Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wśród wielu miejsc, które lubię odwiedzać, ważną pozycję zajmują parki. Oazy zieleni w morzu szkła i betonu. Gusta są różne. Nie zawsze słynne jest najlepsze. Nie zawsze umieszczane w przewodnikach, albumach – najcenniejsze. Tak też jest z parkami. Nie Łazienki, nie Agrykola. Nie wszystkie dobrze znane, uczęszczane przez rodziny z małymi dziećmi, starsze małżeństwa na emeryturze. Nie miejsca gdzie się karmi gołębie, patrzy na lustro wody. Moje parki to zwykłe skwery nad Wisłą, na Powiślu, czasem betonowe pasaże, poprzedzielane krzewami, jak na Bródnie.
Skwery mają swój dzień i noc. W ciągu dnia wychodzą gówniarze. Sam krążyłem w liceum wśród skwerów na skarpie wiślanej, pod dworcem Powiśle. Tropem małolatów granatowe mundurki Straży Miejskiej i dresy albo bigstary krótko obciętych wyrostków z okolicznych zawodówek. Każdego dnia wyruszają na łowy, krążąc po peronach i pod szkołami, czyhając na nadziane, przytłuste dzieciaki, w modnych spodniach i kurtce Nike’a, z nowa Nokią w kieszeni.

W nocy parki to rejon pusty. Nawet bejów nie ma, chronią się przed chłodem w bramach i poczekalniach dworcowych. Po północy krzewy i trawniki stoją opuszczone. W centrum miasta, wokół Pałacu Kultury, na nielicznych ławkach pod przerzedzonymi drzewami siedzą czasem pary zgubione w nocnym trafiku, oddalone od całego świata.

Moje skwery ogranicza Powiśle. Bywam tam jeszcze czasem. Stara ekipa krąży po Smolnej, Foksal. Teraz my jesteśmy mastah. Wczoraj jeszcze gówniarze krążący po okolicy, sępiący szlugi, palący elemy w śmierdzącym kiblu liceum, pijący goudę w bramach, w których chwilę wcześniej zawszony bej zwrócił wino marki Torpedo, 3,30 za butelkę. Dzisiaj na zewnątrz informatycy, bankowcy poukładani w dobranym ubraniu, w środku tak samo zarozumiali, infantylni i kłótliwi o głupoty. Nie zmieniamy się. Te wszystkie trudne dzieciaki, o wypaczonych charakterach, zmieniają się w dorosłych o tak samo zakręconej osobowości. Nic nie ginie. Po osiemnastym roku życia wraz z dowodem nie otrzymujemy tabula rasa. Jedyna korzyść to bezproblemowy zakup fajek i alkoholu. Reszta problemów pozostaje.
Tyle tylko, że psy się mniej czepiają. Można usiąść po dwudziestej trzeciej na ławkach na skwerze przy Kredytowej z browarami. W piątkową noc podchodzi grupa krótko przyciętych karków w dżinsowych kurtkach. „Dobry wieczór, policja, dokumenty proszę”. Na widok legitymacji studentów nie robią problemów z piciem alkoholu w miejscu publicznym. Wystarczy problemów z marginesem. Ale gdy wyrośnięty dryblas wyciąga radia z samochodów na Jerozolimskich, w drodze na komisariat, na tylnym siedzeniu radiowóz tańczy. Siniaki nie robią się same.

Ulubiona pora na spacer po parku to piąta nad ranem. Gdy świt wstaje, z klubów wychodzą nastolatki o wielkich jak dwuzłotówka, naćpanych źrenicach. Czasem krążą po drodze donikąd wśród pasaży zieleni. Lubię wtedy siedzieć na ławce, wpatrzony we wschodzące słońce, wsłuchany w ciszę. Jedyna godzina, gdy przy jako takim świetle można pobyć sam ze sobą wśród morza z betonu.

