Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Nazajutrz, w sobotę, wstałem już o 6 rano. O wpół do ósmej przyszła do mnie teściowa i zastała zrobione przeze mnie gotowe śniadanie. Zjedliśmy razem śniadanie i gdzieś tak dziesięć po 8 poszliśmy do mieszkania pani Krysi i razem z nią wyruszyliśmy na dworzec autobusowy. Nasz autobus PKS odjeżdżał o godzinie dziesiątej i chodziło nam o to, żeby móc iść spacerkiem i zdążyć na niego. Zresztą skrót „PKS” od jakiegoś czasu znów oznaczał „Państwowa Komunikacja Samochodowa”, a status przedsiębiorstwa państwowego także w komunikacji autobusowej wracał znowu do łask. Przy czym te naprawdę państwowe PKSy miały w znacznej mierze charakter regionalno-lokalny. Ostateczny kształt publicznej komunikacji autobusowej był ciągle dyskutowany na najwyższym szczeblu. Co się zaś tyczy tych najdłuższych linii autobusowych, n.p. Z Gdańska do Warszawy, albo z wręcz z Gdańska do Krakowa, to rozważano, żeby je włączyć w struktury Polskich Kolei Państwowych albo Poczty Polskiej.

 

W drodze na dworzec moja teściowa zaczęła pani Krysi wyznawać, jakiego to doznała szoku, kiedy się dowiedziała, że Agnieszka trafiła za kratki i tak rozpoczęła się rozmowa pomiędzy dwoma kobietami o różnych matczynych troskach. Ja na te wywody teściowej specjalnie nie reagowałem. W końcu to Agnieszki ocena tego, co się z nią dzieje za murami więziennymi, była dla mnie najważniejsza. Po przyjściu na dworzec i dotarciu na stanowisko i po niezbyt długim oczekiwaniu nadjechał nasz autobus i tak rozpoczęła się nasza podróż. Kiedy już dotarliśmy autobusem do celu, spokojnym spacerkiem ruszyliśmy w kierunku zakładu karnego.

 

Niby powinienem być już przyzwyczajony do tej drogi do więzienia, ale jednak przechodził mnie ciągle pewien lekki dreszczyk, kiedy tam szliśmy. Wiem, że to może zabrzmi co najmniej dziwnie, ale czułem się, jak na swego rodzaju...pielgrzymce. Dlaczego takie myśli mi chodzą po głowie? Raz, że byłem w drodze do mojej żony, w której byłem i jestem zakochany na zabój. Ale po drugie też dlatego, że zakład karny coraz bardziej mi się kojarzył z... przybytkiem cnoty. W końcu więzienie ma być jak klasztor, miejscem uprawiania ascezy. A tam w środku moja żona, której jestem winny dozgonną wierność. W moich myślach i fantazjach jednostka penitencjarna zaczynała być wręcz jakimś sanktuarium. Ale nie zamierzałem się dzielić z obydwoma paniami, które mi towarzyszyły, tymi myślami, ponieważ obawiałem się albo byłem wręcz pewny, że nie zostanę zrozumiany. Kiedy przechodziliśmy przez pewien park zauważyłem:

 

- To jest chyba jeden z tych terenów zielonych, które więźniarki, w tym moja żona regularnie sprzątają. -

 

Od razu dostałem odpowiedź od pani Krysi:

 

- Że też pana żona mając wyższe wykształcenie musi wykonywać takie fizyczne prace, jak jakaś dziewucha po zawodówce.....

 

- Pani Krysiu – oznajmiłem zdecydowanym tonem – moja żona jest dziennikarką i poznawanie różnych segmentów naszej rzeczywistości, także od wewnątrz, jest jej zawodowym powołaniem.

