Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jay Jay KApuściński mówił coś kiedyś o mojej Iniańskiej przeszosci, litrerackiej oczywiscie ;).
Ja odpowiedziałem mu, ze to nie przeszłośc, a teraźniejszośc. Ażeby to udowidnic, wrzucam swoje opowiadanko. Jak zwykle jest to gruntownie "przmeblowna" nowa wersja mojego starego tekstu. Ten jest jednym z najstarszych z mojego dorobku, bo jeszcze z podstawówki.

Miłego czytania. :)

OGIEŃ SERCA


Był rok 1868. Niedaleko miejsca gdzie Cherry creek łączył swe wody z Yellowstone obozował odział kawalerii dowodzony przez Sierżanta Henryego Russela. Składał się on z trzydziestu siedmiu żołnierzy i przewodnika - Indianina z plemienia Hidatsa. Oddział ów wyruszył z fortu Sherridan w celu schwytania zbuntowanego wodza Teton Dakotów, Białego Bizona, który kilka miesięcy temu według doniesień dysponował przeszło siedemdziesięcio osobową grupą wojowników. Ukrywali się oni prawdopodobnie gdzieś nad Powder River. Wieczorem dowódca zaprosił czterech najbardziej doświadczonych wojaków do namiotu, aby się naradzić co czynić dalej. Jedni twierdzili, że najlepiej będzie ruszyć natychmiast w drogę i samemu odszukać Indian, natomiast inni, iż należy wysłać zwiadowców, aby dowiedzieli się czegoś od miejscowej ludności. Wskutek rozłamu przełożono naradę na następny dzień. Tymczasem na dworze, poza kręgiem światła dwaj Indianie prowadzili burzliwą dyskusję.

- Powinniśmy spróbować porwać choć jedną bladą twarz - zaproponował młody Czerwony Orzeł.
- Wracamy do obozu. - odparł doświadczony wojownik Przecięta Twarz.
- Czyżby mój brat bał się śmierci ? - spytał z ironią Orzeł.

Przecięta Twarz stwierdził, że nie ma sensu odpowiadać i gestem nakazał odwrót. Gdy oddalili się Na bezpieczną odległość, rzekł ponurym głosem:

- Gdyby mój brat nie był synem wodza, jego krew skropiła by dziś prerię.

Kilka godzin później byli już w wiosce i natychmiast poinformowali wodza o niebezpieczeństwie.

* * *

Lada chwila miała odbyć się narada wojenna. Starszyzna powoli schodziła się do tipi narad i siadała z godnością na miękko wyprawionych skórach bizonich, ułożonych na kształt półkola wokół paleniska. Po chwili ukazał się wódz, Biały Bizon. Zasiadł on na honorowym miejscu na przeciw wyjścia, na futrze własnoręcznie upolowanej pumy (pamiątki z wypraw do kraju Apaczów). Wyjął ze świętego zawiniątka na szyi kalumet i napełnił go kinniknikiem, mieszaniną startych liści tytoniu, kory wierzby i tłuszczu. Indianie nie palili bowiem samego tytoniu, ponieważ stępiał powonienie. Zapalił ją gałązką z ogniska i zaciągnąwszy się wydmuchnął dym w kierunku ziemi i nieba oraz w cztery strony świata. Po tym ceremoniale, będącym nieodzowną częścią życia Indian, Wódz rozpoczął rozmowę tradycyjna przemową:

- Przed laty nasi przodkowie żyli beztrosko w krainie szczęścia. Wędrowali po bezkresnych preriach i dziewiczych lasach. Polowali na niezliczone stada bizonów i innych zwierząt. Nigdy nie zaznali klęsk głodu... Lecz po przybyciu białych wszystko się zmieniło, a nasz świat zginął bezpowrotnie. Wycięto lasy, wytępiono bizony, zaś prerię powoli zamienia się w pola uprawne. Gdy którykolwiek z nas upomniał się o swoje prawa był bezlitośnie mordowany. Palono osady, zabijano nawet kobiety i dzieci. Zebrałem was tu moi bracia, aby omówić plan ataku na odział Długich Jasnych Włosów (tak nazywali podpułkownika Russela). Przebywają oni niedaleko stąd. Jest ich tylko pięć razy po dziesięciu i siedmiu.

