Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

OŚWIĘCIM

Ludzie kształtami ras napiętnowani,
I usta mową zaprawne rozliczną,
Norwid Cyprian Kamil
Czasy


Oświęcim. Miasto w Polsce. Miasto jak setki innych. Miasto niedaleko Katowic. Miasto niedaleko Krakowa. Ma także swoją niemiecką nazwę - AUSCHWITZ. I ta nazwa jest znana w świecie.
Niestety!
Nie! Nie dlatego, że to nie po polsku. - Niestety, dlatego, że to po Niemiecku.
Nie chcę, żeby to było po niemiecku. Żeby to było w języku Goethe'go, Mann'a. Nie chcę by zagłada przychodziła z kraju Haendel'a, Schumann'a, Brahms'a. Nie chcę by pamięć wiązała zło z jakimś narodem. Zło jest wszędzie i zło jest w każdym. Podobnie jak dobro.
Różnie mówiono i pisano o AUSCHWITZ. Ja napiszę o AUSCHWITZ - to moja obsesja, by napisać o AUSCHWITZ - ARBEIT MACHT FREI, ORDNUNG, GOTT MIT UNS - to była polityka i to nie polityka nasza, nie polska. Ci którzy mówią, piszą, czy nawet tylko myślą, że obozy koncentracyjne to był polski i Polaków pomysł, kłamią w mowie, kłamią w piśmie, kłamią w myśli. To jest ich polityka i to bardzo niebezpieczna polityka. Oni zabijają.
GOTT MIT UNS! O nie! Nie z tymi co zabijają. Zawsze jest z tymi co niosą życie.
Jedno pozostaje niezmienione.
Ta nazwa - AUSCHWITZ była jest i, mam nadzieję, że będzie dla bardzo wielu synonimem zła. Nazwy są różne. Jedną z nich - "fabryka śmierci"!
"Ludzie ludziom zgotowali ten los".
W świecie jest wiele miejsc gdzie w imię jakiejś ideologii, w imię czyjejś polityki poświęcono dziesiątki, setki, tysiące, setki tysięcy, miliony istnień ludzkich.
Znaleźli się wśród nas tacy co chcieli być "królami naszych sumień". Jednemu było Hitler, drugiemu Stalin! Gdyby uważali na lekcjach w szkole, a może gdyby ich nauczono tych prostych słów polskiego, i litewskiego króla, nie byłoby architektury z drutu kolczastego, nie byłoby muru berlińskiego? Nie byłoby łaźni gdzie z pryszniców zamiast życiodajnej wody, płynął śmiercionośny gaz! Może gdyby?
Ja mam pytanie - po co? Umożliwiano, wręcz nakazywano, niszczenie, zgoda, że często koślawych budowli. Po co? Po to by robić miejsce na nową, też koślawą budowlę? Przecież tak niewiele trzeba do szczęścia. Kromka chleba, garstka ryżu, jeden ziemniak i dach nad głową, ze ścianami, jeżeli jest zimno i wieje wiatr. Możemy prawie wszystko. Możemy wybierać własny los.
Możemy jechać do Ameryki, do Australii. Jeżeli nas tam wpuszczą. Możemy wybierać tych co rządzą. Ale ci wybierani jakże często uzurpują sobie prawo wiedzy - co dla nas dobre? A tak naprawdę to nie wiedzą. Przeczuwają jedynie i to nie zawsze prawdziwie. Ale zawsze obiecują wszystko, co najlepsze, obiecują nam. Tylko po to, by być wybranym. Tym, który wie lepiej. Tym, który stanowi prawo, które my powinniśmy przestrzegać.