 

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, zostaliśmy wylegitymowani przez funkcjonariuszkę, a ja tej funkcjonariuszce przekazałem ubrania i buty dla Agnieszki, które moja żona chciała założyć wychodząc na przepustkę. Następnie udaliśmy się do pomieszczenia widzeń. Od razu po wejściu do budynku więziennego prawie ciągle było słychać walenie więziennych drewniaków o ziemię, związane najwyraźniej z chodzeniem więźniarek. Ten odgłos tworzył w budynku pewną atmosferę ciężkości, a tym samym dodawał zakładowi karnemu powagi. I jakoś, może nawet podświadomie, zacząłem być przekonany, że właśnie taki klimat powinien być w zakładzie karnym. Gdyby więc przyprowadzono mi żonę na widzenie na przykład w jakiejś sukience w kwiatki i balerinach zamiast drelichowej spódnicy i więziennych chodakach, to chyba bym odczuwał jakiś dysonans. No i kto wie... Może bym się nawet poskarżył w Ministerstwie Sprawiedliwości...W końcu jako obywatelowi i mężowi nie mogło mi być obojętne, jak jest wykonywana kara mojej żony...

 

W pomieszczeniu widzeń nie musieliśmy długo czekać na Agnieszkę. Została wprowadzona z grupą innych więźniarek, miała uśmiech na twarzy i zaczęła witanie i całowanie się od swojej mamy, potem przyszła kolej na panią Krysię, po której nieco zaskoczonej minie widać było, że rzeczywistość więzienna jest dla niej nowością. Potem przyszła kolej na mnie. Kiedy dotknęła swoimi słodkimi, uśmiechniętymi ustami moich ust, poczułem w genitaliach jej kolano oraz ból, następnie drugie jej kolano w tym samym miejscu i znowu ból.

 

- To było za to, co naopowiadałeś pani Krysi o naszym małżeństwie. - rzekła swoim najmilszym i jednocześnie nieco przyciszonym głosem. - O dalszych konsekwencjach porozmawiamy, jak będę już na przepustce.-

- A teraz siadaj, musimy wszyscy razem porozmawiać. - dodała po chwili radosnym głosem.

 

Ponieważ było nas cztery osoby, to usiedliśmy w kółku. Agnieszka siedziała z nogami zgiętymi w kolanach pod kątem prostym, z podudziami lekko odchylonymi w jej lewą stronę. Słowem- wyglądała jak bardzo grzeczna dziewczynka. Ja siedziałem dokładnie naprzeciw żony, teściowa i sąsiadka po moich bokach.

 

- No i jak minęła podróż? - zapytała nas wszystkich z rozpromienioną twarzą.

 

Ja się poczułem od razu zachęcony tym pytaniem, więc odparłem:

 

- W drodze od autobusu szliśmy tutaj przez pewien park. Czy także ten park sprzątacie.-

 

- Od kiedy tu trafiłam, to raczej wszystkie okoliczne parki sprzątałyśmy. - padła odpowiedź z ust mojej żony.- A więc pewno i ten.

- I jak? Ładnie wysprzątałyśmy? - dodała po chwili z zaciekawioną i rozpromienioną twarzą.

 

Teraz odezwała się pani Krysia:

 

- Że też pani, dziewczyna z wyższym wykształceniem, musi wykonywać takie podłe prace...

- I pewno jeszcze w tym drelichu i chodakach z literami ZK, żeby wszyscy patrzyli się na moją córkę, jak na jakąś podłą kryminalistkę... - dodała moja teściowa.

 

Odpowiedź Agnieszki nie kazała długo na siebie czekać:

- Pani Krysiu, jakież znowu podłe prace. Prace ogrodowe należą do najfaniejszych prac, jakie sobie można wyobrazić. Pani przecież też robi na działce...

- A co do ciebie, mamo, to wstydzić powinnam się tego, że jechałam nietrzeźwa, a nie tego, że mnie ludzie widzą w więziennym drelichu. Jak się narozrabiało, to trzeba mieć odwagę cywilną, żeby się do tego przyznać...- dodała po chwili nieco surowszym głosem.

 

-I że też w czymś takim musi się pani mężowi pokazywać... Przynajmniej na widzenia mogli by pani dać normalną odzież. - kontynuowała pani Krysia swoje użalanie się nad moją żoną.

- Ależ pani Krysiu, mój Marek jest wręcz zachwycony, jak mnie tak widzi...- powiedziała moja Aga i rzuciła figlarne spojrzenie w moim kierunku. - Widzi pani, jakimi oczętami się gapi na mnie...

