całą noc las krzyczał drzewami
drogi snu rozpłynęły się w błocie
myśli przewiał wiatr
deszcz nie zmrużył ani jednej kropli
grafitowe niebo spadło szumnie
na czule ciało ziemi
oddech przybierał na sile
a potem milkł za horyzontem
zanurzałem się w kałuży
w moim poczuciu pokoju
panował niepokój