Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pamiętam to wszystko, jakby wydarzyło się wczoraj. Mogę przywrócić w myślach wyraz Twojej twarzy, ton głosu, swobodę gestów. Po prostu byłaś...

Grudzień. Ludzi ogarnął szał przedświątecznych zakupów, wszyscy kłębili się w nerwowym pośpiechu w ogromnych kolejkach. A ja? Leżałem w łóżku, przykryty po szyję kołdrą, w gorączce, miałem drgawki. Natalia opuściła mnie parę dni temu. Byłem dla niej zbyt uparty, nie chciała wiecznych dyskusji na każdy temat. Miała dość. Leżałem więc w samotności, rozmyślając nad sensem własnego życia. I wtedy przyszłaś. Ledwo zwlokłem się z łóżka, by otworzyć Ci drzwi. Jak zwykle uśmiechnięta, stawiająca na nogi cały świat, stwierdziłaś od progu:
- Fatalnie wyglądasz!
- Dzięki, super przywitanie... - warknąłem tylko, nie miałem ochoty na przytyli z czyjejkolwiek strony.
- Nie obrażaj się, tylko pakuj z powrotem do wyra. Masz - wyjęła z torebki termometr, a potem jeszcze parę innych pakunków.
- Co tam jeszcze masz? - zapytałem ciekawsko.
- Nie twój biznes. Zmiataj! - odpowiedziałaś groźne, z błyskiem w oku. Poszedłem się położyć.
Usłyszałem z kuchni brzęk naczyń, ale nie miałem siły wstać, żeby zobaczyć, na jaki pomysł znowu wpadłaś. Padałem z nóg.
- Ile? - zapytałaś po paru minutach, wkraczając do pokoju.
- Sama zobacz - stwierdziłem głosem cierpiącego dziecka.
Zobaczyłaś, rzuciłaś krótkie "Aha" i zniknęłaś znowu w kuchni. Zasnąłem.
- Michał, obudź się... - usłyszałem po jakimś czasie. Nie chciałem się budzić. Było tak miło... Ktoś znowu gładził mnie po twarzy, głowie, dotykał z czułością... Poczułem zapach świeżego rosołu.
- Michałku... rosół stygnie. - spróbowałaś znowu.
- Rosół? - otworzyłem oczy.
- Pewnie, że rosół, a co myślałeś! - powiedziałaś znów zadziornie, ostro jak zawsze. - Jedz!
Wyszłaś do kuchni, a ja przez chwilkę dochodziłem do siebie. To co się działo nie było wcale snem! Tylko nie rozumiałem tego wcale... Dlaczego przed chwilką byłaś taka miła, a teraz...
- Zjadłeś? To dobrze. Zmiatam, nic tu po mnie. Na stołku za tobą są leki, rozpisałam Ci, jak masz co brać. No, to tyle. Narka!
- Dzieki, cześć - wyjęczałem tylko. Po chwili usłyszałem zatrzaskujące się drzwi. Dobrze, że miałem automatyczny zamek, nie musiałem wstawać. Spojrzałem za siebie. Na stołku leżał cały stos tabletek i złożona na pół kartka.
"Antybiotyk dwa razy dziennie, witaminy trzy razy dziennie. Środki napotne na noc. Obiady na parę dni masz w lodówce. Myślę, że jutro dasz już sobie radę sam. Narka"
"Narka..." - pomyślałem i zrobiło mi się cieplej mimo drgawek. "Ach ta Aśka..." - pomyślałem. I znowu zapadłem w sen.

Wigilia. Znowu tylko dom, cztery ściany. Czułem się znacznie lepiej, ale nie miałem ochoty na nic. Cóż to za przyjemność świętować w samotności? "Natalio, gdzie ty jesteś?..." - tęskniłem strasznie. Zadzwoniłem, by złożyć życzenia, ale nie było jej w domu. Nagrałem kilka słów na automatyczną sekretarkę i położyłem się na łózku z głową w poduszce. Rozpłakałem się jak dziecko. I znów przyszłaś.
- Najlepszego! - rzuciłaś krótko, podając mi zręcznie zapakowaną paczkę.
- Ale ja przecież... nic dla Ciebie nie mam - było mi głupio.
- To przecież oczywiste, że nic nie masz. Jakbyś chory latał po mieście za prezentami, to musiałabym nakopać ci na dzień dobry do dupy! - roześmiałaś się, wieszając kurtkę.
- Mam wściekły nastrój, chyba niepotrzebnie się fatygowałaś, żeby mnie odwiedzić - stwierdziłem.
Kiwnęłaś głową w kierunku paczki.
- Otwórz.
Powoli rozwiązałem kokardkę.
- Wino? - zdziwiłem się.
- No przecież nie rabarbar! - obruszyłaś się. - Ty masz podły nastrój, ja mam podły nastrój. Może więc zatopimy go sobie razem w dobrym winie, co?
- Dobra myśl - skwitowałem. I przyniosłem kieliszki.

