Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1.
tłuste słoneczniki syte latem siały czarne zęby ziaren
w misie doliny. naprężona błona nieba. żyłki światła.
miriady rozgałęzień. synapsy rozwidleń i odnóg. emma
przesiadywała w krużgankach sadu. gaworzył wiatr.
kicały króliczki lukrowane różem, dziecięcym błękitem
na trawiastym kocyku pod jabłonią. pusta w środku,
wydrążona jak tykwa. z napiętą skórą twarzy.
włosy zwijała w bolesny węzeł. ciężki kadłub
chmur rozwierał oko opalizujące kataraktą. obłęd.
emma przeniosła przez próg nowego lokatora.

2.
szare futerko kurzu i pajęczyn zarastało dom niczym
kłaki dzikiej brody. strugi ulewy. już tydzień
siedział w prostokącie blasku rozciętym na czworo
wąskim krzyżem cienia. ożywała na plecach
atramentowa menażeria gdy ściskał wnętrzności
palcami żeber. jedna po drugiej eksplodowały
doniczki na ganku. okrzyki światła. terakotowy pył.
za oknem szubieniczny wiąz zakorzeniony
w błotnistym gruncie zbielałymi knykciami.

3.
wyfrunął za nią w ryczącą noc. dogasała już
na cembrowinie spirytusowa lampka jak znicz
nagrobny. w miękkich błotnistych dziąsłach studni
wierzgający na sznurze amorficzny zoofit.
spuchnięte pijawki powiek. szkarłatne bukiety
wybroczyn. pająki snu plotły rzemienne nici
słodkiej drzemki. w siekącym deszczu ambulans
piął się grząską drogą jak lśniący skorupiak.

4.
świt litościwie opuszczał blady sierp. odchodził
wraz z ulewą. z twarzą poparzoną łzami. ospowatą
powierzchnią kałuż dryfowała surowa galeria
portretów oprawnych w okienne ramy. pęknięcia
w płaskim brzuchu doliny. strzałki światła. kruki
kaleczyły posiniaczone i utrudzone niebo.

(epilog)

1.
fale ulewy przestały chlupotać o burty
i znów każdy dzień stał się wart zachodu.
słońca odcedzone luksferami lapis lazuli
zbierała w motki i przędła złociste nici.
umiała szyć. zdążyła już połknąć dwie igły
i parę garści tęczowych guzików. mnóstwo
razy wypruwała zębami drobne ściegi szwów
na nadgarstkach. szkarłatne koronki nie pasują
do dziecinnego pokoju. lepszy błękitny patchwork
z pierzastych gałganków. szkiełkami paznokci
kroiła niebo na brudne szmatki. wieczorem
sternik przynosił laudanum w kieszeni fartucha.
strząsał z ramion na deski gwiezdny puder.
udawała uległość bioder i tępy wzrok. odchodził
zadowolony. emma zlizywała lśniące drobiny.

2.
domki jak czekoladki tkwiły w zagłębieniach
aksamitnej doliny. wiatr szeleścił pergaminem nieba.
w chacie na kruczej górce od tygodnia dojrzewał
embrion. drgnął i rozwinął się gdy poczuł swąd piór
na rozpalonej płycie dachu. najwyższy czas.
naostrzył wszystkie noże. chwytał i z pasją zarzynał
krzesła komódki kołyskę. na suche wióry
na drobne ząbki na złote włoski. ach jakże mruczał
ogień. ach jak troskliwie lizał oszalałego syna
na pępowinie sznura. po coś mnie wtedy ratował
cedziła dmuchając w słońce. ludzie szeptali: to ona.
to emma zaprószyła zachód.

3.
najdroższy już nie przepłoszysz mi snów. skręciła się
w supeł z szmacianą laleczką przy piersi. kołderka
wygłuszyła ściany. nad lasem wrzeciono księżyca.
od pożaru wracały spóźnione szalupy. brzask wzbierał
poplamiony krukami.