Birkenau to dla mnie najdziwniejszy kościół świata. Filary z resztek kominów pieców barakowych, a nawy z drutu kolczastego, a sklepienie z nieba i chmur, posadzka z trawy, i z ciszy. A ołtarz na kolejowej rampie, skąd setki tysięcy ludzi ruszały w swą ostatnią drogę. Ołtarz przemienienia. Dzisiaj setki tysięcy ludzi stworzyło ten kościół zjednoczyło się wokół prostego "nie zabijaj". Byłem wśród nich. Jestem z tego dumny.
"Kto ocala jedno życie, ocala cały świat".
Ile światów ocalono. Ilu było takich, którzy nie przeżyli bo uwierzyli w krótkie - "nie zabijaj"? Ocalali świat! I nie przeżyli. Sprzeciwili się rozkazowi. Za nich i o nich jest to nasze wspólne myślenie. Dla nich jest ten kościół, za nich jest ta msza. Wszystko jest za życiem w tym miejscu masowego umierania. Przeciw śmierci!
W Jerozolimie rośnie podobno las gdzie Ci co przeżyli, ocalając świat, sadzą drzewa. Niech te drzewa ostrzegają
Czy są mocniejsze słowa od: nie, nie wolno, nie zabijaj. Od słów sprzeciwu wobec rozkazu czyniącego ze mnie zabójcę? Czy jestem dość odważny, by takiego rozkazu nie posłuchać? Czy wykonanie rozkazu jest jakimś usprawiedliwieniem?
O jednym muszę zawsze pamiętać! Nie jestem lepszy od Ciebie! A jeśli czuję, że jestem lepszy, to czuję fałszywie. Jeżeli ktoś mówi, że jestem lepszy to kłamie!
Nieznaczny ruch trwa między nami aż do momentu, gdy od rampy, czyli od ołtarza padnie słowo wypowiedziane przez człowieka z niedalekich Wadowic. Odbył dziwną pielgrzymkę przez pobliski Kraków, przez bliskie Piekary, przez daleki Rzym. Przez najbliższy, bo własny ból. Do miejsca gdzie być może są prochy jego kolegów z dzieciństwa, z młodości, jego koleżanek z dzieciństwa, z młodości. Gdzie są prochy ludzi, których widział, w klasie szkolnej gdy obrócił głowę.
Ma rację Czesław Miłosz, gdy mówi, że historia nas dopadnie. Może nie ma racji?
Nie ma, bo historia jest w nas, już nas dopadła, w naszych rodzicach, w naszych dziadach, w naszych dzieciach, w naszych wyborach. W posłuchu dla rozkazu. W poparciu, którego udzielamy lub nie, wybierając lub nie. I co z tego, gdy my nie wybierzemy? Inni wybiorą za nas. Może wybiorą "lepiej"? I będziemy zabijać. Będziemy "lepsi". Będziemy wykonywać rozkaz, każdy rozkaz bo inaczej nas zabiją.
GOTT MIT UNS!
Do niedawna nie mogliśmy naprawdę wybierać! Przypomina mi się dowcip:
Dzwoni telefon w komisji wyborczej:
– Towarzyszu jaka frekwencja?
– 102 procent
– Zgłupieliście! Jak może być 102 procent.
– No bo harcerze przez pomyłkę poszli na cmentarz.
Śmieszne?
Nie?
Nie jest!
To nie jest śmieszne!
To jest bardzo tragiczne!

