Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Poetyckich dusz nie trzeba siać,

ani też rodzić w bólach i mękach.

Wychowywać, hodować

pod parnym kloszem,

by wydały owoc cierpki w smaku.

Odbijający się palącą zgagą.

Trujący wręcz dla serc i myśli.

 

 

Poeci to kamienie 

pozostałe na krańcach ugorów.

Przysypane piachem, 

zaplątane w powój i oset.

Ukryte w cieniu 

rozplenionych, strzelistych pokrzyw.

Rdestów i krwawników.

Łaskotane liśćmi paproci.

Zasłuchane w opowieści wichru.

W pieśni chóru chmur,

zwiastujących ciepłe, letnie burze.

 

 

Niezauważone, nieważne, nieistotne.

I przez to twarde i nieustępliwe.

Nie straszny im skwar ani deszcz.

Mróz kąśliwy i mokry śnieg.

Są przerzucani i kopani.

Bez prawa do miejsca,

które nazwali by domem.

Azylem dla spokojnego bytu.

Niełatwa to rola.

Są tacy, którzy pękają.

Obracają się w kruchy proch.

Bo są zbyt czuli,

lub biorą na siebie więcej 

niż ktokolwiek mógłby znieść.

 

 

Są jednak kamienie zbyt ciężkie i stare.

Olbrzymie głazy ostałe od pokoleń,

na straży szlaków, mogił czy duktów.

Stoją na bagnistych i leśnych rozstajach

w płaszczach z mrocznego mchu.

Ich żywot spisały, 

solne naloty na powierzchni.

Zapytane, nie odpowiedzą.

Zaczepione, będą milczeć jak grób.

Pogłaskane czule, będą zimne jak trup.

 

 

Ich czas minął.

Ich cywilizacja odeszła.

A poezja stała się tajemnicą.

Wierzą tylko w upływający czas.

Mówi się, że widziały pierwszą śmierć

i dożyją zapewne finalnej zagłady.

 

 

Ja już dawno rozpadłbym się,

klnąc i pomstując na poboczu rowu.

Lecz mieszkam w samotni prawdziwej.

Gdzieś w środku kniei niczyjej.

I mam się świetnie.

Milcząc, zimną stagnacją.

Gdybym miał jeszcze serce sprawne

to biłoby dla kogoś teraz.

Krusząc mnie, niszcząc i ośmieszając.

Drwiąc ze mnie bez litości.

Tylko dlatego, że kocham siebie.

A nienawidzę pustego uczucia

do człowieka i jego ułomnych słabości.

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
    • @Czarek Płatak dzięki:)
    • Niechybnie pięćdziesiątka. Wszystkiego najlepszego :-)
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • @KOBIETA   Dopraw mnie sobą! Smacznie mnie zjedz! W świetlistą obecność, znikających świec.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...