Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przyjechała do mnie z rodzinnego miasta pociągiem osobowym. Mieliśmy już wtedy niezły staż, ponad rok chyba, w gruncie rzeczy to nieważne. Godzina 17.52, Dworzec Śródmieście, odbieram ją, uśmiech całus itepe. Kierunek metro, jedziemy do mnie. Jestem romantykiem, no a na pewno nim byłem, więc dla niej szok gdy wchodzimy w chatę. Zimą o godzinie dziewiętnastej jest już ciemno, więc weszła i robi oczy, chata w różach, cały pokój róż, podłoga, łóżko, normalnie wszystko w kwiatach, do tego jeszcze wszędzie świece, po prostu wow i w tle Erykah Badu, bo wszyscy wiedzą, że do seksu Badu jest najlepsza. I dalej leci to tak, soul w tle, w rękach wino, pijemy, rozmawiamy, obejmujemy się, aż w końcu szybki seks. Wieczór zapowiadał się znakomicie, a przynajmniej tak się zaczął. Mieliśmy mało czasu, bo musieliśmy na dziewiątą być pod rotundą, wiadomo, piątkowy melanż w planie. Znów metro, ustawka z ziomkiem, który już na nas czekał. Kierunek monopol, zaopatrzenie, dwie zero siódemki i jazda na kwadrat gdzie już na nas czekali. Siema siema wszystkim i pijemy, norma.. z ziomkiem w półtora godziny uporaliśmy się z naszymi akcesoriami i zamawiamy taksę, clubbing czas zacząć!
Przed nami znany studencki klub, znana przed nim kolejka do środka, znana poczekalnia, znane marki piw w łapach. Już w tym momencie powinienem sobie zdać sprawę, że nie wszystko jest tak okej jak się nam zdawało, że będzie. Są problemy z wejściem, bo niby mamy płacić, a czemu właśnie my mamy płacić? jesteśmy studenci przecież! mamy legitymki nożesz kurwa mać! i tłumaczymy, że kolejka była długa i że my przed dwudziestą drugą już tu byliśmy, że należy się nam wjazd za darmo i w ogóle co to ma znaczyć, ale nic to, na nic się to zdaje, nie ma szans. Desperaci jesteśmy i tak też działamy, więc ziomek mówi, że prosi z menedżerem klubu, że chcemy z nim porozmawiać. Okej wchodźcie, nie wiedziałem, że taki niewinny tekst tak szybko działa na ochronę.
W środku lipa, mało osób, mało w ogóle wszystkiego, my zdajemy sobie sprawę, że mało to może być nam alkoholu we krwi, więc szybko do baru, tequilę prosimy razy sześć, razy następne sześć i nie wiem w sumie ile tego było, i nie wiem czy to kogoś interesuje. Po wypiciu należy się odlać i walić na parkiet, tak zrobiliśmy. Tańczymy i okazuje się że alkoholu jest już w sam raz ale nadal czegoś brakuje, stwierdzamy, że brak tu klimatu, że czas coś z tym zrobić, is haj tajm udać się gdzie indziej, jeszcze mnie zaczepiają jakieś laski, jakieś stare znajome, dlaczego kurde ja mam je wszystkie od razu rozpoznawać, nie widać piję! nie widać bawię się! z wyjściem nie było tak lekko, bo coś z kurtką nie tak w szatni, a raczej z kasą fiskalną, więc staram się pomóc, pomagam. Nie pomogłem, wręcz odwrotnie, chyba rozwaliłem ją, bo się zacięła i znów jakieś problemy. Ech myślę sobie, poczekam na zewnątrz. I tak czekam i tak dochodzę do wniosku, że pójdę po nich, bo coś długo nie wychodzą. No i oczywiście jakby mogło być inaczej, od razu afera z ochroną bo nie chcą mnie wpuścić, bo wyszedłem i teraz to już nie wejdę i w ogóle pocałuj się w dupę. Ot tyle. Czekała już na nas taksa więc wsiadłem. Pamiętaj jeśli impreza dobrze się zaczyna to może być gorzej, nie ma zasady, że cały czas będzie okej.
