Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

OŚWIĘCIM

Ludzie kształtami ras napiętnowani,
I usta mową zaprawne rozliczną,
Norwid Cyprian Kamil
Czasy


Oświęcim. Miasto w Polsce. Miasto jak setki innych. Miasto niedaleko Katowic. Miasto niedaleko Krakowa. Ma także swoją niemiecką nazwę - AUSCHWITZ. I ta nazwa jest znana w świecie.
Niestety!
Nie! Nie dlatego, że to nie po polsku. - Niestety, dlatego, że to po Niemiecku.
Nie chcę, żeby to było po niemiecku. Żeby to było w języku Goethe'go, Mann'a. Nie chcę by zagłada przychodziła z kraju Haendel'a, Schumann'a, Brahms'a. Nie chcę by pamięć wiązała zło z jakimś narodem. Zło jest wszędzie i zło jest w każdym. Podobnie jak dobro.
Różnie mówiono i pisano o AUSCHWITZ. Ja napiszę o AUSCHWITZ - to moja obsesja, by napisać o AUSCHWITZ - ARBEIT MACHT FREI, ORDNUNG, GOTT MIT UNS - to była polityka i to nie polityka nasza, nie polska. Ci którzy mówią, piszą, czy nawet tylko myślą, że obozy koncentracyjne to był polski i Polaków pomysł, kłamią w mowie, kłamią w piśmie, kłamią w myśli. To jest ich polityka i to bardzo niebezpieczna polityka. Oni zabijają.
GOTT MIT UNS! O nie! Nie z tymi co zabijają. Zawsze jest z tymi co niosą życie.
Jedno pozostaje niezmienione.
Ta nazwa - AUSCHWITZ była jest i, mam nadzieję, że będzie dla bardzo wielu synonimem zła. Nazwy są różne. Jedną z nich - "fabryka śmierci"!
"Ludzie ludziom zgotowali ten los".
W świecie jest wiele miejsc gdzie w imię jakiejś ideologii, w imię czyjejś polityki poświęcono dziesiątki, setki, tysiące, setki tysięcy, miliony istnień ludzkich.
Znaleźli się wśród nas tacy co chcieli być "królami naszych sumień". Jednemu było Hitler, drugiemu Stalin! Gdyby uważali na lekcjach w szkole, a może gdyby ich nauczono tych prostych słów polskiego, i litewskiego króla, nie byłoby architektury z drutu kolczastego, nie byłoby muru berlińskiego? Nie byłoby łaźni gdzie z pryszniców zamiast życiodajnej wody, płynął śmiercionośny gaz! Może gdyby?
Ja mam pytanie - po co? Umożliwiano, wręcz nakazywano, niszczenie, zgoda, że często koślawych budowli. Po co? Po to by robić miejsce na nową, też koślawą budowlę? Przecież tak niewiele trzeba do szczęścia. Kromka chleba, garstka ryżu, jeden ziemniak i dach nad głową, ze ścianami, jeżeli jest zimno i wieje wiatr. Możemy prawie wszystko. Możemy wybierać własny los.
Możemy jechać do Ameryki, do Australii. Jeżeli nas tam wpuszczą. Możemy wybierać tych co rządzą. Ale ci wybierani jakże często uzurpują sobie prawo wiedzy - co dla nas dobre? A tak naprawdę to nie wiedzą. Przeczuwają jedynie i to nie zawsze prawdziwie. Ale zawsze obiecują wszystko, co najlepsze, obiecują nam. Tylko po to, by być wybranym. Tym, który wie lepiej. Tym, który stanowi prawo, które my powinniśmy przestrzegać.
