Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

… potem, przez trzy dni chodził naładowany energią złości, jak czerwony balonik. Ciekawy to był widok. Takiego się spodziewała. Podstarzały, stary kawaler, któremu tym razem nie udały się łowy... ten, który niebawem zrozumie, że to było tylko preludium, do tego co go czeka. Że taki los spotyka tych, którzy sobie kobiety chcą używać i wieszać ich pożegnania, jak trofeum z setką błędów, na własną obronę, kiedy poruszają się w gronie kolegów. Jaki niefart, nie ma pielęgniarki, i nie będzie, nie ma litości, i nie będzie, nie ma dzieci, a co jej do tego?... Czy szkoda? W ogóle.

 

Tymczasem trzeba było wymienić wycieraczki. Skoda miała problem ze zbieraniem nadmiaru w granicach... Okazało się, że doskonale współpracują z nią te dedykowane dla Suzuki. Interesujące? Bynajmniej. Komplet zawierał dwie przednie i jedną tylną. Przednie jak skrzydła, tylna jak ogon. W rzeczywistości tylko przednie pasowały. Tylna to chyba z innej bajki była.

 

Zaciskał pięści. Tyle czasu zainwestował. Przez tyle przerw pragnął zagrabić ją, tylko dla siebie. Wykładał swoje „mądrości” o tym, jak jej decyzje, każde kolejne są gorsze od poprzednich, nawet mu na końcu języka zostawało słowo „ryba”. Jakie to podboje miał, jaki to on zaradny, że problemów nie widzi, jak widzi problem to go omija. Problem jest, ale niech inni się nad nim męczą. I biega taki w wybuchu aktywności, bo na widoku to on biega, a jak już ustawi się w miejscu, gdzie nie ma kamer, to odpoczywa po swojemu, długim jęzorem napastując kogo bądź: a to, a tamto, a siamto i owamto. Tysiąc sposobów na przebalowanie życia, połamane łóżko i puste butelki... serio? To niby haczyk?

 

- Jak te wycieraczki się otwierają? Nacisnąć? Ale gdzie? - O rzeczywiście, działa. A jak? Przycisk odpowiada, pióra śmigają, pach-pach, lewo-prawo. Żadnych grubych warstw wody, wezbrań na powierzchni szyby: przyległych, niepodległych. Zero chaosu przy prowadzeniu, rozmytych znaków drogowych w drodze… do pracy... a tam znów...

 

Analiza sytuacyjna? Czemu nie. Ktoś przyklaskuje. No oczywiście, że to klakiery. One zwykle idą tuż za falą. Nie sprawdzają w co idą, bo jeszcze mogłyby odkryć, że wiarę mają odwrotną. Po co się denerwować? W nudnym miejscu jest afera. Afera, jakiś nieudany podbój. Kto jest winien? No kto? Bliżej ciału jest koszula. Wiadomo, od lat ta sama. Pobawią się, a bo to pierwszy raz? Staro kawalerska postać zatrzymała się ze swoim ekwipunkiem. Poczwarzy kokon z przędzy wisi nieudolnie zawieszony w niedalekiej odległości i szuka. Czego? Nie wiadomo. Uszy wystawia swoje wsiowe, oczy wypatruje rozstrzelone.

A ona? Ona tymczasem chociaż jest tam krótko, już ma nad czym się zastanawiać. Czerwone flagi łopoczą. Bierze na warsztat kompot z dyni, babciny jego kompot i jakieś przestrogi, może nakazy, żeby się nie schylać, bo nie daj Boże, który dla niego chyba nie istnieje, coś strzyknie. No to byłby problem, bo gdyby mu tak poszedł jakiś zawias, to kto wtedy będzie łowił, kto te sieci zarzuci ?... na ryby, na grzyby, na… na… na...


 

Trochę niestandardowe zakończenie wyszło, jakby nie patrzeć, bo otóż z tego zamieszania została tylko ta nieprzydatna, tylna wycieraczka. Ni przymocować, ni wyrzucić, ni sprzedać. Może zanieść do szopy? Zmieścić w jakiejś szafie, niech leży... butwieje, kruszy się... tylko „NA CO JEJ WYCIERACZKA DO SUZUKI?!!”. Ludzka myśl po myśli to popłuczyny, głuchy telefon... pomyłka, zły adres... a idź dalej człowieku i ty i ty i tamten też! Klakierskie towarzystwo z ogona... Samodzielne myślenie to luksus, nie każdego na nie stać! – zawołała za nimi. Do kosza z taką wycieraczką, szkoda miejsca w szafie.