Opublikowano

Niestety jest to ciągle aktualny temat - wspólna historia Europy. Trafnie napisałeś o tym zagadnieniu - zapewne umożliwiła Ci to też "specyficzna perspektywa" (napisałeś, że to twoja obsesja). Czy jesteś mieszkańcem Oświęcimia?
Mam kilka uwag :
- ten początek to cytat z Norwida? jeśli tak to przydałby się cudzysłów (albo kursywa) i nazwisko w nawiasie
- przed "co", "bo" czy "gdzie" stawiamy przecinek, bo są to wskaźniki podrzędności.
- "Ma rację Czesław Miłosz, gdy mówi, że historia nas dopadnie. Może nie ma racji.
Nie ma, bo historia jest w nas, już nas dopadła, w naszych rodzicach, w naszych dziadach, w naszych dzieciach, w naszych wyborach." - ogromny natłok myśli - najpierw teza i od razu antyteza i argumentacja. Może warto przy poglądzie Miłosza postawić pytajnik? Ja osobiście jednak przyznałbym rację poecie, jednak wydaję mnie się, że dostrzegłeś w nieco innej płaszczyźnie jego słowa. Cóż. Każdy ma swój własny pogląd.

Brawa za zajęcie głosu w ważnej sprawie!
POZDRAWIAM!!!

Opublikowano

Owszem tragiczne. Dla mnie też upokarzające. Nie zabijaj, widzisz to dla nas okazało się zbyt trudne. Nie będziesz czuł się lepszym od niego? A może on właśnie śmieje się z tego kawału? Jesteście równi dalej? Mimo wszystko ja zrozumiałam, a raczej domyśliłam się, bo czasami trudno mi nadążyć za tokiem Twojego rozumowania. Cenię ten tekst za to, że ja nie umiem o tym i tak pisać.

Opublikowano

Mieszkasz w Oswiecimiu, Adam? Sporo juz czytalem na temat rozliczenia z historia tego tragicznego miasta, ale mam tak kupe znajomych i nikt nie mysli w ten sposob. Ale pewnie pisales to na jakis konkurs, bo to bardziej esej niz proza. I dobrze, tylko w obliczy tysiecy tekstow na ten temat, juz lepiej zapomniec. pzdr

Opublikowano

ja też mam wielu niezainteresowanych znajomych
uważam, że musimy pamiętać
po to by nie popełniać ciąge tych samych błędów
musimy płakać za tych co już łez nie mają
Nie jestem z Oświecimia tylko z Katowic
chyba to esej
najważniejsze, dla mnie, że to ktoś przeczytał
nie pisałem na konkurs
to po prostu zapis z pamięci

Opublikowano

Kiedy oglądam filmy w których pokazuje się straszne czyny hitlerowców, czy amerykanów w Wietnamie - nigdy nie myślę, do czego byli zdolni hitlerowcy, czy amerykanie - myślę o tym do czego zdolny jest człowiek jako istota. Historia innych narodów jest dla nas Polaków przestrogą, mówi, że w pewnych sprzyjających okolicznościach my również moglibyśmy mordować w taki sam bestialski sposób. Przykładem niech będzie to co zrobiliśmy z Żydami w jednym z naszych miast. Czy myslicie, że miasto to - dziwnym trafem zamieszkiwane było wyłącznie przez złych polaków - z pewnością nie. W tym mieście mieszkały wasze odpowiedniki. A więc poniekąd wy sami. W tamtym czasie zadziałały okoliczności. Ruszył łańcuch przyczynowo - skutkowy, machina zbiorowego szaleństwa. Tak samo może się stać, w każdym miejscu i w każdym czasie. Mordercami możemy być my. A nauka z historii? - Niech nauki nie biorą narody, tylko poszczególne jednostki. Każdy z nas powinien wiedzieć, że nie należy zbyt szybko podążać za ludzką masą. Poddawać się jej hasłom itd. Inny wniosek, to taki, że należy uważnie przypatrywać się temu co ogólnie uważane jest za słuszne. Wątpić! Wątpić! Badać! badać!. Być zbuntowanym wobec swoich.

  • 2 tygodnie później...
  • 3 miesiące temu...
  • 1 rok później...
Opublikowano

Adamie !
Przeczytałam.
Komentarzem niech będzie mój wiersz.


''na oko-liczność''

nie tylko pistolet i szubienica
narzędziem do zabijania
piąte odwołujesz upadając
nie pozbierasz siebie

w milczeniu nie ma odwagi
ucieczka przed zniewagą
zamyka wszystkie sposoby
porozumienia

zabijanie trwa

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...