Birkenau to dla mnie najdziwniejszy kościół świata. Filary z resztek kominów pieców barakowych, a nawy z drutu kolczastego, a sklepienie z nieba i chmur, posadzka z trawy, i z ciszy. A ołtarz na kolejowej rampie, skąd setki tysięcy ludzi ruszały w swą ostatnią drogę. Ołtarz przemienienia. Dzisiaj setki tysięcy ludzi stworzyło ten kościół zjednoczyło się wokół prostego "nie zabijaj". Byłem wśród nich. Jestem z tego dumny.
"Kto ocala jedno życie, ocala cały świat".
Ile światów ocalono. Ilu było takich, którzy nie przeżyli bo uwierzyli w krótkie - "nie zabijaj"? Ocalali świat! I nie przeżyli. Sprzeciwili się rozkazowi. Za nich i o nich jest to nasze wspólne myślenie. Dla nich jest ten kościół, za nich jest ta msza. Wszystko jest za życiem w tym miejscu masowego umierania. Przeciw śmierci!
W Jerozolimie rośnie podobno las gdzie Ci co przeżyli, ocalając świat, sadzą drzewa. Niech te drzewa ostrzegają
Czy są mocniejsze słowa od: nie, nie wolno, nie zabijaj. Od słów sprzeciwu wobec rozkazu czyniącego ze mnie zabójcę? Czy jestem dość odważny, by takiego rozkazu nie posłuchać? Czy wykonanie rozkazu jest jakimś usprawiedliwieniem?
O jednym muszę zawsze pamiętać! Nie jestem lepszy od Ciebie! A jeśli czuję, że jestem lepszy, to czuję fałszywie. Jeżeli ktoś mówi, że jestem lepszy to kłamie!
Nieznaczny ruch trwa między nami aż do momentu, gdy od rampy, czyli od ołtarza padnie słowo wypowiedziane przez człowieka z niedalekich Wadowic. Odbył dziwną pielgrzymkę przez pobliski Kraków, przez bliskie Piekary, przez daleki Rzym. Przez najbliższy, bo własny ból. Do miejsca gdzie być może są prochy jego kolegów z dzieciństwa, z młodości, jego koleżanek z dzieciństwa, z młodości. Gdzie są prochy ludzi, których widział, w klasie szkolnej gdy obrócił głowę.
Ma rację Czesław Miłosz, gdy mówi, że historia nas dopadnie. Może nie ma racji?
Nie ma, bo historia jest w nas, już nas dopadła, w naszych rodzicach, w naszych dziadach, w naszych dzieciach, w naszych wyborach. W posłuchu dla rozkazu. W poparciu, którego udzielamy lub nie, wybierając lub nie. I co z tego, gdy my nie wybierzemy? Inni wybiorą za nas. Może wybiorą "lepiej"? I będziemy zabijać. Będziemy "lepsi". Będziemy wykonywać rozkaz, każdy rozkaz bo inaczej nas zabiją.
GOTT MIT UNS!
Do niedawna nie mogliśmy naprawdę wybierać! Przypomina mi się dowcip:
Dzwoni telefon w komisji wyborczej:
– Towarzyszu jaka frekwencja?
– 102 procent
– Zgłupieliście! Jak może być 102 procent.
– No bo harcerze przez pomyłkę poszli na cmentarz.
Śmieszne?
Nie?
Nie jest!
To nie jest śmieszne!
To jest bardzo tragiczne!