 

 

Edytowane przez Natuskaa (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Natuskaa

To ciekawy, gęsty tekst, który balansuje między gorzką obserwacją współczesnych relacji a satyrą na małomiasteczkową mentalność.

Metafora wycieraczek jest pomysłowa – pozornie banalna naprawa samochodu staje się pretekstem do refleksji o nieudanych związkach i niekompatybilności. Ta tylna wycieraczka "z innej bajki", którą nie wiadomo co zrobić, to świetny obraz czegoś, co zostało po nieudanej relacji – nieprzydatne, ale jednak trudne do pozbycia się. :)))

Niektóre fragmenty musiałam przeczytać dwukrotnie, aby żeby wyłapać wszystkie aluzje. Na przykład środkowa część o "podbojach" i "tysiącu sposobach na przebalowanie życia" mogłaby być mniej gęsta.

 

Tekst z pazurem - widać w nim kobietę, która przestała grać w czyjeś gry i mówi wprost. Gratuluję! :)


 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Życie pisze najlepsze scenariusze i najlepiej dopasowane :)

Tu akurat od wycieraczek wyszło, bo faktycznie siedziałam nad tą trzecią i się zastanawiałam po co mi ona, to tak głośno mi wybrzmiało w głowie, że końcówka tekstu praktycznie stanowiła punkt wyjścia do napisania całości. A reszta też jest faktem, z którym aktualnie mam nieprzyjemność się zmagać... tzw zranione ego mężczyzny odrzuconego... i z całą jego mściwością wrzuconą w atmosferę pracy. 

Bereniko wybacz, ale tak gęsto musi być, bo tak gęsta była narracja relacji... przytłaczjąca od początku i naszpikowana takimi perełkami, że tu i tak jest oszczędnie opisane. No ale musiałam podejść do tego, żeby zobaczyć finał... Co byłoby bez tego? Niedokończona historia, a przecież "Neptun wychodzi z ryb" i czas podomykać niektóre sprawy :) 

 

Dzięki za komentarz

Pozdrawiam

Opublikowano

W tym tekście brakuje Natusko bohatera. W pewnym sensie jest nim wycieraczka i najbardziej zajęła moją uwagę. Trochę szkoda wyrzucić nową, ale nie pasująca 

Zapewne terapeutycznie dla autora przyjemnie jest pojechać po starym kawalerze, ale niekoniecznie czytelnika muszą napędzać kogoś niemiłe wspomnienia.

Smutne dla mnie takie miłości pomiędzy zmianami wycieraczek. Z drugiej strony podziwiam energię, że starcza jej po pracy na coś jeszcze 

Jest to obraz bardzo współczesny, który nieraz obserwuje i z którym mam problem, by go zrozumieć.

Życie w ciągłym pędzie.

Przykro mi bardzo.

Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Na pewnym etapie w tekście pojawił się sąsiad, który pomagał wycieraczki otworzyć... (znaleźć ten przycisk) ale sąsiada wyrzuciłam z tekstu, a szkoda. Jednak trzeba żebym zostawiała więcej pierwopisu.

A to tak nie do końca. Jest tyle dram, że ludzie single, że samotni... pytanie - dlaczego? No tu o tym. Komu potrzebny jest ktoś, kto zostawia problemy drugiemu, komu ktoś, kto będzie stał wyprostowany czekając, aż schyli się drugi, komu potrzebny ktoś, kto non stop neguje każdy drugiego pomysł (jako gorszy od poprzedniego)?

W zależności od tego, na jakim etapie spotka się takiego człowieka, to albo baluje nie myśląc o tym, że drugiego używa, albo szuka sobie przystani, czytaj pielęgniarki na stare lata, która mu poda tabletki i nie wiem co tam jeszcze... 

Akurat tu z mojej strony żadnych zamiarów nie było... jedynie obserwacja i chęć zrozumienia mechanizmów, które kimś kierują.

Od lat starcza, niezależnie od wszystkiego... starcza.

