1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.
Bogini
Idziesz do mnie całkiem goła,
jak wyrwana z sennych marzeń,
jak z obrazu Salvadora,
kształt wyłania się z miraży.
Już się zbliżasz całkiem naga,
rozebrana aż do pragnień,
jak ta druga Goi Maja,
rozłożona na obrazie.
Ty rozkładasz się doszczętnie,
na kawałki i pierwiastki,
tłum wyznawców zaraz klęknie,
przecież ci nie robi łaski.
Wieloręka, wielousta,
wielonoga, wielocipa,
celem twoim jest rozpusta
i w tej celi się zamykasz.
Z niej wychodzi z tobą zgoła
prawda twoja, również naga:
W każdym palcu złoty dolar,
a opornych biczem smagasz.
Klub obleśnych hedonistów
ciągle bije ci pokłony,
pośród innych bożków jesteś
wciąż ich bóstwem ulubionym.
2. Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga twego nadaremno.
Imię
Pseudonimy, anonimy,
imion brzmienia i wibracje,
gdy się z nimi oswoimy,
to się stają naszym światem.
Tym prawdziwym lub fałszywym,
upragnionym lub niechcianym,
jednak tylko dla nas żywych,
przez nas samych nazywanym.
Chociaż byłeś Bezimienny,
dla tych, którzy żyć nie mogą
bez nazwania spraw codziennych,
nas nazwałeś Swoją Drogą.
Pozwoliłeś też nam wołać
odtąd Ciebie po Imieniu,
przykazałeś przy tym jednak,
by nie wzywać na daremno.
Buntownicze tłumy rosną,
co nikogo nie chcą słuchać,
na językach mają wolność,
zniewalacze noszą w uszach.
Odrzucają Twoje ścieżki,
własne rąbią sobie sami.
Zbyt daleko już odeszli,
chociaż błądzą, idą dalej.
Twoje Imię deformują
na sposobów bardzo wiele
Choć je często przywołują,
częściej w łóżku niż w kościele.
Czasem w żarcie lub w zawiści,
bez szacunku, przez przypadek,
bardzo często z błahych przyczyn
albo też bez przyczyn żadnych.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
Święto
Różne rodzaje są świętowania.
Takie, po którym chce się do pracy,
ale też takie, po którym rana
dnia następnego boli i drażni.
Ten, kto wybiera swojego pana,
nie zawsze panu swojemu służy,
różne bywają więc świętowania
wśród bardzo różnie błądzących ludzi.
Ze światłocieni mgieł się wyłania
wniosek najpewniej zupełnie słuszny,
każdy ma takie świąt świętowania,
jakiego pana i jak mu służy.
4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
Szacunek
Byłem kochany, wiem to na pewno,
bez słów podniosłych, gorących wyznań.
Gdy pochłaniała zwykła codzienność,
uczucia proste kryły się w czynach.
To nie był wcale świat doskonały,
tkwiła skórzana w nim dyscyplina.
Gdy sprawy kiepski obrót przybrały,
o pasie sobie ktoś przypominał.
Byłem kochany, więc było łatwiej
znosić cierpienia i niedostatki,
okazać miłość ojcu i matce.
Szacunek był czymś zupełnie jasnym.
Dziś patrzę na świat słabnącym wzrokiem,
rzadki włos jeży mi się na głowie,
gdy wokół rosną zabójcze matki,
nie chcący dzieci przyszli ojcowie.
5. Nie zabijaj.
Zbrodnia
Nie powiedziałeś: Nie zabijaj brata,
rodziców swoich, ani dziecka swego.
Nie powiedziałeś: Nie zabijaj starca,
schorzałego, nad grobem stojącego.
Nie powiedziałeś: Nie zabijaj siebie,
bo to tak bardzo było oczywiste,
gdy powiedziałeś: Nie zabijaj, przecież
napiętnowałeś morderstwa już wszystkie.
Z własnych wyborów nie Twoje anioły
świat urządzają, gotują nam przyszłość.
By go przestawić w śmierciolubne tory,
zamordowano naszą oczywistość.
6. Nie cudzołóż.
Kałuża nieczystości
Twoje oczy są takie błękitne,
niczym wody najczystsze pod niebem.
Twoje usta czerwienią wciąż kwitną,
przyciągają spojrzenie do siebie.
Jego oczy są czarne jak noce,
rozgwieżdżone i pełne tajemnic,
lecz gdy wasze spojrzenia los plącze,
to marzeniom już blisko do pełni.
Zapragnęłaś tych ramion i dłoni,
ich szorstkiego dotyku na ciele,
twoje piersi oddechem już gonią,
za uściskiem, spełnionym marzeniem.
