Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

28

Przed jeden, pośród długiego szeregu, łudząco podobnych do siebie jednorodzinnych domów podjechało wielkie brązowe kombi. Wysypała się z niego rodzina składająca się z dwojga nastolatków, szczupłej wysportowanej kobiety,oraz zwalistego mężczyzny, który jako ostatni wygramolił się z miejsca kierowcy. Razem z dziećmi wyskoczył na trawnik wielki labrador, który natychmiast zaczął obwąchiwać otoczenie, znacząc je przy tym we właściwy dla „panów domu” sposób.
– Wiesz Ron, to były wspaniałe wakacje. Ale przyznam ci się, że stęskniłam się za domem.
– Ale chyba najbardziej z twoimi przyjaciółkami?
– No, to też.
Po przeniesieniu bagaży do domu, Ron wyszedł ponownie i otworzył skrzynkę na listy. Wyjął niej całe naręcze różnego rodzaju przesyłek i, po dokonaniu wstępnej selekcji, wrzucił do pojemnika na śmieci wszystkie ulotki reklamowe. Z kilkoma listami, pocztówkami i grubą, „bąbelkową” kopertą w ręku udał się do na powrót do domu, Wszedł do kuchni, gdzie jego żona już rozlewała do filiżanek herbatę.
– Herbaty, Ron?
– A nie ma piwa?
– Nie ma.
– No to niech będzie herbata. Trzeba by zamówić pizzę.
– Zaraz zadzwonię. Od kogo poczta?
– Z firmy, od twojej mamy, rachunki i jeszcze od kilkorga znajomych.
Ron wziął do ręki paczuszkę,
– No i jeszcze to – obracał w ręku pakiet – nie ma nadawcy. Ciekawe od kogo...
Ron rozerwał kopertę i wyjął pudełko z płytą CD.
– Patrz, płyta. Zaraz posłuchamy.
Włączył stojący na kuchennej odtwarzacz i nałożył płytę na tackę. Okazało się jednak, że sprzęt jest niesprawny – z głośników dobiegały tylko niewyraźne szumy.
– Ach, prawda. Jeszcze przed naszym wyjazdem odtwarzacz się zepsuł, ale zapomniałam ci o tym powiedzieć. Trzeba będzie go naprawić.
– Dobrze, jutro zawiozę go do serwisu.