Agato (dobrze pamiętam imię?) niepotrzebnie. U mnie jest stabilnie, obecną pracę traktuję jak wakacje, rehabilitację i trochę kolonie... przed następną pracą. Bardzo była mi potrzebna w całości, z wszystkimi jej detalami.

 

Miło, że do mnie zajrzałaś.

Pozdrawiam :) 

Mówi się trudno i pisze się dalej.

Nie wszystko co mnie zajmuje musi podobać się. Czasem krzywizny mogą komuś wyprostować świat, bo je w sobie w porę skoryguje.

 

Dzięki za przybycie

Pozdrawiam :) 

Opublikowano

Dziękuję za pamięć:)

Tak realnie patrząc, to niewiele chyba związków ma sens. Po prostu ludzie czasem się w sobie zakochują. Tak to mogę jedynie wyjaśnić. 

Bez tego jest tak jak piszesz, pielęgniarka na starość albo ktoś do wspólnego rachunku za meble itp.

To już lepiej być samotnym.

Moimi opiniami zbytnio się nie przejmuj. Rozumiem zapewne jakiś procent tylko tego, o czym chciałaś napisać.

Z tą energia po pracy to też nie jakiś przekąs tylko naprawdę podziwiam za to ludzi.

Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przysiadł raz pan Trzmiel wesoło na hyzopie Pyta się go mucha: Co tu robisz chłopie? Taka jest już moja rola, Że zapytam zioła, pola A ty nadal siedzisz w klopie?   *zdjęcie własne, hyzop też, trzmiel przygodny ;)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Propagandą do płoci”   Konspiracją słów płotkami są znów, więc im mów i mów to, co słyszeć chcą.   Czaruj jego i ją, wyborów amoki. Co chcesz, to ci damy — płyną słów potoki.   Wszystko posiadamy! Potok frazesów nęci, przyciąga i chęci, podpływają ich setki.   Płot z boku potoku, skaczą w etykietki, w afiszy natłoku i już tkwią w błocie.   Płocie przy płocie, odbija płot płocie, wpadają do błota — płaci płoci głupota.   — Oto i ciemnota! Potoki nie dla płoci, nurt bystry ochoci — lecz on nie dla płoci!   Płot przy płocie stoi, w bilbordach błądzi. Potok płynie dalej, prawdy nie osądzi.   Mąci woda przy brzegu, płocie tłoczą się w błocie. Nurt omija płycizny, nie płynie przy płocie.   Pomrze płoci krocie w partyjniackim błocie. Polityka nie dla płoci, ale mocno je ochoci.   Kto odważy się zrozumieć, ten wypłynie ponad płoty. Kto za frazes tylko chwyta, wpada w błota kłopoty.   Leszek Piotr Laskowski
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że z nutką tajemnicy  - dzięki za czytanie -                                                                                               Pzdr. Witaj - oczywiście poprawiłem - dziękuje za to że ładny i ciepły -                                                                                                                 Pzdr.słonecznym rankiem. Witam - dziękuję serdecznie za to że owe podglądanie to lekcja doceniania  chwil -                                                                                                                                                   Pzdr.uśmiechem. @Sylwester_Lasota - @Poet Ka - dziękuję serdecznie - 
    • Takie tam podsumowanie moich życiowych poszukiwań:)   "Prawda".   Prawda nie ma jednej twarzy, prawda Ci się nie przydarzy, bo nie możesz jej pominąć i w niepamięć swą odpłynąć.   Prawda nie ma sztywnej formy, nie dąży do żadnej normy, jest trwaniem po wieki wieków, na nią nie ma dobrych leków.   Bo cóż by ją zwalczyć mogło, na równowagę pomogło... Nie ma mnie bez otoczenia i wzajemnie – akt scalenia...   Jesteśmy sobie pisani, jednym pędzlem malowani na świadomości ekranie... Świat ma me wieczne oddanie,   wdzięczność za to, że być mogę, choćby wbijany w podłogę, wirem nicości wkręcany w niepewności mroczne stany.   Nic nie zburzy mej miłości do tej świętej zależności, jesteśmy tu zawsze razem, jesteś moich snów wyrazem.   