Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dla każdego inne miejsce. Małym dziewczynkom wplata się marzenia we włosy. Przymocowane wstążką, wsnute w labirynt warkocza, mają wielką szansę, żeby dorosnąć. Trudniej jest z chłopcami, te kilkuletnie brzdące są niewyobrażalnie ruchliwe. Ale jeśli małe marzenie zaczai się w kąciku oka, jest bezpieczne. U dziewczynek byłoby to zupełnie niemożliwe, ale przecież chłopcy bardzo dbają o to, aby się nie rozpłakać.

Młodym dziewczynom z marzeniami do twarzy, stąd rozsiane po nosach i policzkach piegi. Najlepiej widoczne są wiosną, gdy słońce mile je łaskocze i zbierają się na odwagę, aby się uajwnić. Dorastającym chłopcom wpina sie marzenia we wnętrzu ucha, gdzie szepczą słowa tak wielkie, że nie śmiem ich tu wyjawić. Zdarza się też marzenie przemieszkujące w przepastnych, nigdy nie opróżnianych kieszeniach spodni, kieszeniach pełnych sznurkowo-drucianych skarbów. U nastolatków zawsze jest bezpiecznie.

Najtrudniej poradzić sobie z dorosłymi. Trzeba wiele starania, aby tak umocować marzenie, by nie zostało nieumyślnie strząśnięte, albo też z premedytacją wygnane. Pośpiech i przepracowanie to najwięksi wrogowie. Gdy dorosły nie oczekuje niczego poza świętym spokojem, łatwo traci marzenia. Dlatego najlepiej przyczepić je do koniuszków palców, co bywa przyczyną mrowienia wokół paznokci. Dorośli zawsze je akceptują, interpretując jako zapał do pracy i pozostaje margines szans na rozwój za kilka lat.

Bo marzeniom najprzyjemniej jest wśród staruszków. Ci po prostu otwierają ramiona i przygarniają marzenia całymi grupami, nie tylko nowe i świeże, ale też te porzucone. Cieszą się z każdego zagubionego lub pozostawionego, nie myśląc nawet o rozczarowaniu czy goryczy. Przyjmują je nie po to, aby je realizować. Po prostu po to, aby z nimi żyć.

Opublikowano

Wyśmienita uczta! A że akurat pora obiadowa - tym bardziej rada jestem, że zaserwowałaś taki smaczny kąsek. Świetne!
Kilka zdań które naprawdę powalają na łopatki:
"Przymocowane wstążką, wsnute w labirynt warkocza, mają wielką szansę, żeby dorosnąć" - miodzio
albo:
"Trzeba wiele starania, aby tak umocować marzenie, by nie zostało nieumyślnie strząśnięte, albo też z premedytacją wygnane." - rzeczywistośc przedstawiona niezwykle malowniczo
"Ci po prostu otwierają ramiona i przygarniają marzenia całymi grupami, nie tylko nowe i świeże, ale też te porzucone." - strzał w dziesiątkę z łuku w środek ruchomej tarczy :-))).
Czołem ;-)/B.

Opublikowano

dziękuję za ciepłe słowa pełne nieokiełznanej otuchy :) alem się speszyła.

ośmielę się dzięki temu wklejać nowe twory od czasu do czasu, a chwile płodne twórczo nadchodzą, więc ja nie wiem czy z tą otuchą toście nie przesadzili na własną zgubę! ;)