Wysiadamy pod innym znanym klubem, znanym tym razem z hiphopu i z tego, że jest on w centrum i że pięćdziesiątka w piątki stoi tu piątaka. Wchodzimy, coś na mnie dziś ochrona dziwnie patrzy, bo od razu na starcie nokaut pytaniem czy wytrzymam, mówię, że wytrzymam, na to on: okej wchodź. Ale ludu, ale gorąco, ale ostro! Pierwsze sygnały z głowy gdy zobaczyłem co tu się dzieję, pyszna oldskulowa muza, mnóstwo chłopaczyn i maniurek bawiących się na parkiecie i w ogóle zajebiście. Po tym jak to zobaczyłem to wiedziałem już, że to jest lokal na dzisiejszą noc. Tańczmy, pląsajmy pod hiphop! Bawmy się!
Ciężka głowa, świat zwalnia, pląsy dwa razy wolniej uderzają o głowę, coś nie gra myślę. Czy to ma sens? Gdzie jest sens? Oj niezbyt ze mną, za dużo myślę, za mało się bawię. Kroki zanoszą mnie do baru, pięćdziesiąt mililitrów proszę, dali plus sok pomarańczowy. Usiadłem, patrzę na kieliszek, na to jak huśta się w moim ręku. Zamułka. Wypijesz z nami? Budzą mnie nieznajomi małolaci. Wypiję. Zdrowia!
Czas wrócić na parkiet, czas odnaleźć dziewczynę, pobawić się z nią, nie po to przyjechała abym miał ją olewać. Nie po to aby wlewać w siebie alko, wystarczy, że tak jest gdy ona gdzieś tam uczy się. Docieram, tańczy z nią jakiś chłopak, obejmuje. Mam w ręku sok, nie już nie mam, sok leje się po głowie tego gościa. Zdziwiony patrzy na mnie, nie już nie patrzy już widzę pięść, cel – ja, sunie atak!
Widzisz to jest tak, jestem pijany, on raczej też, i nie czuje się bólu. Śmieszna sytuacja, grałem kiedyś na plejaku w taką grę - boks, tam też widzisz miotające się pięści ale nic nie czujesz. Tak właśnie było, jaja normalnie! Lewis kontra Gołota! Na pięść odpowiedź mojej dyńki, fajting erst klasse! Pamiętam jak leżeliśmy w szkle i oni, panowie ochroniarze nas rozdzielali, rzucili mnie na kanapę. Total drank, total nie rozumiem jak pytają o co be. Jak nie rozumiem to mówię aby spierdalali. To była zła odpowiedź, nie podobało się, miałem więc za fri przejazd po posadce znanego warszawskiego klubu, znanego z hiphopu i z tego, że jest on w centrum i że pięćdziesiątka w piątki stoi tu piątaka. Wykop z klubu, nie zdążyłem poleżeć bo on już czekał, okazało się, że on jest czarny i że ma dwa metry wzrostu, dodam, że ja jestem wątłej budowy ciała i że nie mam dwóch metrów. Dziewczyna płaczę, ja udaję twardziela. Na szczęście tylko chwilę udawałem, uratowała mnie ochrona, dzięki wam za to!
