Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Najpiękniejsze...


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Znaku twojego szukam pośród innych

 

(Autor: Pablo Neruda)

 

Znaku twojego szukam pośród innych znaków,

w nieodpartej, porywczej rzece innych kobiet,

w warkoczach, oczach ledwie zanurzonych,

w świetlistych stopach żeglujących w pianie.

 

I nagle jakbym dojrzał twe wąskie paznokcie

w popłochu — czy sypnęło odblaskiem czereśni?

Innym razem twe włosy zabiegły mi drogę,

jakby twój wizerunek z ognia płonął w głębi wody.

 

Ale żadnej nie biło serce tak jak tobie,

twego światła — tej glinki śniadej wyniesionej z lasu

twoich uszu maleńkich nie wzięła ci żadna.

 

Ty jesteś summą i stopem, ty — w wielości jedna.

Z twym prądem płynąc przemierzam miłośnie

królewską Missisipi — ujście kobiecości.

 

Przekład z hiszpańskiego: Krystyna Rodowska

Opublikowano (edytowane)

Wyznania

 

(Autor: Charles Bukowski)

 

wyczekując śmierci

jak kota

który wskoczy na

łóżko

 

bardzo współczuję

żonie

zobaczy to

sztywne

białe

ciało

 

potrząśnie nim raz i

może

drugi:

„Hank!”

Hank nie

odpowie.

 

śmierć to żadne

zmartwienie, tylko że żona

zostanie z tą

stertą niczego.

 

ale

niech

wie

że wszystkie noce

przespane

obok niej

nawet bzdurne

spory

były

przewspaniałe

 

a te trudne

słowa

które zawsze bałem się

wymówić

teraz mogą być

wypowiedziane:

kocham

cię.

 

Przełożył Michał Kłobukowski

 

***

 

Wspomnienie twojego imienia

 

(Autor: Chris Rea)

 

Czas upływa
I każda jedna łza
Musiała już dawno wyschnąć
I samotne noce
Stały się dziwną formą akceptacji

I minęły lata
Zupełnie jak mówi stara pieśń
Ból z czasem się zaleczył
Nie mógł przecież wiecznie trwać

Ale przyjaciel
Jak głupiec wspomniał twoje imię

Słoneczne dni, pijane noce
Uśmiecham się i mówię "wszystko jest w porządku"
Ale zimny, zimny deszcz
Na wspomnienie twojego imienia

Wybacz mi proszę
Jeśli wzruszę ramionami
Kiedy będę uspokajał swoich przyjaciół
Starzejąc się
To nie tak, że jestem zimniejszy niż wcześniej
Stałem się po prostu tak dobry w ukrywaniu
Tego co czuję bez drgnięcia (mrugnięcia powieką)

 

Jest nadal tak samo
Na wspomnienie twojego imienia

 

***

 

Pamiętasz mnie?

 

(Autor: Marianne Faithfull)

 

Pamiętasz cokolwiek?

Nie udawaj, że nie było wesoło

Zapisz to pod hasłem "rozrywki przeszłości"

 

Rozglądam się po pokoju

Wspominam bliskich memu sercu

I chyba pamiętam wszystko

Lecz przede wszystkim Ciebie

Bo zawsze chodziło tylko o Ciebie

 

Nigdy nie interesowali mnie inni

Ani to co myślą

To mnie mogła przypaść Twoja miłość

A Tobie cały świat

Gdybyśmy tylko potrafili to sobie dać...

 

(tłumaczenie: Tomasz Beksiński)

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

 

Jeśli o mnie zapomnisz

 

(Pablo Neruda)

 

Chcę byś wiedziała

Jedną rzecz.

 

Wiesz jak to jest:

gdy spojrzę

na kryształowy księżyc, na rozgorzałą gałąź

leniwej jesieni w mym oknie,

jeśli dotknę

przy ogniu

miałkiego popiołu

lub pomarszczonego ciała bierwion,

wszystko kieruje mnie do ciebie,

jakby wszystko co istnieje,

zapachy, światło, metal,

było łódką

co płynie

w stronę twych stęsknionych wysp.

 

Dobrze więc,

jeśli po trochu przestaniesz mnie kochać

i ja przestanę cię kochać po trochu.

 

Jeśli nagle

o mnie zapomnisz

nie szukaj mnie,

bo zapomniałem o tobie.

 

Lecz kiedy pojmiesz, że nudny i głupi

jest łopot flagi,

pod którą mija me życie,

i zechcesz

porzucić serdeczny brzeg,

gdzie zapuściłem korzenie

pamiętaj

że tego dnia,

o tej godzinie,

podniosę ręce

i wyrwę korzeń

by szukać innej ziemi.

 

Lecz, jeśli każdego dnia

o każdej porze,

z bezwzględną słodyczą czujesz,

żeś mi przeznaczona,

jeśli każdego dnia pąs,

pnie się do twoich ust szukając mnie,

moja miła, moja droga,

cały ten ogień we mnie zapłonie,

nie zgaśnie we mnie żadne ze wspomnień,

moja miłość żywi się twoją, kochana,

i póki żyjesz jest w twych ramionach

nie opuszczając moich.

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jakoś mi tak się dziś za Tobą zatęskniło 

Nie ma Cię od jakiegoś czasu i się martwić zaczęłam 

Nie to żebym była Ci przeznaczona i tam wiesz te motylki i inne pierdoły

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Po prostu napisz że u Ciebie wszystko w porządku 

To Ci dam spokój obiecuję 

Słowo zucha

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Usta twoje całują

 

Usta twoje się snują, usta twe się wodzą,

Jak dwa ptaki różowe, po mnie lekko chodzą,

Jak dwa światła natchnione, oczu dotykają,

Usta twe mnie zabrały, usta twe mnie mają.  

 

Jak wyznania wstydliwe, jak szepty szalone,

Powtarzam w ustach twoje usta niezliczone,

Od uśmiechu w kącikach do smaku języka —

Usta twoje całują i świat cały znika.

 

(Tekst: Kazimierz Wierzyński.

Muzyka: Józef Skrzek)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. Próbujmy bracia nieustająco, Pięknego dnia!
    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...