Opublikowano

jest długi i trudny, ale magiczny. wgryzam się po kawałku. choć nie mam wielkiej nadziei na dojście do dna, bardzo osobista symbolika. zabieram do rozgryzania po kawałku.

pozdrawiam
m.

Opublikowano

czydziestek, zazdrość to niskie uczucie, poza tym pisze się "stąd", a nie "z tąd", hehe! :>
Marny Poeto - to ma być zemsta za czas jaki poświęciłam, żeby odpisać Ci na Twoje skomlenie o skomentowanie Twojego "wiersza"?
Wyznam Wam obu, że aż mi poszło w pięty i chyba pójdę wsadzić łeb pod pociąg z rozpaczy.
I co to w ogóle znaczy "gdybyś była facetem"? Ty (prawdopodobnie) jesteś - i co z tego? Wątpliwą przynosisz chlubę swemu rodowi.
Powiem krótko: kto nie rozumie - niech nie komentuje, bo tylko się ośmiesza. Pozdrawiam, co mi tam.

Opublikowano

magda:
jest długi i trudny, ale magiczny. wgryzam się po kawałku. choć nie mam wielkiej nadziei na dojście do dna, bardzo osobista symbolika. zabieram do rozgryzania po kawałku.

Bo realizm magiczny jest trudny i przeznaczony dla czytelników o wysublimowanym smaku, nieprzeciętnej wrażliwości i niewątpliwej inteligencji :) Ja wiem, czy osobista? Raczej nie. Może po prostu wczułam się w postacie tak dalece, że emanują autentycznością swej traumy. Nie, Magdo: wszelkie podobieństwo jest niezamierzone i przypadkowe. Upuściłam cugle i pojechałam galopem na całego :)
Dzięki za dobre słowo i gratuluję intuicji.
Pozdrawiam

Opublikowano

Dorma:
> Bylam, widzialam, przeczytalam( choc z trudem)
Dzięki, że dobrnęłaś do końca :)
Chcesz? Na złość wszystkim krzykaczom powiem Ci, o czym jest ta bajka:

Dziewczyna nie mogła mieć dzieci, więc postanowiła sobie odebrać życie. Facet ją uratował, ale zabrali ją do zakładu dla obłąkanych. Tam podejmowała kolejne próby. W tym czasie facet zwariował i spalił chałupę razem z sobą w środku. Kiedy wszyscy gasili pożar - Emma w końcu dopięła swego. Piękne, nie? Nie cierpię szczęśliwych zakończeń :)

> żałosne te wasze komentarze..Ile w was agresji..
Agresja najczęściej rodzi się z poczucia zagrożenia. Tylko przed czym? Doprawdy nie rozumiem. Ale nie ma sensu zawracać sobie głowy męskimi atawizmami :>

pozdrawiam

Opublikowano

czydziestek:

no nie coraz bardziej mnie pani rozbawia :)))))))))))))))))
(...) no i co i juz mam przypisy:)
no nic - podziwiam konsekwancje :)

Ja natomiast podziwiam konsekwencję pewnej części tubylców: im lepszy wiersz, tym więcej objawów wścieklizny. Więcej godności, Panowie, uczcie się od stoików (a bawię się świetnie; przy okazji ćwiczę riposty - same korzyści :D)

Opublikowano

Wracam tu po raz nie wiem który z kolei i chyba dopiero teraz jestem w stanie coś napisać. Trudno przebrnąć przez gąszcz słów i wyłowić z nich znaczenie. Po pierwszych kilku podejściach docierały do mnie tylko obrazy, emocje, które trzeba było sobie poukładać i "dopasować" do sytuacji. Wiedziałam, ze są mi one bliskie, musiałam jeszcze tylko zrozumieć dlaczego. Wyszła z tego interesująca wycieczka do wewnątrz samej siebie. Niestety - dość przygnębiająca. Mimo to doceniam prawdziwą maestrię tkania obrazów i uczuć, obecną zresztą we wszystkich Twoich wierszach. Podziwiam i dziękuję, j.
PS
Nic co wartościowe nie przychodzi łatwo. Naprawdę warto było sie potrudzić. I jeszcze prośba: nie zamieszczaj nigdy takich dosłownych interpretacji - zabierasz magię swoim wierszom. A one, po napisaniu, nie należą już do Ciebie ;)