Pytają się czy wezwać policję, ja wytrzeźwiałem, więc mówię, że nie, że to moja wina i że w ogóle to ja przepraszam za to. Moja postawa spodobała się panom ochroniarzom i zaczęli dawać mi rady, że na moim miejscu to wezwaliby taksówkę bo nie wyjdę stąd cało. Na szczęście pod klubami stoją taksówki i na szczęście nie wydałem ostatniej dychy, wsiadłem z dziewczyną do merca i mówię dobry wieczór. Przedstawiam taksówkarzowi sytuację, mam dychę, zawieź nas pan na przystanek gdzie stoi mój ukochany nocny, powiedział: okej.
Właśnie, że nie okej, bo wysadził nas w złym miejscu, na innym przystanku. Nie można panikować, tak powiedziałem do dziewczyny, na bank trafimy, spoko. Wystarczy w odpowiednim miejscu się przesiąść, musi się udać! Nie udało się, dojechaliśmy na zajezdnię, na chatę dotrzeć możemy najwcześniej za trzy godziny. Zimno bo grudzień, zaczęliśmy marznąć.
Co robić? Co co co? Kłębią się różne myśli w głowie, w górze ma miejsce śnieżyca, zaraz poczujemy. Spoko, śnieżyca to nic, najgorsze, że wiało, minusowa temperatura plus wiatr. Bywało lepiej. Noc nie zawsze się kończy tak jak się zaczyna pomyślałem. Stały jeszcze psy, stary polonez, co miałem do stracenia? Podszedłem i gadka, że nie jestem z Warszawy, że nie znam miasta, że wiem tylko gdzie mam nocować, ale nie wiem jak tam dotrzeć, normalnie zabłądziliśmy! Proszę pomóżcie, podwieziecie? Popatrzyli na mnie z przekąsem, jeden podrapał się po brodzie, drugi westchnął i powiedział: no nie możemy, ale poczekajcie, przejedziemy się i wrócimy, zobaczymy co się da zrobić. Pojechali.
Dziewczyna zaczęła panikować, mówi mi: nie wrócą, nie wrócą i powtarza to przez kilka minut. Starałem się ją pocieszać, nic innego mi nie zostało. Coraz zimniej, powoli zaczęliśmy się czuć jak na Syberii. Długo tak nie pociągniemy pomyślałem trzeba coś zrobić. Nie zdążyłem nic zrobić bo przyjechali panowie policjanci, stanęli obok nas: to wy chcieliście aby was podwieźć? Tak, my. Wsiadajcie.
Wsiedliśmy, fajny klimacik, jak na filmach z czasów peerelowskich. Panowie mili, że normalnie szok, cały czas gadka skąd jesteście itede. No i musiałem improwizować, no i udawało się dopóki nie zaświecili mi latarką prosto w oczy. Biłeś się?!? To ich pytanie, nagła cisza, konsternacja. Ja w szoku, nie wiem co mam powiedzieć, myśl stary myśl, musisz przecież jakoś z tego wyjść, niepotrzebna ci izba wytrzeźwień i czteryosiem. Fak ale się wkopałem! Dopiero teraz sobie zdałem sprawę, że mam rozwalony nos i podbite oko, jak mogłem o tym zapomnieć???
No bo wie pan, przyjechaliśmy do Warszawy i chcieliśmy zobaczyć jak się tu bawi, no to poszliśmy do klubu. I wie pan tańczymy, bawimy się i w pewnym momencie dostałem, nawet nie wiem za co! Popatrzyli na siebie i widzę, że ostro myślą. Nadal cisza, słychać tylko silnik poloneza. W końcu jeden z nich przemówił: bo widzi pan, bo tu to takie kurestwo jest, uśmiechnął się, poklepał po ramieniu.

