Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jezus Maria! Wykończy mnie mój własny mężczyzna, chociaż właściwie mogłabym być tak wykańczana i wykańczana, zupełnie mi to nie przeszkadza. Wcale a wcale. Ani, ani. Z sił opadam na łóżko. Boski jest, absolutnie. Wdech, wydech. Och, ach. Taki seks na koniec dnia to jest dar od losu, najwspanialsza rzecz pod słońcem, to jest zastrzyk pozytywnej energii w najczystszej postaci, pigułka zapomnienia, to jest...

- Oglądamy telewizję?

Kładzie się ten mój Artuś najdroższy, przekochany mężczyzna, obok mnie, obejmuje, odgarnia kosmyki z czoła i już włącza.

- Mhm. – Odpowiadam, mimo, że tu piękna, romantico muzyczka, ja w ramionach tego jedynego, perspektywa na życiowe rozmowy w ten przyjemny, spokojny wieczór. Mogłabym tak przeleżeć noc i poranek, i południe, i popołudnie. Ach, mogłabym tak leżeć i leżeć.

Ehe, zaczęło się. Już pstryka po tych kanałach jakby go ktoś gonił. Pyk, pyk, pyk, pyk, pyk. Prawie pięćdziesiąt kanałów w niecałą minutę. Typowo męskie.

- O, zostaw to! – reaguję odruchowo, bo refleks to ja mam. Aczkolwiek refleks ten, rzecz nabyta przy oglądaniu telewizji z Arturem.

Na ekranie tancerki tańczą z gwiazdami i gwiazdkami różne walce, tanga, rumby jakieś i samby. No to patrzymy sobie na te tańce wygibańce. Pochłaniają mnie szpilki, które owe tancerki na sobie mają oraz to, jak one w nich do cholery tańczą. Ja bym nie potrafiła. A może się nie doceniam. Zresztą nieważne, co będę tu jakieś rozterki roztrząsała w ten marcowy wieczór, gdy mi tak ciepło i lekko na duszy. I nagle wyskoczyła na tym naszym dwudziestocalowym ekranie jakaś dziewucha w spodenko-majtkach, tyłek na wierzchu(ujęcie z dołu) i topiku, co jej więcej odsłaniał niż zasłaniał(ujęcie z przodu i z góry) a zapatrzony w nią gwiazdorek, stwierdza, że bardzo przyjemnie mu się z nią tańczy.

- Wcale mu się nie dziwię – komentuje wyraźnie zadowolony Arturek. – ho ho ho – dodaje z dumą.

Że co?! - Myślę sobie.

- Że co? – mówię.
- No nie dziwię mu się. – Odpowiada, jakby to było oczywiste.

Aha, nie dziwi mu się. Absolutnie mu się nie dziwi. Czy ja się przesłyszałam? Dziewucha kręci brzuchem, biodrami, tym nieszczęsnym tyłkiem i czym się jeszcze da na wizji, a Arturek jakiś żywszy się zrobił i komentuje sobie dalej. Wyzwoliłam się z objęć tego zdrajcy i leżę dalej. Obrażona. Co mi tu będzie frywolne wnioski wysnuwał na podstawie tego co widzi. Zapatrzony w jakiegoś wampa, nie tancerkę. I to jeszcze po tym cudownym seksie! O nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Niech sobie sam ogląda. Wychodzę. Po chwili przychodzi do kuchni z uprzejmym zapytaniem czy bym mu też herbatki nie zrobiła. Sam sobie zrób, samcu jeden.

- Natka stało się coś?

Natka. Natka pietruszki.

- Nie mów do mnie Natka. – mówię szybciej niż myślę.
- Przecież nigdy Ci to nie przeszkadzało. – rezolutnie zauważa.

No, więc mówię, żeby się tak nie podniecał jakąś lafiryndą, gdy jestem obok, zresztą, żeby w ogóle się nią nie podniecał. A już na pewno nie po tak absolutnie wspaniałym seksie ze swoją dziewczyną.

- A taki był fajny wieczór.

