Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie musiałem szukać zbyt długo. Po przejściu kilkudziesięciu zaledwie metrów, Ujrzałem neon: SZ_ATY. Wszedłem do wnętrza i miałem ochotę uciec z niego jak najszybciej z powodu zaduchu, ale sprzedawca zagrodził mi drogę do wyjścia, rozejrzałem się więc się wokół. Na wbitych w ściany gwoździach, na porozwieszanych we wszystkich kierunkach sznurach, lub po prostu, na podłodze wisiały, lub leżały niezliczone sztuki wszelkiej maści, fasonu i rozmiaru garderoby. Widząc te ciuchy zapytałem diabła – sprzedawcę.
– Jaja sobie z klientów robicie? Neon nad wejściem obiecuje szaty, a co oferujecie?
Sprzedawca ujął w rękę kij od szczotki, wychylił się na zewnątrz i postukał nim w reklamę. Neon przygasł na moment. Gdy rozbłysnął na nowo, można było odczytać słowo „SZMATY”.
– Przepraszam – rzekł sprzedawca – on często robi takie kawały, ale stali bywalcy mają to gdzieś, a pan, widzę – nowy w tej okolicy. Czym mogę służyć?
– Muszę kupić coś do ubrania. Najchętniej jakiś garnitur, kilka koszul, no i dżinsy.
Sprzedawca wyłożył na ladę całe naręcza rzeczy. Koszule, na oko były dobre, wziąłem więc do przymierzalni tylko jakieś dżinsy i dwa garnitury. Zasunąłem za sobą zasłonkę i zacząłem wkładać spodnie. Jakoś tak dziwnie mi się je zakładało, a kiedy już je ubrałem do końca stwierdziłem, iż z przodu jakoś dziwnie odstają, w tyle zaś są jakby zbyt wąskie. Przywołałem sprzedawcę.
– O co chodzi? – zapytał, lecz spojrzawszy na mnie, nie czekając na odpowiedź roześmiał się na całe gardło.
– Co cię, do diabła, tak śmieszy!?
– Szanowny pan założył tyłem do przodu.
– Jak to? Przecież rozporek jest z przodu.
– Ha, ha, ha. Rozporek z przodu – a którędy moglibyśmy wówczas wystawiać ogon?
– No, niby tak, ale ja nie mam ogona, a rozporek służy do czegoś innego.
– Do czegóż to ma służyć rozporek?
– Jak to, do czego? Do sikania.
– A, po co? Nie można sikać po nogach? Wszyscy tak robimy i jest dobrze. Chcąc, nie chcąc założyłem spodnie na sposób diabelski. Okazało się, że leżą znakomicie. No cóż, sikał będę na sposób damski i po sprawie. Garnitur też leżał całkiem nieźle, a sprzedawca, dodał mi dwa gratisy w postaci t-shirtów z nadrukami. Na jednej: J. D. GERENATKA MUSI ODEJŚĆ, a na drugiej: NIECH ŻYJE J. D.GERENATKA. Cena jaką mi podał wydała mi się dość przystępną, ale i tak udało mi się wytargować trzydzieści hellarów. Ze sklepu wyszedłem w dżinsach i podkoszulku, a garnitur i piżamę włożyłem do reklamówki. Zapytałem jeszcze, gdzie mógłbym kupić buty. Sprzedawca spojrzał na mnie jakoś dziwnie i powiedział:
– Pójdzie pan w prawo, na drugiej przecznicy skręci w lewo, na ulicę Pacanowską i w trzeciej kamienicy po prawej stronie przejdzie pan przez sklepioną bramę na podwórze. Tam znajdzie pan to, czego potrzebuje.
Podziękowałem i opuściłem sklep. Jak zdążyłem się zorientować, tutaj nawet w ciągu dnia panuje półmrok, a teraz zapadła całkowita ciemność, rozjaśniana przez nieliczne latarnie i płonące na ulicy koksiaki i metalowe beczki po olejach. Poszedłem zgodnie ze wskazówkami sprzedawcy i znalazłem się na podworcu. Na jednej ze ścian widniał wielki szyld:
„BLACKSMITH & HARDWARESTORE – McUSHINSKY”.
Natychmiast dopadły mnie dwa obnażone do pasa diabły i zaprowadziły do pomieszczenia, które okazało się być kuźnią. Zanim zdążyłem zaprotestować, zostałem podkuty. Po uiszczeniu zapłaty udałem się do hotelu.