29

Dwa dni później szef z Mariem jechali autostradą na południe.
– Mamy sporo czasu, – odezwał się szef. –Zatrzymamy się, by coś przekąsić.
Zjechali na zjeździe Catanzaro i skierowali się do Catanzaro Lido. Tam spożyli obfity posiłek w jakiejś trattorii, potem udali się na plażę. Mario wykorzystał chwile relaksu na kąpiel i opalanie. Szef natomiast, ukryty w cieniu zadaszonego tarasu, w znajdującym się na plaży barze ograniczył się do sączenia drinków i obserwacji urodziwych plażowiczek.
Zaczynało robić się ciemno, kiedy szef przywołał Maria.
– No, dosyć przyjemności! Teraz obowiązki. Około dziesiątej musimy być na miejscu.
Wsiedli do samochodu – przy czym Mario zastąpił za kierownicą będącego pod wpływem wchłoniętych kilku drinków szefa i wyruszyli na północny wschód w kierunku Crotone. Przez całą niemal drogę towarzyszyła im To_Ya śpiewająca swoim aksamitnym głosem odtwarzanym z płyty kompaktowej ustawionej przez Maria na odtwarzanie „w pętli”, najnowszy hit pod tytułem Bambino. Mario próbował jej nieudolnie wtórować do czasu, aż szef kategorycznie mu tego nie zabronił. Kilka kilometrów przed Crotone skręcił w prawo, na gruntową drogę wiodącą na Capo Rizzuto. Po upływie około pół godziny Mario zatrzymał samochód w niewielkim zagłębieni terenu, w którym droga skończyła się nieodwołalnie. Opuścili samochód, by po przejściu kilkuset metrów stanąć na wysokim klifie. Świecąc sobie latarkami znaleźli wąską, wykutą w zboczu ścieżkę i po chwili znaleźli się na spłachetku piaszczysto - kamienistej plaży. Usiedli na głazach rozrzuconych się u stóp urwiska i zapalili papierosy. Szef w niewielkim zagłębieniu w skale postawił zapaloną latarkę i od czasu do czasu obserwował morze przez lornetkę.
– Na co czekamy, szefie? – zaczął się niecierpliwić Mario.
– Czekaj spokojnie, to zobaczysz.
Po wypaleniu kolejnych papierosów i wypiciu dwóch filiżanek kawy z termosu w oddali dojrzeli wyłaniający się z wody peryskop, a za nim kiosk, oraz kadłub okrętu podwodnego. Na sygnał świetlny nadany z pokładu szef odpowiedział błyskiem latarki i po chwili od okrętu odbiła mała łódka dinghy z dwoma osobami na pokładzie, z których jeden obserwował otoczenie, drugi zaś wiosłował ku brzegowi. Gdy łódka dobiła do plaży, szef - polecając Mariowi, by pozostał w cieniu skały - podszedł do samej niemal wody, przybyły zaś przeskoczył na brzeg.
– Dobry wieczór. Długo kazaliście na siebie czekać –powiedział szef z pretensją.
– Panie, tutaj nie my rządzimy, lecz straż przybrzeżna. Musieliśmy bardzo uważać. Oto przesyłka dla was. Macie to podłożyć razem z niewielkim ładunkiem wybuchowym w jakimś licznie nawiedzanym przez ludzi miejscu.
– A co to właściwie jest?
– Do widzenia. – Przybysz nie miał zamiaru, czy też nie potrafił odpowiedzieć na pytanie szefa. – życzę powodzenia. – Odwrócił się i wskoczył ponownie do pontonu. Marynarz natychmiast rozpoczął wiosłować w kierunku okrętu, a szef wraz z Mariem zaczęli wspinać się na urwisko. Po chwili dotarli do samochodu. Szef siadł na miejsce kierowcy, uruchomił silnik, po czym ruszyli w drogę powrotną. Kiedy nad ranem minęli S. Eufemia Lamezia dobiegł ich głos syren. Szef spojrzał we wsteczne lusterko i dostrzegł samochód Straży Granicznej oraz dwa samochody policyjne. Tknięty złym przeczuciem szef przyśpieszył, odskakując nieco, lecz po chwili ścigający zbliżyli się wyraźnie i zaczęli sygnalizować długimi światłami, by szef zatrzymał samochód. Kiedy ten przyśpieszył jeszcze bardziej, z samochodu policyjnego oddano strzał ostrzegawczy.
– Strzelaj, Mario!
Mario wyjął z ukrytej pod ramieniem kabury rewolwer, wychylił się przez okno, ale nie mógł sobie poradzić lewą ręką, strzelił więc przez tylną szybę. Pocisk zrobił w niej niewielki otwór, cała jednak tafla pokryła się siatką pęknięć uniemożliwiających obserwację szosy. Przeszedł zatem do tyłu i kolbą powiększył otwór. Strzelił ponownie. Policjanci nie pozostali mu jednak dłużni i również otwiorzyli ogień. Jeden z pocisków trafił w oponę pędzącego z dużą prędkością Audi, w wyniku czego samochodem mocno zarzuciło, kierownicę wyrwało z rąk szefa, po czym auto wypadło z trasy, przerwało barierę ochronną i zaczęło zsuwać się po wysokim zboczu, uderzyło w pień drzewa i zaczęło koziołkować. Przednia szyba rozsypała się - przez otwór wypadła otrzymana przez szefa na plaży puszka i potoczyła się dalej. W końcu doszczętnie rozbity samochód znieruchomiał. Po zboczu podbiegli do wraku policjanci i wyciągnęli z samochodu mocno poturbowanego Maria i nie przejawiającego oznak życia szefa.
– Jak się czujesz? – Zapytał Maria policjant.
– Nie wiem... Co z szefem? Szefie... – z trudem wyszeptał Mario.
– Tamten? Nie żyje. Kim jesteście?
– Ama - ranto - we Legio ny... To był nasz dowódca.
– Ilu was jest? Gdzie są pozostali?
– Pocałuj mnie w dupę.
– Gadaj szybko! Niedługo powinien tu być ambulans i od ciebie zależy, czy się go doczekasz.
– Zostałem sam... wszyscy zginęli... Tino uciekł... – Mario oddychał z coraz większymi trudnościami. – Nie ma już legionów, tylko ja... Nie pozwolicie mi umrzeć?
– Dla ciebie byłoby lepiej, gdybyś umarł.
Mario stracił przytomność, w chwili gdy do miejsca wypadku dotarł ambulans. Wyskoczyli z niego dwaj sanitariusze z noszami i sprzętem ratowniczym, oraz lekarz. Gdy dotarli na miejsce lekarz pobieżnie zbadał Maria i polecił sanitariuszom zanieść go do karetki. Zbadał jeszcze szefa, potwierdził fakt jego zgonu i pośpieszył za sanitariuszami. Po chwili ambulans ostro ruszył w kierunku szpitala. Kilka minut później pojawiła się cała ekipa dochodzeniowa, oraz prokurator. Mundurowi i cywilni funkcjonariusze przystąpili do rutynowych czynności.

