Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przytulam się do potężnego radiowego głośnika. W noc prawie ciemną. W noc... W otwartym oknie

oddechy wiatru. Kołyszą się gałęzie, liście, łodygi...

 

Szmer wskrzeszonej nocnym westchnieniem ciszy

wysypuje się na membrany moich uszu

maleńkimi cząsteczkami gwiezdnego pyłu.

Rozpalonymi. Drżącymi.

 

Tam, gdzieś tam, wśród cichych gwizdów i modulowanych sprzężeń otchłannej pustki

samotnego domu.

Wśród dalekich pogłosów dawno minionych dziejów,

trzaski rozsychających się podłóg i szaf. Przedmioty pokryte kurzem.

 

W labiryntach splątanych korytarzy,

niekończących się przedpokojów

obojętne spojrzenia rzeźb,

które obserwują spod ścian

każde moje poruszenie, każdy mój przepływ

w szumiącej piskliwie kanonadzie gorączkowego milczenia.

 

Opuszczone głowy.

Kamienne

twarze.

Bądź twarze.

Zimne. Doskonale obce.

Bądź zastygłe w mimice smutku.

 

A dalej?

 

Cóż

dalej?

 

Nic.

 

Albo prawie nic.

 

Bądź nic…

 

W półmroku zawieszonych wysoko gwiazd, których blask przesącza się

przez firany wybrzuszone od wiatru. W otwartych oknach, w całej galerii otwartych szeroko

okien…

 

Osiada drżącymi iskierkami na sufitach, na plafonach,

na portretach w drewnianych ramach,

na których pajęczyny, czarne płótna falujące w powiewie...

Na moich dłoniach. Na krzesłach porozsuwanych w nieładzie.

 

Na blacie

stołu

z pękniętym

wazonem na wpół.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-16)

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...