Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to jest straszne, ze wypisuje takie rzeczy. nie wiem Piękna, ja ostatnio doświadczam bardzo nieprzyjemnego i upokarzającego zjawiska dysortografii. Nie wiem jak to się dzieje, ale potrafię utworzyć niezły kawałek poezji, a później jakby muza się na mnie mściła czymś tak kompt]]romitującym, jak "szczą". Szkoda gadać.

Jeśli chodzi o poprawiaczy, to nie mam jak dyskutować z Twoim stanowiskiem - moge je jedynie rozwinąć. Pewnie masz wrażenie, że Ci ludzie przypominają kapele disco "coverujące" klasyków. Cóż, jedni to zauważą, inni nie....

Pewnie Tobie Flickanie nie muszę tłumaczyć, skąd
półprzytomny
że zbliżam się
, ale dla mniej świadomych tłumaczę, że jest to miks słowotwórczy od "uprzytomnieniania sobie jakiegoś faktu". ktoś bardzo pijany, może sobie fakt "uwpółprzytomnić"
A jeśli chodzi o Fei'owskie dodanie "nie bój się-" to sam fak, iż on chciał to dodać, jest dowodem, że nie potrzeba wiele intelektu, by samemu dopisać sobie te słowa, chyba każdy je odczytywał, mimo iż ich nie napisałem.

mam nadzieje, ze mimo mojego tymczasowego (oby) zaniku erudycji i składni powyższy koment będzie dla wszystkich zrozumiały.

dziękuję każdemu zainteresowanemu:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie czytałam komentarzy, więc być może coś powtórzę.
Wiersz sugestywny, robi wrażenie. Jedyne, co niebzyt mi się podoba, to "w alkowie alkoholu".

pozdr

Ps. Zastanwiam się, czy nie lepiej by było "tyle że", zamiast "tylko że".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie czytałam komentarzy, więc być może coś powtórzę.
Wiersz sugestywny, robi wrażenie. Jedyne, co niebzyt mi się podoba, to "w alkowie alkoholu".

pozdr

Ps. Zastanwiam się, czy nie lepiej by było "tyle że", zamiast "tylko że".


A czemu się zastanawiasz? Może pozastanawiamy się razem?
Opublikowano

Przyczytałem to jeszcze raz i dostrzegłem podtekst, którego wcale nie chciałem tam wcisnąć. Tekst nie miał implikować, że Fei nie jest inteligentny. Przepraszam za takie nieporozumienie. Mogę się z nim nei zgadzać w kilku kwestiach, ale jest całkiem dobym oponentem:).

  • 4 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...