Opublikowano

zaczął obwąchiwać otoczeni - e

ograniczył się do sączenia drinków do obserwacji urodziwych plażowiczek.- chyba: do sączenia drinków i obserwacji

Lamezia dobiegł ich głoś syren- głos

Policjanci nie pozostają mu jednak dłużni i otwierają ogień.- czas

prędkością Audi, w yniku czego samochodem - w wyniku

Tymczasem na to miejsce dotarła- ''to'' nie za bardzo pasuje

świetny kawałek, bardzo realistyczny opis pościgu, czekam co dalej. Wyskoczyły tez nowe postaci. Rozkręcasz się.

pozdr.

Opublikowano

Słabe, sztuczne dialogi, pozbawione życia, właściwie wszystkie do poprawki.

Poza tym sporo niepotrzebnych słów chyba tylko dla zapchania miejsca.
np.
"Ambulans ostro ruszył w kierunku szpitala" - wiadomo przecież, że nie w kierunku wesołego miasteczka. Drugą część zdania można zastąpić czymś ciekawszym a Ty wielokrotnie marnujesz te różne małe szanse pisząc rzeczy oczywiste.

pozdro

Opublikowano

Tego może nie powinienem robić ale odniosę sie do komentarzy poprzedników. Czy Wy sobie z Kolegi jaja robicie, czy może chcecie żeby On w zamian Wasze teksty chwalił? Jakie włoskie realia? Co tu jest włoskiego poza kilkoma nazwami odczytanymi z mapy? i jeszcze piszecie dobrze chłopie tak dalej, a ja napiszę w żadnym wypadku Stary. To jest żenujące. Para terrorystów jak para małoletnich pedziów, małżeństwo włoskie ... nawet nie będę pisał, ten tekst jest od początku do końca zły bo piszesz o sprawach, o których zielonego pojęcia nie masz. Policjanci ścigający przestępców nagle okazują się dla nich bardzo mili, co to w ogóle ma być? To się w żadnym momencie kupy nie trzyma. sory, że jestem taki surowy ale jak chcesz pisać to myśl, czytaj to sto razy a dialogi sobie na głos powtarzaj, nikt tak w dorosłym świecie nie mówi. Nie mam pretensji do Ciebie bo wiem, że chciałeś jak najlepiej ale.... wstydźcie się klakierzy...

chociaż eeee.... widzę, że cały ten cykl pomyślany jest jako parodia brazylijskich telenowel, więc cofam zastrzeżenia

Opublikowano

Tomek Zajac napisal: "Policjanci ścigający przestępców nagle okazują się dla nich bardzo mili, co to w ogóle ma być?" - no coz, takie sa wloskie realia ;) Veni, vidi...
Jest troche do wyszlifowania, w tym z pewnoscia niektore dialogi, troche literowek (Catanzaro, nie Cantanzaro) ale dobrze sie czyta. Nie przekreslalbym tego tak radykalnie.

