Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@hania kluseczka

Cóż, materia nieco inna w obu przypadkach. Ale rozumiem, że chcesz przekazać swój sceptycyzm wobec idei terapii i funkcji terapeuty jako takiej. Myślę o tym w ten sposób, że ludzie starają się jednak najpierw sami sobie poradzić z takim czy innym cierpieniem i dopiero gdy wszystko zawodzi, a cierpienie rozlewa się coraz szerzej i głębiej - szukają pomocy na zewnątrz. I - oczywiście - często trafiają do pseudouzdrowicieli, niedouczonych magistrów, ludzi którzy nigdy nie poradzili sobie z własnymi problemami, a zabierają się za leczenie innych. Zawód psychoterapeuty nie jest w Polsce regulowany, więc nie ma praktycznie żadnych barier wejścia.

Ale wierz mi - są też dobrzy fachowcy, którzy wiedzą jak pomóc jeśli ktoś tej pomocy szuka.

Kolejna sprawa to taka, jak my rozumiemy różne zaburzenia i czy pamiętamy, że to są pewne konstrukty, również uwarunkowane kulturowo i zmieniające się w czasie, więc okładanie cierpiącego po głowie diagnozą i sztywna klasyfikacja do ICD czy DSM bez zrozumienia indywidualnych uwarunkowań, historii pacjenta, czynników środowiskowych itd - jest buchalterią, a nie leczeniem. Plus farmakologia, która często zastępuje terapię. Nie idealizuję terapeutów. Ktoś może powiedzieć, że dobry przyjaciel to terapeuta, tylko, że bezinteresowny. Ktoś inny, że dla niego konfesjonał jest gabinetem terapeutycznym. A Ty możesz powiedzieć, że to wszystko bujda na kółkach i wystarczyłyby trzy szybkie liście na twarz ;)

Ale są ludzie i wcale nie jest ich tak mało, którzy dzięki różnym formom wsparcia terapeutycznego wrócili na zdrową i konstruktywną ścieżkę.

Opublikowano

@hollow man

 

wierzę, tylko jak ich znaleźć, skoro człowiek szukający pomocy, ma zaburzoną percepcję, sam siebie nie widzi w lustrze, albo nie chce na siebie patrzeć, to jak ma rozpoznać/ rozróżnić tych którzy chcą mu pomóc, od tych niedouczonych z własnymi problemami? 

 

z dermatologiem jest  jednak łatwiej, można poczytać coś w google i podrzucić mu diagnozę, w kierunku której chętnie zleci badania, oczywiście odpłatne, nie na NFZ;) 

Opublikowano

@hania kluseczka

Dyplomy mają jakieś- tam znaczenie mimo wszystko. Jeśli masz do wyboru terapeutę z dyplomem lub bez, to cokolwiek sądzisz o dyplomach - chyba jednak bezpieczniej będzie wybrać tego z dyplomem. Szkoła psychoterapeutyczna, która wydała takiego terapeutę na świat oraz jej reputacja - również się liczy, bo mamy terapeutów po jakiejś szkółce dwusemestralnej i idą w świat nieść dobrą nowinę. Trzy-cztery lata szkolenia w określonym nurcie,  to jest - moim zdaniem - zupełne minimum.
Kolejna rzecz: Czy terapeuta poddaje swoją pracę superwizji - ma znaczenie.
To jest zawód podwyższonego ryzyka jeśli samemu ze sobą nic się nie robi. To nie jest naprawianie spłuczki w kiblu czy nawet leczenie wyjątkowo interesującego liszaja.  Tyle chyba na wejściu. Później, po kilku sesjach, nawet ktoś niezorientowany jednak może coś powiedzieć o jakości relacji terapeutycznej i postępach.
Tylko też taka się pojawia sytuacja, że ludzie oczekują szybkich, nierealistycznych efektów na zasadzie: Moje życie nie poprawiło się w trzy miesiące - do dupy z taką terapią. Trzydzieści lat nieprzystosowawczych schematów albo niezabliźnionej traumy chcieliby ogarnąć w weekend. Albo oczekiwanie, że terapeuta za kogoś wykona robotę. Opór jest silny gdy się wchodzi głębiej w psyche, a terapeuta to wdzięczny chłopiec do bicia.

Opublikowano

@Mitylene

Dziękuję. Tak, jest to pewnie kolejna ścieżka, którą można pójść. Ja nie chcę sugerować kto zdejmie 'nam' tę opaskę z oczu i kiedy. Ale chciałbym mieć trochę litości dla czytelnika, zostawić go z promykiem nieoczywistej nadziei zamiast na środku spalonego miasta... Albo raczej - 'z promykiem nadziei na środku spalonego miasta'.

Opublikowano (edytowane)

@huzarc

To być może też.

Tylko nie zrzucałbym wszystkiego na język i jego rozpad, bo to rzeczywistość się rozpadła. W jej miejsce mamy hiperrzeczywistość, która nie jest iluzją, ale systemem znaczeń odnoszących się wzajemnie do siebie, gdzie doświadczenie zastępowane jest znakiem doświadczenia. Gdzie wzruszenie zamyka się w nieistotnym, mechanicznym geście, a nie autentycznym przeżywaniu tegoż doświadczenia. Symulacja zastępuje organiczną tkankę - świata, relacji, komunikacji, obecności, sensu...

Dobra, trochę pojechałem i sam nie wiem czy to, co mówię, wogle klei się do czegokolwiek.