Opublikowano

Niestety jest to ciągle aktualny temat - wspólna historia Europy. Trafnie napisałeś o tym zagadnieniu - zapewne umożliwiła Ci to też "specyficzna perspektywa" (napisałeś, że to twoja obsesja). Czy jesteś mieszkańcem Oświęcimia?
Mam kilka uwag :
- ten początek to cytat z Norwida? jeśli tak to przydałby się cudzysłów (albo kursywa) i nazwisko w nawiasie
- przed "co", "bo" czy "gdzie" stawiamy przecinek, bo są to wskaźniki podrzędności.
- "Ma rację Czesław Miłosz, gdy mówi, że historia nas dopadnie. Może nie ma racji.
Nie ma, bo historia jest w nas, już nas dopadła, w naszych rodzicach, w naszych dziadach, w naszych dzieciach, w naszych wyborach." - ogromny natłok myśli - najpierw teza i od razu antyteza i argumentacja. Może warto przy poglądzie Miłosza postawić pytajnik? Ja osobiście jednak przyznałbym rację poecie, jednak wydaję mnie się, że dostrzegłeś w nieco innej płaszczyźnie jego słowa. Cóż. Każdy ma swój własny pogląd.

Brawa za zajęcie głosu w ważnej sprawie!
POZDRAWIAM!!!

Opublikowano

Owszem tragiczne. Dla mnie też upokarzające. Nie zabijaj, widzisz to dla nas okazało się zbyt trudne. Nie będziesz czuł się lepszym od niego? A może on właśnie śmieje się z tego kawału? Jesteście równi dalej? Mimo wszystko ja zrozumiałam, a raczej domyśliłam się, bo czasami trudno mi nadążyć za tokiem Twojego rozumowania. Cenię ten tekst za to, że ja nie umiem o tym i tak pisać.

Opublikowano

Mieszkasz w Oswiecimiu, Adam? Sporo juz czytalem na temat rozliczenia z historia tego tragicznego miasta, ale mam tak kupe znajomych i nikt nie mysli w ten sposob. Ale pewnie pisales to na jakis konkurs, bo to bardziej esej niz proza. I dobrze, tylko w obliczy tysiecy tekstow na ten temat, juz lepiej zapomniec. pzdr

Opublikowano

ja też mam wielu niezainteresowanych znajomych
uważam, że musimy pamiętać
po to by nie popełniać ciąge tych samych błędów
musimy płakać za tych co już łez nie mają
Nie jestem z Oświecimia tylko z Katowic
chyba to esej
najważniejsze, dla mnie, że to ktoś przeczytał
nie pisałem na konkurs
to po prostu zapis z pamięci

Opublikowano

Kiedy oglądam filmy w których pokazuje się straszne czyny hitlerowców, czy amerykanów w Wietnamie - nigdy nie myślę, do czego byli zdolni hitlerowcy, czy amerykanie - myślę o tym do czego zdolny jest człowiek jako istota. Historia innych narodów jest dla nas Polaków przestrogą, mówi, że w pewnych sprzyjających okolicznościach my również moglibyśmy mordować w taki sam bestialski sposób. Przykładem niech będzie to co zrobiliśmy z Żydami w jednym z naszych miast. Czy myslicie, że miasto to - dziwnym trafem zamieszkiwane było wyłącznie przez złych polaków - z pewnością nie. W tym mieście mieszkały wasze odpowiedniki. A więc poniekąd wy sami. W tamtym czasie zadziałały okoliczności. Ruszył łańcuch przyczynowo - skutkowy, machina zbiorowego szaleństwa. Tak samo może się stać, w każdym miejscu i w każdym czasie. Mordercami możemy być my. A nauka z historii? - Niech nauki nie biorą narody, tylko poszczególne jednostki. Każdy z nas powinien wiedzieć, że nie należy zbyt szybko podążać za ludzką masą. Poddawać się jej hasłom itd. Inny wniosek, to taki, że należy uważnie przypatrywać się temu co ogólnie uważane jest za słuszne. Wątpić! Wątpić! Badać! badać!. Być zbuntowanym wobec swoich.

  • 2 tygodnie później...
  • 3 miesiące temu...
  • 1 rok później...
Opublikowano

Adamie !
Przeczytałam.
Komentarzem niech będzie mój wiersz.


''na oko-liczność''

nie tylko pistolet i szubienica
narzędziem do zabijania
piąte odwołujesz upadając
nie pozbierasz siebie

w milczeniu nie ma odwagi
ucieczka przed zniewagą
zamyka wszystkie sposoby
porozumienia

zabijanie trwa

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...