Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Trudno mi teraz jakkolwiek pisać o samych konkursach poetyckich. Każdy inny i czasem te same twarze. Jednak to, co zauważyłem, wśród jury każdego z nich panuje przekonanie, iż tzw. nurt socjologiczny jest najważniejszy w Poezji (z dużej „P” boć my wszyscy maluczcy, niech ona jedna ma duże „P”, hi), no, więc, o co chodzi, ano, opisujesz jakieś zdarzenie, które początkowo jest mało ważne a potem urasta do wielkiego masowego problemu, czyli podobno „ludzkiego” – poezji jest w tym mało, jedynie końcowe strofy ukazują ździebko metafory czy czegoś tam z przenośni, epitetów, zabawy słowem.
Spróbuj, więc odszukać w swoich zbiorach wierszy o tematyce, hi, „socjologicznej”, wyślij, może się mylę, ale jeśli niczego nie zdobędziesz, to przynajmniej będziesz zauważony.
Podobną treść przesyłam na wszystkie portale poetyckie, jakie mi znane. Niech ludzie dowiedzą się o recepturze i starych kowbojach „jurowskich”, którzy odstrzeliwują prawdziwą poezję, a wybierają wiersze „psychiczne” i „socjopatyczne”, bynajmniej chyba o to chodzi w tym światku, wydobyć z głębin „głupola”, który potrafi „jeno władać piórem – a w życiu jest przepiórem”, sorry, niech nikogo to zbyt mocno nie dotknie, wiersz wierszowi nie równy, a i ocena „subiekcją”, bynajmniej taki przepis i receptura na zdobycie kasy w lichej i biednej izdebce poety.
Chciałbym przeprosić wszystkich, nazywających się poetami, którzy powiększyli grono laureatów jakiegokolwiek konkursu poetyckiego (siebie też), czasem jest tak, że wszyscy się świetnie znają, ale to już inny temat. Nie chcę nikogo krzywdzić, a jeśli, to proszę się zemścić na moich wierszach, cóż bez reklamy.
Na koniec, nurt socjologiczny trwa w poezji współczesnej już gdzieś od lat 50-tych XX wieku, czy czas go czymś zastąpić? Chyba tak, bynajmniej, oby nie hip-hopowskimi tekstami, wartymi od czasu do czasu szybkiej reakcji psychiatrii lub socjopatii (ej, nie znam dokładnie tego ostatniego wyrazu, ale mi się podoba, więc użyłem).
Na koniec - jeśli Marcina Jagodzińskiego nie zrazi się to zacytuję początek jednego z jego wierszy – „może już czas nauczyć się …”

z ukłonikiem i pozdrówką (messówka) MN

ps. w kilku myślnikach:

- jeśli ktoś jest innego zdania, to proszę bardzo, wal koleżanko/kolego, nie krępuj się, z chęcią pogadam (niech rozmowa będzie jedynie kulturalna);
- jeśli znacie przypadki konkursów, po których widać to, co powyżej napisałem, to wal koleżanko/kolego, trzeba przestrzec wszystkich, wszak znaczki tyle dziś kosztują, a jeszcze papier i tusz z drukarki;
- jeśli macie własne przepisy, receptury, to podzielcie się, niech każdy coś zarobi, ech, wiadomo, jeśli „nic nie wiadomo, to zawsze chodzi o kasę”, pozwólcie dojrzeć i umknąć rozstrzelania czy spalenia w piecu, jej, o czym ja piszę, tak, kochani po takich konkursach Wasze wiersze rzadko lądują w koszu, są darte, spalane, znieważane, toż to tylko jakieś tam gryzmoły …

Opublikowano

Wydaje mi się, że przemawia przez Ciebie jakaś frustracja. Nie zgadzam sie z Tobą, że nagrody dawane są tylko tym, którzy piszą wiersze "zaangażowane społecznie". Popatrz choćby na Dehnela, laureata Nagrody Kościerskich - można lubić jego poezje lub nie, ale nie można mu zarzucić pisania poezji socjologicznej czy publicystycznej, a już na pewno słabej. Chyba, że za poezję socjologiczną uważasz poezję o ludziach - no ale chyba właśnie o tym powinna być poezja.
Nie zmienisz faktu, że poezja ulega zmianom. Niewielu ma dzis szansę na podziwianie pięknych widoków i pisanie o tym - większość to mieszkańcy miast, zamknięci w blokowiskach, biegający pomiędzy pracą a domem. O tym piszą. A jeśli większosć pisze właśnie o tym, to jest znacznie większa szansa, że właśnie ktoś z nich pisze bardzo dobrze i właśnie kogoś z nich się wyróżni. To wynika z rachunku prawdopodobieństwa.
Podaj mi proszę, definicję "poezji prawdziwej" o której piszesz. Bardzo jestem jej ciekawa.
Ludzie zawsze pisali o tym, co przeżywają, co czują - na tym polega poezja, a ze przeżycia sie zmieniają... No cóż. Że zatracają sie wiezi międzyludzkie, że coraz więcej ludzi nieporzystosowanych, ponieważ wrazliwość w dzisiejszych czasach jest oznaką słabości, a słabość jest potępiana... Taki jest dzisiejszy swiat. Każesz im pisać o kwitnących kasztanach??? "Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy" - nikt nie będzie pisał o kwiatkach i ptaszkach, gdy dzieje się tak wiele innych rzeczy, niestety, coraz częściej złych. Poezję tworzą ludzie i piszą o tym, co w nich siedzi. Masz pretensje, ze siedzi w nich właśnie to, a nie co innego?
Pozdrawiam, j.