Potem była Marysia, Marta, Karolina... Moje kolejne fascynacje, plany, marzenia, rozwiane w pył z różnych powodów. Wiele cierpień, podłego nastroju i wiele wypitych z Tobą butelek wina. Nie wiem, jak to znosiłaś. Zawsze byłaś obok, gdy było mi źle. Tyle razy okazywałaś mi zainteresowanie, dobre serce... A ja? Nie doceniłem tego nigdy. Dziś po raz kolejny jestem sam. Chciałbym, żebyś przyszła. Pogadać, nawymyślać mi, powiedzieć, że jeszcze nie koniec świata, że jak zwykle bezmyślnie roztkliwiam się nad sobą. I wznieść toast za lepszą przyszłość.

Wiesz... Pamiętam to wszystko, jakby wydarzyło się wczoraj. Mogę przywrócić w myślach wyraz Twojej twarzy, ton głosu, swobodę gestów, kiedy niepostrzeżenie wkradałaś się w moje życie w chwilach, kiedy naprawdę Cię potrzebowałem. Po prostu byłaś...

Słyszę pukanie do drzwi.
- No co tak wolno otwierasz? - mówisz zniecierpliwiona.
A ja Ci się nie tłumaczę. Pomagam Ci zdjąć płaszcz, czekam, aż ściągniesz buty, robię herbatę. I kiedy już siadam obok Ciebie, a Ty patrzysz na mnie i stwierdzasz po raz kolejny "No mów, co się stało?", biorę Cię za rękę i mówię tylko:
- Wiesz Asiu... Ja po prostu byłem jak zwykle taki głupi...
- Też mi nowina! - śmiejesz sie. - No mów, o co chodzi?
- Widzisz... Ja po prostu... tak bardzo Cię kocham!
A Ty wtulasz się miękko w moje ramiona i już bez zadziorności, miękko mówisz:
- Wiem Michaśku... Ja ciebie też.

Opublikowano

"Masz - wyjęła z torebki termometr, a potem jeszcze parę innych pakunków."
chyba powinno być "wyjęłaś"; termometr to nie pakunek, jeżeli wyjeła jakieś pakunki to nie "inne" tylko po prostu pakunki.

"Zmiataj! - odpowiedziałaś groźne, z błyskiem w oku."
po prostu "Zmiataj - odpowiedziałaś."

"Usłyszałem z kuchni brzęk naczyń, ale nie miałem siły wstać, żeby zobaczyć, na jaki pomysł znowu wpadłaś. Padałem z nóg."
Jak mógł padać z nóg skoro leżał? Ostatnie zdanie niepotrzebne.

"- Ile? - zapytałaś po paru minutach, wkraczając do pokoju."
To zdanie źle brzmi z powodu pomieszania czasów. Proponuję wyrzucić "po paru minutach".

"- Sama zobacz - stwierdziłem głosem cierpiącego dziecka."
Jeżeli pisze się "powiedziałem, stwierdziłem, rzekłem itp. należy unikać czagokolwiek więcej, przysłówków, porównań itp. Skoro to jest dialog to niech z samego wypowiedzianego słowa/zdania wynika jak zostało wypowiedziane: groźnie, słodko, czule itp.

"Tylko nie rozumiałem tego wcale... Dlaczego przed chwilką byłaś taka miła, a teraz... "
To jest zupełnie niepotrzebne skoro nie masz zamiaru tego wyjasniać.

"Dobrze, że miałem automatyczny zamek, nie musiałem wstawać. "
Automatyczny zamek? Pierwsze słyszę takie określenie. Po prostu zatrzasnęła za sobą drzwi, co z tego że nie musiał wstawać czy pisanie o tym jest w ogóle potrzebne?

A co do samego opowiadanka? Jakieś strasznie naiwne i dziecinne.

Pozdrawiam,
T

Opublikowano

Nie napisałem, że mi sie nie podoba, napisałem, że jest naiwne i dziecinne ale po chwili zastanowienia stwierdzam, że jednak sam znam takie przypadki, więc cofam.
Pozdrawiam

Ps.
Polecam opowiadanie Guy de Maupassanta "Jedyna miłość" (mam nadzieję, że nie pomyliłem tytułu). Zobacz jak podobną tematyką można naprawde wzruszyć czytelnika.



Zamiast "Byłem dla niej zbyt uparty" proponuję: "Byłem dla niej zbyt skomplikowany"

"- Sama zobacz - stwierdziłem głosem cierpiącego dziecka.
Zobaczyłaś"
powtórzenie "zobaczyć", zbyt blisko siebie. Poza tym ona nie zobaczyła tylko spojrzała na termometr

"- Dobra myśl - skwitowałem."
Powiedziałem a nie skwitowałem. To jasne, że skwitował, po co dwa razy to samo powtarzać. Błąd podwójnego dopowiedzenia.

Opublikowano

Moje uwagi:

1) Byłem dla niej zbyt uparty, nie chciała wiecznych dyskusji na każdy temat.

BEZSENS. Nie można być upartym dla kogoś. Co to znaczy ? To zdanie nie ma sensu. Nie chciała wiecznych dyskusji na każdy temat ...rozumiem, ale to nie jest wynikiem tego, że ktoś jest uparty. To po prostu różnica poglądów , zdań . Zmień to.

