Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

3 stycznia 2026 roku, godzina 7.00 rano.
Człowiek jeszcze nie zdążył wypić pierwszej kawy, a tu już taki komunikat: amerykańscy żołnierze pojmali prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro wraz z żoną podczas próby ucieczki.

Pojmali go w Caracas. U siebie. We własnym kraju.

To się - cytując klasyka - w pale nie mieści.
Ale najwyraźniej mamy nowy rok, więc i nową logikę.

Jak można pojmać głowę państwa u niego w domu?

Okazuje się, że można. Trzeba tylko mieć odpowiednio silną armię, odpowiednio słabego przeciwnika i odpowiednio elastyczne podejście do prawa międzynarodowego.

Reszta to już tylko szczegóły techniczne.

Nie ukrywam - nie mam w sobie ani grama sympatii do dyktatury.

 Maduro życzyłem jak najgorzej. Miliony Wenezuelczyków żyły w kraju, który formalnie był państwem, a faktycznie ruiną. Inflacja jak z podręcznika ekonomicznego horroru, brak podstawowych towarów, represje, emigracja. Około osiem milionów ludzi opuściło kraj. To nie statystyka - to całe miasta w drodze.

Więc tak, można powiedzieć, że Wenezuela odetchnęła. Że ktoś wreszcie zrobił porządek. Że dyktator z krwią na rękach został wyeliminowany. Tylko że zrobił to… inny człowiek sprawujący władzę w sposób, który delikatnie mówiąc, nie jest wzorem cnót republikańskich.

I tu zaczyna się matematyka moralna XXI wieku.

Dwa minusy dają plus

Zły dyktator został usunięty przez złego wyzwoliciela.
Dwa minusy.
Czyli - według logiki świata - plus.

Brzmi prosto. Wręcz uspokajająco. Jak rachunek w sklepie: było źle, teraz jest lepiej. Ale czy na pewno?

Zbawca z pomarańczową gębą i srebrną grzywą ogłasza sukces. Operacja przeprowadzona sprawnie, bez wielotygodniowych bombardowań, bez medialnej jatki. Konkursowo. Tu trzeba oddać sprawiedliwość: tak się robi operacje wojskowe, a nie jak w wykonaniu przyjaciela Putina, który potrafi zamienić „specjalną operację” w kilkuletnią masakrę.

Świat patrzy. Jedni klaszczą po cichu, inni głośno oburzają się na naruszenie suwerenności państwa. Zgodnie z prawem międzynarodowym - działanie bezprawne. I tu demokracje mają rację. Tylko że ta racja… jakoś dziwnie selektywna.

Bo skoro tak bardzo oburzamy się losem Wenezueli, to dlaczego świat od dekad toleruje dyktatury z Półwyspu Arabskiego?

Tam, gdzie praw człowieka nie tyle się nie przestrzega, co wręcz nie zna definicji. Gdzie kobieta bywa dodatkiem do mężczyzny, a mniejszości seksualne - przestępstwem. Gdzie za krytykę władzy można zniknąć szybciej niż Maduro z Caracas.

I co?
I nic.

Wszyscy się tam spotykają. Uśmiechają. Podpisują kontrakty. Robią zdjęcia. Bo ropa. Bo gaz. Bo interesy.

Wyzwolenia, które nie wyzwalały

Historia uczy nas jednego: każda interwencja zaczyna się od słów „wyzwolenie”, a kończy się zwykle znacznie mniej szlachetnie.

Amerykanie chcieli wyzwolić Koreę - skończyło się milionami ofiar, podziałem kraju i reżimem, który straszy świat do dziś.
Wietnam - kolejne miliony zabitych, trauma pokoleń.
Irak - chaos, terroryzm, rozpad państwa.
Afganistan - dwadzieścia lat wojny i powrót do punktu wyjścia.
Libia - rozpad i fala migracji.

Bilans? Niezbyt imponujący.
Chyba że ktoś liczy sukcesy nie w stabilnych państwach, ale w kontraktach, wpływach i strefach oddziaływania.

Może więc nigdy nie chodziło o sukces. Może chodziło tylko o interesy, a reszta to narracja dla mediów i wyborców.

Świat demokratyczny jest dziś oburzony. I słusznie - bo jeśli dziś można porwać prezydenta jednego państwa, to jutro można każdego. Tyle że ten sam świat od dziesięcioleci wybiórczo stosuje swoje zasady.

Prawo międzynarodowe przypomina czasem regulamin siłowni: obowiązuje wszystkich… ale niektórych bardziej.