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • sytuacja najgorsza

      znów piszę słowa 

      niech zechcą się rymować 

      niech wpadnie metafora i porównanie by poezja popłynęła a nie tylko szczekanie jak pies na pianie 

      wścieklizną się pojawie w twoim śnie 

      będę bał się wody która oczyścić potrafi ciało i krew a przede wszystkim serce i duszę 

      będę pompował w krwi obiegu gęsta ciemną maź

      nie krew bo ubogą w cały tlen 

      duszę się w twoim śnie 

      i płuca nie napełniają się w zyciodajną materię czyli (powtórzenie cholera ale inaczej sie nir da) z powietrza (jeszcze nie terwz uciekłem tym słowem ale zaraz padnie co w niedawnym wersie i oto jest juz tuz po nawiasie) tlen

      tlen 

      tlen 

      tlen 

      tlen (razy pięć widzisz to rymuje się ze sobą to samo słowo czy off)

      potrzebuję oddechu a jedyne co mam to dym z papierosów którym wśród czterech ścian oddycham i oddychałbym wszędzie tym nikotynowym szczęściem 

      na plaży i w lesie ale tam nie niesie mnie krok

      do monopolowego to jo

      ale nie dalej

      tylko gdy drobne uzbieram wyżebrać się uda na flachę 

      w kieliszek polane ale to niewystarczająca ilość 

      leję tani twardy alklhol w szklankę i wlewam w ryło 

      wuda do ryja

      vvdvdoryjv 

      czarnego skrzydła motyla

      zgubiony w pseudonimach 

      niesiony na skrzydłach 

      znikam

      by zasnąć w sen wieczny jako bezimmirnny

      i to moja nagroda 

      nie do wiary jaki jestem zjebany

      i przeklinać mogą niby inteligentni mówią słowa przysłowia ale prawdziwie mądrzy potrafią nie rzucić kurwą w stronę chama ggdy odpierdala bo w sercu mają miłość Pana i idą w jego słowa by na raj w życiu po sądzie ostatnim zapracować 

      a ja

      odchody piekła 

      robactwo co go diabeł się wyrzeka

      utopiony w rynsztoku z fekalii demonów i grzeszników z kotłów 

      po prostu 

      po kieliszku w szklance się żale 

      szczekanie a na pysku kaganiec

      zeby niepełne w szczęce i dziurawe

      nie obawę a odwagę wykarzesz gdy w twoim śnie będę nawiedzał cię 

      i eutanazję jak się należy z nabitej srebrem strzelby wymierzysz między oczy i nic nikogo tu nie zaskoczy 

      wyzionę tedy ducha i uleci w pył rozbita przez grzechy dusza i opuści atmosferę jak nikt mnie nie chce bo zrobiłem co mogłem by trafić w serce i zdradzić zaufanie i kolejną szansę zamienić na te ostatnie wzruszanie ramionami na nie

       

      czyli tak

      ja to pies 

      ja to pies chory na wściekliznę 

      za późno na ratunek należy ubić podłe złe zwierzę zagrożeniem jestem 

      oto nke pytam dziś pod koniec dziwnego tekstu kim jestem 

      bo wiem że dzięki nim (Oni) udało mi się dojść do błędu 

      obłędu w jakim tkwiłem

      sprawdź sobje wielbłada jako metafore w arabskich tekstach 

      ja nie jestem Nim

      demon z piekła mnie opętał 

      można powiedzieć 

      ale to nie inne byty kierowały mną a winnego mam siebie 

       

      to nie żale 

      to nie ku chwale

      to ku przestrodze dla ciebie żebyś widział dalej 

      niż ja widziałem 

      mimo okulara szkiełka tylko czubek własnego nosa dostrzegam 

      mimo uszu pełnych miodu nje słyszę szeptow innych niz krzyki ego które mi wmawia że jestem okej

      o jej

      olala 

      paczeko (fonetycznie z portugalskiego tłumaczy się na wysoko ale w niematerialnym sensie tylko wyniesion jakos tak nie wiem jak ci to wytlumaczyc sputaj w Hiszpanii) 

      ego 

      nie niosę światła myślę o sobie 

      ja jestem światłem 

      mów mi słońce 

      mówię o największej gwiezdzie którą znam też na b jak imię i ksywa które nadała mi rodzicielska decyzja i ksywka którą sobie sam potem wymyślam 

      b b b b b

      lubię choć nie wolno mi lubić nic tylko do siebie czuć wstręt i hejt jak nienawiść 

      czemu nie potrafię się zabić 

      skoczyć i skończyć 

      wybrać gałąź i owinąć szyję w pętle i runać niczym nazisci i skończyć jak Hussein tylko w pewności zostawić że napewno winny 

      zabiję cię 

      a to ja zasługuje na śmierć 

      przystaw mi broń do głowy i kurwa mać strzel

      niemetaforyczne jak liryczne zabójstwo tylko elektryczne krzesło ku ulgom 

       

      hau hau buda i łańcuch i kagancu na pysku a nie mi tu bazyliszku 

       

      oto ściana słów które nic nje znacząc cóż skąd miód i mleko i ze srebra zastawa na stole komus kto nie doceni nigdy bo jest matolem

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...