Nie tylko parki gromadzą życie. Tak samo betonowe murki, asfaltowe boiska ogrodzone metalowym parkanem. Taki sam element miejskiego krajobrazu jak wszechobecne parkingi i chodniki – kiedyś krzywe, podziurawione płyty, dziś coraz częściej czerwona elegancka kostka. Tutaj żyje miasto, XIX-wieczne saloony dla ulicy obudowano betonem i pozdejmowano z nich dachy. Krążą skręcane blanty, butelki Królewskiego – dobry stosunek cena/jakość. Sam przychodzę czasem w soboty na boisko. Na betonie piłkę kopią małolaty. Osiemnasto-dwudziestokilkulatki siedzą wokół na pokrzywionych ławkach, z powyrywaną częścią desek. Weekend jak weekend. Nie w pubie, ale outdoor venue. Zwykła gadka. Ten zrobił dzieciaka, „pęknięta guma”, tamtego wyrzucili z hurtowni. Tamtemu, z technikum samochodowego roi się, że dostanie się na studia. Durne problemy dwudziestojednolatka z renomowanych studiów, opłacanego przez rodziców, szarzeją.
Obok krążą wyklęte grupy heleniarzy. Dobrze, że nawet osiedle się ich boi. Z nimi nastoletnie dziwki sprzedające kolegom z gimnazjum co zechcą, za 50 zeta. Pieniążki, kochane pieniążki. Cash Rules Everything Around Me.

Tak samo jak w „La Haine”, „Nienawiść”, wśród betonowych płyt odbija się echem hip-hop. Rap. Muzyka ulicy. Często muzyka pozerów i muzyka wieśniaków, zastępująca disco-polo. Grubawe nastolatki o zadowolonych twarzach, w markowych ciuchach od rodziców zakładają słuchawki i słuchają idiotycznych bitów grup z Poznania i Płocka. Obok nich gorzej ubrane, równie pryszczate wyrostki z bloków Grochowa i Targówka, z domów w Aleksandrowie i podwarszawskich miejscowościach, wsłuchują się w melodię warszawskich gangsta składów. Miasto pozerów, gdy nie można być prawdziwym nigga z Bronxu, jak nie ma Shaolin, wyrostki krążą po Śródmieściu południowym ze swoją rap-zajawką. Realia są jakie są. Każdy wyraża siebie. Każdy ma jakąś rację. Każdy może być moralistą. Ten łysy MC w czapce z daszkiem nawijający do mikrofonu, ten długowłosy brudas przygrywający na gitarze „Come As You Are” Nirvany. Również ja i ty. Może nawet za często ja i ty.

Wnioski? Spójrz dookoła. Życie w zamkniętym świecie takich samych, zapatrzonych we własny nos studentów, idiotów patrzących na ścieżkę kariery w korporacji. Trzeba czasem wyjść na ulicę, spojrzeć prosto w oczy ciemnym bramom. Pobłądzić po zaułkach. Zobaczyć życie. Zobaczyć krajobraz urban i industrial. Nikt nie wie jak będzie jutro. Dzisiaj - otwórzcie okna. Otwórzcie okna.

Opublikowano

”Wśród wielu miejsc, które lubię odwiedzać, ważne miejsce zajmuję parki.”
Czy nie lepiej zamienić „ważne miejsce” na „ważną pozycję”? To powtórzenie, nawet jeżeli zostało napisane specjalnie, razi.

„Oazy zieleni w morzu ze szkła i betonu.”
Nie lepiej bez „ze”?


”[...] siedzą czasem pary zgubione w nocnym trafiku, oddalone od całego świata.„
Nie lepiej zamiast „trafiku” wstawić „ruchu” albo zgiełku? Rozumiem, że w tym momencie zaczynasz wprowadzać slang, tyle że trafik brzmi co najmniej średnio.