Opublikowano

Joaxii - to nie pretensja - to tylko zauważenie - dziękuję, że odpisałaś na mój, można rzec apel, napisałem wszak, że żadnych absolutnie pretensji nie mam - tylko, że moze już czas nowe coś wymyśleć, lecz czy koniecznie o kasztanach? o różach? - nie wiem sam, ja maluczki chłop, stąd moje zaciekawienie, co portalowicze sądzą o tym wszystkim, zajrzę do wskazanej poezji, bom ciekaw co ten pan napisał, a o definicji? cóż, ja podałem tylko przepis, bałbym się cokolwiek definiować, szufladkować, choć z wykształcenia jestem fizykiem i miłe mi stwierdzenia przyczynowo-skutkowe, może razem rozwalimy ten temat i dogadamy się co jest przepisem, co jest receptą
z ukłonikiem i
pozdrówką MN

Opublikowano

Niestety, jakie czasy taka poezja.Wszyscy mlodzi ludzie ktorzy wyrosli w tych "zdeformowanych" czasach nasiakli szalenstwami tego swiata , gorycza i rozczarowaniem a czasem wielka niemoca w przekraczaniu coraz to wyzszych progow.Ci wlasnie ludzie wylewaja na papier cala swoja frustracje.Nie znaczy to jednak ,ze tylko oni sa tacy zawiedzeni i zagubieni, caly swiat , a przynajmiej wiekszosc spoleczenstwa czuje to samo , tyle ze nie kazdy ma dar i odwage wylozenia swoich mysli na papier.
Mysle, ze chyba troche zaczynam przynudzac, wybaczcie ale ja jestem starej daty , wyroslam w innych czsach , tez moze nie najleprzych , tez czyms tam nasiaklam , ale wiem jedno,ze gdy bylam mloda wiele rzeczy wokol mnie , wiele wydarzen,napawalo mnie takze frustracja , beznadzieja, niemoca.Moje wczesne wiersze tez sa zatem inne od tyc pisanych w zyciu doroslym.Mamy wiec dwa skladniki wplywajace na tresc i forme naszej poezji - czasy w jakich zyjemy i wiek a wlasciwie doswiadczenia zyciowe poety ,to chyba najbardziej wplywa na nasza tworczosc.
Wezmy chociaz za przyklad ta wlasnie strone internetowa, 99% uzytkownikow jest przed 30,z tego pewnie 75% nie ukonczylo jeszcze 25.Jak zatem widac sa to bardzo mlodzi ludzie i zaloze sie ze na wszelkie konkursy poetyckie oni tez wlasnie odpowiadaja (tzn. mlodzi ludzie).Wiekszasc wierszy jest zatem zbuntowanych, zimnych , szalonych,przepojonych materializmem i pogonia nie wiadomo za czym, a wlasciwie wiadomo za czym - za szczesciem, tylko nikt tego slowa teraz nie uzywa. Ja nie wysylam swoich wierszy na konkursy bo wiem ze w tak ciezkich i dziwnych czasach nikogo nie interesuje poezja jaka ja uprawiam.Prosze nie brac tego za jakis wyrzut dzisiejszemu swiatu.Uwazam ze dla kazdego poety znajdzie sie czas w ktorym jego poezja bedzie potrzebna, moze nawet malej garstce ludzi ale bedzie potrzebna.
Pozdrawiam serdecznie zza wielkiej wody.Barbara.

Opublikowano

Joaxii: Nie mam w domu net’u, więc mogę sobie spokojnie porozmyślać, ot, w kilku punktach:

Po pierwsze: Czy kultura ma się wiązać z blokowiskami, czy nie zapomniałaś czasem o szerokim polu (wyraz ten jeszcze do XIV wieku – znaczył tyle, co wieś z przylegającymi do niej terenami rolniczymi), gdzie i wieś i uprawy i drzewa i te róże … ? - Myślę, że najwięcej poezji jest na styku tych (dla niektórych – odmiennych) kultur. Tak jak na styku dwóch kultur chrześcijańskich: wschodniej i zachodniej. Wschodnia ikona – wpatrzenie w obraz, chwalący go bogiem. Ikona zachodnia – obrazem jest tu przestrzeń z nieokreślonym wizerunkiem boga. Ech, o tym już ktoś pisał. Dla fizyka, najważniejsze jest to, co się dzieje na pograniczu dwóch ośrodków, rzadko, który sięga w głąb tzw. „substancji prostej” złożonej z takich samych cząstek, inaczej – problemów, codziennych spraw, doznań, odczuć – brak porównań, brak punktu zaczepienia, może właśnie, dlatego ten, tzw. „nurt socjologiczny” nie ma do końca podparcia w poezji? (moja to teza, staram się nie mądrzyć)

Po drugie: prześledziłem szereg epok literackich (oczywiście w każdej z nich, widzianych okiem współczesnych, była sprawa socjologiczna, cóż, tak bywa, pamiętam wiele zapisanych zeszytów z „polaka” i wiele przeczytanych skrótów i omówień na temat wierszy, w każdym tym czy innym zapisie była mowa o określeniu socjologicznym: autora, bohatera i okolicznej wyliczanki: jak, kiedy i poco powstał dany utwór. Jednak, czy o to w rzeczywistości chodzi? Czy o to chodziło autorowi? Czy z innej beczki nie walnąć i nie ośmieszyć pierwszych odkrywców obcych światów, co szukali na innych planetach życia, jednym z podstawowych czynników było zbadanie, czy istnieje tam tlen, ech ….socjopaci (chyba dalej nie rozumiem tego słowa).