Mym warunkiem, przeznaczeniem, towarzyszem, moim cieniem, kolorem tęczy na niebie, jesteś w radości i w gniewie.   Wszechświat kocha różnorodność, w nią obraca swoją płodność. Prawda to ja, Prawda to Ty, Prawda to My – nic poza tym. :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Głośne, metaliczne odgłosy dobiegają z różnych metalowych części zgromadzonych żałobników. Stoją przygnębieni pod ciemnymi chmurami, a z metalowych dupereli wypływa smutny smar. Niektórzy rdzewieją już nieco w strugach deszczu, ale z uwagi na szacunek dla bohatera imprezy Don Śrubem zwanym, nie odchodzą lub odjeżdżają.      Płoszą jednocześnie wygłodniałe kruki. Przyleciały biedne z nadzieją w czarnych skrzydłach, że jednak nie schowają, zostawią delikwenta na wierzchu i będą mieć wydziobożerkę. Po chwili jednak, mając zdeformowane dzioby o twarde niby ciała, odlatują zdegustowane i zawiedzione, zostawiając tylko echa krakania, które po chwili umiera.     Natomiast główny sprawca zamieszania, umarł podobno już kilka dni temu, a właściwie został zmiażdżony z namiętnym łoskotem przez zazdrosną lokomotywę starego typu, buchającą zakochaną parą. To jednak wersja oficjalna tudzież romantyczna, dla ciekawskich dziennikarzy. Teraz omawiany czeka spokojnie pośród zgromadzonych, na włożenie do zardzewiałej ziemi rdzą znamienitych przodków.      Niestety. Nic nie zostało z jego wspaniałego, proporcjonalnego wyglądu o przystojnych, gładkich trybikach, kółkach wszelakiej maści, migających światełkach i pewnym podłużnym szczególe do wycieku smaru. A tak się nim szczycił i przyciągał różne zauroczone metalowice z powabną żelazną szczeciną. Zebrani mogli tylko ze smutkiem we wizjerach, oglądać ten cały bajzel, niepodobny już tak bardzo do nich.      Tylko najbliższa rodzina znała od uczynnych sygnalistów, prawdziwą przyczynę tego całego galimatiasu, w który ich najbliższy trybom został zmieniony. A przyczyna była banalna. Chciał ich po prostu odwiedzić z daleka, a że teleportacja jeszcze była w drucianych powijakach, to jak łatwo można było przewidzieć, nastąpiła awaria teleportera i na stacji docelowej został ponownie złożony nie tak jak trzeba. I to bardzo nie tak.     Jeszcze bardziej wtajemniczeni metalicznie zgrzytali rodzinie w aluminiowe ślimaki i bębenki, że ktoś tak dla wesołości, czyli dla ołowianych jaj, przed teleportacją włączył opcje→AI, czyli Alternatywną Instrukcję – ponownego złożenia. I wyszło jak wyszło.    * – Babciu. Przestań zgrzytać i sikać po dziadku smarem, tylko mnie posłuchaj – rzekł blaszany wnuczek w smutnej ciszy, że aż zgromadzeni, błysnęli złowrogo poświatą wizjerów. – Możemy oddać dziadka na złom. Po co zakopywać. Za uzyskane przychody, skonstruujesz sobie nowego. Nawet z lepszym prętem. Co ty na to, babciu?     – Nie wódź mnie na pokuszenie blaszany łobuzie – tym razem zazgrzytała babcia, zakochanym trybikiem. – Jam już w węglarce zakochana. Poza tym wnuczku, trza myśleć racjonalnie. Ma pełno opału na ślicznych, wklęsłych wdziękach.      – Ależ babciu. Skoro tak rozumujesz to wiedz, że tej zimy, nie ma być zimy. Możesz być śmiało dziadkowi wierna. Nawet po śmierci.      Nagle wszyscy usłyszeli złowieszczy, acz oczekiwany, chociaż nie przez wszystkich, zgrzyt słowny:    – Do zardzewiałej śrubki. Bierzcie się do roboty, pieprzone roboty. Z miłości do was to mówię. Tak mnie poskładajcie, bym wyglądał, jak za życia.     – Drogi mężu – zazgrzytała babcia. – Ty się wreszcie zdecyduj. Czyś żyw, czy nie. Węglarka czeka. Muszę wiedzieć, jak sobie życie wytrybować.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...