Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

OCZEKIWANIE NA OSTATNIE TCHNIENIE


Ojciec umiera i nikt już nic nie może dla niego zrobić. I bardzo dobrze. Stary zasłużył sobie na to. Rak który zżera jego wnętrzności, jest karą wymodloną, przeze mnie matkę i siostrę. Teraz wszyscy warujemy przy jego łóżku, wpatrując się w to coś żałosnego, co z niego zostało. A niewiele tego jest. Ledwie trochę kości powleczonych czymś białym, co kiedyś było skórą, a co teraz wygląda jak kuchenna cerata. Nikt z nas nie czuję żalu, patrząc na tego żywego jeszcze trupa. Nasze uczucia, generalnie, dalekie są od współczucia. Ten facet co leży pod tą zsyfiałą, cuchnącą potem pościelą, nie zasłużył sobie na nie. Nawet teraz, gdy jest w takim stanie, mam jedynie ochotę skopać mu dupę.

Stary był zawsze uparty, złośliwy i wredny. I takim , oczywiście, musi pozostać do końca. Nawet kostucha musi poczekać na swoją kolej. Najpierw my musimy wystać swoje przy jego wyrze, wkurwiając się na maksa. Staruszek zadaje nam tym samym ostatnie cierpienie. Opiera się śmierci jak tylko może nadwyrężając naszą cierpliwość. Przynajmniej w ten sposób może się, po raz ostatni, poznęcać nad nami.

Księdza nikt z nas do starego nie wzywał, przylazł sam , przypadkiem ,bo był akurat z ostatnią posługa u kogoś innego na oddziale. Chyba poprosiła go o to któraś pielęgniarka, myśląc pewnie, że wyświadcza nam tym przysługę. Pierdolona samarytanka. Klecha wysmarował czymś starego, poklepał nad nim jakąś modlitwę, złożył nam wyrazy ubolewania, wyrażając nadzieję, że ojciec dostąpi łaski niebieskiej i poszedł sobie, nieświadomy, że doszczętnie zjebał nam nastroje. Nie na rękę nam było jego u Boga wstawiennictwo za ojcem. Naszym wymarzonym miejscem dla tego gnoja, jest to, którego każdy wierzący się boi .Przynajmniej ja mam nadzieję, że jeśli piekło istnieje, diabły już szykują dla niego osobny kocioł, w którym będą do końca świata gotować w smole jego stare dupsko. Jeśli tak się stanie, ja też chcę tam po śmierci trafić. Nawet jeśli , jakimś cudem, nie zasłużę na piekło, to i tak pójdę tam z własnej i nieprzymuszonej woli. Chcę osobiście dbać o to, żeby ogień pod kotłem tatusia, zawszę jarał się na potęgę.

Patrzę na matkę i widzę na jej twarzy podobne życzenia. Jej myśli, są aż nazbyt czytelne. To że tu jest, cały czas warując przy tym gnijącym ścierwie, to dalszy ciąg odgrywania przedstawienia - tej sztuki życia, której mój stary był autorem. Według niej byliśmy kochającą się rodziną, pełną ciepła i harmonii. Zmuszani przez ojca odgrywaliśmy ją dla otoczenia, głównie dla jego kumpli i znajomych, którzy często zazdrościli mu tak wspaniałej rodzinki, nie zdając sobie sprawy , jak wielkie dramaty skrywała ta szczęśliwa otoczka. Ojciec był sadystą i tyranem. Bił matkę i nas, przez całe życie. Torturował fizycznie i psychicznie. Ze strachu tańczyliśmy jak nam grał, choć pogardzaliśmy nim jak tylko mogliśmy najmocniej. Czciliśmy przed innymi starego jak bóstwo, bojąc się komukolwiek ujawnić jego prawdziwe obliczę. Jak często nam powtarzał, spotkałaby nas za to kara, o wiele większa, niż spotykała nas na co dzień.

A teraz ,gdy w końcu zdycha i gdy możemy się na niego wypiąć, jest nam wszystko jedno. Zdecydowaliśmy się grać do końca. Dalej odstawiamy więc przed światem, kochającą się rodzinę, opłakującą umieranie jej głowy. Bo po co komu wiedzieć jak było naprawdę. Stary i tak odwala w kalendarz, więc co nam zależy pociągnąć to jeszcze jakiś czas. Na nas i tak już potem czeka święty spokój, a na starego wielkie x, gdzieś za kurtyną, po za którą nareszcie przestanie grać główną rolę.

