Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Nie spalił domu.

Mało tego 

nie zamierzał nawet 

niczego już dotykać ani czytać

a tym bardziej zabierać ze sobą.

Niech to miejsce i ten dom 

po prostu gnije w czerni nocy.

W widmie prastarego kultu 

Przedwiecznych istot, 

które przywołał jego 

trawiony obłędem

lub bluźnierczą wiedzą ojciec.

 

Spieszył się jak mógł.

Na szczęście nie zabrał ze sobą 

stosu walizek i podróżnych pakunków

a jedynie podręczny neseser i skórzaną torbę o posrebrzanym zatrzasku 

w stylu toreb lekarskich.

Ilekroć oddalał się

od framug okiennych 

na dłużej niż kilka minut 

to wracał zaraz szaleńczo 

na przełaj przez zagracony pokój

do zajętych przez 

oddech letargicznej mgły szyb.

Wyglądał bacznie lecz z ukrycia,

na ciche podwórze.

Stał na nim pozostawiony 

przez ludzi komendanta radiowóz.

Wiedział, że nie przyda im się już 

na tamtym świecie.

Mimo to szybko zrezygnował 

z zuchwałej lecz całkowicie 

w zaistniałej sytuacji logicznej kradzieży auta.

Po pierwsze dlatego,

że ktoś mógł go zobaczyć

jak jedzie autem policyjnym 

w stronę miasteczka i stacji kolejowej

nie mając munduru ani insygni.

Szybko skojarzono by 

uprowadzenie lub kradzież.

A nie chciał by 

ścigały go siły z tego i innego wymiaru

w ten sam zajadły sposób.

Po drugie nie miał kluczyków 

a nie potrafił odpalić auta bez nich.

Wreszcie nie wiadomo 

w jakim stanie 

było auto.

Bak mógł być pusty.

Noyes mógł celowo

uszkodzić samochód 

gdy nikt nie patrzył.

A ostatnie czego sobie życzył 

to wypaść z drogi 

na jednej z zalesionych serpentyn 

i zlecieć w przepaść

grzebiąc wraz ze swą śmiercią tajemnicę istot z Yuggoth.

 

Właśnie, pamiętnik i zapiski.

Zabrać je ze sobą i próbować zapobiec 

odrodzeniu się kultu.

A może przekazać je osobom,

które jak dawniej jego uczony ojciec, 

będą w stanie zatrzymać tą spiralę chaotycznej grozy.

Przecież to absurd.

Szukanie ratunku w wiedzy i rozsądku.

W najlepszym wypadku 

zignorują go lub wyśmieją.

W najgorszym,

zgotują los opętanego wariata.

Ale czy nie byłoby to

lepszym rozwiązaniem niż ukłon

przed ołtarzem Rady.

Dziesięć lat obłędu 

a potem los niewolniczego robaka.

I podróż w przestrzeń kosmiczną.

Gdzie nie ma słońca ani księżyca.

Nie ma dni ani nocy.

Jest tylko ON

w jądrze pierworodnej grozy.

Pierwszy cień wszechświata.

Jego imię

przybyło kiedyś do świadomości 

w głębokim śnie o początku czasu.

Jego skrzydła są 

nieatomicznym niebytem

polarnej pustki.

Słowa są jadem żałoby.

A postać, pieczęcią końca istnienia.

Nyarlathotep!

Władca czasu i dni.

Ten, któremu ślubują 

nawet myśli Przedwiecznych.

Na wspomnienie którego drżą 

serca, dusze, góry i niebo

wszelkich krain jawy i snu

od Celephais do Leng

aż po pochmurne, ponure Kadath 

skryte przed ludzkim wzrokiem i snem,

ostałe na wieki w zimnej postaci.

 

Złapał się z całej siły za włosy i szarpał.

Zamykał kurczowo oczy 

i jęczał z bezsilnej agonii umysłu.

Nie przywołuj ich!

Nie daj się opętać!

Miał dość.

Musiał zniknąć na dziesięć długich lat.

 

Nie zamierzał zgłaszać niczego policji.

Jak bowiem opisać to, 

co nie mieści się w żadnym raporcie? 

Jak wytłumaczyć pamiętnik

pisany ręką ojca

a jednak nie należący już do człowieka?

Jak przedstawić coś, 

skoro nawet cudowne ryciny

i malowidła Przedwiecznych

nie były w stanie 

odnaleźć określeń dla tak 

druzgocącego zmysły plugastwa.

Jak mówić o Yuggoth, 

skoro dla uczonych i ich teleskopów,

jego położenie na niebie jest próżnią.

Poza Neptunem jest tylko 

pas kamieni i asteroid.

Nie ma tam dziewiątej planety.

Nie ma ich i ich plugawego potomstwa.

Inwokację i modlitwy, 

dowiodły by prawdziwości jego słów,

Lecz nie zmusi 

choćby i za cenę ocalenia świata,

swoich ust do odczytania tych sylab.

Szalony Arab uczynił to 

i spisał je w księdze przed wiekami.

Przypłacił to jednak duszą,

która do dziś pewnie,

krąży między bramami 

i poza granicą Tiamat.

 

Na stację dotarł o świcie. 

Była jedną z tych prowincjonalnych, zapomnianych przez rozkłady.

Perony popękane, 

zegar stojący od lat

na tej samej godzinie,

powietrze ciężkie od pary i sadzy. 