Przerwał i spojrzał uważnie na zebranych. Po chwili rzekł:

- Teraz chciałbym wysłuchać co moi bracia mają do powiedzenia.

Głos zabrał Wysoki Kruk:

- Drodzy bracia - rozpoczął - wczoraj gdy dowiedziałem się o zbliżaniu się wojska wpadłem na pewien pomysł, który chciałem wam teraz przedstawić. Należy podzielić nasz oddział na dwa mniejsze. Jedna grupa liczyłaby sześć po dziesięć wojowników, zaś druga dwa razy po pięć. Ta liczniejsza ukryłaby się po obu stronach leśnej drogi, zaś druga zaatakowałaby wojsko i wciągnęła je w zasadzkę.

Po krótkiej naradzie plan Wysokiego Kruka został przyjęty. Grupą mającą zwabić żołnierzy dowodził sam pomysłodawca, zaś tą liczniejszą wódz wraz z synem.
Nazajutrz, w dzień wyznaczony na bitwę, obydwa odziały zajęły swoje pozycje i czekały na nadejście białych. Wreszcie żołnierze pojawili się na skraju lasku, w którym czyhali wabie.

- Hokka-hej! Hokka-hej! Hadree, hadree succome, succome ! *- zawył Wysoki Kruk.

Indianie jak lawina runęli, na osłupiałych ze strachu kawalerzystów. Grupa Kruka jak klin wbiła się w odział kawalerii. Zazgrzytała stal, lecz nagle czerwonoskórzy zawrócili i podążyli galopem w stronę lasu, gdzie krył się drugi odział. Już byli na skraju zarośli, gdy huknęła nieprzerwana palba wystrzałów. Kilkunastu Dakotów stoczyło się z koni. Wtem Wysoki Kruk poczuł palący ból w plecach. W tej samej chwili jeden z wojowników dostrzegłszy, iż dowódca został trafiony, podążył mu na ratunek, lecz po chwili padł przeszyty kulą z winchestera. Inni współplemieńcy podtrzymali Kruka i dopadli wreszcie polany, na której zgromadziła się główna grupa. Dopiero teraz oszacowano straty. Zginęła połowa członków grupy, w tym Wysoki Kruk. Biały Bizon postanowił zajść białych od tyłu, lecz gdy tylko wychylono się z lasu biali rozpoczęli kanonadę. Mimo to zdecydował się na atak. Dakotowie wypadli z lasu i wpadli na chwilowo zdezorientowanych żołnierzy, którzy bronili się dzielnie, lecz błyskawicznie okrążono ich i rozpoczęła się brutalna walka. Biały Bizon walczył niczym demon wojny z tomahawkiem w jednej, a szablą wyrwaną przeciwnikowi w drugiej ręce. Z boków ubezpieczali go Czerwony Orzeł oraz Przecięta Twarz, który jednak spadł z konia pchnięty bagnetem. Orzeł w zamieszaniu został oddzielony od ojca, który wdał się w utarczkę z dowódcą białych, lecz ktoś ciął go podstępnie szablą w plecy. Biały Bizon walczył dalej, opadając stopniowo z sił, jednak został odciągnięty od walki przez syna. Zwycięstwo było połowiczne, zginęło bowiem wielu wojowników.

* * *

Wieczorem wszyscy zgromadzili się w tipi umierającego Białego Bizona. Ten poprosił, aby zostawiono go tylko z synem - Już niedługo... przeniosę się do naszych przodków...- rzekł przerywanym głosem - przyrzeknij mi... , że nie poddasz się... i dzielnie poprowadzisz Dakotów do walki, choćby miała być ona ostatnią ... teraz odejdź.

