Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

„Gortatów – dom wakacji”

 

Wbrew mojej woli co roku tam zawożony,

ciekawą podróżą, w pociągu zachwycony,

w płaczu i rozpaczy, bałem się tam zostawiany,

z daleka od mamy, w tęsknocie  zapłakany.

 

Kilkudniowa rozłąka potrzebna mi była,

żeby za matulą tęsknota popuściła,

aby móc zacząć wtedy te moje wakacje

i wszystkie tam, z nudów, te moje kombinacje.

 

W tym dużym domu, ciemnym, wielopokojowym,

ceglanym i tak potężnym, bo aż trzypiętrowym,

poniemieckim, niby z odzysku – tak mawiali,

po jakimś esesmanie – po cichu szeptali.

 

A w nim ukochana babcia moja Antosia

i mój dziadek Boguś, który brał się za „ktosia”,

fajny wujek Tadek, z założenia mój chrzesny,

i Staś, wujek najmłodszy, cwaniak nowoczesny. 

 

I było tam gołębi, pełne piętro trzecie, bardzo dużo gołębi, ponad sześćset przecież! One, wypuszczane, wzbijające się w górę, czarną, potężną na niebie tworzyły chmurę.

 

W izbie na poddaszu były stare rowery, poniemieckie, w rozsypce, z pięć albo ze cztery. Mój magazyn zabawy i części zamiennych, dla zajęcia mi czasu, z nudów tam codziennych.

 

Skręcałem, jak bądź, śrubki i jak pasowały, to i różne dziwactwa z tego powstawały. Raz jeden takiego tam stworka wyskręcałem, że wyszedł tak groźny, aż sam się jego bałem.

 

Pamiętam jego głowę z zębatki, tej dużej, i nos z siodełka, wbity w zębatkowej dziurze. Ręce z pedałów i błotników mu zrobiłem, a za nogi kierownik, kołami obsadziłem.

 

Wymiarem fantazji dziecka sześcioletniego, światem takim tworzonym dla siebie samego. Wolności tam miałem, jakoby ten dorosły, więc wielkie pomysły w mojej głowie wciąż rosły.

 

Moja siostra zawsze swoje zajęcia miała, starszą opiekunką się poczuwać nie chciała. Tak naprawdę się nigdy nią nie przejmowałem, bo swoimi drogami ja tam wędrowałem.

 

Sąsiedztwa prawie wcale, pustawo tam było, a przy drodze przed domem, gdzie dużo aut jeździło, kładłem się w trawie, przy asfalcie samiutkim, prawie niewidoczny, chłopaczyna malutki. 

 

Auta wiatrem świstały, pół metra ode mnie, strach pomyśleć, jaki lekkoduch był ze mnie. Dorośli się dziećmi nazbyt nie zajmowali, na ich wychowanie inaczej spoglądali.  

 – cdn.

 

Leszek Piotr Laskowski. 

Edytowane przez Leszek Piotr Laskowski (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Leszek Piotr Laskowski

 

Piękne wspomnienie napisane z ogromnym wyczuciem klimatu tamtych lat.

Wyobraźnia 6-latka nie miała granic! Opis tworzenia potwora z zębatki i siodełka oraz leżenia pół metra od pędzących aut ukazuje, jak kiedyś wyglądało dzieciństwo - zero ekranów, za to pełna wolność i odrobina ryzyka! Ta dziecięca samowolka, która dzisiejszych rodziców przyprawiłaby o zawał -to coś niesamowitego!

Z przyjemnością przeczytałam - świetny rym!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...