On ma żonę i dzieci dorosłe,
ale nie jest do końca szczęśliwy.
Tobie ufa, to przecież jest proste,
choć jest tutaj, to ciągle jest z nimi.
Modre oczy z rozkoszy już mrużysz,
twoje ciało dreszczami zadrżało,
w przyjemności nieczystej kałuży
właśnie rodzi się zamęt i chaos.
7. Nie kradnij
O własności
Pojęcie własności w przewrotnym świecie
wciąż się rozmywa w przeróżne formy.
Co jest już czyjeś, może być przecież
tego, co władzę ma tworzyć umowy.
Biednieją ubodzy, bogaci się mniejszość,
zmieniają się tylko tryby systemu,
sprawniejsze co roku w tym, by nie uszło
fiskalne przestępstwo komuś biednemu.
Bogatych nie wzrusza, tak bardzo prawo,
choć wisi nad nimi również siekiera,
zazwyczaj przychodzi im raczej łatwo
swoje pomnażać, cudze odbierać.
Pojęcie własności bywa też złudne,
bywają w dzierżawie dobra przechodnie,
niestety, czasami bywa też trudne,
ponieważ obciążać może i pognieść.
Choć kradną biedni, kradną bogaci,
to wszystkim wybije jedna godzina,
ten tylko w niej wygra i nic nie straci,
kto dobra zostawił albo ich nie miał.
Gdy wokół hołdują tłumnie zyskowi
jak echo powraca znów prawda stara,
że mogą jedynie dusze uzdrowić
uczciwe ciężarki i równa miara.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
Słowo
Słowo ciągle ma swój ciężar,
choć przytłacza je dziś obraz,
co rozbiera się do zera
dla popędu myśli dobra.
To nie zawsze jednak działa,
chociaż mózgi obraz chłoną.
Słowo może krzepić ciała
i umysłów być ochroną.
Prawda czasem jednak boli.
Rani niczym podłe kłamstwo.
Trzeba zawsze dobrej woli,
by opisać coś, co zaszło.
Słowo może być pomyłką,
drzazgą wbitą w żywą tkankę.
Może być igraszką zwykłą,
lub być może zagmatwane.
Może jeszcze lecieć lekko
lub uderzać twardym młotem.
Lepiej zważyć je więc przeto,
niż zatrzymać w locie potem.
Czasem lepiej nic nie mówić,
niż się dzielić gorzką prawdą.
Lepiej się ku Słowu zwrócić,
niż powielać każde kłamstwo.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
Między spojrzeniem a pieszczotą
Odległość była zbyt bliska...
więc może to był zbieg zdarzeń,
że pełnia pani stanika
o moje wsparła się ramię.
Chociaż nie jestem już młody,
to w takie przypadki nie wierzę,
jednak przelotny ten dotyk.
zatrzymam sobie w sekrecie.
Bo choć nie jestem już młody
a może właśnie dlatego,
są jeszcze we mnie tęsknoty
i głodne szarpie się ego.
Być może głupie, po prostu,
drążą mi głowę rozterki,
ale nie szukam kłopotów
i wiem, że zawsze ktoś cierpi.
Gdy widzę panią z oddali
to muszę szczerze tu przyznać,
wcale nie żebym się chwalił,
budzi się we mnie mężczyzna.
I chciałbym móc rzec, że TYLKO
podziwiam pani urodę,
będąc wzbudzonym mężczyzną,
szczerze rzec tego nie mogę.
Jeszcze na koniec, ukradkiem
patrzę na panią z daleka,
kaganiec myślom zakładam,
bo wiem, że w domu ON czeka.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.
Rzeczy
Nie mam dużo, mówiąc szczerze,
raczej biednym niż bogatym,
jednak ciągle mam za wiele,
wrzeszczą z kątów zbędne graty.
Tym, co więcej im potrzeba,
ani trochę nie zazdroszczę.
mi wystarczy kromka chleba
i codzienny życia pośpiech.
Otoczony przez bogaczy,
którzy patrzą na mnie krzywo
i wytykać chętnie raczą,
że się możniej żyć powinno,
czuję czasem się ciut gorzej,
ale nigdy, z żadnej biedy,
nie zakwita w mojej głowie
chwast zazdrości niepotrzebny.
Żyjcie sobie w swych pałacach
i się woźcie powozami,
mi wystarcza prosta praca,
kiedyś wszyscy się zrównamy.
I choćbyście się wynieśli
ponad szczyty, ponad życie,
szkoda dla was jednej chwili
mej zazdrości nie wzbudzicie.