2). Leżałem więc w samotności, rozmyślając nad sensem własnego życia. - ta myśl wymaga rozwinięcia koniecznie, bo bez tego brzmi banalnie.

3)- Nie obrażaj się, tylko pakuj z powrotem do wyra , chyba pakuj się do wyra? i to takie prowincjonalnie chamskie lepiej brzmi:wracaj natychmiast do łóżka. Pakuj się do wyra to powiedziała by zgorzkniała matka do syna.

4) Masz - wyjęła z torebki termometr, a potem jeszcze parę innych pakunków.
- Co tam jeszcze masz? MASZ - MASZ... fatalnie brzmi

5)- Nie twój biznes. Zmiataj - w tym momencie moja sympatia do tej postaci wygasła. Dla mnie jest to jakaś stara, wstrętna baba, która wpadła na moment i pastwi się nad chorym, biednym człowiekiem.

6)To co się działo nie było wcale snem! Tylko nie rozumiałem tego wcale... Dlaczego przed chwilką byłaś taka miła??????????? -ja chyba też tego nie rozumiem.

PODSUMOWANIE: To o czym piszesz jest piękne, miłość, która rodzi się z przyjaźni. Wiem, bo sam to kiedyś przeżyłem, ale ja tej twojej bohaterce kompletnie nie ufam. Jest zimna, OKROPNA.

Kiedy ta druga osoba w końcu zaczyna do przyjaciela( który jest w tej osobie zakochany) czuć coś więcej, nie przechodzi to do porządku dziennego tak od zaraz jak pstryknięcie palcami, a już na pewno nie kończy się wyznaniem miłości, jak w twoim opowiadaniu. Proces przekształcania przyjaźni w miłość jest o wiele dłuższa i może powinnaś rozbudować ten wątek, albo następnym razem coś o tym napiszesz. Mój sympatyczny kolega proponuje Ci Maupassanta ja natomiast odeśle Cię do czegoś lekkiego. Jest taka książka Anioł Stróż Nicolasa Sparksa ( to ten od Jesiennej Miłości, Nocy w Rodanthe, Pamiętnika, Listu w butelce, czy Na zakręcie.) . Facet (amerykański powieściopisarz. melodramatyczny mocno :) ) potrzebował 300 stron, by pokazać nam moment w którym ludzie pojmują fakt, że ta najbliższa nam osoba, która każdego dnia jest gdzieś obok , staje się tą jedyną. Przeczytaj koniecznie.

Co jeszcze? Fajnie, że chciałaś tej opowieści nadać wigilijny klimat. Faktycznie, dzień, kiedy ludzie na moment stają się życzliwie sobie, jest najlepszym momentem do tego by w końcu zrozumieć. Ale coś tu się u Ciebie posypało. Jakiś zwrot. Już było blisko, już tuż tuż, było wino, nastrój i nagle nic. Szybki przeskok i potem nagle cyk! Kocham cię i już. Tak nie może być. Może w życiu ale nie w literaturze czy filmie. Moja sugestia: Przemyśl, wszystko , popracuj nad tym, może moje wskazówki do czegoś Ci się przydadzą i napisz coś dłuższego może nowelkę? I zmień charakter tej pani, bo naprawdę trudno w niej się zakochać. Chętnie przeczytam.

Pozdrawiam. Podobało mi się.

p.s : wiewórki zimą nie skaczą po drzewach?

Ja tez mam pomysł na podobną historię...samotna kobieta z dzieckiem,późna jesień, mewy, szum morza, opuszczona nadmorska miejscowość, i facet z furgonetką, który jej pomaga. Rodzi się między nimi coś fajnego do momentu, gdy w mieście pojawia się intelektualista, który uczyć bedzie jej chorego synka ale psssssttttt....nic juz nie mówię

pa!

Opublikowano

:) Dzięki za wyczerpujący komentarz, może po prostu jeszcze nie dojrzałam do napisania historii na taki temat.

A kobieta? Jest okropna jak piszesz... Ale jest taka z powodu tego, że się boi. Chce być z Michałem, a jednocześnie nie wie, czy jest w stanie udźwignąć ciężar jego kolejnych związków z innymi. Waha się, ale chce walczyć. Jest niesympatyczne, ale jednocześnie działa, ukazując miłość. Bo kocha i przy nim jest.

A wiewiórki? Oczywiście, że skaczą :) Widziałam niedawno jedną w parku niedaleko mojej uczelni :)

Co do Twojego pomysłu na opowiadanie to podoba mi się i aż nie mogę się doczekać, aż przeczytam.

Buźka!
Kasia

Opublikowano

Można się czepić detali, ale wcale nie jest źle. Nie każdy musi być cynikiem - romantycy również są potrzebni.
Co do Aśki - jej szorstkie obejście, to po prostu skorupa. Nie chciała odkrywać swoich uczuć, bo bała sie sparzyć. Przynajmniej ja to tak odebrałem i dlatego właśnie twoja historia spodobała mi się.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...