Opublikowano

Tą częśc uznałbym za jedna z lepszych. Troche wiecej akcji i od razu lepiej sie czyta.

Co do tych policjantów. Jak kogos ścigaja i ten ten ktios sie rozbiję to maja obowązek udzelic pomocy.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie chciałbym zeby ktos był dla mnie w taki sposób miły.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @MIROSŁAW C.   I teraz już pan rozumie, panie Mirosławie? Teraz znowu jest na ten temat głośno z powodu nazwania jakiejś tam bojówki uzbrojonej w widły, kosy, piły i siekiery - "Bohaterom OUN-UPA" - nie warto zakładać nowego wątku - zaczynać wszystko od nowa - od samego początku, to nic innego jak praktyka błędnego koła - śmiertelna rutyna. Wystarczy przywołać już istniejące wątki i dalej prowadzić dyskusję...   Łukasz Jasiński 
    • @andrew @wiedźma @LessLove @Alicja_Wysocka @Kwiatuszek @Posem serdecznie Wam dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @jjzielezinski   I ze wzajemnością! Wszystko mam czarno na białym! W dokumentach - to są formalne dowody! A pan by wszystko chciał, abym publicznie opublikował? Po co i w jakim celu? Takich rzeczy nie wolno ujawniać! To pokazanie na tacy wrogom własnych argumentów formalnoprawnych! Serdecznie zapraszam na mój esej pod tytułem - "Jasinizm" - tam opublikowałem wszystkie badania, a pan? Istnieje jeszcze badanie wiarygodności - wiarografem - zrobi to pan?   I jeszcze jedno: oskarżył mnie pan o kłamstwo bez udowodnienia, a na to jest - artykuł 234 kodeksu karnego - od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      No nie ma wyboru :) Pozdrawiam!
    • ]WIELKA FLAMANDZKA[ "Κάτω από το .40 δεν υπάρχει λαός. Πάνω από το .50 δεν υπάρχει Θεός" - Φ. Νίτσε, Ο πρωκτός του Ζαρατούστρα Flamandki idą w tan, nie mówiąc nic Nie mówi im  nic niedzielny dzwon  Flamandki idą w tan, nie idąc w noc Flamandki to nie mówiący typ  Idą w tan, bo mają dwadzieścia lat Wiek, gdy musisz zaręczyć się  Zaręczyć, by móc wziąć ślub Ślub, byś  dzieci mieć mógł Tak uczyli  rodzice nas Mnich, i Eminencja sam Arcykapłan, co w katedrze jest  Dlatego tak, dlatego tak idą w tan  Flamandki  Flamandki  Fla- Fla- Fla-  Flan Idą w tan, nie idąc w dreszcz Nie idą w dreszcz w niedzielny dzwon  Idą w tan, nie roniąc łez  Flamandki nie ze łzawych są Idą, bo minął trzydziesty rok A to rok, gdy dobrze pokazać, że Wszystko dobrze, dzieci rodzą się Jak chmiel i żyto w krąg  Że dumą rodziców są  I Mnicha, i Eminencji, co  Kapłanem tu w katedrze jest  Dlatego tak, dlatego tańczą wciąż Flamandki  Flamandki  Fla- Flo Flamandki idą w tan, nie brnąc w śmiech Nie brną w śmiech, w dzwonu broń Nie brną w śmiech, bo śmiech to grzech Flamandki nie mają zmysłu doń Tańczą wciąż, choć już sześć dych - Dostojny wiek, czas pokazać, że Dobrze jest, wnuki wyszły ci Jak chmiel i żyto w szkle  Wszystkie spowite w czerń  Jak Mnich, Eminencja Jej Co w klasztorze pędzi też Dziedziczą ją, jak tan ten Flamandki  Flamandki  Fla- Fla- Flen Flamandki dą w tan, choć minęło lat sto  A nasz sto musisz wykazać się Pokazać, że umiesz wychylić szkło  Z chmielu i żyta, co utrzymało cię Idą w sto pas do przodków, w ten sam dzwon Co mnich, a nawet Ekscelencja, co Archiprezbitrem post mortem zrobili go I dlatego idą jeszcze raz w tan, to szkło  Idą w tan, choć nie chce zgiąć się krzyż, Zdjąć się krzyż, ten wielki dzwon Wziąć ten krzyż, krzyż lżejszy niż Tan tan, tan ten po zgon Flamandki Flamandki Fla- Fla- Pa pa Pavulon...     (MAŁY GATSBY) 'Out stultum caedis Out stultorum caedebas" M. Aurelius, Ars philosophiae. Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, Marathon Dołącz się, włącz się w maraton nasz  Zawsze idziemy w tan, gdy muzyka gra Dołącz do nas, pod ręką maraton masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo wokół lat dwudziestych ryk Ryk, bo w wannie skończył się gin  Lecz w W-D-O-W-D i odkupienie win Do sławy szlak i mocny życia łyk  Lindbergh, Liberty Dzwon Wciąż niemy film, gra Al Capone Czarny, Czarny Poniedziałek, upadek giełd Lecz ty wciąż w tańcz, tańcz, nieważny געלט Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, pij ten bełt Dołącz się, włącz się w maraton nasz  Zawsze idziemy w tan, gdy muzyka gra Dołącz do nas, pod ręką maraton  masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo w nas lat trzydziestych jęk  Jęk, bo wokół gonitwy zgiełk Buster ma kamienną twarz, lecz Charliemu świat pękł  Kupony, slamsy, z Frankensteina piekł   Adolf wszedł  za to z  Hindenburga trup NEP i zboże dorodne jak elektryczny słup  Zadzwoń do  brokera i miętusy kup  Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, cię rżnął głup! Dołącz się, włącz się w nas Zawsze idziemy w tan, muzyka gra Dołącz, pod ręką  masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo wokół lat czterdziestych dym Dym, bo trąby sławy grzmią tym Co nadchodzą, kładąc rym, Gdzie Dachau, Hakenkreuz, i Gott mit Ihm "Ósmego dnia stworzył Bóg Grzybć",  Jako ersatz Trwać wyst. Oppenheimer, R.!!! Pokój słodki tak, jak twa mać  Więc tańcz jeszcze tańcz, nim oddasz życia ster  Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, Marathon Maraton, maraton Mara, Mara, mara zer  Dołącz, włącz się w maraton nasz  Zawsze idziemy w tan, gdy muzyka gra Dołącz, pod ręką maraton  masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo wokół lat pięćdziesiątych śpiew  Śpiew bo jednak po coś była ta krew  I już sześćdziesiątych swing prawom wbrew I siedemdziesiątych piasku gniew Następnych z Wall Street wilczy zew Potem Stadion X, dalej koniec World I  pracujący bez cztery L Wszystkich na Mars wyśle Elon nas Przyjemność dla mas, wdzięki  z Only Fans,  Więc tańcz, wtańcz nas w ten radosny czas! Maraton, maraton Mara, Mara, Mara, but by was!  Dołącz, włącz  maraton nasz Zawsze  w tan, gdy gra Dołącz, masz Tan dnia Więc idź w dym, dym jak Rzym! Rzym, więc zaświadcz życiem swym, gdzie Krym. Tan, bo lat dwudziestych skamla pies Pies, bo dni kres Kres, bo bój ma gest Gest choć, choć krwi dość jest Tan lat skamla jak pies Pies, bo kres Kres, bo gest Gest choć, chodź, jest
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...