”Moje skwery ogranicza Powiśle. Bywam tam jeszcze czasem. Stara ekipa krąży po Smolnej, Foksal. Teraz my jesteśmy mastah. Wczoraj jeszcze gówniarze krążący po okolicy, sępiący szlugi, palący elemy w śmierdzącym kiblu liceum, pijący goudę w bramach, w których chwilę wcześniej zawszony bej zwrócił wino marki Torpedo, 3,30 za butelkę. Dzisiaj na zewnątrz informatycy, bankowcy poukładani w dobranym ubraniu, w środku tak samo zarozumiali, infantylni i kłótliwi o głupoty. Nie zmieniamy się. Te wszystkie trudne dzieciaki, o wypaczonych charakterach, zmieniają się w dorosłych o tak samo zakręconej osobowości. Nic nie ginie. Po osiemnastym roku życia wraz z dowodem nie otrzymujemy tabula rasa. Jedyna korzyść to bezproblemowy zakup fajek i alkoholu. Reszta problemów pozostaje.”

Podoba mi się ten fragment.


”Wnioski? Spójrz dookoła. Życie w zamkniętym świecie takich samych, zapatrzonych we własny nos studentów, idiotów patrzących na ścieżkę kariery w korporacji. Trzeba czasem wyjść na ulicę, spojrzeć prosto w oczy ciemnym bramom. Pobłądzić po zaułkach. Zobaczyć życie. Zobaczyć krajobraz urban i industrial. Nikt nie wie jak będzie jutro. Dzisiaj - otwórzcie okna. Otwórzcie okna.”

Wnioski – nic nowego. Takie teksty czytało się już kilkakrotnie. Może mi spowszedniało to wszystko, bo sam mieszkam w Warszawie? Poza tym, slang i spolszczenia są w porządku, tylko za późno się wszystko zaczyna – nie zaszkodziłoby wstawić czegoś takiego już w pierwsze zdanie. Żeby nie było potem zaskoczenia, jak dochodzimy do „mastah”, które trochę przy takim układzie drażni. Wygląda to tak, jakby pierwszą część tekstu napisali Twoi rodzice, jakieś życiowe przemyślenia podchodzące pod poezję, a drugą Ty, opisując pełne brutalności i szarzyzny miasto.

Pozdrawiam.

Wnioski – nic nowego. Takie teksty czytało się już kilkakrotnie. Może mi spowszedniało to wszystko, bo sam mieszkam w Warszawie? Poza tym, slang jest w porządku, tylko za późno się zaczyna – nie zaszkodziłoby wstawić go już w pierwsze zdanie. Żeby nie było potem zaskoczenia, jak dochodzimy do „mastah”, które trochę przy takim układzie drażni. Wygląda to tak, jakby pierwszą część tekstu napisali Twoi rodzice, jakieś życiowe przemyślenia podchodzące pod poezję, a drugą Ty, opisując pełne brutalności i szarzyzny miasto.

Pozdrawiam.

Opublikowano

fakt, przemyślenia znane (chociaż co ja mogę wiedzieć, mieszkając z Polsce B ?? chyba ludzie wszędzie są tacy sami)
ale forma uderzyła mnie pozytywnie
treść, acz niezbyt zaskakująca, nie robi obciachu formie
+ :)

Opublikowano

Janku,
przemyślę te uwagi. Powtórzenie słowa "miejsce" oczywiście z nieuwagi. Już zmieniam.
Jeśli chodzi o "trafik" - przemyślę to, w tym momencie jeszcze nie wiem czy zmienić czy nie.

Co do reszty uwag - wnioski niekoniecznie miały być szczególnie odkrywcze. Zresztą to wszystko zależy od czytelnika. Czytelnikami tego tekstu będą też studenci pewnej szkoły i może akurat dla nich będzie to odkrywcze.

Jeszcze raz powtarzam - przemyślę Twoje uwagi i odpowiednio skoryguję tekst. Dziękuję za zajrzenie i poświęcenie odrobiny czasu.

pozdrawiam
MZ

Opublikowano

to wszystko prawda, wszędzie wygląda podobnie. Wprawdzie nie wszystkie kible w liceum są takie ohydne, ale rozumiem, że nie było sensu robić żadnej wzmianki. Wtrącenie popsułoby ten klimat. Pisz częściej, bo potrafisz, świetny język - czyta się migiem, z wielką przyjemnością.

pozdr.
aha, trafik jest dobry, dla mnie przynajmniej...

