Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Uciekłem jak tchórz.

Mężczyzna powinien

brać odpowiedzialność

za swoje czyny i życie.

Powinien sterować poczynaniami 

na tyle skutecznie

by omijać zdradliwe

skały niepowodzeń 

i sztormy porażek.

Bogactwo, wierność, stałość uczuć 

i leniwa codzienna stagnacja 

w ułożonym spokojnie życiu

u boku pięknej żony

i gromadki pociech.

Brzmi romantycznie.

Zbyt pięknie.

 

 

Nie dla mnie bezpieczny, cichy dom.

Nie dla mnie zakwitłe ogrody,

różanej miłości.

Nie potrafię żyć, życiem milionów.

To ich marzenia.

Ich sukces i normalność.

Dla mnie normalność to chaos.

Pustka wewnątrz 

a burza na zewnątrz jestestwa.

Dla mnie życie to chwila, 

mgnienie, ciągły ruch.

Ciągła walka z samym sobą.

Depresyjnym balastem przeszłości.

Czasami to ludzie 

a innym razem demony choroby,

są moją kotwicą.

A ja wyrywam się i wiercę niespokojnie.

Staję wręcz dęba 

i duszę się w obroży niemocy.

 

 

Wreszcie i tak przegrywam.

Bezwolnie poddaje się ich woli.

I cierpię w swym człowieczym wraku.

Gdzieś pośrodku

oceanu czarnych myśli.

Na dennym, piaskowo-żwirowym dnie.

Rozpadam się od rufy po dziób.

Gniją we mnie pokłady zrozumienia.

Żagle rwą się na strzępy,

ulatując w niebyt żywiołu.

I tylko beczki z prochem,

czekają na zapalną iskrę.

Odpal lont skręcony naprędce.

I zawlecz go do prochowni.

Chociaż raz okaż miłosierdzie 

a nie zimną obojętność.

 

 

Dlatego właśnie 

ciągle miałem uśmiech na twarzy.

Zapewniałem Cię, 

że kocham ponad wszystko.

Spędzałem czas tylko przy Tobie.

Chłonąłem każdy dotyk,

słowo, czułość.

Lecz we mnie tlił się już pożar.

Wiedziałem, że zostać z Tobą na stałe,

równałoby się tragedią dla obojga.

Bo ja nie jestem

księciem na białym koniu

ani dostojnym kapitanem.

Jestem tylko przerażonym majtkiem,

co szuka protekcji 

w szponach wiecznej tułaczki.

 

 

Dlatego rankiem próżno wyglądałaś mnie przed bramą kościelną.

Zostałaś sama przy ślubnym ołtarzu.

Skradłem Ci serce wiem to.

Lecz nie szukaj zemsty

ani sprawiedliwości 

po zhańbieniu jakie Cię spotkało.

Moją karą jest 

samotna żegluga po wieczność.

 

 

Nocą, zaciągnąłem się w porcie 

na pokład jakiejś starej brygantyny.

Kapitan zwyzywał mnie 

od szczurów lądowych 

i zakichanych dzieciaków.

Zapytał kim miałbym być

na jego okręcie.

Nic nie wartym balastem. Odpowiedziałem.

Rozbawiłem go tak szczerze,

że podarował mi funkcję nawigatora.

 

 

Rankiem odbiliśmy od nabrzeża.

Wychodziliśmy przez główną redę.

Wspinałem się ku oku na grotmaszcie.

Wtedy ujrzałem Cię 

obok opustoszałego doku.

W białej, ślubnej sukni

z szerokim trenem.

Welonie opuszczonym na twarz.

Z bukietem róż w dłoniach.

Patrzyłaś z

życzeniem śmierci na ustach.

A ja zatonąłem w Twych oczach 

po raz ostatni. 