Po trzecie: nikogo nie zamierzam ośmieszać ani obrażać, ale pociągnęłaś mnie do odnalezienia tej „poezji prawdziwej”, cóż, na pewno nie łączy się ona z konkursami, raczej z czymś w rodzaju - „kamienia filozoficznego”, ale na pewno nie z Harrym … bo to największa bujda (wg mnie) i brak jakiejkolwiek koncepcji łączącej przeszłość z teraźniejszością i przyszłością, ech, w jakim czasie my żyjemy? Czas dla fizyka jest jednym z rodzajów oddziaływania, stąd rozmowa o przemijaniu nie ma sensu, nie ma też sensu przynajmniej dla mnie oddzielanie czasu jako najważniejszego i krzesanie z niego „kamieniem filo.”, jak krzesiwem, aby iskierka komukolwiek zabłysła. Przepis na wygranie konkursu poetyckiego jest dla mnie jednoznacznym zaprzeczeniem poezji, cóż, zacznę „przykładać” przykłady, jeśli to ma być rozmowa, pt. „na przykład …” – ale jeszcze nie teraz. Przy kolejnych wpisach.

z ukłonikiem i pozdrówką MN.

Opublikowano

Bartoszu - musimy powołać kowboi, podjedziemy na koniach,
odstrzelimy co się da, jak przeżyjesz ,
znaczy się, że przynajmniej prawą ręką będziesz władał,
to właśnie to - esencja poezji, żartuję,

wybacz - człowiek całe życie wariuje, ale może właśnie
to co Ty piszesz?

ps. w roku 1976-77 jako małolat zaczynałem grć muzykę
"undergrandową", dziś tym mianem określa się "punk-rock'a",
jak ktoś prześledzi szlak lat wytarty przez nazwy muzyczne
to dowie się, ze troszkę w "nie w czasie" "łoiłem w wiosło"
i to jeszcze coś czego niewiele było w Polsce,
ech - to nie przechwałki, jedno tu jest pochrzanione,
że działo się to w małym miasteczku, zadupiu - z powodu
jednostki wojskowej układu warszawskiego - podobno jednej
z najważniejszych (łącznościówka, zagłuszanie Wolnej Ameryki
itp. sprawy) - miasto miało być "zadupiem" - bo tak
a nie inaczej,
Zauważam, że i teraz, Ci nowobogaccy politykierzy niewiele
dalej odskoczyli od starych komuchów, może przy głębszym korycie
siedzą, więc śmiało rzeczę, że pierwszego "prezydento-świni" nie
będę wybierał - bo żaden Ci z nich nie wart ani poezji, ani ździebka
trawy pod blokowiskiem, skopanym przez zbuntowanych małoletnich,
prawdopodobieństwo jest ciekawe, ale dziś, niestety, nas Polaków
równa automatyka, jak zwykle, wg socjologów, jesteś o wiele więcej
prawdopodobni od nieprawdopodobnych - stąd szacunek matematyczny,
skłania mnie do myśli - masz znajomości to i się napijesz, a jeśli
masz twarz - to Ci ją przerobią albo zakryją - tak to jest z poezją.
Czy nie sądzisz, że całym światem rządzą socjolodzy? Nawet poezją?
pozdrówko MN

Opublikowano

Basiu - każdy z nas ma swoje zdanie, szanuję i Twoje, dużo napisałaś
o wpływie wieku na poezję, tak, jak patrzę czasem na wypociny z młodości, hihihihi,
ale czasem znajdzie się coś fajnego,

co do frustracji to każdy sobie rzepkę skropbie - prosiłbym Cię - znajdź w swych zbiorach wiersze
o mej recepturze i jeśli nie szkoda Ci kasy zza "wielkiej wody" wyślij na jakiś konkurs,
zobaczysz sama, bo w końcu, tak jak odpisałem Bartoszowi, nie chodzi o to jak piszesz, co piszesz
- tylko o tę drugą stronę, kowboi - licytujących wiersze, o to chodzi, dość socjologami,
niech poetów obierają poeci, o to mi chodzi.
z pozdrówko MN

Opublikowano

Witku, wiesz, jak wygląda życie w wielkim mieście? Ja wiem, choć nie mieszkam w największym. Nie mam czasu iść nawet na spacer, świat widzę przez okna tramwaju, i najczęściej jest to świat pełen brudu, samochodów, smutnych, sfrustrowanych ludzi. Tu nie ma pogranicza - tu jest samo centrum. Jest samotność, wyobcowanie, stres, praca, praca, praca. Ledwo zauważam przemijające pory roku - najbardziej widzę je po trawie na trawniku pod firmą. Znam coraz mniej ludzi "na zywo" bo nie mam czasu sie z nimi spotkać. Jem byle co, byle szybko. Kontakt ze swiatem zachowuję poprzez internet. Tylko, że on nie pachnie, nie można go dotknąć, nie można spojrzeć człowiekowi w oczy. Wiesz, że juz nie potrafię?.. W weekendy (jeśli są wolne) robię zakupy i sprzątam mieszkanie, bo kiedyś trzeba to robić. Gdzie tu jest granica?
Upływ czasu określaja zmiany. A co, jeśli ich nie ma?...
Masz pretensje do młodych ludzi, że poza szkołą czy pracą znają tylko blokowiska? Tylko, że do najbliższego skrawka przyrody mają co najmniej godzinę drogi. Tyle, że zazwyczaj nie mają wolnej godziny. Maja czuć to, czego nie znają i o tym pisać?
Wiesz, ze coraz więcej dzieci urodzonych w mieście w zyciu nie była na wsi, nie wie, jak wygląda krowa, nie widziało lasu? Z nich wyrastają ludzie, dla których przyroda to Animal Planet w telewizji. Zamykasz im drogę do poezji?...
Poezja jest odzwieciedleniem czasów, w jakich żyją tworzacy ją ludzie. Jeśli za socjopatę uznać człowieka, który ma zaburzone stosunki międzyludzkie, to 75% ludzi w miastach je ma. Masz do nich o to zal? A czy to ich wina? Jeśli poezja jest socjoipatyczna, to tylko dlatego, ze ludzie tacy są. A ja jestem tego pierwszym przykładem.
Może teraz nie pisze się o tym, jak powinno być, tylko jak jest. Tyle, ze gdy piszesz wiersz jednocześnie zaznacza się w nim Twój stosunek do tego, co opisujesz. I może warto właśnie tego poszukać. Moze wtedy zobaczysz, ze ludzie nie piszą o tym, co im się podoba, że poezja to sposób na radzenie sobie z rzeczywistością i protest przeciwko niej. Tyle, ze nie bezpośredni, tylko zawoalowany, bo tym włąśnie jest poezja - pisaniem pośrednio.
Pozdrawiam, j.
PS. No i w dalszym ciągu czekam na definicję "prawdziwej poezji" i "prawdziwego poety".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wg mnie nie ma czegoś takiego jak "prawdziwa poezja" "prawdziwy poeta". Dla jednych ludzi poezją jest Leśmian dla innych ktoś w ogóle nie znany i mało znaczący. Moim zdaniem poezję trzeba czuć. Z poezją to wgc mnie podobnie jak z muzyką: jednym podoba się muzyka klasyczna, innym znów rock czy reggae. Nie wszystko można poczuć. Nikt nie jest taki sam i dlatego uważam, że nie można mówić o "prawdziwej poezji" czy "prawdziwym poecie".
Pozdrawiam