Opublikowano
Każdego dnia wyruszają na łowy, krążąc po peronach i pod szkołami, czyhając na nadzianych, przytłustych dzieciaków, w modnych spodniach i kurtce Nike’a, z nowa Nokią w kieszeni - a nie przypadkiem na "nadziane, przytłuste dzieciaki"?
Czasem krążą po drodze do nikąd (...) - albo raczej donikąd.

Bardzo dobrze się czyta. Podoba mi się to, że właściwie nie robisz błędów.

Można usiąść po dwudziestej trzeciej na ławkach na skwerze przy Kredytowej z browarami. W piątkową noc podchodzi grupa krótko przyciętych karków w dżinsowych kurtkach. „Dobry wieczór, policja, dokumenty proszę”. Na widok legitymacji studentów nie robią problemów z piciem alkoholu w miejscu publicznym - musisz mieć wyjątkową legitymację, bo mi niestety ostatnio mandat za picie wlepili.


pozdr
Opublikowano

błędy poprawiłem zgodnie z sugestią.
jesli chodzi o te mandaty to bywa różnie. z tego co zauważyłem koło uczelni dają mandaty, ale na obcym terenie już nie. kredytowa to nie rejon mojej uczelni:) a ogólnie wiem tylko, że najlepiej pokazać legitymację dziennikarską, jak ktoś przypadkiem ma.

dziękuję za zajrzenie i pozdrawiam
MZ

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •  

      Miłość, jako nieludzka ponad miarę ludzkości,
      gdy uświadamia ci, opróżniając aktywne zbiory,
      kosmetyką nieznanych wejść — nie ma już odwrotu.

       

      Kiedy żyły integruje prądotwórczym pierwiastkiem,
      z nie wiadomo jakiego pochodzenia — tak pomyślisz...
      Na nowy początek pozwalając półkom się obudzić.

       

      Że nadal nie wiesz — jest opór: tej coś świadczy
      w zaprogramowany umysł, ciągątą jałowości do piątki,
      aby zrozumieć prawo jazdy bez trzymanki, ostrożnie!

       

      Kontroluj prędkość, której nie liczy się kilometrem,
      bez opłat za światło płacąc więcej niż pieniądz,
      ale z pożytkiem doświadczenia dla innych w podróży.

      [...]

      Powiedz im, aby za prędko nie wybielali z oka Ziemi...

       

      ________________________________________________________

      __________________________________________________________

       

      Spis treści:

      ***Organiczny intranet

      ***Gdy młodziwo staje się siarką do draski atawizmu

      ***Kiedy dyada wraca na swoje miejsce

      ***Gniazdo

      ***Z cieśniny

      ***Jest ich więcej

      ***Jak cię piszą — nie myśl, że tak samo widzą po dziewięciu godzinach lucydności

      ***Praktyczny oniryzm — metonimia

      ***W najprostszy sposób wytłumaczę

      ***Nad morzem w Rockanje

      ***Z wyjścia na wejście

      ***Medycyna niekonwencjonalna od Enkidu — nie tylko na raka

      ***Komplet uświęcony środkami — dzięki wiedzy MTJ

      ***Wasz tajny współpracownik wciąż działa w ukryciu

      ***Korektą rzeczywistości

      ***Jest twoja moczarka kanadyjska

      ***Ren ku haiku — kokoro no me

      ***Chociaż raz

      ***Saola — jedna z siedmiu strażniczek

      ***Jak rozsypane przekaźniki tworzą inny

      ***Zwińcie klocki

      ***Do wszystkich antenatów

      ***Gdy jeden rok śmiertelnika traktujemy jako jeden dzień Boga

      ***Gdzie jest Bóg?

      ***Niezniszczalna łodyga z bezludnej wyspy wskrzesza stary mikrofon

      ***Poza kompendium wiedzy

      ***FCE

      ***Hermafrodytyzm

      ***Każdy ma swoją Victorię!

       