 

Rzeczywiście miałem wrażenie, że moje wpatrzone w żonę oczy stawały się nieco mętne. Tak, jakbym patrzył na nią w jakimś śnie. Jej więzienna spódnica, obłe chodaki i do tego chustka na głowie dodawały jej kobiecości. Spod chustki wystawały jej kosmyki włosów – już sam nie wiem, czy zgodnie z przepisami, czy nie...

 

- No Mareczku, co się tak patrzysz na moje stopy? - kontynuowała swoim słodziutkim głosem- Chyba wiem, o co ci chodzi...

 

I kopnęła mnie najpierw jedną a potem drugą nogą.

 

- Hurra, teraz ja wygrałam, pierwsza go kopnęłam...- oznajmiła.

 

- Widzicie – zwróciła się następnie do swojej mamy i do sąsiadki – ten mój mąż-głuptas jest tu wszystkim zafascynowany...

 

- Nawet literami ZK na moich więziennych drewniakach. - dodała z nutą ironii.

 

- I makijażu pani pewno też nie wolno mieć. - pani Krystyna starała się kontynuować swoje użalanie nad moją żoną.

- Oj, to straszne...- padła szybka, ironiczna odpowiedź Agnieszki. - A wie pani, że funkcjonariuszki też nie mogą mieć makijażu? -

 

- A teraz koniec z tymi żalami! - zarządziła władczym głosem moja żona i rozpoczęła się rozmowa o tym, co słychać u pani Krysi, co słychać u rodziców Agnieszki, a także o tym, co słychać w naszym mieszkaniu, zostawionym pod moją opieką.

 

Kiedy już wychodziliśmy z widzenia, teściowa zwróciła się do nadzorującej te widzenie strażniczki:

 

- Proszę pani, muszę porozmawiać z panią naczelnik, kiedy to będzie możliwe?

- Pani naczelnik powinna tu się gdzieś kręcić...O, tam właśnie stoi.

 

Wszyscy razem podeszliśmy do naczelnik zakładu karnego. Teściowa odezwała się:

 

- Pani naczelnik, muszę z panią koniecznie porozmawiać o mojej córce, Agnieszce Zawadzkiej- Milewskiej, którą właśnie odwiedziłam tutaj...

- Ależ oczywiście, ale jest jeden warunek: W rozmowie musi uczestniczyć także pani zięć. Agnieszka wskazała bowiem swojego męża jako jedną z tych osób, którą darzy największym zaufaniem.

 

- Marek Milewski, mąż Agnieszki. - przedstawiłem się.

- Bardzo mi miło. -odpowiedziała naczelnik. - W takim razie zapraszam do mnie.

- Ja się w takim razie już pożegnam. Sama wrócę do domu. - zasygnalizowała pani Krysia.

 

Ja z teściową zostaliśmy poproszeni do pewnego pomieszczenia, gdzie naczelnik kazała nam usiąść przy stole i czekać na nią. Zza okna dochodziło miarowe klekotanie drewniaków. Podszedłem więc do okna i ujrzałem dosyć długi szereg więźniarek chodzących w kółko po więziennym podwórku. Zobaczyłem wśród nich także moją żonę idącą razem z Agatą.Obie dziewczyny zauważyły mnie, zaczęły się do mnie uśmiechać, mi kiwać i w końcu...przesłały mi całuski. Ja też się uśmiechnąłem, pomachałem dziewczynom, oddaliłem się od okna i wróciłem do stołu. Ta siermiężność tego chodzenia w kółko po spacerniaku w wykonaniu takich fantastycznych i jednocześnie tak siermiężnie ubranych dziewczyn, jak moja żona, bardzo mnie kręciła. Siermiężność siermiężnością, ale w końcu koło to także symbol doskonałości...

 

Po chwili weszła naczelnik, usiadła naprzeciwko nas i zwróciła się do teściowej:

 

To w takim razie słucham panią.