No musimy. Przecież my prawie z tej samej ziemi wyrodzeni. :) ;)
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Prawdziwy poeta (niegrafoman)
Nie pyta o drogę i nie daje kierunkowskazów
Prawdziwy poeta (niegrafoman)
Zapala zapałkę na twardej skórze dłoni
I nie ma wiatru ktory mógłby mu ją zgasić
Prawdziwy poeta (niegrafoman)
Gasi zapałkę jak uśmiech na ustach kobiety
Uśmiecha się tylko z petem w zębach
Przez zęby mówi (sobie) "Jestem męski
Prawdziwy poeta (niegrafoman)!"
Prawdziwy poeta (niegrafoman)
Nie ustępuje miejsca w tramwaju starszym
Nieprawdziwym poetom (grafomanom)
Prawdziwy poeta (niegrafoman)
Latem z blaszanych dachów po północy
Wyje "Stella, Stella!"
Przed świtem wsiada w skradzionego kabriolieta
Zbuntowany
Wraca do domu bez powodu
Chyba ze czas nakarmić rybki w akwarium.


Prawdziwy poeta (niegrafoman) naprawdę
Nie pisze wierszy.

piękne to - ale czy definicja to czy teza? może aksjomat? Dziekuję jednak, ze wypowiedziałeś się na ten temat
z pozdrówką MN
Opublikowano

Joaxii

Zszokowany jestem, dzieli nas jakieś 3,5h, a tu "kawa na ławę", Opowiem więc o sobie.
Codziennie stykam się z przyrodą, codziennie przejeżdżam w jej pobliżu, codziennie
mogę iść do lasu (powiesz "szczęściarz", ech) - ludzie tu też obcy jak i u Ciebie,
Gorzej! Jak nie wypijesz to nie jesteś swój - a ja nie piję, chyba, że sam piwo
jakieś jedno, taką mam okolicę i pracę (bezalkoholową), a co do mieszkania - to
bardzo blisko mam do pól, jakieś 25 metrów, hi, no może przesadziłem, 40 m,
widzisz więc, ze to co piszę (chodzi o wiersze), to moje „ja”, choć mieszkam w
blokowisku, ech, co tam - jak i u Ciebie, większość osób, z którymi mogę porozmawiać,
to nick'i z net'u

Co to Twoich procentów - cóż, to właśnie mnie zszokowało. Co ta młodzież (dzieci) robi?
Krowa? Koń? hihihi, Z jednej strony mnie to śmieszy a z drugiej mam żal, ale do kogo?
Oczywiście - do socjologów - to oni kreują teraźniejszość, zapewne też wykreowali te procenty,
poco im to? Aby zarabiać, aby mieszać, aby tak jak my z wierszy mieć Radochnę ze swej pracy.
Znasz zapewne sposób szklarza na zarobek? Najpierw bije szyby, tak by go nikt nie zauważył,
a potem za kasę wstawia nowe. Zobacz w tv, np. wybory (nie pójdę na nie, bo ...)
- zawsze pytają socjologów, co i jak tam wyborcy się
mają, hi, PROPAGANDA, a może to właśnie "EPOKA PROPAGANDY", każdy myśli o sobie
źle i tak ma być, jej, coraz głębsze koryto w nurcie socjologi, pora deszczowa,
bambucio pływa na wyliniałym umyśle, pozbywajacym się szarych komórek, wyłóżmy
karty - KREACJA SOCJOLOGICZNA!!!!!!!!! Ech co to da, że to napisałem.
Tylko mi nie odpisuj, ze tak jak hitlerowcy zwalili wszystko na Żydów,
tak i w tym wypadku, NIE! To już inna historia.

Co do "definicji PRAWDZIWEJ POEZJI", powiem wprost, wg naukowej dyscypliny - to w
temacie postawiłem aksjomat, (takie tam) "przepis na … trele morele" (zobaczysz,
że niektórzy będą dziękować nam - kanciarze), tezą, czyli potwierdzeniem będą te
wygrane, jeśli się mylę to bodaj bym już nie pisał, byłaby to chyba najgorsza kara
(w tej chwili możliwa do wyobrażenia), więc - dla mnie na razie wstępną, roboczą
definicją "prawdziwej poezji" jest ten nurt socjologiczny, ale ta definicja (możliwa do
obalenia) nie łączy się z tym co ja myślę, bo tak doszedłem do wniosku, że wychylanie
się nie czyni człowieka człowiekiem, jedynie nieodzownym ogniwem postępu, zabawa w
pioniera, stąd więc "POETA PRAWDZIWY" to ten co się wychyla ze stosu "banialuk",
który ma być wzorem, cóż, dla wytłumaczenia niech wzorem tym będzie krzesło w
chacie pana boga, ludzie chcąc odwzorować budują coś w postaci krzesła, ale to nigdy
nie będzie pańskie krzesło, to nigdy nie będzie ten puzel pasujący do obrazu boga,
ludzie mają dar wyobraźni, stąd u każdego w domu inne krzesło, idąc dalej, "prawdziwy
poezja" zaprzecza "poecie prawdziwemu" i tak to zapętliłem, uzyskując wieczną nicość,
a gdyby jedno z tych spraw zmienić? wykrzywić lekko?

z ukłonikiem i pozdrówką MN

ps. tak już poza mym nieco fizycznym pstryczkiem - jeśli poezja jest wyżaleniem się
za świat w świecie bloków, to może by tacy, co tak piszą, sami poszli do jakiego psychologa,
który mieszka poza blokiem? To tylko takie tam mętne myślenie, sorry. Takie wycie do księżyca,
za ździebko trafniejszego odblasku.

