Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

... Mrok.

   Zaczynam celowo prowokacyjnie. Jak to ja: Corleone11. 

   Czy zauważyliście, że zawsze, gdy przyzywacie go do umysłu, czujecie reakcję? Szybkie wtargnięcie? Zupełnie jakby ów czekał w pobliżu, słysząc wasze myśli i/lub odbierając nastrój i gotowość? I wtedy spieszył w odpowiedzi, korzystając z zaproszenia? Pewnie zauważyliście. Innymi słowy: wiecie, że dzieje się dokładnie tak. Mrok słyszy. Mrok widzi. Mrok czuje. I reaguje, jako mający osobową naturę, zgodnie ze swoją naturą właśnie. Pełną niepokoju. Chęcią dominowania. Gwałtownością. Drapieżnością. Żądzą przebywania, nie tylko zamiarem, natychmiast wszędzie tam, gdzie zostanie zaproszony. Z oczywistą świadomością, że gdy zostanie wyproszony, jego natura każe mu wyjść. Nawet, jeśli nie chce.

   A czy pozostawi cień? Owszem. Swoisty. Czasową zmianę energetyczną, drgające impulsy w duchowej przestrzeni. Bardziej lub mniej trwałe, w zależności od czasu przebywania.  

   Inaczej przedstawia się sprawa ze Światłem. Napisałbym - i zaraz napiszę - że przedstawia się zupełnie odwrotnie. Różnica - znów - ma związek z Jego osobową naturą. Ale także z naturą każdej istoty żywej, to znaczy mającej duszę: człowieka oraz bytów, które określa się ogólnie pojęciami "zwierzęta" i "rośliny". Całkiem tak, jakby tylko rośliny rosły, a zwierzęta i ludzie już nie. A przecież wzrost jest wpisany w naturę wszystkich wymienionych stworzeń. Dość jednak wtrąceń, wracam do głównego wątku.

   Światło jest łagodne, nawet jeśli w danym momencie intensywne. Jest spokojne świadomością swojego znaczenia. Spokojne świadomością aodzowności w każdym miejscu i w każdym rodzaju przestrzeni Wszechświata, nie tylko w światach takich, jak ziemski. Dlatego przychodzi na zaproszenie ze spokojem, wynikającym ze swojej natury. Przychodzi, nie spiesząc się.  Pewne, że jeśli zostanie wyproszone, i tak wróci na kolejne zaproszenie. Wcześniej albo później. 

   Światło wchodzi. Rozgaszcza się miękko. Powoli. Zgodnie ze wspomnianym dopiero co spokojem. Łagodnie po zakamarkach przestrzeni umysłu. Bez pośpiechu. Uprzejmie, ba - delikatnie. Zatem, jako świadomościowy Byt, uprzedni w stosunku do Mroku, czuje, słyszy i widzi. Różnica zaś w odczuciu - odczuwaniu, wrażeniu - ludzkim przy wejściu do jego wewnętrznej przestrzeni ma ścisły związek z człowieczą naturą: jako jej pomysłodawca i stwórca Światło pozostawiło ślad. Jest immanentne: zawsze "w". Przy wejściu dochodzi do połączenia wewnętrznego z zewnętrznym. Dlatego nie narusza spokoju. Nie budzi lęku. Obaw. Chyba, że świadomymi - przynajmniej z początku - decyzjami dany człowiek zaszedł i wędruje ścieżkami Mroku.

 

           *     *     *

 

   Tak więc jestem i Ja. Światło. Uprzednie wobec Mroku i aporównywalnie starsze. Wieczne. Stwórca wszystkiego, także Mroku i cieni. Aodzowne wszędzie i zawsze. Ktokowiek, cokolwiek i kiedykolwiek pomyśli i powie. Nawet, jeśli Mrok uzna za stosowne twierdzenie i wmawianie komukolwiek, że jest inaczej. 

   Ja, Światło, jestem przyczyną każdego cienia. Stwórcą Mroku, do którego natury przynależy jasność. Blask. Choćby wypierał się tego przyszłą część wieczności przed wszystkimi naraz i każdą z osobna żywą istotą. Tak samo, jak Chaos jest następny w stosunku do mojego istotowego porządku. Który to Chaos można oczywiście uporządkować w ład. 

   Jestem więc. Światło. Ja i... 