 

Teściowa od razu rozpoczęła swój wywód z dużą dawką emocji:

 

- Pani naczelnik, musi pani koniecznie wnioskować o przedterminowe zwolnienie mojej córki. Wiem, że pani może to zrobić. Agnieszka to porządna dziewczyna. Raz popełniła błąd, a ten sędzia ją zaraz na sześć miesięcy zamknął. Kto inny to by w takiej sytuacji dostał karę w zawieszeniu...A moja głupia córka to się nawet nie odwołała.

Naczelniczka odpowiedziała spokojnym głosem, nacechowanym rozwagą:

Proszę pani, ja bym się czuła zobowiązana wnioskować o przedterminowe zwolnienie pani córki, gdybym była przekonana, że pani córka jest na to gotowa. Niestety obawiam się, że tak nie jest...

 

Teściowa patrzyła niespokojnym, roztargnionym wzrokiem. Pani naczelnik kontynuowała:

 

- Agnieszka żałuje tej swojej jazdy w stanie nietrzeźwym. Ale żal i chęć poprawy to za mało. Potrzebna jest jeszcze wytrwałość w dążeniu do naprawy swojego życia i tu widzę u niej pewien problem. Widzę u niej pewną skłonność do niestabilności emocjonalnej,pewien lęk przed życiem...Owszem, co do zasady jest wręcz wzorową więźniarką. Ale, co będzie po wyjściu na wolność?

 

Pani naczelnik się nieco zamyśliła i po chwili kontynuowała:

 

- Jak już powiedziałam, Agnieszka jest, co do zasady wzorową więźniarką. Objawia się to w ten sposób, że troszczy się o wszystkich i o wszystkie możliwe sprawy. Jest bardzo uczynna i powszechnie lubiana przez inne więźniarki i funkcjonariuszki. Natomiast z troszczeniem się o swoje własne życie jest u niej nieco gorzej. Jakby chciała uciec od własnego życia, jakby się go bała. Ale skoro już mowa o przedterminowym zwolnieniu, to najważniejszym argumentem powinno być to, że Agnieszka zawsze otwarcie deklaruje, że nie chce przedterminowego zwolnienia, można wręcz powiedzieć, że się przed nim broni. Mam wrażenie, że zakład karny jest dla pani córki swego rodzaju stabilizatorem jej życia.

 

- Też coś! – odpowiedziała teściowa z nutą oburzenia – Żeby moja córka wolała pobyt za kratami od normalnego życia! Jak jakaś podła kryminalistka...

 

- Proszę tak nie mówić! - głos pani naczelnik brzmiał teraz bardzo stanowczo – Pani córka to bardzo wrażliwa dziewczyna. A to, co nam się wydaje normalnością, dla innego człowieka już może nie być takie normalne.

 

Słuchając tej rozmowy pewne rzeczy zaczęły mi się układać w głowie i w końcu doszedłem dw wniosku, że wreszcie powinienem zabrać głos:

 

- Przez długi czas traktowałem charakter mojej żony, jej różne wybryki z pewnym pobłażaniem. Ale teraz pewne rzeczy widzę, jak na dłoni. Na przykład te jej ekscesy alkoholowe, z których ostatni ją zaprowadził tutaj. To wynikało z tego, że rzeczywistość jaka ją otaczała, była dla niej zbyt wąska, czuła się w niej uwięziona, a wolność odnalazła, paradoksalnie, tutaj, za kratami. Są mężowie, którzy twierdzą, że dali swoim żonom wszystko. Ja bym nie śmiał czegoś takiego powiedzieć. Ja nie mogę dać Agnieszce wszystkiego, bo jest ona człowiekiem zbyt wielkiego formatu! Mogę, co najwyżej, Agnieszce towarzyszyć w jej dążeniach i pilnować, żeby te dążenia nie poszły w jakimś złym kierunku.

 

- Panie Marku – odpowiedziała mi pani naczelnik - bardzo mnie cieszy, że pan tak wnikliwie analizuje osobowość swojej żony. Kiedy Agnieszka stąd w końcu wyjdzie, będę ją mogła oddać w dobre, czyli w pana ręce. W każdym razie pojutrze wychodzi na tydzień na wolność. Proszę dobrze pilnować żony, żeby mi tu wróciła cała i zdrowa i żeby w czasie przepustki nic głupiego nie zrobiła.