pozdrawiam - tenere zmieszana

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @andrew   bardzo plastyczna poezja.   myśli pobiegły mi za Manetem.   za jego wizjami;)  
    • @karenka Dziękuję. Cieszę się, że tak odebrałaś mój wiersz. Właśnie tak pięknie jest, gdzie jestem teraz. Pozdrawiam. @Berenika97 Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że złapałaś tę chwilę.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Migrena uderza realizmem, generuje głębokie zrozumienie- i to jest genialne!
    • @Berenika97   to jest zapis powolnego odklejania się tożsamosći od własnej obecności   luiza nie znika nagle tylko rozprasza się w rutynie gestów i grzeczności aż zostaje z siebie tylko funkcja w świecie który nie pyta o imię   kapitalnie   uchwycilaś  napięcie między byciem a jego pozorem .   z  cichą erozją   podmiotowosci która dzieje się bez dramatów ale  bez powrotu.   poezja z wyższej półki   tak jest.    
    • bezimię najpierw zniknęło echo. powiedziałem swoje imię. wróciła tylko cisza. cisza, która wyglądała, jakby już wcześniej wiedziała, co miałem powiedzieć. od tego dnia świat zaczął oszczędzać na mojej obecności. drzwi zamykały się odrobinę za wcześnie. fotokomórki nie zawsze mnie widziały. pies sąsiadów przestał odwracać głowę, kiedy przechodziłem. w sklepie kasjerka podała resztę człowiekowi stojącemu za mną. uśmiechnęła się. mnie nie zauważyła. myślałem, że to przypadki. przedmioty przestały stawiać mi opór. usiadłem na krześle, a drewno pod moim ciężarem nawet nie skrzypnęło. materac przestał pamiętać kształt mojego ciała, jakbym ważył mniej niż cień. stałem się tak lekki, że bałem się, iż przestanę odciskać stopy na podłodze. potem zaczęły znikać zdjęcia. ramię żony obejmowało powietrze. córka śmiała się do kogoś, kogo aparat już nie pamiętał. spytałem ją, kto zrobił to zdjęcie. popatrzyła na mnie długo. w jej oczach nie było już mojego odbicia. wzrok prześlizgnął się po mnie tak gładko, jakby patrzyła na dobrze umyty kafel. byliśmy sami w pokoju, ale ona zaczęła już powoli wietrzyć po mnie powietrze. w ustach miałem smak świeżo rozkopanej ziemi. dotknąłem kuchennego blatu. miałem wrażenie, że to nie ja go dotykam. jakby nawet dotyk musiał najpierw przypomnieć sobie moje imię. tej nocy usłyszałem, że ktoś chodzi po mieszkaniu. nie szukał mnie. szukał miejsc, w których kiedyś byłem. jakby upewniał się, że naprawdę zniknąłem. rano wszystkie lustra były zaparowane. na każdym ktoś zostawił ślad dłoni. nie od zewnątrz. od środka. ścierałem parę rękawem. szkło było ciepłe. jakby ten ślad zostawiono po tamtej stronie. zacząłem mówić głośniej. stawiać cięższe kroki. trzaskać drzwiami. hałas wracał. tylko nie do mnie. z każdym dniem pamiętałem mniej. nie dzieciństwo. nie twarze. pamiętałem coraz mniej samego siebie. któregoś ranka nie potrafiłem przypomnieć sobie własnego głosu. otworzyłem usta. wyszedł z nich oddech. cudzy. jakby ktoś od dawna ćwiczył go we mnie. ostatni raz spojrzałem w lustro. stał tam mężczyzna. wyglądał dokładnie jak ja. tyle że był spokojniejszy. bardziej prawdziwy. pozbawiony mojego błędu. uśmiechnął się z ulgą. jak ktoś, kto przez wiele lat czekał, aż właściciel wreszcie opuści dom. podniósł rękę. nie zrobiłem tego samego. to nie było odbicie. to był gest pożegnania. odwróciłem się. za plecami nikogo nie było. kiedy spojrzałem ponownie, lustro było puste. po raz pierwszy w życiu odbicie zniknęło przed człowiekiem. stałem na środku ulicy. czułem, jak czas przepływa przeze mnie, nie zostawiając we mnie żadnego śladu. od tamtej chwili ludzie coraz częściej przechodzili obok mnie. czasem na ułamek sekundy marszczyli brwi. jakby prawie mnie pamiętali. jakby zaraz mieli wypowiedzieć moje imię. ale świat był szybszy. to wystarczało. świat nie odbiera życia. po prostu pewnego dnia przestaje pamiętać, że kiedykolwiek byłeś.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...