Z daleka dojrzałem neon:
„ HOTEL POD UPADŁYM ANIOŁEM”.
Widoczne z bliska liszaje na tynku i powybijane szyby w oknach świadczyły niezbicie, że sam hotel też jest „upadły”. Cóż jednak miałem czynić? Szukać Ritza? Wszedłem do holu. Za kontuarem recepcji stał stary, chudy diabeł z chytrymi oczkami. Na przyczepionym do kamizelki identyfikatorze przeczytałem: Starszy Recepcjonista J.U. d’Ash. Szlachcic – pomyślałem, a wygląda jak ostatni oprych.
– Dobry wieczór. Chciałem wynająć pokój.
– Na długo?
– Na razie na jedną noc.
– Z klimatyzacją, czy bez?
– Z klimatyzacją.
– Trzydzieści. Z góry.
Wyciągnąłem z kieszeni banknot stuhellarowy.
– Mowy nie ma. Przyjmuję tylko w brzęczącej monecie.
Wysupłałem z kieszeni garść monet. Szybko odliczył trzydzieści hellarów, po czym wręczył mi klucz.
– Trzynastka. Pierwsze piętro, po lewej.
Wspiąłem się po trzeszczących schodach na piętro i odszukałem swój pokój. Gdy otworzyłem drzwi, w pierwszym odruchu chciałem uciec, ale w końcu przekroczyłem próg. Nie będę szczegółowo opisywał tej nory, ale skojarzyłem ją z kubrykiem na czternastowiecznym statku. Poszukałem ręką włącznika i zapaliłem zwisającą na kablu żarówkę. Rzuciłem zakupy na wyro i zacząłem bezskuteczne poszukiwania klimatyzacji. Zszedłem więc do recepcji i wyskoczyłem z mordą na d’Asha. Recepcjonista zaklął szpetnie i udał się ze mną na górę. Gdy weszliśmy razem do pokoju warknął:
– Jak to nie ma? A to co? – wskazał łapą na pozbawione szyb okno.
– To jest klimatyzacja? To jak wygląda pokój bez niej?
Skinął na mnie i opuściliśmy pokój. Zaprowadził mnie do jakiegoś innego i otworzył drzwi. Bijący z wnętrza zaduch, niemal mnie zabił. Zapalił światło.
– Proszę spojrzeć.
Wsadziłem głowę do środka. Okno było zabite dyktą. Przeprosiłem więc mego cicerone i udałem się pod trzynastkę. Poszukam jeszcze toalety, załatwiłem fizjologiczne potrzeby, umyłem ręce i twarz w kapiącej z kranu rdzawobrunatnej, wodopodobnej cieczy i rzuciłem się na posłanie. Jednakże głód nie pozwalał mi zasnąć, postanowiłem więc wyjść z hotelu, by poszukać jakiejś knajpy. Gdy tylko wyszedłem na ulicę, dostrzegłem biegnących w jednym kierunku – pojedynczo i grupami – diabłów. Chwyciłem za ramię jakiegoś wyrostka.
– Gdzie wszyscy tak pędzą?
– Na festyn.
– A co się tam dzieje?
– Będzie pieczenie boczku.
Puściłem go i podążyłem w tym samym, co wszyscy kierunku. Już po chwili znalazłem się na obszernym placu. Jakiś jegomość w katowskim kapturze na głowie właśnie obwieszczał gromkim głosem:
– A teraz zapraszam na główną atrakcję naszego festynu – przypiekanie boczku.
Odsłonił kotarę i moim oczom ukazało się ognisko nad którym był zawieszony człowiek. Przez pożyczoną od jakiegoś diabła lornetkę dojrzałem wysokiego mężczyznę w góralskich portkach i wysokiej czapce. O qurna! Janosik! Kat podsycił ogień, który zaczął sięgać boku skazańca. Janosik zaintonował „Góralu, czy ci nie żal...”. Zrobiło mi się go żal i straciłem apetyt, nie tylko na boczek. Odszedłem z miejsca kaźni. Idąc powoli zauważyłem szyld z napisem CINEMA. Nie miałem ochoty na sen, więc postanowiłem coś obejrzeć. Rozglądając się po holu zauważyłem całe mnóstwo afiszy – same horrory, thrillery, pornole i filmy akcji.


