Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*
Znów ten sam koszmarny sen:
Leżę na kanapie w swoim mieszkaniu i nie mogę zasnąć.
Na pozór wszystko jest w porządku. Stół, fotele, fortepian. Wszystko stoi na swoim miejscu. Balkon lekko uchylony wprowadza do pokoju powiew nocnego, chłodnego powietrza.
Wiercę się bez przerwy z boku na bok. Bez skutku. Wpatruję się w sufit. Ręka bezwładnie opada mi na krocze. Podniecam się ale po chwili przestaję. Nie mam sił na onanizm. Odwracam się na brzuch i wbijam twarz w poduszkę. Duszę się. Chwytam narożnik poduszki i wpycham go sobie do gardła. Brakuje mi powietrza. Kaszlę. Uspokajam się.
Liczę. Nie wiem dokładnie co liczę. Cokolwiek. Coś co można policzyć przynajmniej do siedemdziesięciu siedmiu. Właśnie przy tej liczbie mylę się najczęściej i wtedy albo przestaję albo zaczynam od nowa. Raz...dwa...trzy...cztery...
To właśnie wtedy nadchodzi ten moment. Zaczynam zastanawiać się czy czasem już nie zasnąłem. Płynne przejście z rzeczywistości do krainy marzeń. Chwiejny limes jawy i snu. Na początku próbowałem krzyku ale po kilku staraniach doszedłem do wniosku, że i tak przecież nikt mnie nie usłyszy.
Szczypię się ale wciąż tkwię w tym samym miejscu swej niewiedzy. Mam dylemat. Dalej próbować zasnąć, czy poczekać aż ten koszmar się skończy i nadejdzie nowy dzień?
Wstaję. Podchodzę do fortepianu. Siadam i gram. Zawsze te same dźwięki. "Sen o Victorii". Gram właśnie sen, bo znam go najlepiej. Ale muzyka nie płynie. Z fortepianu dobiega cisza, zupełnie jakby ktoś wyłączył moją duszę.
Wtem rozlega się przeraźliwy krzyk małego dziecka, potem płacz. Biegnę do drzwi łazienki ale są zamknięte. Dziecko płacze a ja stoję, szarpię drzwi i nic nie mogę zrobić. Nie potrafię otworzyć tych pieprzonych drzwi. Jestem zupełnie bezradny.
Ktoś ciągnie mnie za rękę i wtedy sen odchodzi.

Obudziłem się sam. Zawsze pierwsza noc w nowym miejscu, w nowym otoczeniu jest bardzo spokojna. Ta była wyjątkowo spokojna. Nie tracąc czasu na czynności zbędne nałożyłem sportowe buty i wybiegłem jak każdego ranka rozprostować kości.
Cudowny poranek. Pogoda wyśmienita. Miasto jeszcze we śnie. Lekkie powietrze po deszczowej nocy wdziera się z impetem w moje nozdrza. Czuję lekki chłód, delikatny wiatr. Mięśnie początkowo zaspane, leniwe, nabierają powoli właściwego rytmu. Już pracują na najwyższych obrotach i niosą mnie przed siebie. Nie mogę się zatrzymać. Nie chcę. Łapię regularny oddech, stopy układają się same w rytmie biegu. Mijam ludzi, którzy dziwnie się na mnie patrzą, piekarnię, kościół, skręcam w leśną dróżkę i wbiegam do lasu, gdzie nie słychać już cywilizacji. No może z wyjątkiem sygnału karetki pogotowia, której nie sposób nie słyszeć.

Mniej więcej o tej samej porze, gdzieś na drugim końcu miasta Starsza Pani z trudem wstaje z łóżka. Szuka kapci mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Zgarbiona, z grymasem bólu na twarzy, kieruje się w stronę łazienki. Każdy krok jest dla niej potwornym cierpieniem. Nogi sine, całe w żylakach odmawiają posłuszeństwa.
Na korytarzu panuje półmrok, który przechodzi w ciemność. Światło słoneczne nie dociera tu ani od wschodu ani od zachodu.
W połowie drogi do łazienki przystaje. Musi chwilę odsapnąć.
Starsza Pani nie ma nikogo kto mógłby się nią opiekować. Czasem sporadycznie zajrzy tu jej córka. Przychodzi i wciąż zadaje te same pytania:
-Co u ciebie mamo?, Jak się mama czuje? Czy coś mamie nie potrzeba? – posiedzi chwilę, zrobi mamie zakupy, które wystarczą na dwa tygodnie, wypije kawę i ulatnia się jak kamfora. Nawet nie posprząta. Nie posprząta bo niepotrafi. Zarabianie pieniędzy jest dla niej ważniejsze niż elementarne czynności domowe. Nie sprząta, nie gotuje, nie pierze, nie ceruje. Robi karierę. Czasem prosi Starszą Panią, by zajęła się jej Kasieńką, bo nie ma jej gdzie zostawić na czas służbowego wyjazdu. Starsza Pani z miłości do swojej córki i do małej Kasieńki spędza cały dzień ze swoją jedyną, ukochaną wnuczką. Dziś jest właśnie taki dzień.

