,,wszystko było prostsze
w tamte dni
szeroka kopuła błękitu
pszeniczne pola
piaszczysta droga
aż do pacierzowa"
Szliśmy odmierzając
Chmurami rozkłebionymi
Dzikimi i wolnymi
Ponad nami
I dla nas był czas
,,paliliśmy po rowach
a tanie wina
smakowały dorosłością
i pewnym rzyganiem"
Nikt do przyszłości
się nie garnoł
Pozwalała nam spać
,,nikt nie wołał na obiad
gdzie idziesz kiedy wrócisz
panowie na włościach
aż do widnokręgu"
Głodni tylko swojego
Swojego ze sobą bycia
,,pierwsze pocałunki
nieśmiałe dziewczęta
ich twarde piersi
sierpniowe gwiazdozbiory
gdy przychodzą chłodne noce"
Pomagały marzyć
Że może jutro jeszcze raz
Raz za razem i tygodniem
Popychał delikatnie
Nas czas
,,rankiem przy żniwach
rosa jeszcze
na trawach się perliła
pojedynczy bławatek
tuż obok suchej studni
kartka z zielnika"
Gdzieście migneły
Coście były wieczne
Suche i zawieszone
Pomiędzy nas
Dni miłe, młode
Nie ma nas