Opublikowano

Te procenty, to nie socjologowie kreuja, oni tylko je zliczają. Ja to widzę na codzień. Rozmawiam z dziećmi, z młodzieżą, która mieszka non stop w mieście i o przyrodzie nie ma pojęcia. Nie zwalaj winy na socjologów, oni tylko opisuja rzeczywistość, nie tworzą jej, choć, oczywiście, współtworzą.
Takie czasy, taki dziki kapitalizm, taka praca, takie życie. O świecie dowiadujemy się z TV i ciesz się, że żyjesz w małym mieście i masz blisko przyrode.
Co do wywnętrzniania się - jest jak jest i nie widzę powodu, zeby to ukrywać. Ja pamiętam wieś. Pamiętam z dzieciństwa. I tęsknię do niej, ale nie mam czasu, by tę tęsknotę zrealizować. Masz o to do mnie pretensje?...
A do innych? Do dzieci, które nie były na wsi, do ludzi tkwiących przed TV, zabieganych, zamkniętych w swoich domach?... A co mają robić? W takich czasach przyszło im żyć i nic nie mogą na to poradzić. Tak jak ja. A ja chociaż wiem, za czym tęsknie. Dzisiejsi młodzi ludzie - nie. Mój mąż nigdy z bliska nie widział krowy, nie był na prawdziwej wsi, nie pił mleka od krowy, od zwierząt trzyma się z daleka, a jak wzięliśmy kota i usłyszał mruczenie to chciał z nim iść do weterynarza, bo myślał, ze ma coś z gardłem. Mam mieć mu to za złe?... A jego rodzicom?... Takie czasy, takie życie.
Nie oceniaj ludzi pochopnie - nie wszyscy muszą być tacy, jak Ty, a tych "socjopatów", jak ich nazywasz, jest coraz więcej, i nic tego nie zmieni. Chyba, ze nagle wyburzymy miasta i zrobimy wszędzie wieś.
Pzdr., j.

Opublikowano

tak jest, miasta trzeba wyburzyć w najbliższej przyszłości i zalesić
a poza tym wcześniej to jeszcze trzeba wybrać kogoś w konkursie na Mr. President :)
bo od tego zależy los naszego społeczeństwa, a w pochodnej poezji ... ;)

konkursy poetyckie dotyczą rzeczy niemierzalnych normalnymi miarami
(w przeciwieństwie np. do biegu na 100metrów, gdzie sędzią jest czas i nie ma wątpliwości do co wygranej)
biorąc pod uwagę skład jury i charakter konkursów, przepis w wielu przypadkach jest skuteczny
i nie ma co się temu dziwić.

jedna z moich teorii: (;))
w szkołach do konkursów stają grupy "przebojowe", czyli prysmusi, lizusy, i absolutnie przemądrzałe mądrale (nikogo nie urażajac oczywiście), które udzielają się na lekcjach.

idąc dalej, zachęceni wygraną, jawnie nazywajac siebie poetami, startują na bardziej ogólnopolskie konkursy.

coś sie dzieje,
nauczyciel zdobywa punkty w swoim planie rozwoju,
uczniowie czują się dowartościowani,
na sali można poklaskać i najeść się czasem chipsów.
luzik ;)

poeta jako społeczny indywidualista, w takich imprezkach udziału nie bierze,
jest świadomu swoich czynów i niczego nie musi udowadniać nikomu.


Nie ważne jest że taki przykładowy Zenek Bocian wygrał 307 konkursów,
jeśli nikt po kilku latach nikt nie będzie czytał jego wierszy ;)

prawdziwy poeta przeciwstawia się swoim czasom.

Ostatecznie zwycięstwo i tak należy do najlepszych.


heh, ale namotałem ;)

Pozdrawiam.

Opublikowano

Joaxii – zacznę od tego, że nie nazwałem Cię „socjo-coś-tam” – jeśli tak zrozumiałaś,
bardzo Cię przepraszam, tak, wiem cos o ludziach z wielkich miast, ale oni – jak tylko
znajdzie się chwila, szybko opuszczają ten „zablokowany” i lądują gdzieś na trawie,
ale oprócz tego – od czasu do czasu wychodzi z nich ta „wielkomiastowość” –
jak Ty o męzu, to ja o żonie, otóż, moja żona jest ze wsi, córka nauczycieli,
krowę widziała, kotów nienawidzi, ale za to pies to jej przyjaciel, hi, dziwne, nie ja,
hihihi, w życiu są różne trójkąty – ale od początku małżeństwa psa jeszcze nie mieliśmy,
w młodości w moim domu wałęsał się kot, więc wiem jak to jest kiedy mruczy – albo spi w nogach,
albo gdzieś na poduszce, albo wraca po dwóch dniach dumny, hihihi, wiesz, nie mów,
że Ciechanów to małe miasto, bo usłyszą, choć to zadziobana prowincja, ja tu w tej chwili żyję.