Opublikowano

joaxii:
Wiedziałam, ze są mi one bliskie, musiałam jeszcze tylko zrozumieć dlaczego. Wyszła z tego interesująca wycieczka do wewnątrz samej siebie. Niestety - dość przygnębiająca. Mimo to doceniam prawdziwą maestrię tkania obrazów i uczuć, obecną zresztą we wszystkich Twoich wierszach. Podziwiam i dziękuję, j.

jezu, trafił mi się czytelnik idealny! Wcale nie dlatego, że chwali, ale czyta kilkakrotnie, za każdym razem odkrywając nowe znaczenia, zastanawia się, drąży, po prostu myśli. Jesteśmy zachwyceni! (rzeknę niczym kocur do Małgorzaty :)

(...)I jeszcze prośba: nie zamieszczaj nigdy takich dosłownych interpretacji - zabierasz magię swoim wierszom. A one, po napisaniu, nie należą już do Ciebie ;)

Wobec tak kulturalnej prośby doprawdy nie można pozostać obojętnym.
Choć musisz zrozumieć, jak trudno jest mi się nieraz powstrzymać :)

Opublikowano

dobra, dziś część przeczytałem, a w sumie to nawet całość,
wynika więc z tego, iż jakkolwiek tekst byłby ciekawy, w jakiś sposób nie zachęca, by zagłębić się w kolejne obrazy

za długie, przeintelektualizowane i tak dalej.

Ogólnie jesteś fajna poetka, ciekawa i interesująca, ale ten tekst wyżej mnie nie przekonał i tyle.

a poza tym to nie lubię jeszcze jak kropki są w połowie wersu, myślę i myślę nad tym, i się zastanawiam po co to wogóle służy.

uważam, że to taki poetycki bełkot, może mocne słowo, ale... za mocno zamotalaś swoje myśli.

oczywiście ja się nie znam, ale że mam możność wypisywania czego tylko dusza zapragnie, no to sobie napiszę, niemniej zgadzam się z tym co napisałem całkowicie ;)

wiesz co, za bardzo jesteś według mnie spiętą poetką,
na psychologii się może nie znam, a może i nie...
ale oczekujesz od czytelnika czegoś więcej, no cuż, wymagania odnośnie krytyki masz, ale to już nie od Ciebie zależy, bo zawsze znajdzie się taki gość jak ;)
- wredota jeden!

tylko Ty mi się tu na mnie nie obraź,
bo słabo nie piszesz, masz własne zdanie, i coś na pewno ciekawego i interesującego sąbą prezentujesz,

jeśli Cię zdenerwowałem... ...dobrze, że mieszkam daleko ;)

ale ten wiersz, który tu zamieszanie sieje fajne, jeszcze raz na spokojnie przeczytam...

Pozdrawiam,
Kai Fist

Opublikowano

Kai Fist:
dobra, dziś część przeczytałem, a w sumie to nawet całość,
wynika więc z tego, iż jakkolwiek tekst byłby ciekawy, w jakiś sposób nie zachęca, by zagłębić się w kolejne obrazy
za długie, przeintelektualizowane i tak dalej.

Ty, no bez przesady, to nie "Iliada" (rozmiar), ani "Ulisses" (trudność) :)

Ogólnie jesteś fajna poetka, ciekawa i interesująca,(...)