Edytowane przez hollow man (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@hollow man Dlaczego, skoro język, treść, przekaz nie jest tyle środkiem komunikacji, co kreacji i stawi się ciągle człowieka w światach wymyślonych, wyretuszowanych, są cały czas dostęp do swoich wspomnień, opowiada się mu tylko co może zyskać, ale on myśli tylko o tym co stracił.

Opublikowano

@huzarc

Wydaje mi się, że mówimy o trochę innych pęknięciach - ja o ontologicznym z konsekwencjami dla języka i doświadczenia, a Ty - o lingwistycznym, gdzie język próbował obejmować i kreować tę ontologię. Także diagnoza w obu przypadkach może być trafna, tylko stosujemy różne metody opisu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @domestos fajne! jakby była opcja na zaś przeczytać wszystkie małe druki, nikt by nie podpisał. Nie ma miłości bez ryzyka zranienia, a nawet to najbliżsi mają największe szanse na zranienie nas. Ot życie!
    • @Stary_Kredens   Bardzo dziękuję za komentarz!    Małe sprostowanie: wiersz mówi „jesteś nieobecnym architektem ruin”, co odsuwa tę odpowiedzialność od podmiotu lirycznego i kieruje ją wyżej (lub ku komuś, kto odszedł). A co do zakończenia - tak, ono ma prawo brzmieć obrazoburczo. To krzyk człowieka w momentach, gdy ból staje się tak wielki, że obietnica zbawienia wydaje się wręcz nierealna, odległa, jak pomyłka w tłumaczeniu. Bardzo dziękuję za tak głęboką analizę! Serdecznie pozdrawiam. :)  @Marek.zak1   Bardzo dziękuję za tak głęboki, wielowymiarowy komentarz. Twoja refleksja o tym, że cierpienie jest językiem nieprzetłumaczalnym dla kogoś, kto go w danej chwili nie doświadcza, trafia w samo sedno mojego tekstu. Genialnie ująłeś też kwestię błędów przekładu - nawiązanie do filmu Coppoli idealnie tu pasuje, bo przecież to, co najważniejsze, najczęściej gubi się gdzieś "między słowami". Przede wszystkim jednak pragnę złożyć Ci szczere wyrazy współczucia z powodu nagłego odejścia kolegi. Dziękuję, że podzieliłeś się tak osobistym i trudnym doświadczeniem pod moim wierszem. Pozdrawiam serdecznie. @Posem   Bardzo dziękuję!  Dziękuję za ten komentarz. To fascynujące, jak poezja rezonuje z naszą codziennością. Masz rację - ten otaczający nas świat, pełen presji, niepewności i hejtu, bywa przytłaczający, a to wpisuje się w ten mój wierszowy "trąd świata i jego mechanizmy". Bardzo doceniam, że podzieliłeś się tą gorzką, ale trafną życiową refleksją i że dostrzegłeś tę nadzieję na końcu. Serdecznie pozdrawiam. :) @Benjamin Artur   Bardzo dziękuję!  To prawda, twórczość potrafi być niezwykłym schronieniem i sposobem na przepracowanie trudności. Bardzo dziękuję za ten mądry głos pod wierszem i za tak ciepłe, budujące życzenia. Serdecznie pozdrawiam. :) 
    • @Berenika97 odważne, ale przy tym szczere. PL dobre pytania i wątpliwości ma, takie ludzkie, codzienne.
    • @EwelinaWawrzyniak ekspert od malarstwa ze mnie żaden, no to się wypowiem ;) Mógłbym przegapić dzieła tego pana gdzieś w galerii ;) wiadomo wrażliwość każdy ma swoją, moja jest na poziomie rysunku technicznego ;) O śmierci? w sumie może i pasuje?... no i w rzeczy samej - ona jest przejściem od życia do... życia?
    • @Christine   Czasem jedyną uczciwą odpowiedzią na cierpienie nie jest wyjaśnienie, lecz odwaga, by pozostać przy pytaniu. :)   Ja też dziękuję i serdecznie pozdrawiam. :) @Toyer   Bardzo dziękuję!  Dziękuję za tę głęboką refleksję. To prawda, że biblijny Hiob jest symbolem doskonałej pokory. Mój wiersz jest jednak głosem kogoś, komu tej pokory zabrakło - dla kogo cierpienie przestało być celową próbą, a stało się niezrozumiałym językiem. Tym bardziej doceniam Twoje spojrzenie z zupełnie innej, pełnej nadziei perspektywy! Serdecznie pozdrawiam.  @wiedźma   Bardzo dziękuję!  Dziękuję za tak wnikliwe i piękne odczytanie mojego tekstu. Twoja interpretacja o uldze, która - choć bolesna - pozwala iść dalej na własnych zasadach, dodaje temu wierszowi zupełnie nowej, dającej siłę warstwy. Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszą mnie takie słowa! Serdecznie pozdrawiam. :) @LessLove   Bardzo dziękuję!  Użyłeś przepięknego i przejmującego porównania. Ból narodzin, to pierwsze nagłe odcięcie od źródła bezpieczeństwa, idealnie oddaje to, co czuje podmiot liryczny nie odróżniając już "stworzenia od porzucenia". Bardzo dziękuję za tak głębokie i trafne czytanie. Serdecznie pozdrawiam. :) @andrew   Bardzo dziękuję!  Ciekawa i bardzo trafna metafora. Budujemy te nasze wieże z klocków (oczekiwań, iluzji), chcemy mieć je na wyłączność, a potem wystarczy podmuch wiatru, by zamieniły się w ruinę... Pięknie dziękuję za ten poetycki komentarz i inne spojrzenie na tekst.  Serdecznie pozdrawiam. :)   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...