Spojrzałem na repertuar.

Duża sala – Nowe przygody Frankensteina

Średnia sala – Roman ceporęki

Mała sala – Koszmar wielkiej dupy

Ceny biletów: 10 hellerów

Pokręciłem głową z dezaprobatą, wtedy podszedł do mnie bileter.
– Szanowny pan, życzy coś specjalnego?
– Dlaczego nie?
Skasował do kieszeni pięćdziesiąt hellerów, po czym założył mi opaskę na oczy i poprowadził dziwnie krętą, prowadzącą to w górę, to w dół drogą, aż znalazłem się w niewielkiej, wypełnionej w połowie widzami sali projekcyjnej.
– Jeśli będzie chciał pan wyjść, proszę nacisnąć na przycisk.
Zasiadłem w fotelu, a po chwili rozpoczął się seans. Puścili „Przeminęło z wiatrami”. Okazało się, że film był w tureckiej wersji językowej z napisami w języku Suahili, a na domiar złego kopia była tak zużyta, że nie dało się oglądać. Po kilku minutach nacisnąłem przycisk. Rozległ się potężny dźwięk syreny, jakby ogłoszono alarm przeciwlotniczy. Bileter pojawił się w ciągu kilku sekund. Ponownie założył mi opaskę i wyprowadził z sali. Zdegustowany wyszedłem na ulicę i udałem się w kierunku hotelu.
Po drodze zaczepił mnie mały gazeciarz i wcisnął do ręki najnowszy numer Lucyferalnej Gazety. Rzuciłem mu pięćdziesiąt hellcentów i wróciłem do hotelu. Przy mdłym świetle żarówki nie udało mi się odcyfrować nic, prócz nagłówków: Smołagate, Skład Przyzby Krzywoprzysięgłych, Nowy nabytek Muzeum i jeszcze kilka innych, mniej interesujących.
Zgasiłem światło i zamknąłem oczy. Zapadłem w płytki, niespokojny sen. Śniły mi się kotły z wrzącą smołą, Madejowe Łoża i inne wymyślne machiny służące do zadawania tortur.
Rano zapoznałem się ze składem Przyzby Krzywoprzysięgłych:
Pedro Bernardo o Luis Paolo Antonio Ronaldinho da Costa de Salasaar
Petrus Canalaris-Urina
Mugabi Tarantulla
Reaksja Piekielna
Hymen Diabelska
Achillea Barbarus
Nanna Rumiana
Merry Juana
Andrus Diabello
Modest Cenzor
Re-Fren
Tryton Stentor
Gdy następnego poranka dotarłem przed gmach sądu, ujrzałem, że jest otoczony kordonem Samoochroniarzy, a wokół hali uwijała się grupa strażaków w maskach przeciwgazowych. Nikogo nie chcieli przepuścić. Spotkałem Asherotha.
– Dzisiejsza rozprawa odwołana. Jakiś dywersant wtargnął nocą do budynku i pokropił go wodą święconą, a na domiar złego okadził kadzidłem. Dezaktywacja potrwa cały dzień. Jeśli ma pan ochotę możemy wybrać się do jakiegoś lokalu na małego szatana i duże mleko od wściekłej krowy. Przy okazji opowiem panu co nieco o krzywoprzysięgłych.
Nie muszę chyba wyjaśniać, że propozycję adwokata przyjąłem z wdzięcznością...
Poszliśmy do jakiejś knajpy. Jej wnętrze nie kojarzyło mi się bynajmniej z restauracją hotelu „Sobieski”, lecz raczej stołówkę z najgorszego snu więźnia Alcatraz. Zasiedliśmy przy chwiejącym się stoliku, a Asheroth zamówił kawę i pół litra. Czekając na kelnera rozłożyłem gazetę.
– Mam tutaj cały skład Przyzby Krzywoprzysięgłych. Proszę mi coś o nich opowiedzieć. Przewodniczącym jest Pedro Bernardo Luis Paolo Antonio Ronaldinho da Costa de Salasaar. Co to za jeden?
– Konkwistador, posiekany na kawałki za gwałt dokonany na lamie. Do tej pory ciężko mu się jest pozbierać do kupy i co chwilę się rozpada. Wyjątkowa swołocz.
– Pocięty na kawałki za gwałt na lamie? To sodomia była tak ciężko karana?
– Niekoniecznie. Ale to nie była zwykła lama, lecz Dalaj Lama.
– Z zawieszonego nad barem telewizora marki Satanyo dobiegł charakterystyczny dżingiel, a na ekranie ukazał się napis:

TV ARDOWSKI WIADOMOŚCI PIEKIELNE,

po czym pojawiła się postać młodej diabliczki, siedzącej w wielkim kotle z gotującą się smołą.
– Niech pan nie wierzy w to co oni pokazują – powiedział mój obrońca. – Kotły z gotującą się smołą, są tylko w telewizji. W rzeczywistości, od dawna w piekle nie ma już smoły.
– Znaczy się, idziecie z duchem postępu...
– No, niezupełnie. Wszystko przez ten fatalny kontrakt, zawarty przez J.D. Gerenatkę – dyrektora Departamentu Aprowizacji, w Ministerstwie Spraw Piekielnie Ważnych.
– Kontrakt?
– Tak, spisała cyrograf z prezesem koncernu Sęplen, ale na skutek popełnionych błędów formalnych, nie tylko nie otrzymujemy żadnych dostaw, to musimy płacić ogromne sumy odszkodowania. I to w legalnej forsie. Niestety... Piekło schodzi na psy.
– Aha, to o to chodzi, w tym artykule w Lucyferalnej Gazecie... Nie zdążyłem go jeszcze przeczytać.
Z telewizora dobiegał głos diablicy:
– Witam diabelnie gorąco wszystkich telewidzów. Nasze dzisiejsze wiadomości rozpoczynamy z relacji sprzed gmachu Sądu Przedostatecznego.
Na ekranie pokazano sceny sprzed gmachu sądu. Pośród wielu gapiów i samoochroniarzy mignęła przez moment moja twarz.
– Staje się pan sławny, panie Leszku – zażartował Asheroth.
– Łączymy się obecnie z redaktorem Matołkiem, naszym specjalnym wysłannikiem, przebywającym przed gmachem sądu. Halo, Matołek! Czy mnie słyszysz?
– Słyszę znakomicie.
– Opowiedz co się tam dzisiaj wydarzyło.
– Może lepiej poproszę o wypowiedź Komendanta głównego Samoochrony, pana Endrju Endrju.
Kamera pokazała rozmówcę reportera.
– Panie Komendancie, nasi telewidzowie czekają na wyjaśnienie dzisiejszego niezwykłego wydarzenia. Co już wiadomo o sytuacji i jakie mogą być tego konsekwencje?
– Otóż, panie redaktorze, na skutek karygodnej niefrasobliwości oraz braku odpowiedzialności ze strony straży sądowej (świadomie mówię małymi literami), dzisiejszej nocy do gmachu wtargnęła grupa terrorystów bezczeszcząc go przy użyciu wody święconej i kadzidła. Na szczęście, dzięki czujności podległych mi służb nie doszło do tragedii i obecnie usuwamy skutki zatrucia środowiska, przy pomocy wszystkich dostępnych środków. Jednostka antyterrorystyczna podjęła również odpowiednie działania i myślę, iż lada chwila ujmiemy przestępców. Pragnę jeszcze tylko dodać, że winny zaniedbania komendant straży musi odejść.
W tym momencie do komendanta podszedł jeden z Samoochroniarzy .
– Wodzu, wiadomość dla pana!
– Przepraszam pana oraz telewidzów, za chwilę powrócimy do naszej rozmowy.
Komendant Endrju oddala się. Oko kamery podąża za nim, i pokazuje wchodzącego do niewielkiego, drewnianego pomieszczenia. Po kilkunastu sekundach wychodzi i powraca do reportera.
– Miałem rozmowę komórkową. Grupa antyterrorystyczna ujęła dwunastu zbrodniarzy. Na razie jedenastu idzie w zaparte, ale jeden – za niewielkie pieniądze obiecał mówić.
– Dziękuję panu Matołkowi oraz Komendantowi Endrju Endrju – powiedziała prowadząca wiadomości.
– Przechodzimy do dalszych informacji dnia, ale zanim to nastąpi zapraszam na reklamę.
Firma SATANYO przedstawia nowy model komórki. Nasza komórka występuje wersji dwu- cztero- i dziesięcioosobowej. Wszyscy, którzy podpiszą umowę na wieczność, przez rok będą mogli korzystać z rozmów bezpłatnych.
Dla mobilnych wersja na kołach! Dla stu pierwszych abonentów piekielnie atrakcyjna, ekskluzywna wersja pokryta czerwoną blachodachówką.

ZAPRASZAMY DO NASZYCH SALONÓW.

Opublikowano

LESZEK
już przy pierwszych słowach śmieje się głośno!nabierasz rozmachu będąc za pan brat z poczuciem humoru! naprawe widać że pracowałeś nad czym co sie nazywa w/g mnie błysk oka!
u mnie także nastapiła : Reaksja Piekielna
super z polotem, z wilkczą wyobrażnią, masz swój styl - piękne dygnięcia przesyłam !!!
pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...