 

Na tym się rozmowa z naczelniczką zakładu karnego zakończyła. Ja i teściowa udaliśmy się na dworzec, żeby następnie autobusem wrócić do domu. Podczas całej drogi rozmawialiśmy o bardzo zwyczajnych sprawach i między nami nie doszło do żadnej, nawet najmniejszej scysji. Kiedy już byłem u mnie w domu, to po wykonaniu pewnych drobnych prac porządkowych zająłem się czytaniem różnych mądrych książek i robieniem z nich notatek, a następnie nie pozostawało mi już nic innego, jak pójść spać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez UtratabezStraty (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@UtratabezStraty

 

Tekst ma kilka naprawdę wartościowych walorów literackich - Agnieszka to złożona, nieschematyczna bohaterka - wykształcona dziennikarka, która paradoksalnie znajduje stabilizację w więzieniu. Naczelniczka prowadzi wnikliwą, profesjonalną analizę- "żal i chęć poprawy to za mało. Potrzebna jest jeszcze wytrwałość" - to mądra obserwacja o procesie resocjalizacji. Ale brzmi trochę jakby z podręcznika. Naczelniczka mogłaby podać konkretne przykłady np Agnieszka pomogła jakieś osadzonej - oddając jej swoje pieniądze, bo była w potrzebie lub coś innego. Albo inne zachowania jako przykłady. ( Może w przyszłości ta osadzona jakoś się zrewanżuje.) Jeżeli jest lubiana - to dlaczego? 

Ciekawa jest autocenzura narratora - "ale nie zamierzałem się dzielić z obydwoma paniami tymi myślami" - świadomość, jak jego odczucia wyglądają z zewnątrz.

Niezłe dialogi, każda postać ma wyraźny głos - lamentująca sąsiadka, rzeczowa Agnieszka, zaniepokojona matka. Świetna refleksja - "Ja nie mogę dać Agnieszce wszystkiego, bo jest ona człowiekiem zbyt wielkiego formatu" - to dojrzałe uznanie ograniczeń i akceptacja partnera.


Nie podobała mi się dygresja -  cały akapit o reorganizacji PKS, Poczty Polskiej i struktur autobusowych - nic nie wnosi do akcji. Wielokrotne powracanie do tego samego - np. litery ZK, drelich, drewniaki. Za dużo zwrotów "po chwili", "następnie", "w końcu". I już na początku dwa zdania i dwa "śniadania" - niestylowe. :) 

 

Poza tym, dobrze się czyta, może wciągać.  Pozdrawiam. 

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślę, że to coś więcej, niż akceptacja partnera, to fascynacja albo wręcz idealizowanie swojej małżonki. Myślę, że wypowiedź Marka, że " jest ona człowiekiem zbyt wielkiego formatu", dobitnie o tym świadczy. Czy oznacza to akceptację Agnieszki taką, jaka ona jest? Myślę, że nie do końca. Według mnie Marek myśli w pewnym sensie, jak zdobywca. Żeni się z dziewczyną o silnej osobowości, wierząc jednocześnie, że jego małżonka dojdzie w pewnym momencie do takiego punktu, kiedy on w jej życiu będzie miał coś do powiedzenia albo będzie miał wręcz obowiązek poprowadzić ją silną ręką. Myślę, że Marek weźmie sobie do serca to co mówi pani naczelnik, czyli, że ma uważać na żonę, kiedy ta będzie na przepustce. Myślę zresztą, że za niedługo sama zobaczysz, jak to będzie...

Edytowane przez UtratabezStraty (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@UtratabezStraty

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Oczywiście, że według autora jego bohater może myśleć co tylko zechce. Autor go stwarza, "daje" myśli, duszę, osobowość. Jako czytelniczka (do tego niezbyt lotna)  nie mam pojęcia, co myśli o niej Marek i do czego chce ją "doprowadzić".  Pozdrawiam. 

