Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zamyślam się
nim pióro zostawi
ślad

leniwie sięgam pamięcią
po zasady

kolejny raz zdmuchuję
kropkę z końca zdania
przenosząc jednym ruchem
nad i

zmieniam sens co dnia
- nieuchronnie

rozumiem inaczej?

* * *

zastanawiające -
wszak myśli

Opublikowano

witam wszystkich :-)
wiersz jako pisanie ogólnie pojęte. troszkę zmodyfikowany - tematem pierwotnym był świat widziany oczyma dyslektyka :-) [wymysł nie mój, lecz pewnej komisji konkursowej]

pozdrawiam gorrrąco znad kubka ciepłej herbatki
kalina

Opublikowano

nożyce zastosowałaś bardzo ostre
ale ja jeszcze się pobawię


zamyślam przed
śladem pióra
leniwie pamięcią
po zasady

kolejny raz
przedmuchuję
kropkę z końca zdania
nad i

co dnia zmieniam
nieuchronnie sens

rozumiem inaczej?

* * *

zastanawiające
wszak myśli

/

Pozdrawiam TomaszEK

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




hm. w swoim komentarzu nie zmieniłeś stylu ani formy przekazu - tylko delikatnie pozamieniałeś słowa. sądzę, że i bez tego mi się będzie (co nie oznacza, że twoje poprawki są złe :-)

pozdrawiam
kalina
Opublikowano

każdy człowiek piszący jest wrażliwszy od przeciętnego szaraka. nie jestem do konca przekonany o konieczności pytajnika w przedostatniej myśli. stawianie pytania retorycznego w takim momencie jest [u]w moim odczuciu[/u] nie na miejscu. reszta jak zawsze u Ciebie elegancka, idealnie skrojona, wyśmienita.
spory plus

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki dżej :-) myślałam, czy nie zlikwidować tego znaku zapytania. i chyba nadal będę nad tym myśleć

ale urosłam teraz. hohoho :-)

pozdrawiam
kalina

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...