No był, mógłby być sobie dalej spokojnie i bez przeszkód, gdybyś... Nie no! Jeszcze się śmieje.

- Natka, ty głuptasie, ty mój. – I śmieje się dalej bezczelnie. – Co ja mam Ci powiedzieć? No co? Że ona nie dorasta Ci do pięt? – No, widać jakiś postęp wreszcie, ja go kiedyś uduszę. – Kochana...
- Nie kochaniuj mi tu, denerwuje mnie to, rozumiesz? – Uderzam pięścią w blat aby być jeszcze bardziej wiarygodną.
- Rozumiem, no chodź już, chodź do pokoju.
- Wcale nie rozumiesz.
- Rozumiem, Skarbie, rozumiem doskonale. – Słyszę jakąś ironię. Taką malutką, taką mini, sarkaźmik subtelny.

Idę przed nim i już się śmieję, i szczypię go w brzuch, bo wiem, że tak dla świętego spokoju mówi, przecież znam te sztuczki. Oczywiście nie omieszkam mu tego powiedzieć, więc mówię, a on rzuca się ze mną na łóżko, wariat jeden kochany. I łaskocze, i tu, i tam, i może jeszcze tam. A ja piszczę, odgrażam się, krzyczę, śmieję na całe gardło. O rany.

- Widzisz Bejbe, nie ma się co złościć, co z tego, że może i ma niezłe ciało, skoro ja pragnę tylko twojego. Wiesz? – Maślane oczka. To też już znam.
- Wiem – I uśmiecham się.

No. Buziak na zgodę, jeden, drugi, trzeci. Kto by pomyślał, że taki mądry wynalazek dla dobra ludzkości, jak odbiornik telewizyjny, potrafi działać wręcz przeciwnie, z całym swym impetem i złośliwością. Czytałam nawet gdzieś, że pewne małżeństwo z Kalifornii rozwiodło się przez telewizor właśnie, bo on oglądał go całymi dniami i nocami, nie chcąc nawet żony dopuścić do pilota. U nas wprawdzie z pilotem też jest problem, ale tylko czasem i wygrywa silniejszy, czyli nie ja. Aczkolwiek Artur to mężczyzna z klasą, więc kompromis.
Zresztą, nieważne, idziemy pod prysznic. Ta od tańców z telewizji staje się coraz mniejsza i mniejsza. Znika. Jestem ja i on. I woda. Jak ciepły letni deszcz w marcowy wieczór pochmurny i zimny. Dwudziesta trzecia trzydzieści. Z rozmów o życiu nici, ale to nawet dobrze. Ciepła pościel, ciemność, moja dłoń na jego brzuchu, jego gdzieś w okolicy mojego karku, stopy nasze się spotykają, możemy sobie spać. I odpływam.


