Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

–– Popatrz! Facet jedzie na jawie?

–– To dobrze, że nie we śnie.

–– Za chwilę walnie w drzewo. Jak babcię kocham.

–– Przecież twoja babcia nie żyje.

–– Niby od kiedy?

–– Chyba od swojej śmierci. Na pewno pamiętasz ten zbieg okoliczności.

–– Taa… ale w drzewo walnie. Jestem świadkiem.

–– Co ty gadasz? Pruje tyłem. Daję dupy, że nie trafi.

–– No to jest nas jeden. Zabił ciebie.

  

–– A tyś kto?

–– Drzewo.

–– Łatwo stwierdzić. Korzeń ci wychodzi.

–– Tylko bez takich, drogi panie. Jam smukła topola.

–– Ooo… to czołem trzaskam o dechę przeprosin.

–– Kłopot mnie nęka srodze. Miałam się przyczynić do planowego samobójstwa, a dałam plamę. Wytną mnie za to w pień.

–– Przecież przylazłaś. Tyś i tak wycięta.

–– No nie. Jam płocha. Idę stanąć w to samo miejsce. Zielona. Z nadzieją.

   

–– A ty kto? Kolejne drzewo?

–– Czy ja wyglądam na drzewo?

–– Pomału widzę same drzewa. Gadaj coś za jeden?

–– Zdejmij ten złom ze mnie. Paznokieć mi zszedł. Muszę poszukać. On jest mój. Jeszcze ktoś podniesie i mi ukradnie. Jakbym takiego dorwał, to normalnie.

–– Normalnie?

–– Chciałem popełnić samobójstwo… ale trumna świadkiem… w całości. Żeby mi czegokolwiek nie brakowało. Nawet...

–– Paznokcia?

–– Skąd wiesz?

–– Od paznokcia.

–– Muszę go odnaleźć, nieboraka. Gdzieś się tutaj błąka i zapewne tęskni za swoim panem.

–– Zabiłeś mi kolegę.

–– Sorry. Przeproś go ode mnie.

–– Każdy kawałek z osobna, czy hurtem?

–– Z osobna. Większy szacun okażesz. Tak postępują kulturalni ludzie.

–– Mogłeś nic nie brać, skoro chciałeś się wykosić z tej łąki.

–– Jakiej łąki? Co ty pierdzielisz

   

–– Mnie też trochę pogięło.

–– Co?

–– Złom.

–– Może też chciał popełnić? Nie uciekał przecież.

–– Złom?

–– Twoi koledzy… tzn: kolega.

–– Nie mogłeś wybrać alejki z drzewami. Na pewno byś trafił… a nie w niego. A tak w ogóle, to po cholerę siedziałeś dupą do przodu.

–– Do przodu czego?

–– Jazdy.

–– A co... miałem patrzeć jak się drzewo zbliża. Jeszcze bym się spłoszył.

–– Czego?

–– Tego. I wybrał inne. A później znowu. Bardziej liściaste. Aż w końcu by doszło do nieszczęścia i bym przeżył.

–– I tak przeżyłeś.

   

–– Przestańcie jazgać paskudy jedne! Poleżeć w ciszy nie można jak w grobie!

–– A tyś kto? Ja nie pierdzielę. Same ścięte czubki.

–– Twój kolega.

–– Przecież każdy kawałek, to ty.

–– A ten co tu robi?

–– Mnie pytasz?

–– To pytanie retoryczne.

–– To nie muszę odpowiadać.

–– Proszę. Rozkłada mnie ciekawość.

–– To kierowca motocykla. Szuka paznokcia.

–– Swojego nie oddam. Jeszcze by tego brakowało. Po co lump nie pilnował. Teraz ma za swoje.

–– Nic nie płacił. Zgubił za darmo.

–– Od kiedy zwłoki gadają? Zazdroszczę mu, tej komfortowej sytuacji w jakiej się znalazł. To ja miałem być nim.

–– Jakie zwłoki? Manekina trzymałem. Wyrwałeś mi z rąk pędem powietrza. W tym czasie kiedy szedłem siusiu. Dobrze, że chociaż miałem czym. Dlatego zostało dwóch. A tyś nie widział mego odejścia, bo się w tym czasie odsuwałeś od toru jazdy.