I tak żyjemy w rzeczywistości, w której:

- mamy technologie z kosmosu,

- prawo ze średniowiecza,

- a mózgi… z paleolitu.

Wciąż dzielimy świat na plemiona. Na „naszych” i „obcych”. Na dobrych i złych morderców. Na tych, którym wolno, i tych, których trzeba ukarać.

Mamy gadzie mózgi , a żyjemy w nowoczesnym świecie.

To nie jest nowy problem. To stary problem w nowym opakowaniu.
Gadzi mózg nie zna pojęcia uniwersalnej sprawiedliwości. Zna tylko swój interes. Reszta to narracja.

Dlatego jeden dyktator jest „zagrożeniem dla świata”, a inny „partnerem strategicznym”. Dlatego jedne zbrodnie są potępiane, a inne przemilczane. Dlatego jednych wyzwala się bombami, a innych chroni kontraktami.

Czy Wenezuela na tym zyska?
Chciałbym wierzyć, że tak.

Naprawdę!

 Chciałbym, żeby tym razem historia zrobiła wyjątek.

 Żeby dwa minusy rzeczywiście dały plus. Żeby ludzie mogli wrócić do domu, a kraj zaczął się odbudowywać.

Ale doświadczenie uczy mnie ostrożności.

Nowy rok przyniósł nową logikę. Ale mechanizmy są stare jak świat.

 Zmieniły się tylko dekoracje, flagi i technologie.

 Zamiast mieczy mamy drony. Zamiast listów gończych - tweety. Zamiast imperiów - „koalicje”.

I tak dalej dzielimy świat na dobrych i złych.
Tylko że coraz trudniej odróżnić jednych od drugich.

Niestety

 

 

Opublikowano (edytowane)

@Andrzej_Wojnowski

Myślę, że świat już dosyć dawno odkrył, że amerykański imperializm nie ma nic wspólnego z pięknymi ideami demokracji i wolności.

Brutalna, wręcz wulgarna polityka na Bliskim Wschodzie, anihilacja Gazy i współpraca z rzeźnikami-Saudami to jakby na codzień widzimy. Ale do tego przecież długa i owocna polityka CIA w Ameryce Środkowej i Południowej w obalaniu demokratycznie wybranych rządów i instalowaniu sprzedajnych pacynek wzamian (że tylko historię Allende wspomnę) - powielokroć odtwarzana w różnych wariantach.

Upadające imperium będzie jeszcze wierzgać, ale jego los jest już przesądzony.

 

 

 

Edytowane przez hollow man (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Wiesz zapewne, że wiele postawionych tu pytań jest wyłącznie retorycznych. 

Bardzo szybko napisałeś ten tekst i postawiłeś wiele wniosków, które trudno byłoby wysnuć w ciągu kilku godzin.

Tak więc cały ciąg zdarzeń nie jest oderwanym od innych wydarzeniem i może okazją do ujawnienia poglądów.

 

Poglądy na świat, rządzą nami poglądy.

Z tymi lub z tymi

i tak od lat,

Czy ktoś ma coś z tego?

Oto przyczyny.

 

Pzdr

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

 

 

Opublikowano

@Andrzej_Wojnowski

Świetnie ujęte, choć zostawia gorzki smak. Ten fragment o "dwóch minusach" to esencja problemu - nie ma prostej matematyki moralnej w polityce międzynarodowej, a my wciąż udajemy, że jest.

Najbardziej boli ta selektywność zasad. Bo faktycznie - gdzie są te same standardy wobec Arabii S., Bahrajnu czy Emiratów? Gdzie oburzenie na prawdziwe kryminalne reżimy, z którymi robimy interesy jak gdyby nigdy nic?

Tylko zastanawiam się nad jednym - czy ta "elastyczność" w podejściu do prawa międzynarodowego nie jest po prostu ceną za stabilność? Bo każda interwencja to loteria, gdzie częściej przegrywamy niż wygrywamy?

Historia uczy, że po "wyzwoleniu" często przychodzi chaos gorszy niż poprzedni reżim.

Gadzi mózg - to chyba najcelniejsza diagnoza. Nie zmienimy tego za jednym zamachem. Ale może przynajmniej przestańmy udawać, że mamy jakieś wyższe zasady, kiedy faktycznie liczy się tylko interes?

Pozdrawiam. 


 


 

 

@violetta  Jeżeli w  Rosji ludzie są atakowani, to przynajmniej w Ukrainie żyje się spokojnie. Podobno tam nie jest zimno i nie ma dzieci, kobiet i starszych ludzi. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...