 

   Kartuzy, 7. Lutego 2026 

   

Opublikowano (edytowane)

@Natuskaa

   Dziękuję wielce. Miło mi, że moje "(...) rozważania (...)" Ciebie zainteresowały. 

   Pozdrawiam.

 

@Wiechu J. K.

   Wiesławie: masz rację i zarazem jej nie masz. Gdyż - spoglądając z drugiej strony - natury Światła i Mroku są "(...) nieporównywalne (...)". Mimo, że pochodzą z tego samego źródła. 

   Dziękuję Ci za wizytę i uznanie. Pozdrawiam.

 

   Leszku, dzięki Ci bardzo za odwiedziny i za czytelnicze uznanie. Milo mi, że spodobało Ci się moje opowiadanie. Zapraszam częściej. 

   Pozdrawiam.

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

@Wiechu J. K.

   Wiesławie, dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam Cię. 

 

@Kwiatuszek

   Cieszę się ogromnie, że "Ja jestem..." spodobało Ci się. Słowa "(...) Wow! Świetne! (...)" stanowiące komentarz są wielce miłymi sercu Autora. Cieszę się także, iż powyższe opowiadanie przeczytałaś "(...) bardzo wnikliwie (...)". 

   Pozdrawiam Cię. Dzięki za wizytę. *((;