Co do oceniania, nie moja w tym rola, jedno wiem, że większość statystyk bierze się z nieba,
a może piekła, i tak w jedno i w drugie nie wierzę, widziałem kiedyś jak to banki między sobą
ustalały wartość dolara w danym dniu, hi, rzecz warta wiersza, bynajmniej jakiejś jednoaktówki
w teatrze, widziałem jak się ustala wzrost czegoś, czego się nigdy nie robiło, jak mylnie
podaje się dane, jak się oszukuje, i co z tego? Teraz mi mówisz, że oceniam, skąd wiesz,
że też nie kłamię, że Cię nie podpuszczam? Nie, choć może w tej chwili mi nie wierzysz,
ja tylko podałem przepis i tak nam się rozniosła dyskusja w tematy nam bliskie.
Socjologia wzięła się z masowości, i tu kolejny pstryczek, nie ocenianie, byłem w woju
i widziałem jak to dochodzi do wyboru spośród 30 młodych chłopaków ich dowódcę, właśnie
na zasadzie masowości, znaleźć słaby punkt, ale taki, by została rana dla innych i strach,
typowa procedura, łatwa w obsłudze, wiedz, że w tym czerwonym woju (byłem jeszcze za komuny)
nie dorobiłem się nawet ST. Szeregowego, choć rzucili mnie na początku na „kapralówkę”, ech,
brzmi to jak przechwałki, ale „wojo” dało mi mnóstwo czasu na poprawianie warsztatu,
pracowałem sam, bez niczyjej pomocy, teraz też, nawet moja żona nie czyta tego co piszę.
Powiem, że w tym wypadku, też jestem „socjopatą”, i jeśli Ci to nie przeszkadza,
to witaj w klubie!

Co do burzenia, ech, nigdy w żadnym życiu, ech i tak na tych blokowiskach kiedyś coś tam urośnie,
trawa albo sosna, czytałem gdzieś, że gdybyśmy nagle zniknęli, my – ludzie, jako gatunek,
to w ciągu 50 lat – ta krowa wróciła by do dzikiego zwierza, którego dobre setki lat trzeba
byłoby krzyżować, by znów powstała krowa, świnia w przeciągu 30 lat stałaby się czymś w rodzaju
dzika, koń – jemu 25 lat dają naukowcy, hi, nieźle, po 500 latach byłoby już po naszych
blokowiskach, a po 1000 lat nie zostałoby nawet śladu, no wiesz, erozja, korozja i tym podobne.
Stąd też może i warto frustrować się, jej, przepraszam, nie zapętliłem?

Z ukłonikiem i pozdrówką MN
PS. Nic nie napisałaś o moich wywodach na temat „prawdziwej poezji” i „prawdziwego poety”

Opublikowano

Kai – no i co? Burzymy? Zobacz co takiego napisałem o burzeniu Joaxii, one same się burzą
i psychicznie i naturalnie, więc może już zostawmy te muzea ludzkiego gatunku.

Co do szkoły, to jak widzę, prawdopodobnie opisujesz swoją szkołę, do której chodziłeś,
jeśli nie to przepraszam, powiem krótko, prócz tego, że każdy się dorabiał i Ci młodzi poeci
i nauczyciele, to każdy miał w tym interes, w moim przypadku było inaczej, no pamiętam panią
od polaka, starsza kobietka, ale to ona powiedziała moim „starym”, jak go nie poślecie na
jakieś klawisze, to chłopak zmarnuje życie – no i marnuję, hihihihi, bo nie było kasy
ani na naukę, ani na piano, a na gitarze nauczyłem się sam (sorry za przechwałkę) –
o poezji w zasadzie wiedziałem od najmłodszych lat, tata kiedyś pisywał.
Ale niczego mi nie przekazał, tu też samouctwo, jej, jeszcze wywiodę, że nienawidzę
nauczycieli, hi, sam nim teraz jestem, no dobra wystarczy, bo się jeszcze rozpłaczę, wiem,
inni mają mniej inni więcej, ale każdy ma wyobraźnię.

Co do rekordzistów – to ja też znam takiego ponad 300 razy był laureatem
– to chyba Jerzy Frykowski, ale nie jestem pewien, gość właśnie stosuje technikę
socjologiczną, prosto z przepisu podanego na samym początku,

Wiesz, „prawdziwy poeta” – kurczaki, eldorado czy co? Istnieje w wyobraźni,
o której pisałem w poprzednim akapicie. Ot, ostatnie słowo z tego akapitu.