      Z aktywnej molekuły przypominającej kształt krzyża (świeży tekst)

       

      Edytowane przez Nefretete (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Marek.zak1 obejrzę:)
    • @Mel666 Bóg - u Ciebie z małej litery - schodzi na ziemię i razem z Nim archaniołowie Michał i Rafał.   To nie jest Bóg z ołtarza - tu przedstawiony jako "bóg",  który pije wino z gwinta pod sklepem.  Ma długie włosy. Ten obraz sugeruje mi, że jest to Bóg, który mieszka z nami, a nie nad  nami.   Aniołowie utracili swoją wiarę w samo "południe dnia świętego". To wymowny obraz. Wszystko się zapadło, zawalił się fundament.   "To twój codzienny bóg", czyli taki, jakiego widzisz. Widzisz go  pod sklepem, a nie jako sacrum.   "Jest bogiem nieporządku, niechlujności i zdziwaczenia" - odczytuję jako bałagan, brud i "odlot".   Nie wymaga ani porządku, bo sam nim nie jest, ani  czystości - sam jest nieporządkiem. To obraz Boga obecnego pod sklepem, nie nad nami.   On nie ocenia - uśmiecha się.   Z całego wiersza wybrzmiewa dla mnie najbardziej: "Tłum klaszcze  w rytm tej  dziwnej gry". Zamiast się modlić - klaszcze. Wszyscy to "kupują".     W kolejnych wersach pojawia się narrator: "Gabriel kręci dokumentalny film". Tu jego rola sprowadza się do  rejestracji rozpadu.   Mamy tu kolejne obrazy: squat, dym i zimne grzejniki.   Wygląda jak reportaż.   Końcowy wers: "Akcja!" jest w moim przekonaniu ironiczny. Tu wszystko jest już skończone.   Starałam się tu  tak ważyć słowa, by nikogo ten komentarz nie uraził . Pozdrawiam serdecznie .
    • Pamiętasz, przyjacielu, gdy będąc dziećmi kwiatów, przeszliśmy przez bramę do sztucznych rajów?   Nie potrzebowaliśmy kluczy od archanioła,  bo mając otwarty umysł  każde drzwi percepcji stoją otworem.    Chcieliśmy iść schodami do nieba albo jechać autostradą do piekła.  To było dla nas bez różnicy.    Las, w którym się zatrzymaliśmy opowiadał nam bajki i narzekał, że dawno nikt się w nim nie powiesił.    Tańczyliśmy na przydrożnych nieskończonościach, żeby złapać stopa  do najbliższej osobliwości.    (Na schodach lub autostradzie trudno złapać stopa)    Ludzie bali się naszego namiotu rozstawionego na stacji paliwowej A przecież każdy był w nim mile widziany    Pamiętasz, przyjacielu, jak napisałam ten piękny wiersz na pudełku od pizzy?   A ty musiałeś na nim machnąć farbami swoją Mona Lisę  – bo rozjechany wzrok nie pozwalał ci zobaczyć małych liter.    Pamiętasz, przyjacielu, gdy rzucaliśmy  kamieniami w nocne niebo?    To był wtedy jedyny sposób,  by dotknąć tej upragnionej przez nas  hollywoodzkiej Alei Gwiazd.   Nie żyliśmy przeciwko temu światu lecz dla świata który jeszcze nie nadszedł.    Nazwaliśmy się Psychonautami Każdy z nas miał swoją własną Misję Apollo  
    • @Nefretete ... kamień spogląda na niebo ogladano go i odrzucano wiele razy  przekazał tyle wiedzy a oni oni nie uwierzyli przemierzył galaktyki i wrócił aby ... ... Pozdrawiam 
    • @Benjamin Artur – dzień niepodobny do nocy... tramontate, stelle!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...