Dzisiaj zobaczyłem ciebie
tańczącą w teatrze dusz.
Rozmytą do nieskończoności,
skąpaną w kroplach mórz.
W spektralnym teatrze,
usadowiony tuż, tuż,
sterczałem jak róg obfitości,
pierwszy pośród róż,
które ktoś chciał ci rzucić...
W mojej głowie
miasto aż kipiało
i ciągle dudniło,
że po tobie pozostanie mi
bezchmurne niebo
i twarz rozmyta przez
pędzące samoloty.
I głosu twego
niewyraźne echo.
I słów twych
niewyraźne odgłosy.
Tiki tak. Tiki tak.
Tiki tak. Tiki, tiki...