Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zainteresowało mnie to, ale raczej nie jako wiersz; oceniam to jako prostą wyliczankę słów ze słabą pointą Głupota ludzka i czarna dziura!;

przeczytaj proszę ten wiersz:
[url]http://www.poezja.org/index.php?akcja=wierszeznanych&ude=39[/url]

wiesz, co jest mankamentem Twojego dzieła? nie jest zamknięte, skończone; możnaby je ciągnąć w nieskończoność, siedząc i przerzucając kartki słownika...

często dobry wiersz pozostawia zamierzony przez autora niedosyt, który zmusza nas do dalszej refleksji, zmusza nas, abyśmy nadal drążyli i przekopywali wiersz i połączone z nim skojarzenia; Twoje działo czegoś takiego mi nie zapewniło, mógłbym jedynie dopisywać ciąg dalszy, ale to by były tylko słowa; ale popatrz na utówr W. Szymborskiej - tam jest zamysł, bo kolejne wypowiedzi coraz bardziej odsuwają się od tematu zmarłego;

uwaga do dzieła
Dochód, lifting, pin, wydajny.
Big brother, @, centralny.

w tym miejscu moim zdaniem gubi się rytm

z wyprzedzaniem epoki wolę uważać, bo niedługo każdą rzecz, której nikt nie rozumie, będziemy usprawiedliwiać to wyprzedza epokę! perły przed wieprze! mój czas nadejdzie! zobaczycie!:D

pozdrawiam*;o)

Opublikowano

Wypowiedź autorki(wiersz) dotyczy rzadko podejmowanego tematu globalizacji, konsumpcyjnego stylu życia czy popkultury. Niech Ci, co pozjadali wszystkie rozumy zrozumieją, że tak naprawdę wszystko jest relatywne, a subiektywne wypowiedzi czytelników odwzorowują jedynie ich gusty. Dla ludzi uważających się za chodzące wszechwiedzące encyklopedie mam cytat pewnego znanego autora. Ciekawe czy ktoś wie, kto to powiedział. "Kto się wychyla, robi coś innego natychmiast jest jebany w imię szczeniactwa i idealistycznych mrzonek. Kiedy siedzimy w podziemiu lub zamykamy się we własnych kręgach, nikt nie ma z nami problemu, nikt nas nie musi pilnować, sami robimy to najlepiej."
Pozdrawiam zarówno Zupcię, jak jej zwolenników i przeciwników.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



konkretny komentarz, dziękuje:) a to, że możesz dopisywać dalsze słowa w nieskończoność to dowód na to, że to język a nie jakaś gwara, slang czy żargon z ograniczoną liczbą wyrazów!pozdrawiam .... i nie twierdze, że to dobre to poprostu się stworzyło....
Opublikowano

a mnie ciekawi jakie były by komentarze gdyby ten wiersz napisała- chociażby- Szymborska? jestem pewna, ze doszukiwano by sie w nim jakiejś glebi! ale że to debiut i do tego taki "oryginalnie niespodziewany tekst" to stało się tak jak sie stało.

żeby nie było- on mi się w ogóle nie podoba, bo nie lubie takiej formy wyliczankowej
nie wyrzucaj go! nie wolno tak traktować swoich "tworów" :)

pozdr, fr.ashka ;)

p.s. Panie Tomasz Biela- o gustach się nie dyskutuje, nie ironizuje się na ich temat i nie prawi się złośliwości. to taka forma prośby!

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Raczej pasowaloby do piosenki w stylu daft punk - techologic. Ale do tego rytm zbija sie w srodku wiersza. Juz dawno mowie, ze poezja potrzebuje podzialu nie tylko w stylach, ale i ogolnych pojeciach. "Wiersz" - nie bardzo pasuje, potrzebna inna kwalifikacja takiego utworu.

Ale to subjektywne moje wlasne zdanie, wszystkim nie uda sie dogadac sie...

  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...