Zatrzymałem się w Poznaniu na parę dni. Wróciłem do tych miejsc, do chwil, do wspomnień, które nie dają mi spokoju. Zajrzałem na chwilę do miasta, któremu oddałem najlepsze lata swojego życia. Wszystko tu kojarzy mi się z Tobą.
-Pamiętasz ten hotel? Naszą pierwszą wspólną noc? Byłaś taka piękna, taka niewinna. Zawierzyliśmy wtedy sobie naszą wspólną namiętność, nasze życie. Pamiętasz tę małą kawiarenkę przy poczcie, w której podają najlepsze desery świata? Zajrzałem tam i pytałem o Ciebie bezskutecznie. Przechodziłem pod balkonem twojej pierwszej mansardy. Kiedyś machałaś do mnie ręką na powitanie z uśmiechem na twarzy, którą oślepiał blask porannego, letniego słońca podkreślając delikatne piegi. Dziś tylko szelest ptasich piór na kondygnacjach.

-Lubisz tosty z dżemem prawda?- stwierdza pytająco Starsza Pani. Kasieńka nie odpowiada, kiwa tylko głową w celu potwierdzenia babcinych słów. Babcia sama nauczyła ją, że z pełną buzią się nie mówi. Przepyszne śniadanie na słodko. - Dziś jest bardzo ładna pogoda kochanie. Pójdziemy tam gdzie lubisz chodzić najbardziej. - Kasieńka odkłada na chwilę jedzenie i rzuca się Starszej Pani w objęcia. Przytulają się do siebie i trwają w uścisku kilkanaście sekund mimo potwornego bólu, który miażdży kręgosłup Starszej Pani.

