Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

twarze twarze

nie słyszą nie widzą

twarze jak krzyk

zgięte bólem

takie z czerwonymi żyłami

czasami mięsiste

i te ze zmarszczką

pół twarze z odbitym

na kowadle życiem

a tu inna w okularach

coś ukrywa? uczucia

nagle z kapelusza wyprysneła

twarz tłuściutka

a z nią uśmiech mówi o radości

za nią pochyla sie twarz

żółta bezmięsna

patrzy zazdrośnie na tą

co piękną nazywają

są twarze które mówią

i takie co wojne wywołają

ale najpiękniejsze twarze te

co skrzydła w oczach mają

Opublikowano

wiesz, właśnie od tego myślę trzeba odejść, od twarzy i tłumu .. moja i Twoja twarz też są takie w tłumie, jesteśmy częścią tłumu; to jest rodzaj pogardy, lęku przed tym tłumem, przed osaczeniem, staniem się kimś anonimowym w miałkiej masie
tymczasem tego nie ma :)
to tak jakby drzewo w lesie ożyło , zaczęło iść pomiędzy innymi drzewami, ciasno ułożonymi obok siebie, i powtarzało :" liście liście, kory kory, gałęzie, dobijająca zieloność i pustka" :D
każde drzewo jest unikalne i gdy pod nim przysiąść można poczuć jego głębię i siłę i niezwykłość; każde drzewo jest inne i ma swoją historię ..

pozdrawiam

Opublikowano

nie jestem ani swiatowej sławy pisarka ani tez znawca wielkiego formatu ,ale wg. mojej subjektywnej oceny mysle za bardzo ten ersz skupia sie na "naturalności bytu " byc moze gdyby porownania były bardziej wyrysowane i dostadne miało by to jaskrawszy odbior a tak jest seria wymienionych propozycji z pośrod wielu dziekuej i pozdrawiam :]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...