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Wszystkim moim zajadłym fankom i fanom oznajmiam, że ukazał się już IX odcinek "Przygody z moją idealną żoną (Przygody idealnej kobiety)".

 

Jest to historia na podstawie anegdoty mówiącej, że idealny mężczyzna jest tylko w więzieniu, bo tylko tam jest w stanie prowadzić uporządkowany tryb życia. Jeżeli idealny mężczyzna miałby być tylko w więzieniu, to czy idealnej kobiety także należy szukać w więzieniu??? To pytanie towarzyszy historii dziennikarki Agnieszki opowiedzianej częściowo przez jej męża Marka, a częściowo przez nią samą. A wszystko w warunkach przewidywanej przyszłej Polski o obliczu ideowo-polityczno-ekonomicznym odmiennym od dzisiejszego.

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Boże dziś i nigdy nie składam rąk do modlitwy Znaku krzyża do Imion Jakie Nosi Twoja Trójca W Jednej Osobie nie czynię  Czy słowami w myślach wystarczy że to powiem czy to za mało by mnie Twoje Boskie ucho nastawione w moją stronę wysłuchało Boże dwa razy dziennie modlę się słowami modlitw  Tej której nauczył nas Syn Twój Boży gdy milenia temu urodzony ze znamieniem skazania na śmierć tych którym chciał pokazać miłość i szczęście jak żyć by Raju dostąpić  Druga modlitwa do tego który rządzi jak karty historii pisze i czas dla niego jest njestotny bo jest zarządca linii okręgu który wszechświat tworzy Boży zaczęty jednym tajemniczym słowy Trzecia modlitwa do niepokalanej grzechem Matki Syna Papież Polak otoczył ją kultem i ja też się ku jej wyjątkowości przychylam w modlitwach Wieczorne modły mają jeszcze urywek koronki ze słowy gdzie krew Syna poświęcona za grzechy nasze i świata były wybaczony   Ale dziś jest dziś jestem niewstanie  Jestem pod wpływem i chaos używki w płynie twardej i strasznej sprawia że modlitwy nie przychodzą z automatu i mylą i xapomjnaja słowa się  Dziwne nie  Uczone od dziecka wpojone jak twarda stal słowa znikają a ja wpadam w tym niestanie by pomodlić się swoimi słowy  Tylko jak to zrobić gdy Byt jak Boży jest mi niepewny  Ten z Księgi  Starego Nowego słowa  Testamenty Ojca który patrzy i widzi Mi się nie widzi Pytasz więc czemu te modlitwy Bo przyszło mi usłyszeć słowa że gdy będziesz modlił i żył po chrześcijańsku uwierzysz ale nie Wierzę w wyższą świadomość  Coś co jest zawsze i wszędzie i wie  ale tylko patrzy jak po pierwszym tchnieniu w nicość jak pierwsza była liczba jak jedynka  Obserwuje i wie co dzieje się co stanie się ale nie do końca czeka na nas po drugiej stronie gdzje dusza zawedruje gdy ciało opuszcza Jestem Heretykiem saracenem w Boga nie wierzę ale dziś moje ręce ułożone na ekranie klikają w klawiaturę chcą by Bóg usłyszał mnie i zwrócił uwagę choć miał już prawo zwątpienia w moją osobę i mógł przestać czekać na mnie z rajskim życiem po ostatnim oddechu Oj Boże możesz już na mnie nie czekać na szczycie gdzie chmury pod nami płyną po niebie jak owce białym wełnianym spokojem który pasuje do koloru skrzydeł szat i źrenic tego który jest Aniołem Twoje Boże armie anielskie spoglądając na mnie mogły opuścić mnie z nadziejami na szczęście  Gdzje nie słuchałem duszy której połączenia nie czułem  tylko glupi ślepy głuchy  chciałem mieć nie być  Kochać i miłość to słowa które można jedynie z duszy definiować a nie wyvzytanymi słowami w książkach albo podejrzanymi zachowaniami w filmach postaci  Niekumaty na empatii nie zauważyłem innych  Ani ich potrzeb ani ran których zadania