Właśnie wychodziłem z Empiku z nową książką gdy zadzwonił telefon. Odebrałem, wysłuchałem przez kilka minut co mają mi do powiedzenia, oświadczyłem, że się zwalniam i wyłączyłem go. Skierowałem wzrok ku słońcu by zaczerpnąć życiowej energii. Nigdy w życiu nie byłem bardziej szczęśliwy i zadowolony z siebie.
Szkoda, że nie ma Cię przy mnie właśnie teraz. Nie mogę chwycić Cię za rękę, opowiedzieć o tym wszystkim, przejść świętym Marcinem z podniesionym czołem w geście triumfu jak król przechadzający się po zamkowych zakamarkach. Zabrałbym Cię nad rzekę jak wtedy. Zostawiliśmy za sobą hałas pędzących samochodów, autobusów i tramwajowych kół stukających o stalowe połączenia szyn. Wpatrzeni w nurt Warty, wyobcowani ze wszystkiego co naszej miłości nie dotyczyło czerpaliśmy z życia to co najlepsze. Sami dla siebie. Tylko Ty i ja. Pamiętasz jak tańczyliśmy na starym rynku? Ludzie patrzyli na nas, ale my, zakochani, spójni marzeniami w dualiźmie sercowych westchnień, trwaliśmy w tańcu bez końca. Zupełnie jakby czas zatrzymał się w miejscu tylko dla nas. Pamiętam jak upaprałaś się hot dogiem z zielonej budki na teatralce. Zamarłaś w bezruchu a ja namiętnym pocałunkiem zlizałem z Twych ust cały majonez. Pamiętasz? Potrafiliśmy śmiać się godzinami, dyskutować całymi dniami, kochać się każdej nocy, tęsknić za sobą tygodniami, wracać do siebie miesiącami. Umieliśmy wspólnie żyć. Chwilą.
Wróciłem Tu Madziu a za mną przybiegły wspomnienia, przybiegłaś Ty, choć wciąż nieobecna namacalnie to jednak wciąż Ty i wszystko co piękne w moim życiu.
Wsiadam w ośemkę na Kaponierze i pędzę dwa przystanki do parku Wilsona, do swej samotni. To chyba jedyne miejsce w tym mieście, gdzie nigdy nie byliśmy razem. Przychodziłem tu sam zawsze wtedy gdy działo się coś niedobrego, gdy było mi smutno. Nie chciałem byś patrzyła na moje łzy, na mój strach przed życiem, na moją bezsilność wobec własnych słabości.
Park nie stracił nic na swojej urodzie. Stary, poczciwy Wilson wita mnie. Zaprasza do swego domu. Przyjmuję zaproszenie. Siadam na swojej ulubionej ławeczce. Miałem zamiar poczytać ale nie mogę się skoncentrować. Boże! Jak tu pięknie!
Konary drzew nad stawem zaopatrzone obficie w liście zatrzymują część słonecznych promieni. Kaczki na wodzie lgną do chleba, rzucanego przez ludzi z mostka. Ścieżki solidnie wypielęgnowane. Czyste. Ludzie zatrzymują się tu na chwilę w odpoczynku przed południowym skwarem. Sobotnia cisza miesza się z akustyką ulicy Głogowskiej.
Pamiętam nasze rozstanie. Ten jeden jedyny raz zabrałem cię tu. Chciałem byś zrozumiała kim naprawdę jestem, czego od życia potrzebuję, gdzie jest mój prawdziwy dom, moje powietrze ale Ty nie chciałaś tego rozumieć. Jedna, jedyna rzecz, która nas rozłączyła i sprawiła, że przestaliśmy się kochać. Zawsze ciągnęło cię do świata, do pieniędzy, do ludzi. Z wiekiem zrozumiałaś, że nie możesz być z kimś, kto żyje tylko marzeniami, z kimś kogo cieszą najdrobniejsze rzeczy. Chciałem nauczyć Cię wrażliwości ale nie udało mi się. Zrozumiałem, że jesteś stworzona do życia w ciągłym ruchu, że jesteś kobietą sukcesu a ja tylko facetem z marzeniami. Nie mogłem już dłużej z Tobą być.
Odkładam na moment książkę. Nie jestem wstanie nic przeczytać. Spoglądam na staw. Starsza Pani bawi się nad jego brzegiem z małą dziewczynką. Po chwili Starsza Pani siada obok mnie na ławeczce. Dziewczynka rzuca chleb do wody.
Nie, to nie możliwe.
-Pani Maria?- Starsza Pani patrzy na mnie i próbuje sobie przypomnieć. Ułatwiam jej. - Pewnie mnie pani nie pamięta. Kilka lat temu spotykałem się z pani córką.- podaje jej dłoń. Starsza Pani uśmiecha się, ściska moją dłoń, próbuje coś powiedzieć, ale nagle słabnie i stopniowo traci przytomność. Osuwa się ziemię. - Pani Mario? Słyszy mnie pani? Pani Mario? Co się dzieje? Ludzie! Niech ktoś wezwie pogotowie! Trzymam kurczowo jej dłoń aż do przyjazdu karetki. Kasieńka stoi przy nas i płacze. Nie rozumie co się tak przed chwilą wydarzyło. Patrzę na nią i chyba też nie bardzo rozumiem.
Zanim sanitariusz zatrzasnął drzwi karetki usłyszałem jak Starsza Pani wyszeptała:
-Wiedziałam, że kiedyś Cię tu spotkam Jakubie. - potem odjechali do szpitala.
Kasia złapała mnie za rękę. Spojrzałem na nią. Była bardzo podobna do swojej mamy. Tak bardzo podobna. Podała mi swój telefon a na wyświetlaczu widniał napis: "MAMA"
Reszta, jak mawiają, jest milczeniem. Z resztą i tak bardzo łatwo się domyśleć jak zakończył się dzień z życia dwojga ludzi.