***

Pip. Pip. Pip. Piipip. Cholera nie teraz. Teraz właśnie wylatywałam na Ibizę. Miałam taki kostium, że o Boże, i perspektywę spędzenia dwóch tygodni w raju. Piiipip. Piiipip. Przewracam się na drugi bok. Piiipip. Pip. Pip. Jezu, co za niesprawiedliwy żywot. Nigdy tam nie pojadę, to już mogłoby mi się przynajmniej przyśnić. A tu nic. Jak pech to pech. Piiipip. Piiipip. Wyłączam to dziecko techniki, przyczynę mego porannego rozczarowania. I dochodzę do wniosku, że przez tą całą technikę właśnie człowiek się staje nieszczęśliwy. Wczoraj telewizor, dziś budzik.
Idę zaparzyć kawę. Ósma. Po drodze napotykam skarpetki mego lubego rzucone swobodnie koło naszego łóżka. Całe szczęście, że nie do. To takie proste, po zdjęciu zanieść do automatu, nie rozumiem dlaczego męski mózg tego nie koduje. Biorę więc je i wkładam do reklamówki, w której brudnych skarpetek jest już sztuk sześć, zawiązuje i do szafy. Może jak mu zabraknie, to się nauczy, że skarpetki to nie jednorazówki i należałoby je prać, tzn wkładać do naszego nowego automatu. Muszę mu o tym przypomnieć. Robię sobie mocną kawę, dziś nie pracuję. To znaczy pracuję, a jakże, z tą słodką tylko różnicą, że w domu. Kocham takie dni jak na przykład pierwszy dzień wiosny(wiosny, za oknem jeszcze śnieg zalega do łydek),bo nie przeprowadzam ani lekcji w szkole ani nie mam zajęć na uczelni. Sprawdzę sobie kartkóweczki, o szesnastej korepetycje. I to wszystko na dziś. Wchodzę do łazienki, spoglądam w lustro pewna, że zobaczę tam rozczochranego potwora, patrzę a tu:
‘Całus na dzień dobry, ślicznotko’ napisane na owym lustrze moją kredką do brwi. Śmieję się do tego lustra, szczerze zęby, kocham wariata, tylko tak na marginesie zastanawiam się kto to do cholery wyczyści. Komunikację mamy szeroko rozwiniętą, piszę więc smsa:
‘Kochanie ktoś na naszym lustrze zostawił całusa:)Nie wiesz czasem kto to taki?:) i zapytuję: ‘a także kto to umyje?;)cmokam:*’
Biorę tą moją kawę, włączam radio, wskakuję w spodnie z dresu, ulubione zresztą, niebieski top i siadam przy stole w kuchni z zamiarem pracy. Stefan, pies nasz kochany, pysk mi kładzie na udzie. Aha, głodny. Karmię więc Stefana, zasiadam ponownie do moich kartkówek, biorę pierwszą z brzegu i się wczytuję. Im bardziej się wczytuję tym bardziej świat mnie zadziwia. Oto w Potopie Zbyszko zakochał się w Danusi wg mojego ucznia. Matko boska.
O dzieci kochane... Potop, ważna rzecz, zawsze może się przydać, wiem bo miałam na maturze (kto to, u diabła, wtedy wymyślił). Upijam łyk kawy. Oj, chłopcze, chłopcze...
Dzwoni telefon.

c.d.n.;)

Opublikowano

piszesz lekko , z malutką dozą ironii, przygladasz się zyciu z dystansem, i czytając uśmiecham się, czyli zadziałało!
fajnie przeskakujesz z tematu na temat i robisz to naprawde płynnie.
pozdrawiam

Opublikowano

dobrze się czyta, co najważniejsze - z zainteresowaniem,
nie przynudzasz, podoba mi się chociaż liczę na fajne rozwinięcie,
mam dziwne wrażenie, że w słuchawce odezwie się Artur,
tak se myślę, jakby wyglądało wprowadzenie osób trzecich
i najbardziej odkrywczych wątków z kartkówek :)
natknąłem się na nieliczne błędy, ale jakoś mi szczególnie nie kładą się bladym cieniem na reszcie tekstu.

pozdro
niech żyje humor
w dziale p :)

Opublikowano

Aksjo - dzięki za pozytywną opinię. Skoro wywołuje uśmiech, to super, dokładnie tak - zadziałało;) Pozdrawiam również ciepło:)

Jay, Jay - pisałam to raczej tak dla relaksu, stąd też góra dwie części, doba z życia przeciętnej kobiety z przeciętnym facetem widziana z jej perspektywy. Takie lekkie, łatwe i (mam nadzieję) przyjemne. Osób trzecich póki co nie przewiduję.
A pewnie, niech żyje - śmiech to zdrowie:)

Opublikowano
Dziewucha kręci brzuchem, biodrami, tym nieszczęsnym tyłkiem i czym się jeszcze da na wizji, a Arturek jakiś żywszy się zrobił i komentuje sobie dalej. Wyzwoliłam się z objęć tego zdrajcy i leżę dalej. ---> podwójne dalej, zgrzytnęło aż zabolało

Jak ciepły letni deszcz w marcowy wieczór pochmurny i zimny. --> gdzieś tu jakby mi przecinka brakowało


Ciepła pościel, ciemność, moja dłoń na jego brzuchu, jego gdzieś w okolicy mojego karku, stopy nasze się spotykają, możemy sobie spać. ---> nie gra mi to: dłoń na jego brzuchu, jego...możeby coś tu zmienić?