Orzeł wykonał polecenie i wkrótce z namiotu dobiegł go głos wodza:

- Kuna sobogi kuna yana wakara** - to Biały Bizon rozpoczynał swoją pieśń śmierci...


_______________________________________
*Hokka-hej! Hokka-hej! Hadree, hadree succome, succome ! (dak.)- Na nich, na śmierć! Przyszliśmy wypić waszą krew.
** Kuna sobogi kuna yana wakara (dak.) - Ogień serca, ogień nieba.





Wiadomości do przypisów czerpałem z książki mojego "literackiego mistrza" Alfreda Szklarskiego pt. "Złoto Gór Czarnych".

Opublikowano

no iz nowu pociachane ;)

Jedni twierdzili, że najlepiej będzie ruszyć natychmiast w drogę i samemu odszukać Indian, natomiast inni twierdzili, iż - aj twierdzili i twierdzili, nie lepiej np.Jedni twierdzili, że najlepiej będzie ruszyć natychmiast w drogę i samemu odszukać Indian, natomiast drudzy, iż ...

wysp. i spożyciu posiłku rozpoczął przesłuchanie jeńców. - może tak: wysp, a po spożyciu... ?

A oto jego wypowiedź: - wygląda jak w reportażu ;)

brakowało mi Twoich indiańskich historii, bardzo mi się podoba sposób prowadzenia i przede wszystkim pomysły np. kula z winchestera czy scena z bagnetem - miód.

jest nieźle, chociaż można to na pewno lepiej napisać, pozostaje mi czekać na jakiś świeższy projekt, po upływie takiego czasu Twoje aktualne spojżenie byłoby ciekawsze :)

Opublikowano

hej

Dzięki za uwagi.
Opowiadnie gruntownie zmieniłem. teraz jest bardziej spójne i sensowne.

pzdr

ps

jak tylko będę mugł coś wrzuce.

poprawiłem Brata, zajżyj i powiedz czy już jest ok. Zresztą zapraszam wszystkich by zajżeli. :)

Opublikowano

to najpierw ''Brat'' - wyłapałem tam parę literówek i jeden błąd - powtórzenie słowa ''się'', ale to raczej drobnostka. ''przygarnął'' - scena z dziewczyną, ale czy można kogoś przygarnąć??

tutaj:
Cherry creek - creek nie powiniene być z dużej litery?
Odział ów wyruszył z fortu Sherridan - oddział
Zasiadł on na - ''on''potrzebne? wczesniej wspomniałes o Białym Bizonie
na przeciw wyjścia - co powiesz na ''naprzeciwko''?
wysłuichać waszych prpozycji - aj aj, wysłuchać propozycji :))
wczoraj gdy dowiedziałem się o zbliżaniu się wojska - za dużo się, może ''o nadchodzącym wojsku''?
Jeden sześć po dziesięć wojowników, zaś drugi zaś dwa razy po pięć. - mógłbyś mi to jakoś wytłumaczyć??
W tej samej chwili jeden z wojowników dostrzegłszy - nie mógł w tej samej chwili, był gdzieś dalej, musiał usłyszeć wystrzał i dopiero nadejść.
Zginęło około połowy członków grupy - było ich 75? może ''zginęła niemal połowa'' albo ''zginęła prawie połowa'' coś takiego, bo około połowy to szczerze mówiąć nie za bardzo.
wpadli na chwilowo zdezorientowanych żołnierzy. Świsnęły kule żołnierzy,
przez wojowników. Zwycięztwo było połowiczne, zginęło bowiem wielu wojowników.

to by było na tyle, jak widać trochę mi umknęło po pierwszym czytaniu, ale poprawiłem się :)
zmiany chyba na dobre, fajnie się czytało :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...  
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
    • @Poet Ka To było zanim powstał Totem Nie było przedtem, teraz i potem Człowiek latał umysłem, nie samolotem ...   Dziękuję za komentarz, pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...