Czując się jak rozbity wrak, 

gdzieś tam na serca dnie.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @MIROSŁAW C. Bardzo dziękuję za odwiedziny.
    • Gdy machasz morzem, biegnę w twoje ramiona. Prowokujesz delikatnością jak księżyc kobiecie. Zanurzona w wodzie z turkusowymi oczami. Zachwycam się rytmiczną  miękkością i rozmową.        
    • @Leszek Piotr Laskowski No i ... stało się  :)
    • @MIROSŁAW C. Mam w rodzinie Ukrainkę, przy spotkaniach świątecznych jest płacz kobiet, opowieści mrożące krew... 
    • Wiek czternasty, rok tysiąc trzysetny osiemdziesiąty drugi. Kaszubski szlachcic Jan z Rusocina zaprasza w okolice wsi noszącej nazwę Kiełpino Zakon Kartuzów, założony we francuskim La Chartreuse w pobliżu Grenoble blisko trzy stulecia wcześniej - dokładnie w roku tysiąc osiemdziesiątym czwartym - przez pochodzącego z Kolonii Brunona, nazwanego później świętym. Zaczyna się, formalnie w tysiąc trzysetnym dziewięćdziesiątym roku, historia Kartuz.    Zbudowany w ciągu ćwierćwiecza kościół, określany obecnie mianem kolegiaty kartuskiej, stoi do dziś. Jednak eremów, czyli domków mnichów - kartuzi zgodnie ze zakonną regułą zamieszkiwali osobno - już nie ma. Ale przyjezdny czy też przechodzień, jadący bądź idący ulicą Na Wzgórzu może zobaczyć jezioro, przy którym wzniesiono dzisiejszą kolegiatę. Najprawdopodobniej wygląda ono podobnie jak około sześciuset trzydziestu lat temu...     Na Wzgórzu stanowi jedną z głównych ulic dzisiejszych Kartuz, które uzyskały prawa miejskie 23 Kwietnia tysiąc dziewięćsetnego dwudziestego trzeciego roku na mocy decyzji generała Władysława Sikorskiego, pełniącego wówczas funkcję ministra spraw wewnętrznych. Zaczyna się ona przy centralnie położonym placu Kartuz, nazwanym imieniem wspomnianego już świętego Brunona. W jego pobliżu znajduje się nowoczesny budynek Urzędu Miejskiego, przed którym stoi popiersie dowódcy Błękitnej Armii, generała Józefa Hallera. Na jego wysokości, po drugiej stronie poprzecznej do biegnącej w kierunku Gdańska ulicy 3 Maja postawiono obelisk, upamiętniający sanitariuszkę V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej - Danutę Siedzikównę "Inkę", rozstrzelaną w gdańskim więzieniu przez egzekutorów Urzędu Bezpieczeństwa 28. Sierpnia w tysiąc dziewięćsetnym czterdziestym szóstym roku.     Zmierzając w górę wspomnianej ulicy 3 Maja, spoglądając od Urzędu Miasta po lewej stronie, biegną równolegle do siebie ulice Floriana Ceynowy (1817-1881)  i Aleksandra Majkowskiego (1876-1938). Co łączy obie te osoby? Zachęcam do zajrzenia, chociażby krótkiego, do ich życiorysów. Pomiędzy Pomiedzy nimi, na obszarze dawnego cmentarza ewangelickiego, leży dziś park z upamiętniającym tenże cmentarz obeliskiem.     Oczywiście, Kartuzy mają też swoje Rynek i Dworzec. Ten pierwszy przecina ulica Tadeusza Kościuszki; od drugiego wzięła nazwę ulica Dworcowa, biegnąca prostopadle do wspomnianej dziewięć wyrazów wcześniej.     Na ulicy 3 Maja, jeszcze bardziej ku Gdańskowi, znajduje się jeden z trzech kartuskich hoteli - "Pod Orłem". Drugim jest umiejscowiony w środkowej części miasta Zajazd Kaszubski z restauracją. Trochę dalej, po przeciwnej stronie, pod koniec dziewiętnastego stulecia zbudowano dom mieszkalny, zachowany do dziś w prawie niezmienionej formie. Trzeci hotel, do którego dojdziemy minąwszy lewostronnie położoną ulicę Sambora (ok. 1150-1205 lub 1207), domy - po tej samej stronie, jak hotel "Pod Orłem" - oznaczone numerami osiemnastym, dwudziestym, dwudziestym drugim i dwudziestym czwartym, a po nich ulicę Mściwoja II (1220-1294), to "Miłosz". Oznaczony numerem trzydzieści dziewięć, wzniesiony został jako ostatni budynek przy tej ulicy i zarazem przed rondem na drodze do Gdańska. Ulice Sambora i Mściwoja biegną równolegle ku jednemu z kartuskich jezior, natomiast pierwsza z nich zaczyna się się budynkiem z tysiąc trzydziestego drugiego roku.                     *     *     *      Czytelnik z pewnością domyśla się, że na terenie Kartuz znajduje się więcej domów, pamiętających rozwój miasta. A jako że intencja powstania powyższego opowiadania jest oczywista, Autor uznaje za zbędne jej precyzowanie. Natomiast fotografie wymienionych obiektów przy próbie ich załączenia obróciły się o sto osiemdziesiąt stopni i to właśnie, a nie lekceważenie Czytelnika, jest powodem rezygnacji z ich opublikowania.      Kartuzy, 1. Maja 2026         
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...