a poza tym świetne!
bardzo kobiece, bardzo zabawne
bardzo czułe i rozczulające

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wszechświat

       

      Nikt nie wie czy istnieje jeden wielki wszechświat, czy może też istnieją jakieś wszechświaty równoległe. Ten widzialny wszechświat jest jeden: miliardy galaktyk, tryliony gwiazd... . A wiele gwiazd ma własne układy planet. Czy zatem jest możliwe to, iż jeszcze gdzieś istnieje życie podobne w formie do tego, jakie znamy? Jeden z pierwszych badaczy wszechświata już w okresie renesansu rzucił oficjalnie taką myśl, że Bóg mógł stworzyć życie w innym układzie gwiezdno – planetarnym, a był głównie filozofem religii. Obserwował słońce i planety naszego układu gwiezdnego. Był wnikliwym badaczem „nieba”, nieboskłonu czy firmamentu. Od tego wydarzenia upłynęło już sporo czasu i doszło do znacznej ilości odkryć astronomicznych, a jednak wciąż czekamy na „wiadomość” od istniejącego gdzieś tam w kosmosie życia. Jak dotąd nie pojawiły się żadne dane na ten temat, a jedynie niejasne intuicje, domysły, hipotezy oparte o naszą nieokiełznaną fantazję.

       

      Liczące się grono naukowców wysuwa hipotezę, że wszechświat powstał około 13,5 miliarda lat temu skutkiem „wielkiego wybuchu” materii. Podobno od tego momentu stale się rozszerza, aby później się kurczyć. Jeszcze inna hipoteza głosi, iż wszechświat wcale się nie rozszerza i nie kurczy tylko jest stabilny choć w swojej postaci stale zmienny, zmienny pozornie. Alternatywną teorią jest ta mówiąca, że wszechświat powstał na pewnej przestrzeni czasu wynoszącej nie miliardy, nie miliony ale tysiące lat. Może świadczyć o tym nasza planeta, ziemia i inteligentne życie, które na niej powstało. Wszechświat nic o sobie nie wie, natomiast my, ludzie, zamieszkujący planetę wiemy o wszechświecie więcej niż on sam o sobie. Gdyby nie „zasada antropiczna” w ogóle nie byłoby mowy o wszechświecie. Istniałby sobie nie ujęty w żadną dyscyplinę naukową. Zatem gdyby nie istniała stała grawitacja, stała prędkość światła w próżni i tzw. „stała Plancka”, wszechświat by nie istniał, czyli nie istniałaby świadomość o wszechświecie we wszechświecie. I w ten oto sposób myślenia mamy wszechświat godny podziwu, ogromny, wspaniały. Prawdopodobnie dzieło „inteligentnego projektanta”. Warto spojrzeć jeszcze na układ planetarny naszej gwiazdy, słońca i na krążące wokół niego planety różnych rozmiarów i rozmaitej materii. Choć tak bardzo różniące się od siebie planety, każda odgrywa ważką rolę w układzie planetarnym.

       