–– Od kiedy manekiny gadają? To ja chciałem odejść z padołu.

–– Jazda stąd. Szukać paznokcia. Namieszałeś nam bezzwłocznie.

–– Oj oj. Jam biedny. Za co kupię następną maszynę do zabicia.

–– Tyś zdurniał całkowicie w cieniu głupoty. Maszyny chcesz pozabijać. Przecież miałeś siebie. Zapomniałeś.

–– Nie zapomniałem. Tylko nie wiem czego.

   

–– Cicho! Słyszymy turkot?

–– Słyszymy.

–– Uciekamy?

–– Nie uciekamy. Za późno.

–– A może stańmy tyłem?

–– Stańmy.

–– To chyba wściekła TIRica.

–– Znowu grasują w naszych stronach.

–– Co to za hałas?

–– No i dupa. Szatkuje ciała

–– Nasze?

–– Ałaj!! Jednak nasze.

–– Cicho tam.

–– Pragnę nadmienić, że właśnie nic nie mówię.

–– Cholera!

–– Co?

–– Moje zewnętrzne oko widzi paznokieć. Tak się cieszę twoją szczęką.

–– Zgubiłem but z cudzej nogi.

–– Nie łaskocz jego żebrem mojej twarzy.

–– Oddawaj moje ucho! Słyszę połowę was!

 

***

  

–– Mamo. Jeść mi się chce.

–– Wiem skarbie. Zaraz naskrobię do koszyczka. Zaniesiemy do domku i mamusia ugotuje obiadek. Niepotrzebnie marudziłaś. Mówiłam tobie, że wystarczy cierpliwie poczekać.

–– To fajnie, że kupiliśmy TIRicę. A z nas nie zrobi mielonki?

–– Nawet gdyby… to co. Najedzą się inni. Bądźmy ludźmi.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        z wymaganiami? cóż to znaczy od tego słowa cierpnie skóra i nawet kiedy się rozeznasz to bywa też, że nic nie wskórasz   kobiety za to chcą niewiele w króciutkim zdaniu wszystko powiem, że resztę da się już załatwić byle miał tylko dobrze w głowie  :)
    • Bal jak za PRL-u... A gdzie zawieruszyła się krztyna wstydu? Czy może spadła pod stół, Podeptana podeszwami butów?   Czy może w koszu na śmieci, Przez wszystkich zapomniana czeka w samotności, Aż ktokolwiek ją doceni, Łaskawym wzrokiem na nią spojrzy…   Bal jak za PRL-u... Pośród radosnych zabaw i śmiechów, Potoków błahych niepotrzebnych słów, Hucznie wznoszonych toastów,   Zrekonstruowane ZOMO-wców mundury, Ubranych w nie statystów groźne miny, W blasku trzaskających fleszy, O zgrozo wielu cieszą dziś oczy…   Niegdyś ścieżki zdrowia, W mundurze ZOMO-wca okrutny kat, Zimna obskurna cela, Trwożnie z Nadzieją wyszeptywana modlitwa,   Dziś strumieniami leje się szampan, Wykwintne potrawy na suto zastawionych stołach, Wzajemne głośne przekomarzania, Głośne śmiechy do białego rana…   Niegdyś walka o Honor, Brutalnie podeptana ludzka godność, Tylu szczerym, oddanym patriotom, Przez władzę w samo serce zadany cios,   Dziś głupota z pogardą, Splecione z sobą więzią nierozerwalną, Wśród elit niepodzielnie królują, Najdrobniejszą krztyną wstydu pospołu gardząc…        
    • @Berenika97Bereniko, dobrze, że chociaż wierszem możemy się wygadać,  a ten rosół i tak będzie - ale co się namarudzimy - to nasze :)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @tie-breakWłaśnie napisałaś WIERSZ, o tym, że nie będziesz pisać wierszy! I że budujesz dom, którego nie chcesz budować - idealnie : Już widzę dziewczynę latającą w kasku i z cegłami Śmieję się tak, że aż łyżeczki w szufladzie podskakują.  To jest wiersz o zamianie słów na czyn i o marzeniu, że ktoś urządzi Ci przestrzeń, zanim Ty zdążysz powiedzieć „poczekaj”.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...