Odnoszę wrażenie, że tutaj większość ludzi zamiast "wrzucać wiersze na warsztat" - przede wszystkim oczekuje akceptacji dla swojej osoby.
Twoja powyższa asekuracja też o tym świadczy. Mam w nosie, czy ktoś z krytyków lubi MNIE; ważne, żeby merytorycznie podchodził do moich wierszy. Jeszcze raz przypominam o haśle "konstruktywna krytyka", nie mająca nic wspólnego z osobistymi wycieczkami. Strona taka jak ta powinna zajmować się poezją, a nie skupiać hermetyczne towarzystwo wzajemnej adoracji.

a poza tym to nie lubię jeszcze jak kropki są w połowie wersu, myślę i myślę nad tym, i się zastanawiam po co to wogóle służy.

Przerzutnia, Słonko. Tworzenie nowych sensów. Na przykład:

(...) odchodził
wraz z ulewą. z twarzą poparzoną łzami. ospowatą
powierzchnią kałuż dryfowała surowa galeria

powyższa przerzutnia sprawia, że zarówno twarz jest ospowata, jak i powierzchnia kałuż.

Albo:
wypruwała zębami drobne ściegi szwów
na nadgarstkach (...)

Zanim nastąpił pierwszy z powyższych wersów - czytelnik sądził, że chodzi o zwykłe szwy na materiale. Przerzucenie nadgarstków do następnego wersu spowodowało element zaskoczenia. W połączeniu z łykaniem garściami prochów oraz igieł - mamy już pewność, że Emma znów próbowała się zabić, na różne sposoby.

Przy okazji stosowanie przerzutni zapobiega nadmiernemu i niczym nieuzasadnionemu szatkowaniu wierszy, które dzięki temu powszechnemu niestety zwyczajowi zdają się ciągnąć w nieskończoność. A w poezji - jak wiadomo (chyba) - ważna jest kondensacja.

uważam, że to taki poetycki bełkot, może mocne słowo, ale... za mocno zamotalaś swoje myśli.

Bełkot jest wtedy, gdy autor sam nie wie, co chce powiedzieć. W tym przypadku - to czytelnik nie rozumie. A to już trąci zwalaniem winy :)

(...)
wiesz co, za bardzo jesteś według mnie spiętą poetką,
na psychologii się może nie znam, a może i nie...

Mylisz się, jestem wyjątkowo luźna, a pisanie bawi mnie i relaksuje :)

ale oczekujesz od czytelnika czegoś więcej,

jezu! To chyba świadczy o szacunku do czytelnika, że wymagam od niego kreatywnego odbioru? Nie mam chyba do czynienia z debilami (zresztą ten tekst wykrzykiwano mi tu już nie raz prosto w nos).

(...) wymagania odnośnie krytyki masz, (...)

Mam i czuję wielki niedosyt. Krytyka to bardzo trudna sztuka. Wymaga olbrzymiej wiedzy, oczytania i minimum dystansu do osoby autora. Jednym słowem - dojrzałości (niekoniecznie metrykalnej).

tylko Ty mi się tu na mnie nie obraź,

czy Ty masz coś z głową? Niewiele osób próbuje tu z autorem dyskutować. Z reguły zamiast komentarzy czyta się ty egzaltowane westchnienia tudzież ociekające jadem bluzgi. Ty nawiązujesz dialog. "I za to cię, Hela, szanuję!" :)

(...)
ale ten wiersz, który tu zamieszanie sieje fajne, jeszcze raz na spokojnie przeczytam...