      Na przykład Jowisz, który pełni m. in. rolę „pochłaniacza” wszelkich, kosmicznych „śmieci” jest największą kulą gazową i to z tego powodu jego siła przyciągania jest tak wielka. Ma liczne księżyce; na jednym z nich podobno jest woda. Czy to przypadek, że pełni on rolę takiego „odkurzacza” i pozwala ziemi na spokojne trwanie, nie niepokojone przez komety, planetoidy i inne „śmieci” kosmiczne. Ziemia... jedyna planeta pełna życia, położona niezbyt blisko słońca i nie za daleko: czyżby też przypadkiem? Czy można policzyć ile gwiazd ma własne układy planetarne, a ile ich nie ma w ogóle? W galaktyce są tryliony gwiazd, a galaktyk mamy trudną do policzenia ilość. Naukowcy skonstruowali nawet specjalne urządzenia emitujące sygnały informacyjne w kosmos, w nadziei, że jakaś inteligentna, obca cywilizacja odpowie na nasze sygnały wysyłane z ziemi. Jak dotąd panuje „grobowa cisza”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jesteśmy sami w tym ogromnym wszechświecie: żadnych kosmitów ni widu ni słychu. Niektórzy spekulanci popularnonaukowi wysnuwali teorie na temat piramid egipskich czy Płaskowyżu Nasca, tajemniczych „kręgów w zbożu”. I co? I nic... . Nadal ziemia krąży po orbicie samotnie. Jednak wszystko wydaje się mieć jakiś cel, cel ukryty, nieoczywisty, nasuwający się człowiekowi myślącemu. Człowiek, skoro został obdarzony rozumem musi mieć jakiś cel swojej egzystencji we wszechświecie, musi znaleźć odpowiedź na dręczące jego pytanie: po co istnieje? Gdyby życie na ziemi było bezcelowe nie posiadałoby przecież umysłu tak uporczywie domagającego się odpowiedzi na to pytanie.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Jacek_Suchowicz   Niechaj każdy zapamięta, Żeś spełniony chwalipięta ... ;) 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Już kwitną i cieszą

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Berenika97Oczywiście przekażę mojej Babci pozdrowienia i informację, że młodzi ludzie są teraz w dobrych rękach - właśnie m.in. Twoich Bereniko97. Bardzo Ci za to dziękuję. Pozdrawiam serdecznie! Jan Jarosław Zieleziński
    • @Berenika97  Bereniko97, jeśli pracujesz z dziećmi i nauczasz je to moje wiersze (wszystkie) możesz używać jak chcesz, przekształcać, uczyć na nich (o ile można w ogóle na nich uczyć - nie mam odpowiednich kompetencji pedagogicznych żeby to oceniać), przekształcać (żeby sami się uczyli jak takie sprawy z sylab konstruować) itd. Ja gdzieś tam przy opisie swojego avatara mam taki wierszyk odnośnie praw autorskich i co i jak z wierszykami gdyby ktoś je chciał wykorzystać, ale uważam że prawo autorskie nie do końca jest dobrze sformułowane. Tzn. moje podejście do tego jest takie (podkreślam, że chodzi tu o moje utwory choć fajnie by było, żeby po prostu tak ono działało), że każdy twórca poczuje się miło kiedy wspomni się o nim wykorzystując całe jego dzieło czy jego część - ja także. Natomiast wierzę w to, że ewolucja (w tym w poezji, w muzyce i ogólnie w działach artystycznych) następuje m.in. lub nawet przede wszystkich przez naśladowanie, a więc... POWIELANIE wzorców od tych co robią to jako tako dobrze, albo i są mistrzami. Zmierzam do tego, że nie powinno się karać młodych twórców tylko za to, że użyją wersu czy dwóch w swoich dziełach i "zapomną" dodać informacji skąd to wzięli (o ile to nie ich autorskie dzieło). Tak kiedyś było i w poezji i w muzyce, że wielokrotnie powielano dobre wzorce i nie zawsze wykonawcy byli na tyle uczciwi i mili, żeby o tym wspomnieć. To już świadczy o ich uczciwości, ew. o okolicznościach w jakich nastąpiła ta sprawa (być może pośpiech, a później to skorygowali). Moim zdaniem najważniejsze jest, żeby młodzi czerpali dobre wzorce i żeby ROZWIJALI SIĘ TWÓRCZO, a resztę jakoś tam się ogarnie. ;) W każdym razie wymowny wierszyk o którym mowa (ale który należy DLA UCZNIÓW TRAKTOWAĆ "Z PRZYMRÓŻENIEM OKA" ) leci tak:

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Osobiście będę zaszczycony jeśli dzieci kiedykolwiek by tam w szkole czy na innych uroczystościach deklamowały moje wierszyki, a jeszcze bardziej gdyby któreś z nich powiedziało:"(...) a bo taki jeden J.J.Zielezinski mnie natchnął i dzięki niemu coś tam się nauczyłem (...)" - myślę, że po cichu każdy z nas tutaj poetów o czymś podobnym marzy... ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...