jestem ich winny  Boże moje modlitwy to jak zacznę od Amen jak rozmowę telefonem zaczyna się halem (od halo zastosowałem odmianę) Czy masz dla mnie na wadze ostatecznej gdzie grzechem i jego ciężarem wskażesz co się nieśmiertelnej duszy spelni na zawsze Czy kilka słów do paru dusz które dały im chwilę dopaminowego szczęścia te rymy w wierszach wypowiedziane w nieświadomości mają wagę wobec czynów i krzywdy której jestem winny  czy słowa litości wobec moich krzyków  gdzie zauważona choroba to stan umysłu czy zgnilizny tu duszy nie narządów jak bebechy i styków w mózgu jak przyszło mi poznać diagnozę gdy na kozetce wylądowałem  Boże proszę miej na uwadze że nawet diabeł może mieć nadzieję na pojednanie  Synu przyjdziesz po raz wtóry Nie pokonuj już śmierci i piekła  doprowadzić musisz Lucyfera do zrozumienia że wszystko dzieło Boże i wszędzie wszystko Rajem w szczęściu i miłości może płynąć jak spokojna rzeka wlewać się do oceanu krwi w Bożym sercu Przytul diabły i karm je miłością jakiej zechcą dzielić się z ludzkością  Poznanie owocem zakazanym różnicy dobra i zła było potrzebne by docenić czym jest szczęście  Boże czy już nie dość strachu w nas  nie dość zła przyszło nam znać by docenić pamiętając wojny ból ubostwo i bycie nikim wobec tych co z batem i mieczem nad nami losami kierują  Boże już wiemy jak smakuje proch i czym jest ryzyko skończenia cywilizacji atomem  Ostateczna z wojen już się rozegrała  Urodzony by go na śmierć skazać nam i diabłu pokazał że można go pokonać  Ostateczna ofiara tego bez grzechu który dla uwolnienia istot ludzkich od ciężaru ich grzechów skonał A chciał tylko otworzyć serca  Ale nie zauważyli kim jest ci którym chciał odebrać życie w orzywilejach  Kolej pojednać się z pierwszym zbuntowanym z pierwszym wrogiem  skrzydeł odebranych straconym do piekła dać miłość którą odda i przestanie czerpać w ludzkich grzechach jak karmić się upadkiem jak złem i strachem i pychą pożądaniem nie być drogowskazem z fałszywą drogą na szczęście z posiadaniem władzy i pieniędzy  Boże co tacy jak ja mogą  Gdy oni tam są  Gdy Ty tam jesteś  miałem się modlić ale nie wychodzi mi to za dobrze proszę wskaż  drogę  Gdy już to uczyniłem powinienem znać Twoją odpowiedź  Otwórz serce bym umiał szczerze powiedzieć kocham Nie wypada prosić Boga wszak on juz wszystko co mógł nam dał reszta to nasza droga i wybory i nadzieja na kolejną z szans Nie wątp w nas Amen w imię Trójcy która kocha nas. 
    • Kiedy pojawia się taki gniew, kiedy poeta staje się sumieniem narodu, wkrótce naród się budzi.   Wierz mi, wyjdę na ulicę, bo jestem świadomy jak jesteśmy zeszmaceni przez "kwiat głupoty narodu". Tyle hipokryzji w geopolityce jeszcze nie było, to i w kraju wolno "wszystko"? Bez mojej zgody. To rola mężczyzn, zwłaszcza młodych ciałem lub duchem. Pzdr.
    • Są na przykład takie kaloryfery,  które są na przykład pordzewiałe i ciekną.   Są na przykład okna,  które nie na przykład,  lecz naprawdę są nieszczelne.    Są na przykład sufity,  z których cieknie deszcz.   I ściany są na przykład mokre i stopy,  na przykład bose, mokną od podłogi,  która jest na przykład wilgotna.   I ubrania są na przykład mokre,  bo szafa przykładowo cieknie.   I wszystko jest na przykład mokre i na przykład cieknie.   I na przykład jestem ja,  który na przykład usiłuje,  pisać suchy wiersz.
    • @hania kluseczka kto wg Ciebie Haniu?
    • @Arsis

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...