Cisza.
Nastała cisza.
Nie kalkomania ciszy.
Nie kalkomania uczuć.
Cisza w zegarku.
Jakby ucha nie przyłożyć.
Cisza.
Dusza na pasku prowadzona.
Trochę jak kot się porusza.
Cichutko, cichutko,
na opuszkach.
A potem przewraca wszystko.
Tak głośno,
że zmarli się budzą.
Burza rozlewa się na wszystko.
Grzmi i błyska,
trafiając nawet
w krzyż wzgórza Matyska.
Nie kalkomania burzy.
Nie kalkomania uczuć.
Tak było głośno,
że zmarli się budzą.
Duszo rogata,
co ciebie napadło,
że taki zamęt,
że taki lament
mi podesłałaś?
Kalkomania uczuć —
nie dla mnie.
Tylko prawdziwa miłość.
Śmierć też
będę musiał znaleźć własną.