zdrowym zmęczeniem po całodziennym wysiłku, uczciwej pracy. Jak każdy ideał, ideał harmonii jest dobrem równie nieosiągalnym, jak inne na tym świecie. Niektórzy ludzie mówią, że Boga nie ma. Że ludzie modlą się do powietrza całymi godzinami… . A przecież i samo powietrze jest dobrem. Być dobrym dla wszystkich jak powietrze…? Każdy nim oddycha, wchłania chciwie niczym jakiś skarb. Gdy go gdzieś brakuje, opuszcza to miejsce i chciwie, łapczywie wtłacza w płuca tam gdzie ono jest, czując jak wraca mu życie, jasność umysłu. Gdy go zupełnie braknie człowiek umiera. Może modlitwa do tegoż powietrza to nie takie niemądre postępowanie, może wtedy zachodzi fluidyczny związek człowieka z odnowieniem, odświeżeniem się cząstek materii powietrza. Może powietrzu aby się odnowiło potrzeba tej minimalnej dawki bioprądów i fluidów, wydzielanych przez organizm ludzki…? Dobrze jest, kiedy ludzie nawzajem wybaczają sobie to, co uważają za złe, kiedy podają sobie ciepłe, serdeczne uściski dłoni. W naszych sercach budzi się jakaś radość z poczucia wspólnego dążenia ku jakiemuś Dobru, chociaż nie wypowiadamy jej głośno. Jest jakimś dobrem wspólne pomaganie sobie w kłopotach, w pokonywaniu jakiś przeszkód, w wypełnianiu obowiązków. Człowiek zatraca poczucie osamotnienia, wyobcowania we wrogim świecie, ma wrażenie, że ciało nie stanowi granicy jego jaźni i że żyje pomiędzy ciałami innych ludzi, że wypełnia się przestrzeń pomiędzy ludźmi jakąś energią… . Ma poczucie wspólnego losu w czasie i przestrzeni w jakich przyszło mu egzystować. Dobrem jest poszukiwanie swego indywidualnego głosu, głosu często zatracanego w społeczności wielkich molochów miejskich, swego odczucia świata, swego spojrzenia na siebie i innych ludzi. Społeczność w swej masie zniewala każdego człowieka, przymusza do porzucenia indywidualnej percepcji, rozumienia rzeczy, narzuca to co się samo narzuca lub co niesie „bagno behawioralne”. Dobrze jest, kiedy ktoś kocha zwierzęta, we właściwy sposób, sposób który podpowiada sama natura i potrzeba. Zwierzęta ze swej natury nieufne i płochliwe, właściwie traktowane, oswajają się i tracą lęk, nawiązują więź z człowiekiem. Często dokonują przy człowieku rzeczy, których w naturze nigdy by nie uczyniły: łaszą się, skaczą z radości, beczą, szczekają, kiwają łbami i są posłuszne dźwiękom ludzkiego głosu, którego artykulacji nie rozumieją. Jest dobrem zwrócenie uwagi komuś, że źle czyni, wyjaśniając dlaczego uważa się, że to coś jest złe, a to co się proponuje jest dobre. Człowiek osamotniony może właściwie nie pojmować i łatwiej zarazić się dobrem, niż złem, może zatracić siebie w walce o przetrwanie. Można powiedzieć, że dobrem jest kolekcja dzieł sztuki, która swym oddziaływaniem przenika ludzki umysł, ubogaca jego wyobraźnię, wzrusza, bawi, uczy. Dzieło sztuki jest dobrem związanym z sensem doczesnej egzystencji, z poczuciem piękna. Piękna muzyka potrafi przenieść człowieka w pozór jakiegoś innego świata, potrafi wrócić mu siły, ukoić bolesne rany, rozładować zły nastrój, a nawet uratować od zbrodni. Mówią o tym niektóre filmy fabularne, oparte o autentyczne wydarzenia (np. „Fitzcarraldo” W. Herzoga, „Misja” R. Joffe), publikacje książkowe, etc. Kunsztownie wykonaną kolię czy naszyjnik z pereł lub diamentów można uznać za jakieś dobro, ale… czy przynosi to więcej dobra czy zła? Jak dobry jest wynalazek penicyliny, ilu ludziom uratował życie doczesne? Ilu ludzi leżało w gorączce bez żadnej nadziei na wyzdrowienie i umierało? A jak spowszedniał ten wynalazek, to dobro, że każdy traktuje je niczym gruszki na drzewie, które można zerwać i zjeść w razie potrzeby? Któż pamięta dziś nazwisko tego dobroczyńcy, który wynalazł penicylinę? Można powiedzieć, że dobrem powszechnym stają się wynalazki współczesnej mikroelektroniki, wykorzystywane do rozmaitych urządzeń, mających za zadanie ułatwienia w egzystencji każdego człowieka, takie aby maszyny mogły zastąpić wysiłek ludzki i dać więcej wolności od wysiłku, od pracy. Dobrem są z pewnością radioodbiorniki, odtwarzacze laserowe, komputery osobiste, internet, telewizja. Dobre wynalazki to takie jak wynalazek żarówki T. Edisona, mogą służyć ludziom, ubogacać ich, wzmacniać, pomagać zapełnić nadmiar wolnego czasu. Ale powszechnie wiadomo, że dobre wynalazki mogą być wykorzystywane w złym celu przez ludzi o złej woli, mogą służyć złu. Dobrze jest, można powiedzieć, kiedy ludzie nie wynoszą się ponad siebie, kiedy są skromni, znają swoje możliwości, otrzymane dary, talenty i nie udają słońca, że są tak dobrzy, jak słońce i świecą na firmamencie dla wszystkich. 

      Dobrze jest żyć w kraju skromnych ludzi, pełnych rozsądnej pokory, szacunku dla dóbr rzeczywistych, dla wartościowych rzeczy, dla rzeczywistych dokonań, a nie iluzorycznych bufonad i fantastycznych wizji powszechnego dobrobytu. Można powiedzieć, że dobrze jest, gdy człowiek czuwa nad dobrem, nad tym aby posiadanego dobra nie utracić, a powiększyć jego zasoby. Można powiedzieć, że czuwanie nad dobrem jest podobne do czuwania nad własnym ogrodem. Dobrze jest pielęgnować roślinkę dobra, gdy nadciąga wicher podeprzeć listwą, usztywnić, gdy zbliża się powódź stosownie przekopać… . Dobrze byłoby pokusić się o dokonanie rozrachunku z samym sobą. Na czym to mogłoby polegać? Wystarczy obrać sobie z otoczenia dowolną rzecz, dowolny przedmiot i wyszukać w nim tylko i wyłącznie dobro, to co dobrego w nim widzę, a następnie wyszukać negatywy danej rzeczy. Później policzyć ile widziało się dobra, a ile zła… . Uczciwy rozrachunek może wiele powiedzieć o rachmistrzu. Ktoś wtedy powie: „widzę więcej zła w tym przedmiocie, niż dobra”. Czy to dobrze, czy źle?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...