Zamierzał kupić bilet

na pierwszy pociąg, 

byle dalej, 

byle w przeciwnym kierunku 

niż wrzosowiska.

 

 Panie…

 

Głos wyrwał go z zamyślenia.

Jakiś młody Murzyn 

stał tuż przy kiosku z gazetami. 

Był ubrany schludnie,

lecz staromodnie, 

jakby wyszedł

z fotografii sprzed dekad. 

Miał oczy nienaturalnie spokojne, 

nie śledziły jego ruchów,

raczej oczekiwały,

aż on sam podejdzie bliżej.

 

 Zostawiono dla pana przesyłkę.

 

Powiedział,

podając niewielki pakunek

owinięty w szary papier.

 

Proszono, bym przekazał osobiście.

 

Od kogo? 

 

Zapytał odruchowo.

 

Mężczyzna uśmiechnął się lekko, 

z uprzejmością urzędnika, 

który zna odpowiedź, 

ale nie widzi powodu,

by ją wypowiedzieć.

 

Od rodziny.

 

Zanim zdążył zapytać

o cokolwiek więcej,

rozległ się gwizd lokomotywy. 

Gdy odwrócił głowę,

mężczyzny już nie było.

jakby rozpuścił się w porannej mgle

i parze unoszącej się znad torów.

 

Wsiadł do pociągu.

Drzwi zatrzasnęły się 

z głuchym metalicznym dźwiękiem, 

który zabrzmiał niczym pieczęć.

 

Pakunek rozwinął dopiero,

gdy skład ruszył.

W środku znajdował się pamiętnik 

mniejszy od poprzedniego, 

oprawiony w ciemną skórę,

zimną w dotyku.

Kartki były wyklejone fotografiami.

 

Nie przedstawiały Ziemi.

 

Bazaltowe góry wznosiły się 

pod nienaturalnym kątem, 

jakby prawa perspektywy 

zostały tam odrzucone. 

Wąwozy ciągnęły się

w nieskończoność, 

a cienie nie zgadzały się 

z położeniem światła. 

Niebo było martwe, jednolite, 

pozbawione barwy, 

której mógłby nadać nazwę.

 

Na ostatniej fotografii rozpoznał ojca.

Stał obok Noyesa. 

Obaj odziani byli w 

ciężkie, ceremonialne szaty, 

haftowane symbolami, 

które przypominały

astronomiczne diagramy

lecz prowadziły nie ku gwiazdom

a w byt poza nimi. 

Za ich sylwetkami wznosiły się

ciała istot, których nie

sposób było opisać

bez obrzydzenia i pogardy.

Oni z Yuggoth.

 

List wypadł spomiędzy kart.

 

Pismo ojca było równe, 

spokojne, niemal szczęśliwe.

 

Jestem bezpieczny...

Jestem szczęśliwy...

Yuggoth jest miejscem ładu, 

którego Ziemia nigdy nie zaznała.

 

Rada była łaskawa. 

Wracam za dziesięć lat, co do dnia.

Do tego czasu 

ktoś musi

karmić portal na wrzosowiskach.

Wiem, że rozumiesz. 

Nikt nie może opierać się woli Rady.

Za dziesięć lat złożysz ofiarę 

i dołączysz do nas

w kolejnej podróży 

na dziewiątą planetę układu.

 

Pociąg sunął naprzód, 

jednostajnie, obojętnie.

Za oknem krajobraz zmieniał się powoli.

Wrzosowiska, pastwiska

i senne wioski 

o dachach krytych gontem,

ustępowały miejsca 

czarnym, kamiennym pustyniom 

z onyksu i bazaltu.

Widział ludy tańczące nago i dziko

wokół płonących ognisk.

 

IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA!

IARRUGISHGARRAGNARAB!

 

Ich nieludzkie wycie 

odbijało się od zboczy mgielnych gór.

 

Tory ciągnęły się dalej 

ku przeznaczeniu końca.

Aż do samotnej góry 

pośród płaskowyżu żalu.

W której mieszka wieczny Pan.

Nienasycony chaos.

 

Opowiadanie z dedykacją 

dla Lenore Grey

i z nadzieją by świat Lovecrafta

do którego ma zamiar wejść 

był dla niej niesamowitą przygodą 

i natchnieniem w pisarskiej pracy.

Tak samo jak dla twórcy tej opowieści.

 

Edytowane przez Simon Tracy (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Simon Tracy Cudowne opowiadanie, pełne misternie splecionych wyobraźni i napięcia.

Końcówka jest niemal filmowa... Opowiadanie w ogóle kończy się w momencie, w którym wielu jeszcze by coś dodało. A tak — każdy może sam dopisać dalsze losy bohaterów. Takie zakończenia są najlepsze

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No i, ta dedykacja. Bardzo Ci dziękuję

Opublikowano

@Lenore Grey Po naszej ostatniej rozmowie postanowiłem poświęcić to opowiadanie Tobie.

Bo wiem, że doskonale rozumiesz tego typu utwory i stworzony w nich świat.

Może kiedyś wydamy razem antologię podobnych utworów.

Tego nam życzę. 

Opublikowano

@Berenika97 Bardzo dziękuję.

Opowiadania i wiersze w duchu lovecraftowskim staram się tworzyć jak najstaranniej właśnie opierając się o ten balans między racjonalnością a obłędem i między jawą a snem.

Są to dla mnie zawsze najważniejsze utwory.

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...