Oczywiście, że zamieszanie jest zjawiskiem pozytywnym. Najgorszą cenzurką dla słabego wiersza jest obojętność, cisza w wątku. Jeśli wzbudza emocje, kontrowersje - to znaczy, że jest "jakiś".

pozdrówka, "sapere auso" :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przecież właśnie na tym polega poezja (nie tylko zresztą - proza czasami też). Z tego, co napisał autor, budujemy własne obrazy na podstawie wzorów, które są w nas. Poezja jest jak woda: przybiera kształt naczynia, do którego została wlana. Natomiast kolor, zapach, temperatura to cechy, które nadaje jej autor. Dlatego poezja jest taka piękna - za każdym razem potrafisz znaleźć w tym samym wierszu coś nowego, jego znaczenie zmienia się wraz z Twoimi doświadczeniami i z Tobą. Tym się różni od reportażu, relacji, sprawozdania. W dodatku jej podstawową funkcja jest szeroko rozumiane piękno i zapis emocji. Wieloznaczność i niedosłowność różnią ją od ekshibicjonizmu, o któy zresztą czasem jest posądzana. Tobie się udaje to osiągnąć. A przynajmniej ja tak to widzę ;)
Pozdrawiam, j.
Opublikowano

dobra, porozumienia w tym wypadku nie będzie,

i całkowicie nie podoba mi sie to:
Zanim nastąpił pierwszy z powyższych wersów - czytelnik sądził, że chodzi o zwykłe szwy na materiale. Przerzucenie nadgarstków do następnego wersu spowodowało element zaskoczenia. W połączeniu z łykaniem garściami prochów oraz igieł - mamy już pewność, że Emma znów próbowała się zabić, na różne sposoby.

- to jest...!!! żeby autorka wypowiadała się za np. mnie, przecież to ja jestem czytelnik, i to ja sądzę. czy to jakieś pranie mózgu? ;)
logicznie czegoś tu nie rozumiem?

Mam i czuję wielki niedosyt. Krytyka to bardzo trudna sztuka. Wymaga olbrzymiej wiedzy, oczytania i minimum dystansu do osoby autora. Jednym słowem - dojrzałości (niekoniecznie metrykalnej).

o tak! krytykiem staje się nagle jednego dnia,
zauważ też, że za krytyka się nie uważam, bo się nie z n a m, i że to jest tylko moja opinia, co do kótrej mam prawo absolutne, nieprawdaż?

czy Ty masz coś z głową?
mam :)
a nie widać?

a tak poza tym jesteś kobietą, i potwierdzasz regułę,
że kobiet nie da się czasem rozumieć

Pozdrawiam,
Kai Fist

P.S.
sapere auso - razem oddzieleni? osobno razem? czy jakiś saper to jest, wybacz, ale łaciny nigdy się nie uczyłem, proszę o oświecenie.

Opublikowano

Kai Fist
dobra, porozumienia w tym wypadku nie będzie,
(...) czy to jakieś pranie mózgu? ;)
logicznie czegoś tu nie rozumiem?
(...) za krytyka się nie uważam,(...)
(...) a tak poza tym jesteś kobietą, i potwierdzasz regułę,
że kobiet nie da się czasem rozumieć.

Na Twoim przykładzie przekonałam się, jakże bolesne bywają rozczarowania. Okazało się, że wszystko spływa po Tobie jak po gęsi.
"Sapere auso" to cytat z Horacego, oznaczający "temu, który odważył się być mądry" (w odniesieniu do Ciebie - jednak okazał się baaardzo na wyrost). Ja co prawda studiowałam filologię klasyczną, ale posiadam również google, w których przeważnie znajduję to, czego mi trzeba. W Twoim przypadku to zwykłe lenistwo. I Wy mi tu mówicie, żeby nie załączać "mapek"? Gdyby nie one - nikomu nie chciałoby się nawet kiwnąć palcem, żeby czegoś poszukać. Oczywiście - wtedy można bezkarnie rozedrzeć japę, że wiersz do dupy, a autor głupi, "bo JA nic nie rozumiem!!!" (tupnięcie nóżką). I pomyśleć, że kiedyś nie było internetu, a po niezbędne informacje chodziło się do biblioteki. Dlatego właśnie ociężałość umysłowa powinna znaleźć na liście chorób cywilizacyjnych współczesnej młodzieży.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...