Opublikowano

Piotr
zamysliłam sie na moment...i chyba o to chodzi - o osobistą refleksję.
niczym pająk utkałeś swoje opowiadanie, misternie lecz według planu !
nie czytałam twoich opowiadań lecz napewno nie raz podąże twoim krokiem.
pozdrawiam

Opublikowano

Przyznaje się, że przeczytałam Twój tekst z sentymentu do Poznania i nie zmarnowałam czasu. Tekst ma specyficzny klimat i skłania do refleksji. Warto by jeszcze dopracować np. fragment z karetką. Zakończenie bardzo dobre.

pozdrawiam serdecznie, Magda
ps mógłbyś jeszcze usunąć błędy ( wstanie, niepotrafi), bo gryzą się z Twoimi "umiejętnościami" literackimi:)

Opublikowano

po kilku staraniach doszedłem - próbach
wtedy sen odchodzi- co sądzisz o słowie "pierzcha"?
wybiegłem jak każdego ranka rozprostować kości- może jestem upierdliwy, ale cos mi w tym zdaniu nie pasuje
Mięśnie początkowo zaspane- może lepiej zastałe, lub odrętwiałe?
dziwnie się na mnie patrzą- "się"- do kosza
gdzie nie słychać już cywilizacji- dopisałbym "odgłosów"
Co u ciebie mamo?, - zbędny przecinek
Czy coś mamie nie potrzeba?- czegoś
Nie posprząta bo niepotrafi- Nie posprząta, bo nie potrafi
Zajrzałem tam i pytałem o Ciebie bezskutecznie- Zajrzałem tam i pytałem o Ciebie- bezskutecznie, lub: Zajrzałem tam i bezskutecznie pytałem o Ciebie
król przechadzający się po zamkowych zakamarkach- nie po komnatach?
Zabrałbym Cię nad rzekę jak wtedy- interpunkcja
ośemkę - ósemkę
zawsze wtedy gdy- zawsze wtedy, gdy
rzucanego przez ludzi z mostka- według mnie z mostku (z mostka- byłoby wówczas, gdyby rzucali z tej kości, która znajduje się na przodzie klatki piersiowej)
bezsilność wobec własnych słabości - nie wiem dokładnie w czym rzecz, ale coś mi zgrzyta
Ludzie zatrzymują się tu na chwilę w odpoczynku przed południowym skwarem - może zamiast "w odpoczynku" wstawisz "szukając schronienia"?
Nie rozumie co się tak przed chwilą wydarzyło- ja yteż nie rozumiem (tego zdania)
Z resztą - zresztą
Chyba zapomniałes napisać do kogo (prócz mamy) była podobna Kasieńka :)))))))

Bardzo ładna, wzruszająca historia. Brawo!

Opublikowano

piękna ta pocztówka
znów urzekły mnie Twoje słowa, najbardziej zakończenie...jak westchnienie cicho otwieranych drzwi

przepraszam, że tak krótko, ale jestem bardzo zmęczona...nicnierobieniem, a raczej niemocą...na tyle spraw nie mamy wpływu

Opublikowano

strasznie mi się podoba! początek o śnie ,który nie wiadomo czy jest- dzisiaj tak miałam i od razu mnie wciągnęło:) Naprawdę dobry kawałek tekstu, smutny trochę, ale prawdziwy...brak mi słów:)pozdrawiam bardzo:*

  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ja również za pokój. W poniedziałek wrzucę taki wiersz-modlitwę antywojenną, skierowaną tym razem do mężczyzn, nie do Boga... Zauważyłem, że Twoje wiersze to modlitwy o miłość. Są łagodne, bardzo kobiece -a  moje brr bywają wrzaskliwe i heretyckie, ale żyję w stałej przyjaźni z Bogiem, to fantastyczna przygoda. Dobranoc

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ja jeszcze wskoczę do geopolityki, kursów walut, BTC, a dopiero później do łazienki.    
    • Pokazali jej śmierć Nie bała się jej Pokazali jej życie Była przerażona Ona
    • Piszę te wersy dla Was Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas.  Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza. Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat. To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć.  Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani. Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku) To dla Was Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali  Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was) Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu To jest w nas Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was) Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej  Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj Wszystko ma swój początek w jednym miejscu  Jak od jednego słowa  Jak od jednej liczby  Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach  Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem  Dla nas niezrozumiałym Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym A musiałobyć coś wcześniej przecież I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba  Pod opieką słońca Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy  Pod opieką się miej samego siebie I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze O czym ja pieprze Bluźnię Mieszam Boga z Diabłem Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia  By nie było walki Jezusa z Szatanem Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia szatanie wróć do nieba Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła Zgaś czarny płomień ogniska I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam KONIEC BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ I SIĘ UDAŁO POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO  NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...   PS TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE  I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE JESTEM NIGDZIE NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE
    • świeca która nie boi się nocy... choć przecież czasem drży...  (ale to wina wiatru ;))   spolt - literówka?   Serdeczności     
    • @LessLovemodlę się za pokój, za siebie i za miłość:) pozdrawiam:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...