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Propagandą do płoci”   Konspiracją słów płotkami są znów, więc im mów i mów to, co słyszeć chcą.   Czaruj jego i ją, wyborów amoki. Co chcesz, to ci damy — płyną słów potoki.   Wszystko posiadamy! Potok frazesów nęci, przyciąga i chęci, podpływają ich setki.   Płot z boku potoku, skaczą w etykietki, w afiszy natłoku i już tkwią w błocie.   Płocie przy płocie, odbija płot płocie, wpadają do błota — płaci płoci głupota.   — Oto i ciemnota! Potoki nie dla płoci, nurt bystry ochoci — lecz on nie dla płoci!   Płot przy płocie stoi, w bilbordach błądzi. Potok płynie dalej, prawdy nie osądzi.   Mąci woda przy brzegu, płocie tłoczą się w błocie. Nurt omija płycizny, nie płynie przy płocie.   Pomrze płoci krocie w partyjniackim błocie. Polityka nie dla płoci, ale mocno je ochoci.   Kto odważy się zrozumieć, ten wypłynie ponad płoty. Kto za frazes tylko chwyta, wpada w błota kłopoty.   Leszek Piotr Laskowski
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że z nutką tajemnicy  - dzięki za czytanie -                                                                                               Pzdr. Witaj - oczywiście poprawiłem - dziękuje za to że ładny i ciepły -                                                                                                                 Pzdr.słonecznym rankiem. Witam - dziękuję serdecznie za to że owe podglądanie to lekcja doceniania  chwil -                                                                                                                                                   Pzdr.uśmiechem. @Sylwester_Lasota - @Poet Ka - dziękuję serdecznie - 
    • Takie tam podsumowanie moich życiowych poszukiwań:)   "Prawda".   Prawda nie ma jednej twarzy, prawda Ci się nie przydarzy, bo nie możesz jej pominąć i w niepamięć swą odpłynąć.   Prawda nie ma sztywnej formy, nie dąży do żadnej normy, jest trwaniem po wieki wieków, na nią nie ma dobrych leków.   Bo cóż by ją zwalczyć mogło, na równowagę pomogło... Nie ma mnie bez otoczenia i wzajemnie – akt scalenia...   Jesteśmy sobie pisani, jednym pędzlem malowani na świadomości ekranie... Świat ma me wieczne oddanie,   wdzięczność za to, że być mogę, choćby wbijany w podłogę, wirem nicości wkręcany w niepewności mroczne stany.   Nic nie zburzy mej miłości do tej świętej zależności, jesteśmy tu zawsze razem, jesteś moich snów wyrazem.   Mym warunkiem, przeznaczeniem, towarzyszem, moim cieniem, kolorem tęczy na niebie, jesteś w radości i w gniewie.   Wszechświat kocha różnorodność, w nią obraca swoją płodność. Prawda to ja, Prawda to Ty, Prawda to My – nic poza tym. :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Głośne, metaliczne odgłosy dobiegają z różnych metalowych części zgromadzonych żałobników. Stoją przygnębieni pod ciemnymi chmurami, a z metalowych dupereli wypływa smutny smar. Niektórzy rdzewieją już nieco w strugach deszczu, ale z uwagi na szacunek dla bohatera imprezy Don Śrubem zwanym, nie odchodzą lub odjeżdżają.      Płoszą jednocześnie wygłodniałe kruki. Przyleciały biedne z nadzieją w czarnych skrzydłach, że jednak nie schowają, zostawią delikwenta na wierzchu i będą mieć wydziobożerkę. Po chwili jednak, mając zdeformowane dzioby o twarde niby ciała, odlatują zdegustowane i zawiedzione, zostawiając tylko echa krakania, które po chwili umiera.     Natomiast główny sprawca zamieszania, umarł podobno już kilka dni temu, a właściwie został zmiażdżony z namiętnym łoskotem przez zazdrosną lokomotywę starego typu, buchającą zakochaną parą. To jednak wersja oficjalna tudzież romantyczna, dla ciekawskich dziennikarzy. Teraz omawiany czeka spokojnie pośród zgromadzonych, na włożenie do zardzewiałej ziemi rdzą znamienitych przodków.      Niestety. Nic nie zostało z jego wspaniałego, proporcjonalnego wyglądu o przystojnych, gładkich trybikach, kółkach wszelakiej maści, migających światełkach i pewnym podłużnym szczególe do wycieku smaru. A tak się nim szczycił i przyciągał różne zauroczone metalowice z powabną żelazną szczeciną. Zebrani mogli tylko ze smutkiem we wizjerach, oglądać ten cały bajzel, niepodobny już tak bardzo do nich.      Tylko najbliższa rodzina znała od uczynnych sygnalistów, prawdziwą przyczynę tego całego galimatiasu, w który ich najbliższy trybom został zmieniony. A przyczyna była banalna. Chciał ich po prostu odwiedzić z daleka, a że teleportacja jeszcze była w drucianych powijakach, to jak łatwo można było przewidzieć, nastąpiła awaria teleportera i na stacji docelowej został ponownie złożony nie tak jak trzeba. I to bardzo nie tak.     Jeszcze bardziej wtajemniczeni metalicznie zgrzytali rodzinie w aluminiowe ślimaki i bębenki, że ktoś tak dla wesołości, czyli dla ołowianych jaj, przed teleportacją włączył opcje→AI, czyli Alternatywną Instrukcję – ponownego złożenia. I wyszło jak wyszło.    * – Babciu. Przestań zgrzytać i sikać po dziadku smarem, tylko mnie posłuchaj – rzekł blaszany wnuczek w smutnej ciszy, że aż zgromadzeni, błysnęli złowrogo poświatą wizjerów. – Możemy oddać dziadka na złom. Po co zakopywać. Za uzyskane przychody, skonstruujesz sobie nowego. Nawet z lepszym prętem. Co ty na to, babciu?     – Nie wódź mnie na pokuszenie blaszany łobuzie – tym razem zazgrzytała babcia, zakochanym trybikiem. – Jam już w węglarce zakochana. Poza tym wnuczku, trza myśleć racjonalnie. Ma pełno opału na ślicznych, wklęsłych wdziękach.      – Ależ babciu. Skoro tak rozumujesz to wiedz, że tej zimy, nie ma być zimy. Możesz być śmiało dziadkowi wierna. Nawet po śmierci.      Nagle wszyscy usłyszeli złowieszczy, acz oczekiwany, chociaż nie przez wszystkich, zgrzyt słowny:    – Do zardzewiałej śrubki. Bierzcie się do roboty, pieprzone roboty. Z miłości do was to mówię. Tak mnie poskładajcie, bym wyglądał, jak za życia.     – Drogi mężu – zazgrzytała babcia. – Ty się wreszcie zdecyduj. Czyś żyw, czy nie. Węglarka czeka. Muszę wiedzieć, jak sobie życie wytrybować.
    • Wiem ile za mną ale nie wiem ile przede mną   Dlatego szeroko otwieram noce  oraz dni   Żyję mocno jak tylko się da podglądam sny   Bo wiem że umieją ziścić kolejne uśmiechy   Wiem ile za mną ale przed tylko przyszłe wie   Więc muszę czekać cierpliwy być nie bać się burz   przecież po nich może być więcej udanych chwil        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...