Mam zamiar nie powiadamiać o jego śmierci rodziny, jego kumpli, ani nie zamieszczać w prasie nekrologów. Chcę, żeby za jego trumną poszła tylko nasza trójka. Nie chcę żeby czasem jakieś szczere łzy, płynące z jakiegoś nieświadomego serca, zepsuły mi wielką radość tego dnia, przyćmiły całe jego piękno. Jeśli więc wszystko pójdzie dobrze, nikt oprócz nas i obojętnych pracowników zakładu pogrzebowego, nie pójdzie w żałobnym orszaku. Jestem pewien ,że nawet nasi najbliżsi sąsiedzi, nie ruszą dupy, żeby go pożegnać. Przynajmniej oni, z zewnętrznego świata nie byli ślepi i widzieli i słyszeli , co się u nas działo. Ale nawet oni zbyt się go bali, żeby w jakiś sposób nam pomóc .Uważali go za niebezpiecznego psychola (którym był bez dwóch zdań) i woleli trzymać się od niego z daleka. A jeśli nawet któryś z nich przyjdzie na cmentarz, to po to samo co my. Aby nacieszyć oczy, gdy grabarze będą spuszczać truchło ojca do grobu. Może nawet, w szale radości, chwycą za łopaty i z ochotą pomogą im zasypywać dół, aby jak najszybciej przykryć ziemią tą najtańszą trumnę, jaką wybiorę staremu. Swoją drogą, na ten pochówek szkoda będzie tylko pieniędzy. Najchętniej podlałbym trupa ojca benzyną i podpalił, a potem jego prochy spuścił bym w sraczu.

Matka ziewa. Jest zmęczona, siedzi już przy tym skurwielu od rana. Mówię jej więc , żeby poszła do domu, zwłaszcza, że niedługo w telewizji rozpocznie się jej ulubiony serial. Po co ma przez takie gówno jak jej odwalający kitę mąż, opuścić chociaż jeden odcinek. Argument z filmem jest dla niej wystarczająca zachętą. Na odchodnym obdarza ojca spojrzeniem, które równie dobrze mogłoby być głośno wypowiedzianym zdaniem ,,mam nadzieję, że gdy znowu tu przyjdę, nie będzie już ciebie wśród żywych", a potem wychodzi razem z moją siostrą, która odprowadzi matkę do taksówki.

Zostaje sam ze staruszkiem. Wciąż jest nieprzytomny. Lekarze mówią, że raczej się już nie obudzi. Wygląda jak zajebany w chuj alkoholik. Czasami charcze i rzęzi. Ma lekko rozchylone usta, tworzące mały otwór, przez który pobiera życiodajne powietrze. Leży na sali sam, więc nachylam się nad nim i pluję na niego z góry, starając się wcelować wprost do jego gęby. Nie trafiam, mela spada na jego brodę, spływa po szyi. Nie poddaję się jednak, za drugim razem staram się bardziej i oto pełny sukces! - piękny , soczysty chark wpada przez usta do jego gardła. Stary musi mieć nieźle zwężoną tchawicę, bo zaczyna się dusić i trząść jak galareta. Wygląda na to, że moja skromna porcja śliny, przyczyni się do jego wykitowania. Jednak już po chwili moje gwałtownie rozbudzone nadzieję pryskają, bo stary po paru spazmach powraca do udawania rośliny. Jestem zawiedziony. Zastanawiam się, czy nie zacząć wszystkiego od początku, ale do sali wchodzi pielęgniarka. Młoda i ładna. Wręcz za ładna, jak na ten nędzny szpital. Nie jest na miejscu wśród tych wszystkich pierdzieli, zdychających na oddziałach, srających i szczających w łóżka. Ma duże niebieskie oczy, spory biust i jeden z tych tyłków, które chętnie wyobrażają sobie nastoletni onaniści. Obdarzam ją swoim najlepszym uśmiechem. A w myślach już mi się marzy małe z nią walonko, na które jestem gotowy nawet tu i teraz, ale, dziwka, zbywa mnie krzywym uśmiechem, który aż nazbyt wyraźnie mówi mi "odwal się" .Potem zaczyna się krzątać koło starego, poprawiając mu kołdrę, poduszkę i nie zwracając na mnie uwagi. A potem wychodzi z sali kręcąc ponętnie tyłkiem, prześlizgując się po mnie wzrokiem, jak po jakimś gównie. Zdarzenie to jeszcze bardziej potęguje moją nienawiść do ojca. Mam wielką ochotę wyładować na jego ścierwie swój gniew. Zaczynam się nawet poważnie zastanawiać, czy nie stanąć na łóżku , wyciągnąć kutasa i na niego nie nalać. Może szczyny udusiłyby w końcu tego chuja.