Ukłoniki i pozdrówko MN
PS. namotać to ja namotałem, hi, a wiesz co to jest co się rozkłada na ziemi? Namiot, hi.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Lenore Grey Można powiedzieć, że czekałem cały dzień na kolejną doskonałą miniaturkę od Ciebie.
    • Bosy, zwinny — jak małpka zgoła — z odpływem się zabrał w którymś lecie. Przed Pompaurdé chylił czoła, gdzie ptaki pieśnią rozpinają siecie. — Już świeca dogasa! z podwórza kwik się niesie! Co mówisz, co mówisz, dziecię?               Jack Featherwick?... 
    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji.   Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi  krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem.   Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata. Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca.   Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.   Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż?     Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.   W gabinecie ojca panował półmrok. Oficer śledczy siedział  naprzeciw mnie w skórzanym fotelu. Widać było na jego twarzy mieszankę zmęczenia, rezygnacji i powątpiewania  ale oczy mówiły zupełnie coś innego. Rozedrgany głos również. To był czysty strach. Cały czas zerkał niespokojnie  na rączkę z igłą, jednak nie miał już ochoty a raczej śmiałości by ponownie odtworzyć nagranie. Wreszcie wstał. Zbyt gwałtownie i prędko  by móc ukryć nerwowe ruchy nie przystosowanego do tak  niecodziennej i tajemniczej wiedzy. Umysł policjanta opiera się na  racjonalnym poglądzie,  utrwaleniu w twardym dowodzie  i bezsprzecznie niepodważalnej tezie. A on miał jedynie dziwne,  nic nie wnoszące nagranie z wrzosowisk oraz na dokładkę masę chaotycznych, spisanych w stanie delirycznym dokumentów a także pamiętnik osoby  najpewniej zupełnie obłąkanej.     Musiał jednak udawać przed świadkiem, że nadal panuję tutaj nad wszystkim  a sytuacja jest owszem trudna  lecz jeszcze nie beznadziejna. Jedna poszlaka, trop, cokolwiek  i będzie można ruszyć dalej a potem czym prędzej wynieść się stąd  i zamknąć a najlepiej spalić tą przeklętą budę.     Ojciec tego chłopaka był szalony. Lecz również kiedyś  był szanowanym naukowcem. Wiedział, że facet żyję i wodzi ich za nos  w swoim wyimaginowanym świecie  istot z innego wymiaru. Spojrzał jeszcze raz na chłopaka. To nie było typowe przesłuchanie. Bo sprawa była nietypowa ale i chłopak zdawał się  nie wiedzieć zupełnie nic. On już dawno stracił ojca i nie zamierzał widać nawet udawać, że może być inaczej. Nie miał żadnego interesu  by im pomagać  a tym bardziej utrudniać śledztwo.   A więc jeszcze raz. Potwierdzasz, że głos  z nagrania to głos Twojego ojca? Chłopak patrzył przez  nieprzejrzysty mrok za oknem, był teraz gdzieś daleko, musiał cofać się w trudną przeszłość.   Tak. To głos mojego ojca a ten drugi głos  praktycznie na pewno należy do Noyesa.   To już sami ustaliliśmy.  Noyes zanim wyruszył z moimi ludźmi  na poszukiwanie Twojego ojca, przyznał prawie od razu, że chodzili na wrzosowiska razem.   A gdzie jest teraz?  On byłby lepszym świadkiem niż ja. Zna mojego ojca dłużej. Nawet zmartwychwstali  w tym samym czasie i miejscu. Nie wydaje się to Panu dziwne?   Policjant pokiwał głową. Noyes też zaginął, razem z całym moim patrolem.   Miał ich zaprowadzić  w jedno z miejsc na wrzosowiskach. Tam to wszystko nagrywali. Tam mieszkają oni.   Chłopak wybuchł krótkim, lękliwym śmiechem.   Ci z tego Yuggoth? Myśli Pan, że mój ojciec i Noyes  wpadli w Nowej Anglii przed laty  na trop jakiejś ludowej sekty. A potem przybyli tu i zaczęli robić to samo już jako jej członkowie? Może po to są te wszystkie modlitwy, obrzędy i bluźniercze rysunki w pamiętniku. To kult.  Mamy w pamiętnikach zapisy o dziewiątej planecie układu. Przecież obaj wiemy, że takowa nie istnieje. Wszystkie teleskopy jej szukają, lecz ona jest tylko marzeniem astronomów. Pojawia się w snach. Bo jest z krainy snu. Jest bajką i pożywką dla tych  co mają światłe umysły lecz słabe nerwy. Jak Noyes czy mój ojciec. Pan spojrzy na ten zapis o tutaj. Złapał za zakładkę w pamiętniku  i przewrócił strony. Wskazał palcem fragment i odczytał.     Zaprowadzili mnie przed oblicze Rady. Ich Starszy opowiedział mi o zagrożeniu tak samo olbrzymim dla nich jak i dla nas. Całej humanoidalnej rasie grozi zagłada. I to ich wina. Połączyłem się z jego myślami.   Ach! Co ujrzałem… dobry boże … skuty lodem kontynent a nad nim stróżujące aż do firmamentu czarne, błyszczące góry. Okryte mgłą szaleństwa. Za nimi płaskowyż żalu, na którym palą się wieczne ogniska  dzikich plemion wyznawców. Wznoszą do nieba imię najwyższego chaosu. A on słucha, zamknięty w dostojnej sali pałacu na szczycie samotnej, bazaltowej góry. Gdzie jeden człowiek jeno dotarł w wędrówce przez sen.   Góry strzegą też miasta. Jeśli można go tak określić, nie tracąc przy tym wiary  w postrzeganie wymiarów przestrzennych, matematycznych i fizycznych. Ci, którzy mnie wezwali. Określają je jako  Miasto Umarłych acz Śniących.   Boże jedyny jeśliś jest to ratuj nas… to miasto jest na Ziemi… to biegun. A pod nim grobowce Starszych. W grotach snują się strażnicy. On przekazał mi kolejną myśl. I zobaczyłem to miasto w pięknej krasie dawnych prekambryjskich dni. Sale, biblioteki, zamki i pałace. Nie zmieniła się jedynie zimna postać góry, leżącej za Leng. Lecz pałac na jej szczycie  tętnił życiem, śmiechem i zabawą. Tak hucznie ucztowali Ślepi Bezimienni. A kto im usługiwał. ONI! Byty z Yuggoth. Niewolnicy Cthulhu. Który śpi pod kontynentem…   Zamknął z trzaskiem  oprawiony w skórę pamiętnik. Jedno było pewne, żywy czy martwy. Jego ojciec jest stracony  dla racjonalnego świata ludzi. Dla jego umysłu i serca również.   