Niedługo potem wraca moja siostra. Spogląda z pogardą na tatusia, siada na krześle i zapala papierosa. Zaciąga się głęboka i powoli wypuszcza gęsty dym, wprost na ojcowski ryj. Dziewczyna również stara się jak może, żeby mu pomóc w odejściu. Jak każdy z nas , ma ku temu powody. Może nawet większe od innych. Czasami mam wrażenie, że coś głęboko w sobie ukrywa, że zawdzięcza ojcu znacznie więcej, niż tylko ślady po częstym biciu. Drań mógł równie dobrze być nie tylko sadystom, ale i zboczeńcem. Kto go tam wie. Ja wyniosłem się z domu, gdy tylko odebrałem dowód i gdy stary mógł już mi naskoczyć. Fakt, nie wiodło mi się najlepiej, ale i tak moje samodzielne życie było lepsze, niż życie z nim pod jednym dachem. Ale moja siostra, o kilka lat ode mnie młodsza, jeszcze przez długi czas , musiała znosić jego despotyzm. Teraz jednak ten zwyrodnialec umierał. I to ciężką śmiercią. Widziałem zadośćuczynienie w jej oczach. Ale wiedziałem też, że gdyby mogła zrobić to bezkarnie, sama udusiłaby go gołymi rękami.

Po jakimś czasie wychodzę na korytarz , żeby zapalić i rozprostować nogi. Znudziło mi się już palenie przy ojcu. Już i tak zgasiłem na jego gołych stopach zbyt dużo papierosów. Od oparzeń porobiły mu się na nich bąble i mam trochę stracha, że lekarze je przyuważą. Jakby co to zwalę winę na nich i opierdolę za jakieś niedopatrzenie. Najwyżej będą się głowić skąd się tam te bąble wzięły. Myślę, że nie będą podejrzewać, że to ja , dobry synuś, wysiadujący przy łóżku umierającego ojca od rana do nocy, przypaliłem staremu podeszwy. A jeśli nawet, to mam ich w dupie. Mogli nie zakazywać palenia w szpitalu i porozkładać po salach popielniczki. A tak jarający człowiek musi sobie radzić jak może.

Wychodząc proszę siostrę, żeby mnie zawołała, kiedy stary zacznie uderzać w ramy. Za nic nie przegapiłbym takiego widowiska. Po to właśnie siedzę przy jego wyrze , tyle czasu. Jakby pierdolnął w kalendarz beze mnie , zrobiłby mi najgorsze świństwo. Oddam wszystko co tylko, kurwa ,mam żeby zobaczyć jego ostatnią chwilę.

Na korytarzu szwenda się jak zwykle kilku starych palantów w pidżamach. Jarają i pierdolą głupoty. Straszą bladymi , żałosnymi ryjami i opowiadają innym kandydatom na trupy, o swoich chorobach. Nienawidzę ich bo z tymi białymi mordami i w tych szpitalnych łachach, oni wszyscy przypominają mi starego. I dlatego życzę im wszystkim takiego samego losu. Potem wychodzę na powietrze, aby wywietrzał ze mnie ten zapach szpitalnego rozkładu.

Kiedy po kwadransie wracam do ojcowskiej umieralni, jest przy nim lekarz. Ogląda go fachowo, podnosi mu powieki i takie tam... Najzwyczajniej po raz któryś w tym dniu odwala maniane, żebyśmy wiedzieli jacy to oni są w tym szpitalu dla pacjentów troskliwi. Jeśli chodzi o mnie, może se darować te pierdoły, stary obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Nie przyszedłem tu oczekiwać na cud, na jakieś nadzwyczajne uzdrowienie, tylko na śmierć tego starego jebańca. Oczekuje że będzie ciężka i bolesna. I to wszystko. Nie obchodzi mnie żadne tam, kurwa , leczenie ani dbanie o niego. Ich medyczne starania latają mi koło chuja .Jeśli chcą mnie naprawdę zadowolić, to niech dadzą staremu jakiś zastrzyk, złoty strzał , który w końcu wyprawi go do diabła. Sam mogę mu go wykonać i zrobię to z prawdziwą przyjemnością. Jestem tu przecież po to, żeby nacieszyć oczy jego śmiercią. I nie wyjdę stąd, nie wyjdę, dopóki nie nadejdzie.

Opublikowano

Wzbudza literackie endorfiny :)

Zasyfiala... chyba.

Sory, ale mialem nadzieje, ze stary ozdrowieje i powie: teraz Wam kurwa pokaze...

Ale dobrze, ze tak nie jest. Jest mocne i skonczone w sposob otwarty.

Opublikowano

Jak zwykle- balansujesz na krawędzi urwiska, ale ciagle nie spadasz.
Nie wiem kto w twoim opowiadaniu jest gorszym skurwielem- narator, czy jego ojciec. Ciekawe też, czy po "n" latach chistoria sie powtórzy.
Na krzyśkowe błedy przestałem zwracać uwagi- on jest, jak Nikifor Krynicki- nie ma techniki, ale jest artystą

Opublikowano

brawo
znowu ostro jak brzytwa
zimne ostrze rozgrzewa się w Twych rękach do czerwoności
bez najmniejszego zacięcia wykroiłeś kawał dobrej prozy
taka szorstka gładkość
BRAWO

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...