Policjant skrzywił się jak gdyby kazano mu włożyć rękę w cuchnącą, galaretowatą maź, z jakiej składają się Ci z Yuggoth, przynajmniej wedle opisów z pamiętnika.   I Twoim zdaniem to mam wpisać do oficjalnego raportu? Twojego ojca,  tego dziwnego milczka Noyesa  i trzech moich ludzi  uprowadzili przedwieczni kosmici, wyglądający jak prehistoryczny budyń  z cuchnącej grzybni i trzęsącej się galaretki?   No pięknie. Obawiam się drogi chłopcze,  że bliżej mi do wersji z sektą lub  szalonymi mordercami. Na nagraniu słychać rozmowę  Twojego ojca i Noyesa  z kimś kto nie odpowiada na ich słowa  bo chyba dźwięku fletu i jakiś piszczałek.  O ile w ogóle są tam takowe instrumenty, nie można określić jako znany nam język. I jeszcze to metaliczne, głębokie buczenie. Jakby ktoś zamknął  wściekły rój szerszeni pod aluminiową misą. To mogą być zakłócenia na cylindrze ale zaiste dziwne jest to, że szczególnie Noyes odpowiada zawsze wtedy gdy buczenie ustaje. Jakby rozumiał przekaz. I jeszcze ten ołtarz na wzgórzach. Znam każde wzgórze w okolicy  i nie ma tu żadnych  starych kaplic ani kościołów. Żadnych celtyckich świątyń. W epoce polowań na czarownice, mieliśmy w okolicy jednej z wiosek rodzinę posądzoną o czary i konszachty z diabłem. Podobno składali dzieci w ofierze  na jednym ze wzgórz. Zanim jednak kapłani i gawiedź  rozprawili się z nimi, przyszła na ich dom zagłada. Groza z samej czeluści piekieł. Kobieta przemieniła się  w noc wiosennego przesilenia w potwora  o tysiącu oczu i odnóży. Pożarła własny dom i odeszła w leśny jar, który do dziś uważa się za przeklęty. Jej syn zginął po tym  jak jego ciało rozpadło się dosłownie na części. Podobno byli na to świadkowie bo stało się to  na schodach biblioteki miejskiej. Zdążył jeszcze wypożyczyć  jakieś czarnomagiczne dzieło  a potem wyszedł przed gmach. Złapały go straszne spazmy. Na kolanach wrzeszczał imię ojca, lecz podobno nie tego  który go spłodził tu na ziemi. A tego, którego przywołała niegdyś matka. Jego prawdziwy ojciec  oszalał po tym wszystkim. Zmarł w szpitalu dla obłąkanych. Do ostatniego wydechu powtarzał podobno  by zamknąć portal na wzgórzu  bo groza powtórnie przyjdzie z gwiazd.   Jak widzisz szaleńców  nigdy nam tu nie brakowało. Wiem, że Cię to nie pociesza  ale Twój ojciec nie jest wyjątkiem. Zostań tutaj chłopcze i poinformuj mnie niezwłocznie gdyby Twój ojciec,  Noyes lub moi ludzie wrócili. Naprawiliśmy linie telegraficzną i telefon. A teraz polecam gorąco przespać się z tym wszystkim czego jesteśmy świadkami. Dobrej nocy życzę.   Ukłonił się i wyszedł przez kuchenne drzwi. A ja nalałem sobie kolejną porcję whisky  i naprowadziłem igłę na cylinder.   Flety i piszczałki  były zagłuszająco hipnotyczne. Metaliczne buczenie było pełne wyczekiwania a nawet wściekłego wręcz podniecenia. Drgania wywoływały ciarki na całym ciele  a dusza karlała wręcz  z niewysłowionego przerażenia.   Nagle wszystko ustało a z bezdni ciszy  wychynęły słowa Noyesa. Najwyższego kapłana. Nie zapomnę tych inwokacji  do końca swych przeklętych dni.   IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA! IARRUGISHGARRAGNARAB!   Znów wściekłe buczenie  i głos drugiego kapłana. Mojego ojca.   Wzywam Cię Przodku Bogów! Wzywam Cię Stworze Ciemności,  Czynami Ciemności! Wzywam Cię Stworze Nienawiści, Czynami Nienawiści! Wzywam Cię Stworze Pustkowi, Rytuałem Pustkowi! Wzywam Cię Stworze Bólu, Słowami Bólu! Wzywam Cię z Twego Domu Ciemności! Wzywam Cię z Twego miejsca spoczynku  w trzewiach Ziemi!   Dało się po tym słyszeć jakby odgłos ogniska  i opętańczych skoków lub tańca.   FYAAH! FYAAH!  BOYYUK! URRAK!    I znów szaleńczy ryk Noyesa.   NIECH ZMARLI POWSTANĄ! NIECH ZMARLI POWSTANĄ  I POCZUJĄ KADZIDŁO!...   Nagranie kończyło się nagle  tak jak gdyby  fonograf został rozbity lub celowo wyłączony.   Powziąłem decyzję. Muszę wyjechać Uciec! Rano. Oni już wiedzą. Oni wiedzą. Oni pragną. Dla nich nawet niewinna myśl o tym jest szeptem w ciemności,  który ich zwoła. Nie chcę z nimi walczyć. Nie chcę im ulec. Ołtarz ukrył się przed światłem księżyca. Kiedy go zabraknie Oni tu wrócą. Ojciec też. I będzie błagał bym udał się na Yuggoth. Muszę zniszczyć wszystkie dowody. Spalić dom. Pozbyć się swojego  zajętego obłędem umysłu…              
    • dedykuję Berenice97   A może w ciszy wnętrze ostudzić, i wokół siebie mieć inny świat, bo już się nie da odmienić ludzi, więc promieniujmy nasz ciepły blask,   Zakopmy gniew głęboko w ziemi. Wyrozumienie przyjdzie nam siać. Zaś ludzie przy nas sami się zmienią: jedni odejdą, by w gniewie trwać.   Inni się zmienią, przybędą nowi niosąc odwagi niejeden gros. Zniknie nieśmiałość ujrzymy drogi na których dobroć ma swoją moc.   A referencji nie ma co szukać. Spoglądać w serce przynajmniej raz. Przy naszym życiu trzyma nas dusza. Coś z siebie innym możemy dać?      
    • posługa   dopiero co grzebał się w ziemi  wciąż miał ją pod paznokciami ale już  wstrzymano zegary zasłonięto lustra   przeżegnała się szepcząc słowa modlitwy rozwinęła pasmo bandaża i podwiązała mu szczękę pod brodą        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...